REKLAMA




I że cię opuszczę, gdy będziesz się niszczyć, czyli co robić, gdy ma się w domu alkoholika

Współuzależnieni partnerzy są odpowiedzialni, perfekcjonistyczni i nadopiekuńczy. Ale przede wszystkim łączy ich wstyd i lęk. O to, co powie rodzina, znajomi, co będzie dalej. Wierzą, że może bliski pójdzie po rozum do głowy, nie chcą wstrząsu. A wstrząs jest jedynym rozwiązaniem – mówi psycholożka Ewa Woydyłło-Osiatyńska

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Sens/kobieta.onet.pl
Katarzyna Troszczyńska

Odsłony

572

Współuzależnieni partnerzy są odpowiedzialni, perfekcjonistyczni i nadopiekuńczy. Ale przede wszystkim łączy ich wstyd i lęk. O to, co powie rodzina, znajomi, co będzie dalej. Wierzą, że może bliski pójdzie po rozum do głowy, nie chcą wstrząsu. A wstrząs jest jedynym rozwiązaniem – mówi psycholożka Ewa Woydyłło-Osiatyńska

  • Związek z uzależnionym bywa prawdziwym teatrem. Jedno z partnerów udaje, że nie ma ze sobą problemu, drugie udaje, że w to wierzy
  • Alkohol, seks, zakupy – to dla niektórych jedyna deska ratunku, ucieczka przed smutkiem, nudą, samotnością, stresem
  • Dziewięciu na 10 mężów alkoholiczek odejdzie, jeden zostanie. W przypadku współuzależnionych żon: jedna odejdzie, dziewięć zostanie. To wynika z naszej kultury

Katarzyna Troszczyńska/ "Sens": Ludzie szybko orientują się, że są współuzależnieni?

Ewa Woydyłło-Osiatyńska: Najczęściej zauważają to dopiero na terapii, po rozmowie z kimś bliskim albo gdy zaczynają szukać książek i artykułów na temat uzależnienia partnera. Bo z tym uświadomieniem sobie, że bliski choruje, różnie bywa.

To znaczy?

Ludzie miesiącami, czasem latami, potrafią nie zauważyć, że partner jest uzależniony. Bo przecież to fajnie lubić seks, wszyscy piją albo fajni ludzie palą haszysz. Ciężej jest to pewnie też dostrzec osobie, która nigdy nie miała podobnych doświadczeń. Jeżeli już kiedyś byliśmy w relacji, w której druga osoba czegoś nadużywała albo doświadczyliśmy tego w dzieciństwie, będziemy czujniejsi. Zauważymy nalewanie sobie kolejnej szklanki whisky, pobudzenie poalkoholowe.

Wiele też zależy od typu człowieka. Jesteśmy szczerzy wobec siebie czy wolimy problemy zamiatać pod dywan? Mamy odwagę konfrontować się z drugą osobą czy raczej uciekamy? Związek z uzależnionym bywa prawdziwym teatrem. Jedno z partnerów udaje, że nie ma ze sobą problemu, drugie udaje, że w to wierzy.

Chyba alkoholizm partnera najłatwiej dostrzec?

Niekoniecznie. Tak jak mówiłam, w naszej kulturze mnóstwo ludzi uważa, że alkohol jest wspaniały. Upijanie się też nie budzi kontrowersji. To normalny sposób odreagowania dla zmęczonych pracoholików, dla rodzin, które spędzają wspólnie święta, czy osób, które organizują imprezy. Na ilu była pani imprezach, gdzie nie było alkoholu? Szybciej czasem da się dostrzec uzależnienie od hazardu czy zakupoholizm. Mamy konkretne dowody – wypływy pieniędzy z konta.

Ale prędzej czy później zaczynamy widzieć, że coś jest nie tak?

Najczęściej wtedy, gdy bliska osoba zaczyna zawodzić. Mąż miał odebrać dzieci, ale nie odbierze, bo wypił. Rano miał gdzieś pojechać, a o czwartej rano skończył imprezę z kumplem. Nałóg wpływa na życie. Chemiczne używki powodują również to, że człowiek dłużej śpi, choruje, ma kaca. Powoli też zmniejsza się jego motywacja i zdolność konstruktywnego działania. Na to można przymykać oczy tylko do pewnego momentu. Przebudzeniem bywa wstrząs. Miałam pacjentkę, której mąż lubił sobie wypić wieczorem kilka piw. W pewnym momencie zachorowało dziecko, musieli jechać do szpitala. Ale on nie mógł prowadzić, w środku tygodnia był nieprzytomny, śmierdział. Ona wściekła się z powodu tego, że ją zawiódł. Dopiero potem zaczęła analizować i rozumieć, że to już długo trwa.

