Archeolodzy: barbarzyńscy wojownicy sprzed 1800 lat przed walką zażywali środki pobudzające

Barbarzyńscy wojownicy przed walką mogli zażywać środki pobudzające za pomocą przytwierdzonej do pasa łyżeczki - wykazały badania naukowców z UMCS w Lublinie. Dowodzą oni, że w starożytnej Europie istniała prężna gałąź gospodarki odpowiedzialna za produkcję i dostarczanie takich specyfików.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

bielsk.eu

Komentarz [H]yperreala: 
Tekst stanowi przedruk z podanego źródła - pozdrawiamy serdecznie! Wszystkich czytelników materiałów udostępnianych na naszym portalu serdecznie i każdorazowo zachęcamy do wyciągnięcia w ich kwestii własnych wniosków i samodzielnej oceny wiarygodności przytaczanych faktów oraz sensowności zawartych argumentów.

Odsłony

159

Barbarzyńscy wojownicy przed walką mogli zażywać środki pobudzające za pomocą przytwierdzonej do pasa łyżeczki - wykazały badania naukowców z UMCS w Lublinie. Dowodzą oni, że w starożytnej Europie istniała prężna gałąź gospodarki odpowiedzialna za produkcję i dostarczanie takich specyfików.

Archeolog z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej prof. Andrzej Kokowski powiedział PAP, że swoją teorię opiera m.in. na analizie 241 metalowych przedmiotów znalezionych podczas wykopalisk prowadzonych w południowej Skandynawii i na terenach pomiędzy Łabą a Bugiem w Europie Środkowej.

Badane przedmioty - podał archeolog - mają zazwyczaj ok. 10 cm długości i zakończone są tarczką lub miseczką o średnicy 15-20 mm. Ich kształt badacz porównał do łyżeczki od espresso. Takie łyżeczki należały do germańskich wojowników. Były mocowane nitami do rzemienia, stanowiącego zakończenie pasa.

Przedmioty pochodzą z okresu rzymskiego, najwcześniejsze - z połowy I w. n.e., najpóźniejsze - z początku V wieku, przy czym najwięcej występuje na przełomie II i III wieku.

- W tym czasie południowa Skandynawia była obszarem niesamowitych konfrontacji militarnych. Celem najazdów była głownie Jutlandia i wyspy duńskie, dlatego znalezisk jest tam najwięcej - powiedział.

Po wygranej bitwie obrońcy Jutlandii mieli w zwyczaju pakować łupy w worki i zatapiać je w jeziorach, jako ofiarę dla boga wojny. Rzymskie miecze, przedmioty ze złota, srebra i pasy zwieńczone łyżeczką lądowały w bagnach, w których po wiekach znaleźli je archeolodzy.

Przytroczone do pasa łyżeczki archeolodzy znaleźli także w grobach pozostawionych przez plemiona germańskich Wandalów, Markomanów i Kwadów, którzy chowali wojowników z pełnym wyposażeniem militarnym - a także, sporadycznie, u Gotów, którzy nie wkładali broni do grobów.

Przez lata archeolodzy byli przekonani, że przedmioty służyły usprawnieniu przewlekania końca pasa przez sprzączkę. Przypisywano im także funkcję instrumentu medycznego lub przyboru kosmetycznego do czyszczenia uszu. – Ale do kanału usznego nie włoży się łyżeczki o średnicy 20 mm – zauważył prof. Kokowski.

Naukowcy już wcześniej wiedzieli, że narkotyki zażywali m.in. starożytni Grecy i Rzymianie. Panowało przekonanie, że takie środki były zarezerwowane dla przedstawicieli rozwiniętej kultury śródziemnomorskiej, natomiast ludy północy – postrzegane przez Greków i Rzymian za prymitywne i barbarzyńskie – upijały się alkoholem.

Podczas wykopalisk w Europie Środkowej i Skandynawii nie znaleziono pozostałości po substancjach, którymi mogliby się odurzać wojownicy. Przełomem okazały się wykopaliska na Kaukazie, gdzie w grobach najważniejszych przedstawicieli ludów koczowniczych znaleziono łyżeczki z resztkami opium. – Te środki musiały być rozpowszechnione bardziej, niż nam się dotychczas wydawało – stwierdził.

Prof. Kokowski nawiązał współpracę z biologami z UMCS, prof. Anną Jarosz-Wilkołazką i dr Anną Rysiak. Badacze przeanalizowali rośliny, które mogły służyć do wytwarzania środków odurzających, sposoby ich przetwarzania i wpływ na organizm człowieka. Doszli do wniosku, że germańscy wojownicy najprawdopodobniej zażywali środki pochodzenia roślinnego z rodziny psiankowatych. W ich zasięgu było także opium wytwarzane z maku.

– Zażywanie narkotyków przez germańskich wojowników musiało być powszechnym zjawiskiem. Świadczy o tym liczba znalezionych łyżeczek. Oszacowaliśmy, że w 1000-osobowej armii narkotyki zażywało ok. 750 wojowników – stwierdził prof. Kokowski.

