Witam znowu!
Analizy naczyń z Göbekli Tepe – jednej z najstarszych znanych świątyń świata – wykazały ślady fermentacji zboża. Możliwe, że ludzie warzyli piwo, zanim zaczęli piec chleb i że to wspólne picie dało początek cywilizacji. Dziś jednak pijemy inaczej niż nasi przodkowie: sięgamy po mocniejsze trunki, częściej w samotności, bez rytuału. Dlatego alkohol, który kiedyś scalał wspólnoty, stał się jednym z groźnych czynników ryzyka.
Tekst stanowi przedruk z podanego źródła - pozdrawiamy serdecznie! Wszystkich Czytelników materiałów udostępnianych na naszym portalu serdecznie i każdorazowo zachęcamy do wyciągnięcia w ich kwestii własnych wniosków i samodzielnej oceny wiarygodności przytaczanych faktów oraz zawartych tez.
Analizy naczyń z Göbekli Tepe – jednej z najstarszych znanych świątyń świata – wykazały ślady fermentacji zboża. Możliwe, że ludzie warzyli piwo, zanim zaczęli piec chleb i że to wspólne picie dało początek cywilizacji. Dziś jednak pijemy inaczej niż nasi przodkowie: sięgamy po mocniejsze trunki, częściej w samotności, bez rytuału. Dlatego alkohol, który kiedyś scalał wspólnoty, stał się jednym z groźnych czynników ryzyka.
Od lat 50. XX wieku archeolodzy spierają się, co było impulsem do przejścia od życia koczowniczego do rolnictwa. Czy ludzie zaczęli uprawiać zboża, by mieć mąkę na chleb, czy może po to, by warzyć piwo? Już w 1953 r. amerykański badacz Robert Braidwood pytał prowokacyjnie: „Czy odkrycie, że sfermentowany zacier daje pożywny i przyjemny napój, mogło bardziej pobudzić ludzi do uprawy zbóż niż chleb?”
Przez dekady brakowało dowodów. Zmieniły to dopiero odkrycia w Göbekli Tepe w południowej Turcji. Zespół z Uniwersytetu Technicznego w Monachium pod kierunkiem Markusa Zarnkowa w naczyniach o pojemności nawet 160 litrów wykrył obecność szczawianu wapnia – produktu ubocznego fermentacji zboża. Wskazuje to, że już 12 tys. lat temu ludzie warzyli piwo, choć nie mieli jeszcze stałych osad.
„Produkcja i spożycie alkoholu mogły odgrywać kluczową rolę w ucztach, które spajały społeczności i organizowały wspólną pracę” – napisał w czasopiśmie Antiquity niemiecki archeolog Oliver Dietrich. Według niego to właśnie rytuały i wspólne picie mogły zainspirować rozwój rolnictwa, bo żeby świętować, trzeba było mieć zapasy.
Od tamtej pory alkohol towarzyszy ludziom z niemal wszystkich kultur. W starożytnej Mezopotamii piwem płacono robotnikom i składano je bogom w ofierze. W Grecji wino rozcieńczano wodą, a uczty z poezją i muzyką – sympozja – miały mistrza ceremonii, który pilnował umiaru. Prof. Edward Slingerland z University of British Columbia przekonuje, że „starożytni pili w określonym kontekście społecznym i z napojów o niskiej mocy. Alkohol był narzędziem więzi, a nie ucieczki”.
Dziś te funkcje zanikły. Pijemy częściej w samotności, mocniej i z innych powodów. Z tego powodu rośnie liczba problemów zdrowotnych – od nowotworów po zaburzenia poznawcze. Światowa Organizacja Zdrowia ostrzega, że nie istnieje bezpieczna dawka alkoholu, a kolejne badania konsekwentnie potwierdzają ten wniosek.
Dlaczego więc wciąż pijemy? Slingerland w książce Drunk: How We Sipped, Danced and Stumbled Our Way to Civilization (2021) wysunął hipotezę, że alkohol pomógł ludziom stworzyć złożone społeczeństwa. Jego zdaniem picie osłabia kontrolę poznawczą, a jednocześnie paradoksalnie ułatwia zaufanie. „Kiedy siadamy z kimś do kieliszka, dobrowolnie się rozbrajamy poznawczo. To sygnał, że nie stanowimy zagrożenia” – tłumaczy Slingerland. Takie gesty mogły sprzyjać współpracy z obcymi i budowie więzi społecznych, których inne gatunki nie potrafią tworzyć.
Zespół Václava Hrnčířa z Instytutu Antropologii Ewolucyjnej im. Maxa Plancka w Lipsku sprawdził tę teorię, analizując 186 społeczeństw sprzed epoki przemysłowej. Wynik? Tam, gdzie pojawiał się alkohol, struktury polityczne i społeczne były nieco bardziej złożone. Choć efekt był subtelny, badacze podkreślają, że alkohol towarzyszył rozwojowi rytuałów, religii i władzy – elementów, które tworzą cywilizację.