Dużo osób chyba też ukrywa swój nałóg?

Nałogowiec patrzy partnerce w oczy i mówi: "Ja piłem? Ty chyba zwariowałaś!". Ciężko mu wziąć odpowiedzialność za swoje zachowanie. Jeśliby przyznał, że na przykład pije, musiałby się leczyć, zrezygnować z tego, co to daje. A daje mnóstwo. Alkohol, haszysz, seks, zakupy – to dla niektórych jedyna deska ratunku, ucieczka przed smutkiem, nudą, samotnością, stresem. Dlatego tak trudno się przyznać.

Gdyby miała pani pomóc i powiedzieć, czym jest współuzależnienie – żebyśmy się już nie oszukiwali?

Współuzależnienie to branie odpowiedzialności za dorosłą osobę, otaczanie jej opieką, robienie rzeczy, które pozornie mają pomóc, ale w efekcie szkodzą. Bo tworzą warunki, w których nałogowiec żyje sobie jak pączek w maśle. On nie idzie na sanki z dziećmi, a potem na rodzinny obiad, choć obiecał, bo zapił. Ona mówi więc dzieciom i teściowej, że męża boli główka. Albo on nieustannie spłaca jej kartę kredytową, którą ona co chwilę czyści, choć sam ciężko pracuje.

Współuzależniony nieustannie chroni partnera przed światem zewnętrznym. Jednocześnie w domu go kontroluje. Zagląda do barku, ile wypił. Każe mu robić testy antynarkotykowe, sprawdza, gdzie i po co chodzi. Uzależniony staje się bezwolny, złości go ta kontrola, ale ma też wygodnie. Ktoś inny zajmuje się całą tą męczącą codziennością.

Ale przecież mówi się, że tak ważne jest w związku wsparcie?

Wsparcie tak, ale przecież nie za wszelką cenę. Poza tym wsparcie dotyczy dwóch osób, a nałogowiec nie umie nic dać, choć oczywiście zdarzają się partnerzy, którzy mówią: "Na początku mi to nie przeszkadzało, był po alkoholu weselszy, była po alkoholu bardziej otwarta".

Współuzależniony cierpi?

Bardzo. Ale często nie zdaje sobie z tego sprawy. On musi dać radę. Nie zauważa, że jego życie powoli zaczyna toczyć się tylko wokół tej drugiej osoby. O tym często mówią żony alkoholików. Czekanie w domu i sprawdzanie, w jakim stanie wróci mąż. Sięgnie na imprezie po alkohol czy nie? Usiądzie wieczorem bez piwa? To jest ogromne napięcie.

Dlaczego jedni od razu potrafią zostawić partnera nałogowca, inni tkwią z nim latami w związku?

Współuzależnienie jest ściśle związane z podejściem do miłości. Jeśli ktoś rozumie miłość jako stopienie się, będzie chciał być z kimś za wszelką cenę, bo potrzeba bycia jest ponad innymi potrzebami. I nawet jeśli ktoś widzi, że ta druga osoba się niszczy, przy okazji niszczy też jego – oszukuje się. I pozwala też siebie oszukiwać. Są natomiast osoby o zdrowych granicach, które kochają na zasadzie "Jestem z tobą, zależy mi, ale jeśli nie traktujesz mnie poważnie, pakuję się i odchodzę".

Czy osoby współuzależnione – poza kochaniem za bardzo – mają jakieś wspólne cechy?

Mają dużo wspólnych cech. Często są bardzo odpowiedzialne, perfekcjonistyczne, nadopiekuńcze. Poza tym współuzależnienie to jest nie tylko uzależnienie od osoby, która ma problem, ale też uzależnienie od bardzo wielu rzeczy. Od ludzi, bo co powiedzą, od wyobrażeń o własnej przyszłości, od lęku, co będzie dalej. I te lęki nie zawsze są paranoją, do tej pory są w Polsce środowiska, gdzie po rozwodzie, który wynikał z jego problemu z alkoholem, ona przestaje być zapraszana, zostaje uznana za dziwaczkę, jej własne przyjaciółki ją odrzucają, bo co to za fanaberie, wszyscy przecież piją.

