Dlaczego ograniczenie marihuany do listy chorób to katastrofa dla pacjentów – historia Adriana

Kilka tygodni temu Rynek Zdrowia poinformował, że do Ministerstwa Zdrowia wpłynęła petycja, która ma na celu jeszcze większe ograniczenie możliwości uzyskania recepty na medyczną marihuanę. Nie możemy odnieść się do jej treści, bo dokument nie został jeszcze upubliczniony. Ale jedno możemy powiedzieć już teraz: w kuluarach mówi się, że w petycji zawarta jest propozycja ograniczenia stosowania marihuany do określonej „listy chorób” na które lekarz będzie mógł a przepisać. Jeśli faktycznie znalazł się tam pomysł stworzenia takiej listy, to mamy do czynienia z jednym z najgorszych możliwych kierunków zmian.

Tagi

Źródło

Wolne Konopie | Jakub Gajewski

Komentarz [H]yperreala

Tekst stanowi przedruk z podanego źródła - pozdrawiamy serdecznie i zarazem polecamy gorąco Wolne Konopie!

Odsłony

323

Kilka tygodni temu Rynek Zdrowia poinformował, że do Ministerstwa Zdrowia wpłynęła petycja, która ma na celu jeszcze większe ograniczenie możliwości uzyskania recepty na medyczną marihuanę. Nie możemy odnieść się do jej treści, bo dokument nie został jeszcze upubliczniony. Ale jedno możemy powiedzieć już teraz: w kuluarach mówi się, że w petycji zawarta jest propozycja ograniczenia stosowania marihuany do określonej „listy chorób” na które lekarz będzie mógł a przepisać. Jeśli faktycznie znalazł się tam pomysł stworzenia takiej listy, to mamy do czynienia z jednym z najgorszych możliwych kierunków zmian.

Takie pomysły nie biorą się z troski o pacjentów. Biorą się z niewiedzy o tym, jak działa układ endokannabinoidowy i jak funkcjonują kannabinoidy. Bo konopie indyjskie i produkty pochodne nie są lekiem „na jedną konkretną chorobę”, tylko regulatorem dziesiątek procesów biologicznych – bólu, napięcia mięśniowego, snu, nastroju, stanów zapalnych, apetytu. Dlatego potrafi pomagać w setkach różnorodnych schorzeń. Tabelka chorób nie jest w stanie objąć całego ludzkiego cierpienia.

A najbardziej uderzy to w ludzi, którzy chorują na rzadkie, ciężkie schorzenia, o których często nikt nawet nie słyszał. Tacy pacjenci nie mają silnych lobby, nie mają organizacji branżowych, nie mają siły przebicia. A jeśli system medyczny zostanie zamknięty w sztywnych ramach listy chorób, to właśnie oni zostaną odcięci jako pierwsi.

Najlepszym przykładem jest Adrian.

Adrian ma 33 lata. Choruje na genetyczną chorobę Wilsona – ultrarzadkie schorzenie neurologiczne, na które na całym świecie cierpi około tysiąc osób. Choroba ujawniła się nagle. Poszedł spać zdrowy, obudził się sparaliżowany. Od czterech lat żyje z porażeniem czterokończynowym, uzależniony od benzodiazepin, z potworną sztywnością mięśni, z bólem, którego nie opisze żadne pismo urzędowe.

Przyjmuje clonazepam, carpagen, egzystę, leki kardiologiczne, leki przeciwzakrzepowe. Całą baterię farmaceutyków, od których – jak sam mówi – uzależnił się, bo bez nich zaczyna go rzucać, trząść, pojawia się pląsawica, drżenia i objawy odstawienne. Medycyna konwencjonalna nie jest w stanie przywrócić mu minimum komfortu życia.

I w tym wszystkim jedna jedyna rzecz naprawdę mu pomaga.

Konopie indyjskie. Te z THC. Próbował już CBD, ale ono nie działa. Żadne leki przeciwspastyczne nie działają. Żadne środki uspokajające nie działają. Dopiero marihuana z THC rozluźnia jego mięśnie, pozwala mu przespać kilka godzin, zmniejsza napięcie, uspokaja ciało. Pozwala mu funkcjonować choć w minimalnym stopniu. Pozwala mu odpocząć.

A teraz wyobraźcie sobie, że ustawodawca tworzy listę chorób. Jesteśmy pewni, że choroba Wilsona nigdy się na niej nie znajdzie.

A to oznacza, że Adrian – człowiek, który cierpi w sposób niewyobrażalny – zostałby pozbawiony jedynego leku, który naprawdę działa. I to jest sedno problemu.

Petycja tego typu, jeśli zostanie przyjęta, nie będzie „zaostrzeniem procedur”, tylko będzie okrutnym wyrokiem i to nie tylko dla Adriana. Będzie wyrokiem dla wszystkich pacjentów paliatywnych. Dla ludzi, których medycyna konwencjonalna dawno opuściła. Dla osób z rzadkimi schorzeniami neurologicznymi.

Dla tych, którzy nie mieszczą się w systemowych tabelkach, bo ich choroby są tak rzadkie, że nikt nigdy nie stworzy dla nich „wykazu wskazań”.

Dlatego prosimy Was – przeczytajcie historię Adriana. Pomyślcie o tym, co oznacza wprowadzenie takiej regulacji w praktyce. I jeśli możecie, pomóżcie mu. Jego życie dosłownie zależy od tego, czy będzie miał dostęp do leku, który działa, a na którego go nie stać. To nie jest człowiek, który „chce się odurzyć marihuaną”. To pacjent, który bez THC jest sztywny jak kamień, krzyczy z bólu, nie śpi i nie odpoczywa.

