REKLAMA




"Codziennie popełniam przestępstwo. Nie przestanę". Kupują swoim bliskim chorym na raka nielegalny olej z marihuany. Tłumaczą, czemu łamią prawo

Ryzykują 15-letnim wyrokiem. Płacą tysiące złotych za jego zdobycie. Przekonują, że nie mają wyjścia. Dziesiątki, setki, a może tysiące ludzi chorych na raka, którym lekarze nie są już w stanie pomóc, kupują na czarnym rynku nieprzebadany i nielegalny olej z konopi. Razem z Agnieszką Lichnerowicz z Radia TOK FM dotarliśmy do pacjentów, wytwórców i dystrybutorów oleju RSO

Tagi

Źródło

TOK FM
Igor Nazaruk

Odsłony

1225

Ryzykują 15-letnim wyrokiem. Płacą tysiące złotych za jego zdobycie. Przekonują, że nie mają wyjścia. Dziesiątki, setki, a może tysiące ludzi chorych na raka, którym lekarze nie są już w stanie pomóc, kupują na czarnym rynku nieprzebadany i nielegalny olej z konopi. Razem z Agnieszką Lichnerowicz z Radia TOK FM dotarliśmy do pacjentów, wytwórców i dystrybutorów oleju RSO.

 

Do Polski olej RSO trafia nielegalnie, głównie ze Słowenii, Czech, Holandii i Hiszpanii. Jego posiadanie grozi więzieniem. Za dystrybucję można usłyszeć wyrok nawet do 15 lat więzienia. To grozi obecnie Jakubowi Gajewskiemu, jednemu z liderów Wolnych Konopi, oraz rodzicom Andrzeja Dołeckiego, prezesa Wolnych Konopi, którzy w weekend zostali zatrzymani. Olej sprowadzali dla babci Dołeckiego, która choruje na nowotwór trzustki.

 

Dotarliśmy do osób w podobnej sytuacji jak rodzina Dołeckiego - ryzykują dużo, żeby tylko sprowadzić olej. Co prawda lekarze podkreślają, że specyfik nie leczy, ale oni widzą, że pomaga - chociażby by uporać się z bólem. Powracającym, uporczywym i nie do wytrzymania.

 

Olej RSO

Olej RSO jest ekstraktem z kwiatów konopi indyjskich o wysokim stężeniu THC, substancji czynnej zawartej w marihuanie, która ma właściwości odurzające, ale jest też stosowana w medycynie konwencjonalnej.

Badania naukowców z krajów, gdzie są one możliwe (np. Hiszpanii czy niektórych stanów USA), potwierdzają lecznicze właściwości THC m.in. w terapii: lekoopornych padaczek, bólu, nudności, wymiotów, astmy, jaskry, bezsenności, stwardnienia rozsianego, parkinsona.

- To jeden z najmocniejszych naturalnych medykamentów znanych ludzkości, który może powstrzymywać lub działać doraźnie w przypadku ponad 200 chorób - przekonuje były minister zdrowia Marek Balicki.

Ostatnie badania publikowane przez "Cancer Research" wskazują również, że kannabinoidy (w tym THC) mogą pomóc w leczeniu m.in. glejaka wielopostaciowego, śmiertelnego guza mózgu. Wciąż jednak nie ma badań klinicznych, które potwierdziłyby medyczne działanie oleju RSO.

Nazwa oleju pochodzi od nazwiska Ricka Simpsona (Rick Simpson Oil). Amerykanin kilka lat temu jako pierwszy zaczął stosować olej z kwiatów konopi w terapii nowotworowej. Dzięki niemu w sieci krążą setki filmów z instrukcjami, jak zrobić go samemu. Wytwarzany jest głównie tam, gdzie uprawa i stosowanie konopi zostały prawnie usankcjonowane, choć ze względu na wysokie stężenie substancji psychoaktywnych jest nielegalny na całym świecie.

- Pięć lat temu dowiedzieliśmy się, że olej może pomagać ludziom, zaczęliśmy go produkować i rozdawać cierpiącym na raka ludziom - mówi nam anonimowo były plantator marihuany i producent oleju RSO w Polsce. Według niego to nieoceniona substancja w leczeniu chorób onkologicznych. - Powinni zajmować się tym lekarze i farmaceuci, a nie przypadkowe osoby - podkreśla. Czemu do tej pory tego nie robią? Polityka - mówi.