W przeszłości picie było ściśle kontrolowane. W Mezopotamii miało charakter ofiarny, w Grecji – rytualny. Wśród ludów Ameryki Południowej uczty przy alkoholu wzmacniały więzi rodowe, choć nierzadko kończyły się kłótniami.
„W dawnych społecznościach picie miało granice – społeczne, logistyczne i symboliczne” – twierdzi Hrnčíř, dodając: „Nowoczesność sprawiła, że te granice zniknęły”.
Wraz z rozwojem technologii alkohol stał się silniejszy. Dawne piwa i wina miały od 2 do 6 proc. alkoholu, dziś niektóre napoje osiągają nawet 95 proc. „To tak, jakby przejść od żucia liści koki do wciągania kokainy” – porównuje Slingerland. Nasze organizmy nie są przystosowane do takiego stężenia.
Zmienił się też sposób picia. W badaniu trwającym 46 lat i obejmującym 13 tys. Amerykanów (Alcohol: Clinical & Experimental Research, 2025) wykazano, że picie w samotności wśród młodych ludzi znowu rośnie. W 2022 r. aż 25 proc. mężczyzn i 20 proc. kobiet w wieku 19–20 lat przyznało, że pije samotnie. To niepokojący trend, który koreluje ze wzrostem problemów psychicznych i poczuciem izolacji w epoce mediów społecznościowych.
Według prof. Keitha Humphreysa z Uniwersytetu Stanforda ludzie piją z dwóch powodów: dla nagrody lub dla ulgi. Ci, którzy piją, by świętować i budować relacje, rzadziej popadają w uzależnienie. Ci, którzy piją dla ulgi – by złagodzić stres czy samotność – są znacznie bardziej zagrożeni.
Pandemia COVID-19 pokazała to dobitnie. Globalne spożycie alkoholu spadło, ale tylko dlatego, że część ludzi piła znacznie mniej – inni zaś znacznie więcej. To właśnie ci, których zdrowie psychiczne się pogorszyło. Humphreys wspomina, że sam przez pół roku nie otworzył większości butelek wina: „Piję dla przyjemności. Gdy zabrakło okazji do świętowania, po prostu przestałem. Ale ci, którzy piją dla ulgi, pili wtedy więcej”.
Ruchy takie jak Dry January czy Sober curious nie są więc tylko modą. To próba odzyskania dawnego sensu picia – społecznego, rytualnego, świadomego. Jak pisze Slingerland, może warto znów mieć w gronie znajomych „sympozjarchę” – kogoś, kto pilnuje, by zabawa nie przerodziła się w ucieczkę.
Bo to, jak pijemy, mówi dziś więcej o naszych społeczeństwach niż same statystyki spożycia.
wewnętrzny i zewnętrzny spokój, dom, pora zimowa. Nastawienie: chęć lekkiego zresetowania codzienności w mózgu i zabawy swoją wyobraźnią.
Pierwszy karton przyjęty o 22:40, drugi o 23:40, podróż trwała do ok. 05:00 (intensywniejsze efekty to właśnie 5 godzin).
Nie wiem z jakiego powodu nikt jeszcze nie opisywał 25C-NBOMe na NG, więc co mi szkodzi, ja to zrobię pierwszy. Specjalnie nie mierzyłem zbyt dokładnie czasu działania, ponieważ chciałem o nim zapomnieć i jak najdłużej cieszyć się osiągniętym stanem.
dom w spokojnej wiejskiej okolicy, pełna swoboda działania, myślę, że wszyscy uczestnicy byli w pełni rozluźnieni i wolni od trosk. Przebywaliśmy w 3 pokojach, wszędzie dużo miejsca do siedzenia, leżenia, obecność TV, komputera z muzyką, balkon.
Słowem wstępu, czyli geneza spotkania.
Bardzo mroźny Wielki Piątek roku 2013 w okolicach Wrocławia. Data została wybrana całkowicie spontanicznie, być może tego samego dnia. Za scenę wydarzeń posłużyła szeroko rozumiana przestrzeń wiejska. Nastrój pozytywny, oczekiwania raczej niewielkie, nastawienie na przeżycia czysto rozrywkowe przy znacznym dystansie do doświadczeń egzystencjalno-mistycznych. Współtripowicze ogarnięci, reszta osób - niezbyt.
Na chwilę przed pierwszym tripem poprzysięgłem sobie, że wykreślę z osobistego słownika wyrazy takie jak Wszystko, Wszechświat, Śmierć, Życie, Miłość, Nienawiść oraz Fraktal, bo smutna prawda sprowadzała się to tego, że przygoda z mahometem w zamierzeniu miała być czymś mało refleksyjnym i możliwie pozbawionym tandetnego mistycyzmu. Tak zwany rozpiździel na systemie wartości słabo komponował się z solidną dawką tak zwanej rekreacji, na którą od jakiegoś czasu liczyłem.