Zna pani takie kobiety?

Oczywiście. I to właśnie kobiety. Bo przecież to one głównie zostają z partnerem. Średnio dziewięciu na dziesięciu mężów alkoholiczek odejdzie, jeden zostanie. W przypadku współuzależnionych żon: jedna odejdzie, dziewięć zostanie. To wynika z naszej kultury. Mężczyźni nie są przygotowywani do tego, żeby się kimś opiekować. A uzależniony tej opieki potrzebuje, bo jego życie jest chaotyczne. Tu przyjedzie pijany taksówką, tam zapomni portfela. Który mąż zejdzie zapłacić kolejny raz za pijaną żonę? A kobieta to zrobi, jeszcze pójdzie od sąsiadki pożyczyć. Bo dla niej najważniejsze jest, żeby mąż wrócił do domu. Rodzina zresztą często wspiera tę nadopiekuńczość. Miałam pacjentkę, której partner robił po alkoholu afery, zdarzyło się, że ją szturchał, wyzywał. Poradziłam jej, żeby powiedziała o tym mamie, teściowej, bratu męża. I co się okazało? Jej własna matka, która ją kocha i pomaga jej przy dzieciach, na hasło: "Musimy coś zrobić, chyba go zostawię", zacisnęła usta i powiedziała: „No, moja droga, ty sobie wyobrażasz, że życie jest usłane różami. Ja 50 lat przeżyłam z twoim ojcem, dałam radę. Dlaczego ty masz nie dać? A dzieci? Pozbawisz ich ojca?".

Dzieci cierpią chyba bardziej, gdy żyją w takiej rodzinie?

Oczywiście. Ile ja znam takich historii! Żona poszukuje męża, wyciąga go z baru, kasyna, śledzi. Dzieci siedzą same w domu. Współuzależniony nie chce tego widzieć. Zamiast oddać energię dzieciom, skupia ją na chorym człowieku. Czyli dzieci nie mają żadnego obecnego, uważnego rodzica. Argument "bo dzieci" jest absurdalny. One potrzebują przede wszystkim stabilnego domu, nawet jeśli jest w nim tylko samotna matka. Ale my, kobiety, byłyśmy uczone trwania za wszelką cenę. To się dopiero teraz zmienia. Jak żona ma się uwolnić od męża, gdy jej własna matka jest przeciwko? Współuzależnienie u młodych osób zdarza się rzadziej. Kobiety koło trzydziestki, które były na studiach za granicą albo dużo podróżowały, znają swoją wartość i dużo szybciej reagują. One realizują plan swojego życia – jeśli po drodze trafi się człowiek uzależniony, szybko go usuwają. "Okej, podobał mi się ktoś, potem okazał się nieodpowiedzialny. Pali haszysz, bierze kokainę, cokolwiek, nie chce mu się pracować. Jest hultajem i wałkoniem, nie bawię się w to".

Co robić, gdy, dajmy na to, mam dwoje dzieci i brak możliwości wyprowadzki z dnia na dzień?

Pierwsza rzecz: przestać robić z tego tabu. Zdarza się, że oferuję jako psycholog pomoc, bo rozumiem, że ktoś nie chce od razu odsłaniać się przed znajomymi. Na przykład umówiłam się z pewną dziewczyną, że zadzwonię do niej koło 20.00, gdy będzie z mężem. I ona będzie rozmawiać ze mną jak z kimś bliskim. Zaproszę ją na urodziny, spacer. A ona powie głośno: "Chętnie bym się spotkała, ale nie mogę, bo Jurek pije". I dalej będziemy odgrywać rozmowę, w której ona pierwszy raz zacznie opowiadać o tym, co się w domu dzieje. Tak zrobiłyśmy. Mąż wpadł w szał: "Co ty wygadujesz?! Kto to był?". "Moja przyjaciółka, zapraszała mnie, żebym z nią wyjechała" – odrzekła ona. "Ale jaka przyjaciółka?!". "To nie ma znaczenia". "Jak ty możesz o mnie tak mówić?!" – atakował ją. A ona, trzymając się faktów, spokojnie odpowiadała: "A co? Nieprawdę mówiłam? Nie pamiętasz, jak leżałeś na klatce schodowej, zwymiotowałeś na dywan, jechałeś po pijaku?". On się wścieknie, trzaśnie drzwiami, ale już nigdy nie będzie mógł powiedzieć: "Wymyślasz, nie ma problemu", bo już wie, że komuś o tym powiedziałyśmy.