Kasia: Boję się, ale kupuję nielegalnie olej RSO. Wierzę, że dzięki temu moja mama żyje

Dotarliśmy do pani Kasi, która sprowadza olej dla swojej mamy. - Przed rozmową z tobą byłam u prawnika. Powiedział mi, co mogę, a czego nie mogę zdradzić - mówi. - Gdybym się przyznała, jak się nazywam, gdzie mieszkam i pracuję, miałabym problemy z prawem. Olej podaję mamie, u której zdiagnozowano nieuleczalnego guza mózgu - glejaka wielopostaciowego.

- Codziennie popełniam przestępstwo - kontynuuje Kasia. - Pośrednika, od którego kupuję olej RSO, znalazłam w sieci. Kontaktowałam się z nim na zaszyfrowanym czacie internetowym. Wcześniej na oczy go nie widziałam. Paraliżował mnie strach. Musiałam mu jednak zaufać i przelać na konto bez żadnych gwarancji siedem tysięcy złotych. Potem czekałam. Olej przyszedł dopiero po miesiącu. Bardzo bałam się go podać mamie. Jedyną gwarancją, jaką miałam, że to jest prawdziwy olej z konopi, a nie na przykład smar samochodowy, były słowa pośrednika. Musiałam zaufać. Pierwsza partia oleju starczyła na około siedem tygodni. Na początku mama brała dosłownie kropelkę dziennie.

Sam olej rzeczywiście przypomina smołę lub smar samochodowy. Jest gęsty, klejący i czarny, w zapachu intensywnie żywiczny. Z pół kilograma kwiatostanów konopi indyjskich otrzymuje się ok. 40-50 ml gotowego oleju. Kasia ryzykuje, ale nie jest odosobniona.

Żeby zdobyć olej, tacy jak ona komunikują się w internecie, a nawet - umawiają się na wspólnepodróże "do pewnego człowieka w Amsterdamie", który na ich oczach "gotuje" olej z zakupionej wcześniej legalnej marihuany. Taka podróż to wielkie ryzyko, gdyż olej nie jest legalny w żadnym z europejskich krajów. Pacjenci i aktywiści donoszą o kolejnych zatrzymaniach. Ale jest jeszcze inna grupa ludzi - ci, którzy dopiero zaczynają konopne terapie; i to oni najczęściej padają ofiarą oszustów, którzy na marihuanie używanej w celach medycznych już zwęszyli duży biznes.

Polski rząd jednak problemu próbuje nie dostrzegać. Wiceminister zdrowia Sławomir Neumann powiedział ostatnio na antenie TOK FM, że "opowiadanie, że marihuana to taki cudowny specyfik, jest zakłamywaniem rzeczywistości i próbą liberalizacji prawa narkotykowego w Polsce".

Te słowa padają na podatny grunt. Lekarze marihuany nie znają i boją się jej, co przy tak dużej narkofobii i utrzymywaniu stereotypów o konopiach nie dziwi. Jednak stopień narkofobii jest tak wysoki, że zdarzają się przypadki lekarzy, którzy umierającym na raka nie podają morfiny, bo "mogliby się uzależnić".

"Pytałam, czy mama czuje się jak na haju"

- Po tym, jak zaczęliśmy podawać mamie olej, pytałam, czy czuje się, jakby była na haju. Zaprzeczała - opowiada nam Kasia. - Mama nie miała żadnych skutków ubocznych. To było dla mnie ważne, bo ja nie zapaliłabym w życiu skręta. Brania marihuany dla odlotu nie akceptuję.

 

 Lekarzom do "terapii" olejem RSO przyznałam się dopiero miesiąc temu. Pani doktor powiedziała, że niczego nie wie na ten temat. Długo tłumaczyliśmy, że istnieje procedura, która wymaga, by lekarz prowadzący wystąpił o zgodę do konsultanta krajowego i Ministerstwa Zdrowia na sprowadzenie leczniczej marihuany z zagranicy. Ona na to: "Nie, to jest nielegalne, nie znam stanu badań. Nie mogę państwu pomóc". A ja wierzę, że moja mama żyje tylko dzięki olejowi z konopi - podkreśla.

Hubert: Dawali Kubie trzy miesiące życia. Żyje

Stosowanie oleju nie jest tanie. - Przyjaciel powiedział mi o RSO - mówi Hubert, który olej podaje swojemu synowi z guzem mózgu. - Zacząłem szukać informacji, kontaktować się przez internet z pacjentami, którzy się leczą tym olejem. Dzięki nim udało mi się zdobyć olej RSO z dużą zawartością THC. Koszt dziennej terapii mojego syna to 700-800 zł.

