Wódka w atomach

Naszej duszy nie sposób zrozumieć bez wódki – twierdzi pisarz Wiktor Jerofiejew. Pijanemu Rosjaninowi nawet śmierć niestraszna.

Anonim

Kategorie

Źródło

Tygodnik Forum

Odsłony

4379
Wszystkim Jerofiejewom pisane jest wódkę opiewać. Najpierw Wieniczka (Wieniedikt Jerofiejew, autor "Moskwa-Pietuszki"), teraz pan, twórca fundamentalnego dzieła "Rozszczepienie wódki". Nagłe natchnienie?

Wiktor Jerofiejew: Nie nagłe, wcale nie nagłe... Jeśli istnieją w Rosji tajemnice, to wódka należy do najważniejszych.

Jakie tajemnice pan tu widzi? Bierz i pij.

Sekretów jest masa. Poczynając od pochodzenia wódki i jej przenikania w świadomość ludu, co się dokonało, jak to na Rusi, nie bez solidnej porcji mistycyzmu. Nikt dotąd jeszcze nie podjął poważnej próby przeprowadzenia anatomii wódki. A kiedy człowiek wie o niej wszystko, to też pije się inaczej.

Można odnieść wrażenie, że szarga pan świętość.

Jak zwykle... W przeciwieństwie do wspomnianego wyżej Wieniedikta Jerofiejewa, który przyczynił się do ostatecznej mitologizacji wódki, zapragnąłem dokopać się do korzeni, do źródeł. Co udało mi się wyjaśnić: otóż według wszelkiego prawdopodobieństwa wódkę wynaleziono, co symboliczne, na Kremlu. Autorstwo przypisuje się mnichom z monastyru Czudowoj, co jest równie pikantne: prawosławni duchowni produkują napój, który później wysadzi w powietrze cały kraj. Co prawda pierwotnie wódka używana była jedynie jako środek dezynfekcyjny, przemywano nią rany, szybko jednak rozsmakowano się w niej. Co najciekawsze jednak, wynalazku dokonano tuż przed końcem niewoli tatarskiej. Jeszcze Ruś nie wyzwoliła się spod jednego jarzma, a już - jeśli uznać pijaństwo za swoiste przekleństwo i plagę Rusi - poddała się drugiemu. Z Tatarami ostatecznie rozprawiono się w 1480 roku, ale w 1505 roku szwedzcy dyplomaci donosili, że Ruscy wynaleźli "gorącą wodę" i raczą się nią powszechnie. Minie jeszcze trzydzieści lat, pojawi się ukaz ustanawiający monopol produkcji wódki. Z tą chwilą stanie się ona instrumentem władzy. No i już jest po wszystkim.

Co to znaczy - po wszystkim?

Po co zawracać sobie głowę budowaniem państwa, trapić się sprawami gospodarczymi, skoro ma się wódkę? Państwową kasę zapełniały "pijane" pieniądze. By nie szukać przykładów daleko: w początkach XX wieku połowę budżetu armii rosyjskiej stanowiły pieniądze z akcyzy na jeden tylko gatunek wódki - Smirnow. Połowę! W ciągu 500 lat wódczanego życia bodaj tylko Gorbaczow próbował na serio walczyć z wódką, ale musiał skapitulować. W trakcie pracy nad swoją książką spotykałem się z nim...

Wypiliście choćby po kieliszku?

Nie, prowadziliśmy poważne rozmowy... Gorbaczow powiedział, że zaczął serio zastanawiać się nad wycofaniem się z kampanii antyalkoholowej, kiedy położono mu na biurku dane statystyczne, dotyczące zatruć samogonem i spirytusem technicznym. Liczby gwałtownie podskoczyły z chwilą, gdy zmniejszono produkcję wódki w kraju. Po prostu nie wziął on pod uwagę ewentualnych następstw swojej akcji. Jak z nagła odsunąć kieliszek od ust nałogowego alkoholika - którego przypominał cały kraj? Michaił Gorbaczow momentalnie utracił sympatię narodu, dźwignie władzy wyślizgnęły mu się z rąk - tym samym utracił możliwość przeprowadzenia jakichkolwiek reform. Gorbaczow nie przewidział, że powracająca wódczana fala może go zwalić z nóg...

Zasada bumerangu?

Tak. Na Rusi zawsze pili dużo, ale nikt z władców zbytnio się tym nie trapił. Jedynie Aleksandra III zaniepokoiło pijaństwo narodu rosyjskiego. Polecił wtedy hrabiemu Witte ustanowić standard rosyjskiej wódki - żeby przynajmniej ludzie nie truli się różnymi obrzydlistwami. I rzeczywiście wielki uczony Mendelejew naukowymi metodami określił optymalny procent alkoholu w napojach wyskokowych, inny uczony Sieczenow wyliczył, ile standardowej wódki należy spożywać dziennie, żeby to nie szkodziło zdrowiu...

Ile?

Pięćdziesiąt gramów. Wpływa korzystnie na trawienie i krwiobieg... Słowem - skoro tylko z łaski Aleksandra III proceder picia wódki zaczął się regulować, kiedy wybuchła pierwsza wojna światowa i w 1914 roku Mikołaj II wydał suchoj zakon. Lud cierpiał niewypowiedziane męki. Cierpiał, cierpiał, aż...