Następnym razem już jest łatwiej. Przychodzi teściowa, zachwyca się mieszkaniem, a my mówimy: "Mama nie wie, co się dzieje, gdy nie ma gości. Przecież Jurek codziennie pije. Bez piwa nie spędzi wieczoru. Prawda, Jurek, powiedz mamie, pijesz co wieczór cztery piwa?". Trzeba rozkłuć ten balon. Oczywiście teściowa się obrazi, Jurek się obrazi, ale już nikt nigdy nie powie: "Wymyślasz". Następuje konfrontacja. Nałogowiec udaje też, że nie ma problemów. Trzeba mu więc pokazywać te problemy: wywalili cię z pracy z powodu picia, zasnąłeś na urodzinach naszej córki, przeleżałeś całą niedzielę. I nie dawać przerzucać na siebie winy. A nałogowcy mają do tego ogromne tendencje. Winny jest cały świat. Trzymajmy się faktów: "Czy to ja zapomniałam zapłacić rachunek za prąd i nam wyłączyli? Ja się upijam?". To jest bardzo trudne, ale od tego zależy wszystko. Musimy zacząć głośno o tym mówić.

Współuzależniony mówi: "Robię awantury, to nie działa".

Ale nie mamy robić awantur. Awantury eskalują problem, druga osoba ma powód, żeby uciec w nałóg. Trzeba tylko trzymać się faktów. My się nie kłócimy, wiemy, że mamy rację. Musimy też przestać cokolwiek załatwiać za partnera. Zrobić rozdzielność finansową, nie spłacać jego długów, nie wyciągać go z taksówki. Niech śpi na klatce schodowej, jego sprawa. Trzeba się uwolnić od tego strasznego wstydu. Sąsiadka mówi, że on leży na schodach? Odpowiadamy, że jest dorosły i co mamy robić. Koniec, kropka. Niech on skonfrontuje się ze sobą i sam zacznie się wstydzić.

Wiele osób boi się innego wstydu. Że w oczach ludzi przestaną być idealną rodziną.

Tylko że tu już nie ma idealnej rodziny. Hipokryzja niszczy przede wszystkim nas. Jeżeli nie zrobimy jakoś drastycznego ruchu, to będzie coraz gorzej. Bo uzależnienie partnera będzie postępować. A im dłużej w tym jesteśmy, im więcej rzeczy robimy, żeby przyklepać problem, tym bardziej się pogrążamy.

Mamy siłą zmusić partnera do pójścia do AA albo innej grupy gdzie zajmują się uzależnieniami?

Ależ my nie mamy go do niczego zmuszać! Możemy mu pomóc znaleźć kontakt, dopingować go, ale on sam musi chcieć. Naszym zadaniem jest zadbanie o siebie. Dużo dobrego dają spotkania z kobietami w podobnej sytuacji. Rozmowy z kimś, kto już jest dalej niż my, kto poradził sobie. Długie spacery, siłownia, spotkania z przyjaciółkami. Nie mamy siły? Zmuszajmy się. Osoba współuzależniona też ma ogromną lekcję do przerobienia – nie koncentrować się już na kimś innym, a na sobie.

Życie z kimś, kto wychodzi z nałogu, też jest ciężkie?

Tak, to tak naprawdę egzamin, trudny moment. Bo osoba, która na przykład odstawia używki chemiczne, jest w kiepskim stanie. Ma psychiczne i fizyczne dolegliwości. Jest zmęczona, rozdrażniona. Zaczynamy myśleć: "Już lepiej było, kiedy pił" albo robimy afery. Nie rozumiemy, dlaczego mamy teraz znosić kolejne stany. Potrzeba ogromnej cierpliwości, wyrozumiałości. Tylko wtedy związek ma szansę wrócić na normalne tory. Do tego musimy się liczyć z nawrotami.

