REKLAMA




Biurokracja i sejfy, czyli medyczna marihuana w polskich aptekach

Rozmowa "Dziennika Wschodniego" z dr n. med. Dorotą Rogowską-Szadkowską z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, która zajmuje się marihuaną i marihuaną medyczną.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Dziennik Wschodni
Katarzyna Prus
Komentarz [H]yperreala: 
Tekst stanowi przedruk z podanego źródła.

Odsłony

379

Rozmowa z dr n. med. Dorotą Rogowską-Szadkowską z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, która zajmuje się marihuaną i marihuaną medyczną

• W ciągu miesiąca medyczna marihuana ma trafić do polskich aptek? Czy pacjenci mogą się już cieszyć?

- Ja bym się na razie nie cieszyła, bo nie do końca jest z czego. Pozytywna decyzja o rejestracji surowca jeszcze o niczym nie przesądza. Mimo że marihuana lecznicza będzie dostępna w aptekach, to będzie ją można dostać tylko na receptę. I tu zaczyna się problem. Pacjent musi najpierw znaleźć lekarza, który mu taką receptę wypisze, a z tym nie jest tak łatwo. Tak naprawdę na palcach jednej ręki można policzyć lekarzy w Polsce, którzy bez problemu wypiszą receptę na taki lek. Kolejny krok to znalezienie apteki, która będzie spełniała wymogi, żeby taki lek sprowadzić i przechowywać w odpowiednich warunkach. Na ubiegłotygodniowej konferencji naukowej dotyczącej m.in. medycznej marihuany usłyszałam, że apteka będzie musiała m.in. posiadać specjalny sejf do przechowywania takiego leku. Ciekawe, czy pacjenci też będą musieli mieć sejfy, żeby tę „niebezpieczną”, jak wielu nadal uważa, substancję trzymać w domu. Takie obostrzenia prowadzą do absurdów, jak w przypadku importu docelowego marihuany medycznej dla konkretnego pacjenta, który w tym momencie jest jedynym w Polsce sposobem na jej zdobycie.

• Jakie to absurdy?

- Import docelowy to masa biurokracji, która często przerasta pacjenta. Poza receptą od lekarza, z której uzyskaniem jak wspominałam jest duży problem, konieczne są zgody konsultanta krajowego lub wojewódzkiego w konkretnej dziedzinie, np. neurologii czy onkologii (marihuanę medyczną stosuje się m.in. w stwardnieniu rozsianym, leczeniu przewlekłego bólu w chorobach onkologicznych, padaczce lekoopornej - przyp. aut.) i zgody ministra zdrowia. Na końcu jest apteka, która będzie w stanie sprowadzić lek. Czasem trzeba na to czekać nawet 6 miesięcy, a wtedy zgody ministra i konsultanta tracą ważność i cały proces trzeba zaczynać od początku.

• Zdarza się, że pacjenci omijają prawo?

- Oczywiście, takich historii jest bardzo dużo. Część została zebrana w książce Aleksandry Pezdy „Zdrowaś Mario”, która dwa tygodnie temu ukazała się na rynku. Pacjenci świadomie łamią prawo, bo nie mają wyjścia, są zdesperowani. Zdarza się np., że pacjentowi uda się uzyskać receptę na medyczną marihuanę od lekarza specjalisty w Polsce, ale pojawia się problem z apteką. Wtedy decyduje się więc na realizację recepty za granicą m.in. w Holandii czy Czechach. Potem czeka go jednak przeprawa ze sprowadzeniem tego do Polski.

• Dlaczego lekarze nie chcą wypisywać recept na medyczną marihuanę?

- Niestety w przypadku medycznej marihuany nie jest brane pod uwagę tylko i wyłącznie dobro pacjenta i zaczynam wątpić, czy jest na to w ogóle szansa. Na uczelniach medycznych nie uczy się przyszłych lekarzy o własnościach terapeutycznych marihuany. Nie tylko w Polsce. W Kanadzie medyczna marihuana jest legalna od 2001 roku, a w dalszym ciągu spora grupa lekarzy uważa, że nie pomaga ciężko chorym ludziom. Wielu lekarzy w Polsce ma też obawy w związku z tym, co spotkało dr. Marka Bachańskiego z Centrum Zdrowia Dziecka, który został wyrzucony z pracy za pomoc w sprowadzaniu medycznej marihuany. Ostatecznie przywrócono go, ale dla wielu było to bardzo poważne ostrzeżenie i argument, żeby się nie narażać.

• Czy to jest ta hipokryzja, o której pani pisze w swojej książce „Medyczna marihuana - historia hipokryzji”?

- Postawy wielu lekarzy wobec medycznej marihuany są tego potwierdzeniem. Pięć tysięcy lat stosowania marihuany w leczeniu wielu schorzeń to dowód na to, że nie jest niebezpieczna. Jak dotąd nie znaleziono dowodów na to, że takie leczenie uzależnia i zabija, a to jedne z najczęstszych mitów dotyczących marihuany roślinnej. Mimo swoich terapeutycznych właściwości jest nadal nielegalna z małymi wyjątkami, kilka lat temu została np. zalegalizowana w USA w stanie Colorado (jeden z dziewięciu stanów, w których marihuana jest legalna - przyp. aut.) dla wszystkich, którzy ukończyli 21 lat. W tym kontekście warto wspomnieć o opioidach stosowanych w leczeniu przewlekłego bólu, lekach które są legalne, można bez problemu zdobyć na nie receptę, chociaż są niebezpieczne i mogą prowadzić do zgonów. W USA od kilku lat obserwowana jest prawdziwa epidemia w związku z ich nadużywaniem. W przeciwieństwie do marihuany leczenie opioidami silnie uzależnia fizycznie. Pacjenci po zakończonym leczeniu często nie mogą ich odstawić. Są przypadki, w których nie mogąc zdobyć recepty na kolejny lek pacjenci sięgają po heroinę. W przypadku leczenia marihuaną, w rozumieniu rośliny, a nie tylko ekstraktu, na bazie którego produkuje się leki, nie było takich przypadków. Niestety umniejszanie roli samej rośliny na korzyść leków, które są przecież z niej produkowane, jest powszechne. I to też jest hipokryzja, z powodu której cierpią niestety pacjenci. Chodzi np. o przypadki leczenia paliatywnego i zapewnienie godnej śmierci, bez bólu i cierpienia. W takich przypadkach marihuana powinna być bezwzględnie dopuszczona. Dlaczego karać rodzinę czy samego pacjenta, który chce po prostu godnie odejść?