Nawet nie pytamy, czy warto. Nie trzeba. Na tym etapie choroby Hubert był zdecydowany. - Lekarz prowadząca chemioterapię nie dawała Kubie szans na wyzdrowienie, a najwyżej trzy-cztery miesiące życia w ekstremalnych męczarniach. Kuba tak osłabł, że trafił do Dziennego Ośrodka Opieki Paliatywnej Dolnośląskiego Centrum Onkologii we Wrocławiu. Kiedy podałem Jakubowi olej RSO, potrzebowałem wsparcia medycznego. Po tym, jak powiedziałem w hospicjum, że używam oleju z konopi, lekarze zaczęli mnie unikać. Nie mogłem nawet dostać recepty na antyepileptyki i sterydy na obrzęk.

"Będę ryzykował dalej"

Siedem miesięcy później Hubert przekonuje, że dzięki olejowi Kuba ma się znacznie lepiej. I dalej będzie ryzykował, żeby zapewnić synowi olej. - Nie boję się konsekwencji. O wszystkim mówię głośno, prowadzę dziennik na Facebooku, w którym dokładnie wszystko opisuję - dawkowanie oleju, efekty działania, problemy i radości każdego przeżytego dnia. Jeżeli jakikolwiek prokurator będzie mnie chciał aresztować, będę się odwoływał w Europejskim Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu. Jestem pewien, że przyzna mi rację.

 

Lekarze: Nie ma dowodów

Badanie oleju z konopi jest problematyczne - ze względu na zakazy w wielu krajach. Lekarze więc powstrzymują się od wspierania takich metod terapii. - Jakub był pacjentem naszego hospicjum. Terapia olejem z konopi odbywała się "na własną rękę". My się absolutnie na tym nie znamy, bo taka kuracja w Polsce jest nieakceptowana i nielegalna - mówi dr Beata Jarlińska-Krzysztoń z Dziennego Ośrodka Opieki Paliatywnej Dolnośląskiego Centrum Onkologii we Wrocławiu.

I kontynuuje: - Preparat z konopi jest nieprzebadany, dlatego odpowiedzialni lekarze nie będą go stosować. Pojedyncze doniesienia pacjentów jakoś nie zwalają z nóg, jednej osobie może pomaga, a innej nie. Ja jednak nie mogę być sądem ostatecznym dla pacjenta. Każdy powinien mieć prawo wyboru jakiejś alternatywy. W trakcie kuracji olejem Kuba był bardziej poukładany i logiczny. W maju został wypisany z hospicjum, teraz zajmuje się nim lekarz rodzinny. Czy wyzdrowiał? Nie mogę tego potwierdzić.

Dr Marcin Ekiert z Dolnośląskiego Centrum Onkologii: - Marihuana medyczna prawdopodobnie łagodzi objawy, ale nie leczy raka. Rocznie w Polsce jest aż 140 tys. zachorowań na nowotwory i cały czas czekamy na cudowny lek, który by leczył. Glejaki należą do najgorzej leczących się nowotworów. Jest co prawda kilka procent pacjentów, którzy po operacji i chemio- i radioterapii żyją jeszcze kilka lat.

- W onkologii słowa "wyleczony" używa się niezmiernie rzadko - podkreśla dr Ekiert. - Są nowotwory, które nawracają po 15-20 latach. W przypadku glejaka przeżycia są krótkie. Prawdopodobnie część pacjentów mogłaby na leczeniu marihuaną skorzystać. Jeżeli bowiemmedycyna tradycyjna nie może już pomóc, a w sumie prostym z punktu widzenia farmakologicznego środkiem można zmniejszyć objawy choroby, to dlaczego by tego nie zastosować? Gdyby marihuana była legalna i dostępna w leczeniu, nie mielibyśmy oporów, żeby ją stosować.

***

Kasia: - Dziś najbardziej boję się, że dostawy oleju mogą się skończyć. Jeżeli przyszłoby mi żyć ze świadomością, że moja mama umarła, bo nie mogłam jej pomóc wyłącznie dlatego, że prawo w Polsce zabrania mi stosowania czegoś, co widzę, że jej pomaga, to chyba wolałabym nie żyć. Oleju wystarczy mamie na jakieś dwa-trzy tygodnie. Nie możemy spać spokojnie. Trzeba się modlić, żeby następna dostawa miała miejsce.



Oceń treść:

Brak głosów

Komentarze

Anonim (niezweryfikowany)

proszę-Błagam o kontakt z Panią Kasią nie mam chwili do stracenia :-(:-(:-(:-( kkarcia@buziaczek.pl