Aż co tym razem?

Październik siedemnastego, bolszewicy...

Strachy na Lachy, panie Wiktorze. Chce pan powiedzieć, że rewolucja wybuchła z powodu wódki?

Tego nie twierdzę, jednak Wiliam Pochlebkin, autor jedynej stosunkowo poważnej książki o historii wódki, wysunął śmiałą tezę, jakoby czerwoni byli w stanie zwyciężyć białych, gdyż lepiej chronili gorzelnie i składy win niż biała gwardia. Panowie oficerowie przepili Rosję, oddali ją krasnoarmiejcom... Jeśli z tą tezą Pochlebkina można dyskutować, to szynkarski bunt, jaki wybuchł na Rusi w XVII wieku jest faktem historycznym. Karczmarze, którzy przysięgali na krzyż, że nie będą do monopolówki dolewali wody, odmówili w pewnym momencie dawania siwuchy na krechę. W owym czasie większość ziemi ornej leżała odłogiem, chłopi pili na umór, z reguły na kredyt. Otrzeźwiawszy z konieczności, lud ruszył bić i niszczyć wszystkich i wszystko. Po co to mówię? Zawsze się mówi, że naród rosyjski jest rozpijany, ale jakoś nikt nie chce zauważyć, że Francuzi czy Włosi oparli się pokusie pijaństwa, choć przecież i oni doskonale wiedzą, co to jest alkohol. Jestem przekonany, że przez dno butelki z wódką można dojrzeć paralelną historię Rosji.

Nie wspomina pan o historiach kryminalnych, związanych z wódką.

O tych sprawach w ogóle nie chce mi się mówić, zbyt wiele tu brudów i krwi. Mnie o wiele bardziej ciekawi, jak rosyjska narodowa filozofia ujmuje temat pijaństwa. Czy to przypadkiem nie wódka zrodziła rosyjską gwałtowność i niepohamowanie? Cudzoziemców zawsze bardziej niż ilość wypijanej przez Rosjan wódki zdumiewała i przerażała pełna admiracji reakcja tłumu na pijackie wyczyny. Czy nie zastanawia fakt, że dla nas alkoholowa nirwana jest niekiedy silniejsza niż śmierć? W pijackim odurzeniu człowiek dochodzi do ostatniej granicy i przekracza ją, śmierć mu niestraszna...

Niesłychanie posępne obrazy pan rysuje...

A cóż radosnego jest w pijaństwie? Zaś najsmutniejsze jest to, że tym problemem po dziś dzień nikt na serio się nie zajmował. Jesteśmy narodem, który niechętnie zajmuje się poznawaniem samego siebie. W Rosji bierze się rzeczy takimi, jakie są. Nie próbuje się ich analizować, rozszczepiać przysłowiowego włosa na dwoje. Analiza - to zachodni wymysł, ruski człowiek nie będzie sobie takimi zajęciami zawracał głowy. Rozumem nie sposób Rosji objąć z tej jednej przyczyny, że nie chce ona, żeby ją rozumiano. Rosja zabroniła sobie siebie rozumieć. Stosunek do wódki idealnie wpisuje się w tę koncepcję. Czy pan wie, że do początków XX wieku istniał oficjalny zakaz nazywania wódki wódką? To słowo uznawane było za obelżywe, wulgarne.

Jak więc wódkę nazywano?

Chlebowym winem.

Bo też jest to nasz chleb!

Właśnie! Chleb powszedni... Używano mnóstwo eufemizmów, ich liczbę porównać można tylko z liczbą zastępczych terminów na oznaczenie męskiego organu płciowego. Wódka to była i kazionka, i monopolka i czetwiertinka-doczeńka... Czemu unikano nazywania rzeczy po imieniu? Z jednej strony picie wódki uważano za chłopski nałóg, wstydliwy i niegodny osoby z wyższych sfer, z drugiej strony - nie pić było nie sposób. Więc zarówno arystokraci jak i carowie spijali się niekiedy niczym szewcy... W orgiach alkoholowych brali udział wszyscy. W swojej książce cytuję holenderskiego podróżnika, opisującego dziką hulankę, która zakończyła się tym, że wszyscy, kobiety, mężczyźni, bogaci i biedni zwalili się w końcu na ziemię, niektórzy jeszcze zajmowali się seksem. Wszystko na Rusi, która sama siebie nazywała świętą! Zresztą Cerkiew prawosławna już dawno uznała wódkę za szatański wymysł, uprzednio zataiwszy fakt, że to mnisi wynalazek...

Jednak nie odpowiedział pan na pytanie, co skłoniło pana do podjęcia "pijanego problemu". Może, przepraszam, coś sobie pan wszył właśnie?

Nie, nigdy nie nadużywałem alkoholu, nie mam tego grzechu na sumieniu. Dziadek ze strony matki był alkoholikiem, nic więcej o nim nie wiem. Osobiście gustuję w winie, choć dobre wódki także poważam. Rzecz w czym innym. Zapragnąłem rozplątać kłębek wiecznych rosyjskich zagadek i pociągnąłem za jedną z nitek. Obraz, jaki ukazał się moim oczom, przeraża, lecz jeśli nie podjąć próby odczarowania go, to później będzie jeszcze gorzej.