Link do zbiórki Adriana

Mało się o tym mówi, ale marihuana pełni ważną rolę w medycynie paliatywnej i w takich przypadkach jak Adriana oraz setek innych pacjentów bywa po prostu lekiem ostatniej szansy.

Dlatego pomysł tworzenia sztywnej listy chorób, do których wolno ją stosować, jest aktem bezmyślności, ignorancji i zwykłego okrucieństwa.

I trzeba to powiedzieć wprost.

P.S.

Obecnie (10.12.2025) Adrian przebywa w szpitalu i niestety nie może korzystać z jedynego leku, który realnie mu pomaga — ponieważ personel mu na to nie pozwala. To jest absolutny absurd.

To również najlepszy, a właściwie najgorszy dowód na to, jak wygląda polski system ochrony zdrowia, kiedy zderza się z rzeczywistością pacjentów leczonych medyczną marihuaną.

System ochrony zdrowia powinien opierać się na empatii, rzetelnej wiedzy medycznej, dowodach naukowych i empirycznych, a także indywidualnych potrzebach pacjenta. Tymczasem w Polsce zbyt często działa w oparciu o strach, uprzedzenia, ignorancję, archaiczne myślenie sprzed 30 lat i lęk urzędników przed „kontrowersyjnym lekiem”.

I właśnie przez te lęki oraz uprzedzenia cierpią prawdziwi ludzie — tacy jak Adrian.

Trzymaj się Adrian!

Oceń treść:

Average: 10 (3 votes)
Zajawki z NeuroGroove
  • LSD-25

Jakis czas temu , zdaje sie ze z rok postanowilem zrobic sobie uczte,

kupilem 2 kwasy, mialem je zarzucic z kumplem ale zdaje sie ze mial

jakies egzaminy, wiec przelezaly jakis tydzien, az pewnego wieczoru cos

mnie podkusilo i zjadlem je sam. zaczelo sie jak zwykle ,lekkie

naspidowanie itd. , puscilem pink floyd i po jakims czasie wszystko

wygladalo jak choinka na boze narodzenie , cienie tanczyly, wzorki na

tapecie i wykladzinie przesuwaly sie i zmienialy kolory, muzyka plynela

  • Grzyby halucynogenne
  • Retrospekcja

Świeżo po przeprowadzce na drugi koniec kraju. W trakcie nieco trudnej aklimatyzacji do nowego miejsca, w obcym mieście, z dala od praktycznie wszystkich bliskich mi osób. Po trzech tygodniach nieskutecznych prób zapoznania się z ludźmi z nowych studiów, nareszcie koleżanka z roku zorganizowała dużą domówkę, w trakcie której miał miejsce cały trip. To, że znalazłem się na imprezie będąc na grzybowej fazie, było spontaniczne i niezaplanowane. Tego samego dnia z Bieszczad wracał kumpel - D, z którym wcześniej miałem okazję jeść grzyby. Chcąc upiec dwie pieczenie na jednym ogniu (spotkać się z D a jednocześnie nie ominąć imprezy) zgarnąłem go na domówkę do niejakiej M. Z D był również jego kolega, którego znałem z widzenia - W. Pod wpływem namowy D, zjedliśmy grzyby, które w założeniu miały nas puścić zanim pójdziemy do M. Stało się jednak inaczej.

Wprowadzenie: Niniejszy raport jest retrospekcją sięgającą ok. 3 lat wstecz. Po złotym okresie z psychodelikami trwającym dobrze ponad pół roku, podczas którego zaliczałem praktycznie same bardzo udane i zapadające w pamięć tripy, przyszedł czas na serię nieco gorszych podróży. TR opisuje pierwszy z serii już-nie-złotych psychodelicznych wypraw. Żadna z nich nie skończyła się bad tripem. Nie wspominam ich jako złych. Zwyczajnie nie były one najlepsze (w nie-eufemistycznym znaczeniu tego słowa).

  • Grzyby halucynogenne
  • Tripraport

Późny wieczór, dobre nastawienie, organizm wypoczęty po kilkugodzinnej drzemce, w ciągu dnia sporo ruchu, przed chwilą jeszcze wieczorny spacer i rozmowa telefoniczna z dziewczyną, której mogłoby nie być (rozmowy oczywiście), gdyż wyprowadziła mnie nieco z równowagi. Szklanka soku porzeczkowego z własnoręcznie przygotowanego koncentratu z ubiegłego lata.

23:30

Dobre nastawienie, organizm wypoczęty po kilkugodzinnej drzemce, w ciągu dnia sporo ruchu, przed chwilą jeszcze wieczorny spacer i rozmowa telefoniczna z dziewczyną, której mogłoby nie być (rozmowy oczywiście), gdyż wyprowadziła mnie nieco z równowagi. Półtorej godziny temu szklanka soku porzeczkowego z własnoręcznie przygotowanego koncentratu z ubiegłego lata. 

  • Dekstrometorfan
  • Przeżycie mistyczne
  • Szałwia Wieszcza

Set: Nieodparta chęć poznania, podekscytowanie. Setting: Neutralny, domowe zacisze.

Przedmowa:
Od zawsze miałem ogromną ciekawość świata. Nie satysfakcjonował mnie model rzeczywistości, który mi  przedstawiano; czułem, że by dojść do sedna egzystencji muszę sięgnąć po radykalne środki - narkotyki. Z takich oto pobudek zaczęła się przed laty moja przygoda, która doprowadziła mnie do tej pięknej rośliny.