REKLAMA




Prof. Vetulani: Mamy w Polsce do czynienia z marihuanofobią

– To, co się dzieje wokół tematu konopi w warstwie społecznej, jest dla mnie niczym innym, tylko nieuzasadnionym wybuchem paniki – mówi nam neurobiolog, profesor Jerzy Vetualni.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Newsweek Polska
Paula Szewczyk

Odsłony

352

– To, co się dzieje wokół tematu konopi w warstwie społecznej, jest dla mnie niczym innym, tylko nieuzasadnionym wybuchem paniki – mówi nam neurobiolog, profesor Jerzy Vetualni, najbardziej znany w Polsce zwolennik legalizacji marihuany.

Jerzy Vetulani jest profesorem nauk przyrodniczych, neurobiologiem, członkiem PAN i PAU. Przez 30 lat kierował Zakładem Biochemii, dziś jest wiceprzewodniczącym Rady Naukowej Instytutu Farmakologii w Akademii Nauk. Napisał kilkaset prac badawczych o międzynarodowym zasięgu, pozostaje jednym z najczęściej cytowanych polskich naukowców w dziedzinie biomedycyny na świecie. Popularyzuje naukę, przez ponad dwie dekady był redaktorem naczelnym czasopisma „Wszechświat”. Dziś jest także jednym z najbardziej znanych zwolenników legalizacji marihuany. Przeczytaj, czego nie wiesz o marihuanie.

1. Czy od marihuany da się uzależnić?

Da się, ale – jak sądzę – będzie to uzależnienie behawioralne. W największym skrócie: uzależnienie od zachowania, a nie uzależnienie fizyczne, od samej substancji. To byłoby bardzo trudne. A samo palenie marihuany to co innego. To, co czujemy, gdy chcemy zapalić skręta, nie jest prawdziwym głodem. O nim możemy mówić wtedy, gdy zrobimy wszystko – nawet zrujnujemy sobie życie – żeby tylko zażyć tę substancję. W przypadku osób palących marihuanę jest to raczej łagodne uzależnienie od pewnych rytuałów, czynności, od tego, że palimy skręta z kolegami i że jest przy tym mnóstwo śmiechu.

2. Palenie marihuany niej jest groźne?

Nie twierdzę, że nie jest groźne w ogóle. THC przyjmowany czę-sto i długotrwale może nas nieco rozleniwiać, a nawet ogłupiać. O tym, jak groźne potrafi ą być nałogi behawioralne, świadczy choćby skala uzależnień od jedzenia – ile osób umiera rocznie z powodu otyłości! W przypadku jedzenia w grę wchodzą różne kompulsje, a więc wewnętrzne przymusy wykonywania pewnej czynności. Sam, choć jem niewiele, mam kompulsję, żeby zawsze dokończyć przygotowaną kromkę chleba – choćbym w ogóle nie był głodny, myśl o nadgryzionej kanapce będzie mnie męczyć.

3. W jaki sposób marihuana „leczy”?

Lista chorób, przy których marihuana pomaga, jest imponująca i wciąż się wydłuża. Marihuana działa rewelacyjnie u osób chorych na stwardnienie rozsiane – bo znacząco zmniejsza spastyczność, a więc nadmierne napięcie mięśni. Z tego samego powodu pomaga osobom po porażeniu mózgowym i uszkodzeniu rdzenia. O tym się niewiele mówi publicznie, ale pacjenci ze stwardnieniem rozsianym często słyszą od swoich lekarzy, że najskuteczniejszą terapią jest dla nich przyjmowanie THC. Podobnie osoby, tak jak ja, chore na jaskrę – bo obniża ciśnienie śródgałkowe. Mój okulista powiedział mi wprost, że jedyne, co mogłoby pomóc mi na oczy, to palenie marihuany. Poza tym rozszerza oskrzela, pomagając ludziom chorym na astmę, zwiększa apetyt, co przydaje się w leczeniu anoreksji, ale też u osób leczonych na nowotwory czy AIDS, które mają zaburzenia apetytu. Znosi ból, a więc świetnie sprawdza się w bólach pooperacyjnych, fantomowych, nowotworowych. Blokuje też nudności i wymioty, co znów mogłoby mieć duże zastosowanie u ludzi chorych na raka.

4. Mamy w Polsce do czynienia z „marihuanofobią”?

Społeczeństwo ma swoistą fobię na punkcie tego w rzeczywistości nie tak groźnego narkotyku. Nie do końca poprawnie nazywam zjawisko zbiorowego urojenia „marihuanofobią”, ponieważ w psychiatrii określenie „fobia” jest zarezerwowane dla lęków odczuwanych przez pojedynczych pacjentów, a nie całe społeczeństwo. Lęk przed marihuaną można porównać do ataków paniki. Można dyskutować, czy z medycznego punktu widzenia marihuana powinna wrócić do łask, czy nie. Moim zdaniem – powinna, ale mogę kulturalnie, wymieniając się naukowymi argumentami, rozmawiać z tymi, którzy uważają inaczej. To, co się dzieje wokół tematu konopi w warstwie społecznej, jest dla mnie niczym innym, tylko nieuzasadnionym wybuchem paniki.

Marihuana jest zaszufladkowana jako ta zła. A przecież nie ma żadnych naukowych argumentów na to, że marihuana jest wybitnie szkodliwa, na to, że w linii prostej prowadzi do uzależnień od poważniejszych substancji. Istnieją za to dowody, że 100 lat temu pewnym grupom po prostu zależało, z przyczyn w dużej mierze ekonomicznych, żeby z marihuany zrobić demona. Przez wieki ludzkość stosowała konopie i nic złego się nie działo. Wręcz przeciwnie – pomagały one na wiele dolegliwości, bólów.

5. Dlaczego warto walczyć o zalegalizowanie marihuany?

Walczę przede wszystkim o uświadomienie społeczeństwa, nie o samą legalizację. Żadnej korzyści z tego nie mam, narkotykowego biznesu nie prowadzę i nigdy nie założę, bo jestem już za stary. Ale chciałbym przynajmniej końcówkę swojego życia spędzić w kraju, w którym policja zajmuje się czymś sensowniejszym niż ściganie kogoś za to, że ma w kieszeniach dwa skręty. Chciałbym też, żeby każdy, kto ma ochotę zapalić marihuanę – tak jak ci, którzy mają ochotę napić się wina – mogli kupić ją z legalnego, sprawdzonego źródła i wiedzieć, co palą. Nie mówię nawet o wpływach z akcyzy, które trafiałyby do budżetu państwa po legalizacji miękkich narkotyków. Państwo samo traci na swojej głupocie. Ale tracą również ci, którzy chcą spokojnie zrelaksować się po tygodniu pracy i nikomu nie szkodząc, zapalić skręta: bo przy okazji narażają się na problemy z prawem. I narażają też swoje zdrowie, gdyż nie wiedzą do końca, co sprzedaje im diler. Myślę, że dla tych ludzi warto walczyć o legalizację.

Fragmenty wypowiedzi profesora Vetulaniego pochodzą z książek „A w konopiach strach”i „Bez ograniczeń. Jak rządzi nami mózg”, wywiadów rzeki Marii Mazurek ze słynnym neurobiologiem.

Oceń treść:

Average: 10 (6 votes)