Ja poznałam mojego męża (Wiktora Osiatyńskiego – przyp. red.), kiedy miał przerwę w piciu. On potrafił miesiącami nie sięgać po alkohol. Wtedy nie pił siedem miesięcy. Bo kiedy pisał książkę, nie pił. A potem nadrabiał. Gdy zorientowałam się, co się dzieje, powiedziałam wprost: "Kiedy pijesz, nie chcę cię widzieć". Potrafiliśmy się na Nowym Świecie minąć i nie powiedzieć sobie "dzień dobry". Ale może to wynikało z tego, że byłam przyzwyczajona do samotności? Moja mama wcześnie umarła, nie miałam rodzeństwa. My wzięliśmy ślub dopiero wtedy, kiedy nasza córka miała osiem lat. Wcześniej nawet nie mieszkaliśmy razem. Dopiero gdy on poszedł na leczenie w Stanach Zjednoczonych, to trzy lata później wzięliśmy ślub.

Udało się wrócić do normalności?

Mój mąż nie pił 32 lata, ale w domu zawsze był alkohol. Gdy wyjeżdżał, przywoził mi dobre wino, swojej mamie nalewkę. Niektórzy wpadają w inne uzależnienia, mój mąż zaczął jeść słodycze – o pierwszej w nocy zrywał się i szedł do lodówki. Trudno, coś za coś.

Czyli jest pani zwolenniczką radykalnych rozwiązań?

Tak. Innego wyjścia nie ma. Tylko wstrząs, a potem długa praca jest w stanie uratować rodzinę czy związek. Ale najpierw oboje musimy uratować siebie.

Oceń treść:

Brak głosów
Zajawki z NeuroGroove
  • Benzydamina
  • Dekstrometorfan
  • Diazepam
  • Etanol (alkohol)
  • Klonazepam
  • Marihuana

150dxm, 50mg benzydaminy, 375msg 25c-NBOMe, 2mg clo, 10mg diazepamu, THC, alkohol.

10:00 - Połykam 1mg clonazepamu popijając energy-drinkiem

16:00 - 10mg diazepamu leci do mojego żołądka popity pluszem activ

19:00 - Połykam 500mg benzydaminy zawiniętej w chusteczkę. Czuje się wyluzowany, bezproblemowo, efekt działania benzodiazepin. Fajnie pisze mi się z ludźmi na gg, ircu, facebooku. W tle gra telewizor i dobranocka "tomek i przyjaciele"

  • Szałwia Wieszcza

Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że nie będzie to klasyczny TR, raczej opis dwóch prób z szałwią. Doświadczeni użytkownicy

SD zapewne nic ciekawego tu nie znajdą, natomiast początkujący mogą i owszem, choć niekoniecznie. Aha, jeszcze...

Wszystkich buraków, którzy czytają TR`s tylko po to, żeby je oceniać (pod względem literackim, czy oddania głębi

przeżyć), proszę, niech sobie odpuszczą. Nie będzie tu nic głębokiego, a i literacko niezbyt.




Okej, jedziemy.




  • Bad trip
  • Marihuana

Bardzo dobry set & settings: sam na stancji, zaliczona sesja letnia, piwo i szama w lodówce. Znakomity humor i wielka ochota na bombę.

To mój drugi w życiu bad trip z MJ, chociaż wydawało mi sie, że jest to niemożliwe w warunkach w jakich zapodałem inhalację. W skrócie - nie lubię palić w towarzystwie, bo właśnie w taki sposób doznałem naprawdę nieprzyjemnego bad tripa i od tamtej pory wolę robić to gdy jestem sam. Kiedy jestem sam faza jest znakomita, bądź po prostu łapie mnie zwykła zamułka. Tym razem było inaczej...

  • 4-HO-MET
  • Pierwszy raz

Słoneczny dzień nad morzem, nastawienie pozytywne, chęć spróbowania nowej substancji

Hometową podróż planowałam już od dawna. W końcu, gdy warunki pogodowe zaczęły sprzyjać (mam na myśli słońce) postanowiłam zamówić z przyjaciółką ''Z.'' wizytę proroka. Paczka przyszła bardzo szybko, podekscytowane  faktem zbliżającej się podróży ustaliłyśmy jak najszybciej termin. Jako że był to pierwszy raz z tryptaminami zabrałyśmy ze sobą ''opiekunkę'' , która będzie nazywała się ''S.''. Dołączyła do nas jeszcze jedna osoba, ''K.'' , która jednak zrezygnowała z tripowania i była obecna jako towarzysz. A więc do rzeczy. 

randomness