Dokończmy to, co zaczął Kalita

Sławomir Sierakowski wspomina i apeluje: "Dokończmy to. Nie zmarnujmy tej śmierci."

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Narkopolityka
Sławomir Sierakowski

Odsłony

228

Od legalizacji medycznej marihuany jesteśmy daleko, ale bliżej niż przed zabraniem w tej sprawie głosu przez Tomka Kalitę.

Nie pamiętam już, kiedy poznałem Tomka Kalitę. Pamiętam, że byłem mocno nieufny, bo Tomek był z SLD. A to u każdej innej lewicy wywoływało automatyczny dystans. Kłopot był tylko z jego wiekiem. Jak na komucha z PZPR to jednak był o 15 lat za młody. No ale wtedy można było powiedzieć, że postkomunizm to nie biografia, ale poglądy. I w sumie racja, ale nie wobec wszystkich. Jego postawę rozumiem tak: zachowywać się przyzwoicie tam, gdzie się jest i nie szukać na siłę alternatyw.

Prawie do końca byłem nieufny. Gadaliśmy, wiadomo było, że jest sympatycznym gościem, ale zawsze raczej sobie „dogadywaliśmy”. Tak brzmiało przynajmniej pięć pierwszych zdań. Po nich zaczynała się inna rozmowa, choć wiadomo było, że do niczego się nie przekonamy. To w sumie była niezła podstawa do bezinteresownego pokomentowania polityki i tego, co się dzieje w kraju i poza nim.

Tomek chciał być i tu i tu: w polityce głównonurtowej, takiej, jaka była i jest, ale też w świecie idei. Dlatego założył Centrum im. Ignacego Daszyńskiego. Aktywność polityczną rozpoczął, gdy SLD było już na równi pochyłej, więc większych szans na rozwinięcie skrzydeł tak naprawdę nie miał. Nie można powiedzieć, że miał szczęście w polityce. Ale dawał radę z entuzjazmem. Nie narzekał, robił swoje.

Później zachorował. Nic o tym nie wiedziałem, bo się nie przyjaźniliśmy. Pamiętam tylko jedną scenę, gdy spotkałem go gdzieś na mieście, był z żoną na kolacji. I na szczęście bez „dogryzania” sobie tym razem, podszedłem i przybiliśmy piątkę, wymieniając życzliwe uśmiechy. Nic więcej.

Gdy dowiedziałem się o chorobie, zadzwoniłem. Tomek zaprosił mnie na wieczór kawalerski. Przyszedłem i razem z Andrzejem Morozowskim, Maćkiem Knapikiem i innymi kolegami i koleżankami bardzo dobrze się bawiliśmy. Tomek miał szczęście, bo żenił się ze wspaniałą osobą. Annę Monkos znałem skądinąd, bo co najmniej dekadę temu kilka razy wywiadowała mnie dla „Dziennika” i innych mediów.
Tomek Kalita umarł, bo ten rak był najpewniej nieuleczalny. Dobrze, że zaczął własną kampanią za legalizacją medycznej marihuany. Tu okazał się skutecznym politykiem. Skuteczniejszym bardziej niż ktokolwiek z jego pokolenia, bo zalegitymizował w pojedynkę temat medycznej marihuany. Już zawsze będzie on kojarzony z jego nazwiskiem. I już nigdy nie będzie można tego zignorować. Nie będzie można załatwić medycznej marihuany pruderyjnym prychnięciem, że narkotyki i w ogóle nie ma o czym mówić.

Od legalizacji medycznej marihuany jesteśmy wciąż daleko, ale już bliżej niż przed publicznym zabraniem w tej sprawie głosu przez Tomka Kalitę. Dokończmy to. Nie zmarnujmy tej śmierci. Tomek tak bardzo chciał być politykiem i tak nim został.

Oceń treść:

Average: 10 (2 votes)
Zajawki z NeuroGroove
  • MDMA
  • MDMA (Ecstasy)
  • Retrospekcja

Pozytywne

Każdy z nas ma historie ze swojego życia, które są ciekawą i nieprawdopodobną opowieścią, ale powtórzyć ich raczej nie chciałoby się z pewnych względów. Właśnie to jedna z moich historii.

Byłem wtedy po 2 razach z MDMA i pierwszy raz brałem sam. Set i setting prawie puste mieszkanie, tylko jedna współlokatorka była, mój pokój lampki, kocyki, poduszki, gumy, papierosy, słuchawki.

  • Ayahuasca




Środek: Ayahuasca - 65g mimosy i 20g ruty

Setting: kwadrat

Osoby: Ja, R. i jego dziewczyna A.


  • Szałwia Wieszcza

Wiek: wtedy 17 Waga: ok 60kg

Doświadczenie (wtedy): Alkohol, Marihuana, Haszysz

Substancja: suszone liście Salvii Divinorum, kilka lufek

Set & Settings: było to kiedy Boska Szałwia była jeszcze legalna i 4 takie roślinki rosły na balkonie u mojego kolegi, nazwijmy go Paweł. Było letnie popołudnie, dobry nastrój, jak zawsze gdy tripuje z Pawłem.

  • Etanol (alkohol)
  • Marihuana
  • Marihuana
  • Przeżycie mistyczne

Dzięki temu tripowi pierwszy raz udało mi się znaleźć klucz to psychodelicznych marihuanowych wrót. Gdzieś tutaj na forum czytałem "bez przesady żeby rozkminiać po marihuanie", właśnie z takim nastawieniem NIGDY nie uda ci się zobaczyć czym tak naprawde jest marihuana. Nie bez powodu nie da się jej przedawkować. To znak że jak chce się ją poczuć w pełni to potrzeba więcej wypalić, chociaż w moim przypadku już nie koniecznie, bo rozumiem na czym polega jej moc ;). Możecie mówić że to strata towaru... bla bla bla. Dla was może to i strata, każdy lubi to co lubi.

randomness