– Germańscy wojownicy prawdopodobnie +motywowali się+ do walki, sięgając po wiszącą u pasa łyżeczkę, czerpiąc substancję z przytroczonego woreczka i zażywając ją jak tabakę. Wojny toczyły się nieustanne, więc armia musiała mieć ze sobą kilogramy substancji, do których wytworzenia trzeba było setek kilogramów roślin i dziesiątków ludzi za nich odpowiedzialnych – powiedział prof. Kokowski. Dodał, że częste korzystanie z substancji sprawiało, że po pewnym czasie traciły skuteczność, dlatego ich skład musiał być zmieniany.

– Żołnierze nie mogli przygotować substancji odurzających w trakcie marszu i działań wojennych. Musieli to mieć ze sobą z pełną świadomością, że ten środek jest to im tak samo niezbędny jak broń – powiedział.

Zdaniem archeologa powszechne wykorzystanie narkotyków wymuszało istnienie potężnej i zupełnie nieznanej badaczom gałęzi gospodarki złożonej z rzemieślników odpowiedzialnych za wykonanie łyżeczek; osób, które zbierały rośliny, suszyły, przygotowywały do spożycia i wiedziały, jak je dawkować.

– Wyobrażam sobie, że wódz plemienia, idąc na wojnę, kazał wyfasować ze zbrojowni miecze, tarcze, oszczepy, włócznie, potem wołał człowieka odpowiedzialnego za aprowizację, który przygotowywał żywność na drogę, i specjalistę, który rozdzielał między wojownikami woreczki z substancją, pewnie instruując ich o działaniu i sposobie użycia – sugeruje archeolog.

– Na przestrzeni wieków żołnierze w różny sposób usiłowali radzić sobie ze stresem – przyznał prof. Kokowski i przywołał współczesne analogie: czerwonoarmistów zaopatrywanych w spirytus podczas walk w Finlandii, środki pobudzające żołnierzy Wehrmachtu podczas II wojny światowej i plagę narkotyków wśród amerykańskich żołnierzy w Wietnamie.

Badacze nie wykluczają, że narkotykami odurzały się także inne ludy barbarzyńskie, ale nie dysponują źródłami archeologicznymi na poparcie tej tezy. Źródła pisemne natomiast potwierdzają ich zażywanie przez elity starożytnego Rzymu, gdzie działały nawet kluby narkotyczne. Środki odurzające wykorzystywali także służący w armii rzymskiej medycy, żeby uśmierzać ból i zaleczać rany.

Artykuł naukowy „In a narcotic trance, or stimulants in Germanic communities of the Roman period" autorstwa prof. Andrzeja Kokowskiego, dr hab. Anny Jarosz-Wilkołazkiej i dr Anny Rysiak ukazał się w czasopiśmie "Praehistorische Zeitschrift" wydawnictwa De Gruyter w listopadzie br.

Oceń treść:

Average: 9 (1 vote)
Zajawki z NeuroGroove
  • Katastrofa
  • MDMA (Ecstasy)

koncert electro na plazy nad jednym z polskich jezior, znajomi, mile nastawienie

Ku przestrodze, moze ktos kto to przeczyta bedzie mial z tylu glowy ze ecstasy to nie tylko zabawka

 

Snilo mi sie ze wybieralem sie na koncert electro i znalazlem na lawce w parku kilka rozowych supermenow.

Zawsze sprawdzam co jem, wiec ochoczo wpisalem w domu w google "pink superman ecstasy". Ku mojemu lekkiemy zdziwieniu, pojawily sie wyniki "PMMA pink superman death" o zgonach po zjedzeniu różowych supermenów. Wyskoczyły ostrzeżenia, "nie jeść tego", "zgony po superman" itd. Na dole jej zdjęcie, bardzo twarda, brudny róż, bez przedziałka z tyłu.

.

  • Bad trip
  • Marihuana

Podekscytowanie, malutki domek na odludziu

Witam.

Coś o mnie na początek.

Lat 18(16 podczas tripa) przy wadze 50 kg.

Cała akcja działa się 20 kwietnia 2018 roku podczas jakże pięknego swięta MJ.

W związku z tym razem z 5 kolegami postanowiliśmy zaszaleć i przywalić wiadro i dzięki temu, że to było moje jedno z pierwszych doświadczeń z trawka zafundowałem sobię największą do tej pory bombę. Było do dość dawno więc nie pamiętam dokładnie godzin z resztą i tak nie byłem nawet w stanie wyjąć telefonu i sprawdzić czas.

Nie pamiętam dokładnie ile było tematu, ale chyba coś koło 3g. 

  • DMT
  • Pierwszy raz

Przyjechałem na ferie do mojego znajomego na drugim końcu Polski. Miałem wynajęty nieduży pokój, siedzieliśmy tam razem. Byłem nieco spięty i podekscytowany, może nawet nieco zestresowany tym co miało za chwilę nastąpić.

Pierwszy raz DMT, bardzo dziwny i stresujący trip.

W sobotę wieczorem (około 10 - 11) wciągnąłem donosowo mniej więcej 100mg DMT. 
To co się potem stało było niesamowite i przerażające zarazem.