Do tej pory można było jeszcze kryć się ze swoimi nieszczęściami, lecz globalizacja zrobiła Rosji kiepski dowcip, głupi żart. Nałogi i przywary wychodzą na jaw, stają się powszechnie widoczne. By stać się częścią cywilizowanego świata, musimy przykrócić alkoholowe bachanalia. Bez tego żadne reformy gospodarcze, procenty wzrostu produktu krajowego i piękne słówka o demokratyzacji społeczeństwa nie pomogą. Po prostu upadniemy, pijacka fala zmyje Rosję niczym tsunami. Czy pan wie, że złej jakości wódka i samogon zabijają rocznie ponad 30 tysięcy naszych rodaków? Nie potrafię podać dokładnej liczby, powiem tylko, że w gorzelni Kristall z dumą poinformowano mnie: w dobre dni produkujemy do miliona butelek. Proszę sobie wyobrazić milion przełyków... Koszmarny obraz. A trzeba jeszcze wziąć pod uwagę fakt, że na jedną monopolową butelkę przypada cztery i pół litra samogonu.

Kiedy się słucha tego, co pan mówi, nie chce się trzeźwieć, wręcz przeciwnie - chce się pójść na wódkę...

Rozumiem, bo sam mam podobne odczucia. Widzę, że tkwimy w jeszcze głębszej przepaści, niż się zdawało. Z trzymetrowej jamy można jakoś się wygrzebać, z dziury dwudziestometrowej wydostać się za jednym zamachem nie sposób, nawet gdyby się bardzo chciało. W początkach lat 90. wszyscy wierzyliśmy, że uda się nam bieg na krótki dystans. To nie wyszło, a do maratonu Rosja okazała się nieprzygotowana. Co w tej sytuacji robić? Wielu uważa, że najprościej będzie machnąć na wszystko ręką, napić się i zapomnieć. By do tego nie dopuścić, trzeba będzie przezwyciężyć niektóre negatywne strony rosyjskiej mentalności. Główny nasz wróg siedzi w nas samych.

ANDRIEJ WANDIENKO Itogi / Tygodnik Forum

Oceń treść:

0
Brak głosów

Komentarze

Armageddon (niezweryfikowany)
Ha HA ha - to tyle na temat wszelkich delegalizacji. Jak widać nie tylko Ameryka jest przykładem. Zakazy to najgorsza droga z możliwych. A wydawałaby się taka oczywista. Jak bardzo można się mylić w tak ważnych kwestiach !!
mivan (niezweryfikowany)
Ha HA ha - to tyle na temat wszelkich delegalizacji. Jak widać nie tylko Ameryka jest przykładem. Zakazy to najgorsza droga z możliwych. A wydawałaby się taka oczywista. Jak bardzo można się mylić w tak ważnych kwestiach !!
Zajawki z NeuroGroove

Meskalina (San Pedro)

Dawka: 25 g skórki kaktusa San Pedro

Waga: 63 kg

Doświadczenie: Meskalina – Pierwszy raz.




Podróż odbyła się u mojej dziewczyny w mieszkaniu. Oprócz mnie i mojej dziewczyny obecna była nasza koleżanka. Dziewczyny spaliły się wcześniej i oglądały Zagubioną Autostradę. Ja przygotowywałem wywar w kuchni, a czasem również zerkałem na film.


  • Dekstrometorfan
  • Tripraport

Sam w domu, ciekawość głównie odczucia muzyki po nieudanym eksperymencie z mieszanką BXM. Lekkie podniecenie nadchodzącą psychodelą.

Listopadowy depresyjny wieczór. Ojciec wyszedł do pracy, a ja sam w domu po dosyć długim namyśle postanawiam wybrać się do apteki po Acodin, chyba wiadomo w jakim celu.
Początkowo miałem w siebie wrzucić 20 tabletek, jednak doszedłem do wniosku że lepiej bedzie jak opróżnię całe opakowanie, i tak zrobiłem.

 

Godziny dokładnie nie podam, ponieważ dalszy rozwój wydarzeń najzwyklej nie pozwala mi przypomnieć sobie jaka tego dnia była godzina, ale na pewno było po 19:00.

  • 2C-I

Od 9 rano wyglądałem listonosza, a od 10.30 juz nawet siedziałem na krzesełku przed domem. Siedziałem tam i siedziałem i juz miałem iść i nagle przyjeżdża koleś, myślałem ze do warsztatu bo taki zwykły koleś, ale miał Notes. I szukał mnie. no i to była do mnie przesyłka :).


  • Bieluń dziędzierzawa (datura stramonium)

średnio, nie miałem na głowie większych problemów, trochę dołująca pogoda, bez specjalnych przygotowań (decyzję o zarzuceniu podjąłem ad hoc), psychicznie i fizycznie wszystko w porządku

Data: 1 listopada 2002 (heh, nie, wcale nie chciałem, aby stało się i moim świętem :))