• Czy zalegalizowanie marihuany w celach terapeutycznych nie będzie zachętą do jej stosowania w ogóle?

- Ten argument jest już stosowany, po to żeby zahamować proces zamierzający do legalizacji. To jednak czysty populizm, który ma utrzymywać w świadomości społecznej pewne mity i schematyczne myślenie, a nie przedstawiać rzetelne naukowe dowody. Najłatwiej jest piętnować i szufladkować. Wątpię czy kiedykolwiek dyskusja o marihuanie w kontekście terapeutycznym będzie czysto merytoryczna i wolna od wpływów polityków. Szkoda tylko, że to odbija się na pacjentach.

Medyczna marihuana w polskich aptekach

W ciągu miesiąca medyczna marihuana ma trafić do polskich aptek. To efekt pierwszej pozytywnej decyzji o rejestracji surowca do jej wytwarzania. Uzyskała ją firma Spectrum Cannabis - spółka córka największego na świecie producenta surowców do wytwarzania marihuany medycznej z Kanady.

Firma szacuje, że to dobra wiadomość dla ok. 300 tys. pacjentów w Polsce, którzy potrzebują terapii marihuaną medyczną. Stosuje się ją między innymi w leczeniu przewlekłego bólu, spastyczności w stwardnieniu rozsianym i padaczki lekoopornej.

Wcześniej gotowe leki mogły być sprowadzane indywidualnie w ramach importu docelowego dla konkretnego pacjenta. Teraz, zgodnie z nowelizacją ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii oraz ustawy o refundacji leków, dostęp ma być łatwiejszy.

Konopie do obróbki będą sprowadzane z zagranicy, bo w Polsce ich uprawa nadal jest nielegalna. Jednak sam lek można już przygotować w polskich aptekach według recepty wystawionej przez lekarza, który dokładnie określi dawkę surowca i formę podania.

- Susz, który trafi do polskiej apteki, będzie służył do waporyzacji, czyli rodzaju inhalacji. W tym procesie kanabinoidy są podgrzewane do temperatury 200 stopni Celsjusza, co powoduje, że nie dochodzi do spalenia rośliny i do organizmu człowieka nie trafiają substancje smoliste – tłumaczy Tomasz Witkowski ze Spectrum Cannabis.

Firma nie ujawnia kosztu surowca, ale zapewnia, że cena 1 grama suszu dla pacjenta nie powinna przekroczyć 65 zł. Refundacji polskie prawo nie przewiduje.

Oceń treść:

Average: 10 (1 vote)
Zajawki z NeuroGroove
  • MDMA (Ecstasy)
  • Tripraport

Płeć: Kobita Waga: około 50kg Pierwszy publiczny trip raport, więc liczę na ciutkę wyrozumiałości. Około tygodnia w Wlkp przed Sylwestrem dane mi było zakupić niebieską tabletkę z przedziałką, w kształcie trójkąta z wybitym logiem punishera. Wrzucając w googla, przy wyszukiwaniu znalazłam kilka raportów dotyczących niebieskiego punishera, w tym kilka ostrzeżeń odnośnie mocy tego właśnie krążka- ponoć jeden z najmocniejszych w obrocie, ale jak to wiadomo, jedna piguła drugiej nierówna.

  • LSD-25

Nie wiadomo jak długo jeszcze byśmy tam stali gdyby nie pan Kowalski. Przejeżdżał obok i zainteresował się nami. W końcu nic dziwnego , grupka młodych ludzi stojących obok zamkniętej centrali nasiennej. Hmm, pewnie nieźle był zdziwiony gdy do nas podjechał. Było nas pięcioro. Ja, trzech moich kumpli (dwóch Michałów i Paweł) i Agniecha. Agniecha nie jest dziewczyną żadnego z nas. Jest naszą najlepszą przyjacółką, jaką ktokolwiek mógł sobie tylko wyobrazić. W każdym bądź razie stoimy tam zajarani , a ja z Michem (tym młodszym) wzięliśmy jeszcze po całej kracie "shake your body".

  • Gałka muszkatołowa










  • 1P-LSD
  • Pierwszy raz

Nie wiem czego oczekiwać, pozytywne nastawienie na dobre przeżycie(?), załatwiony kumpel do tripsitu. Pogoda średnia - zachmurzone i mokre, ale nie pada.

Był to mój pierwszy raz z jakimikolwiek psychotropami i tak zlansował mi mózg, że nie mam słów.

 

Zacznijmy od początku, godzina koło 13. Wyjeżdżamy z kumplem spod centrum handlowego gdzie kupiliśmy sobie ulubioną potrawę na później - gdybym zgłodniał. Kurczak w specyficznym, dość kwaśnym sosie. Kolega prowadzi. Jedziemy gdzieś nad pobliskie jezioro. Wkładam karton pod język.

T: 0:00 - godz. 13

Jedziemy nad jezioro. Nic szczególnego. Trzymam karton bez smaku pod językiem. Czekam aż coś się wydarzy.

T: 0:10