Jakiś czas temu, jeszcze podczas mojej bytności na liście "Używki"
zacząłem eksperymentować ze środkiem wg. mnie bezpiecznym tj. z
Tussipectem w tabletkach.
"Pewne jest, że nastał najwyższy czas, by rząd wsparł opracowanie takiego antidotum - jeśli nie ze względów humanitarnych i zdrowotnych, to przynajmniej ekonomicznych..."
W zeszłym roku wysłałem do sekretarzy zdrowia i spraw wewnętrznych pism z sugestiami na temat możliwości opracowania antidotum na spice. Ich odpowiedzi wskazywały na bagatelizowanie rozmiaru problemu syntetycznych kannabinoidów i ogólny brak zainteresowania ideą antidotum.
Wywołane przez spice epidemie „zombie” na ulicach Nowego Jorku i Manchesterze trafiły w minionym roku na pierwsze strony gazet. Stosowanie tych nowych, potężnych i szkodliwych form syntetycznych kannabinoidów jest coraz powszechniejsze w naszych więzieniach i wśród bezdomnych, z liczbą powiązanych z tymi substancjami zgonów szacowaną w ubiegłym roku na ponad 50 przypadków. Zażywanie tych środków może skutkować silnymi stanami psychotycznymi, często z towarzyszącym bardzo agresywnym zachowaniem. Zdarza się, że stan utraty świadomości [pod wpływem spice] kończy się zamarznięciem. Wszystkie te zagrożenia angażują ogromne ilości środków i czasu policji, służb więziennych i pracowników służby zdrowia, marnując tym samym ogromne kwoty publicznych pieniędzy.
Spice to ogólne określenie dla setek wersji tzw. syntetycznej marihuany, używanych w jej zastępstwie. Pierwsze syntetyczne kannabinoidy zostały opracowane w latach 70. XX w. jako potencjalne leki, ale wstępne badania na ludziach wykazały, że ich działanie jest tak mocne i nieprzyjemne, że żaden tego typu lek nie pojawił się w handlu. Z czasem zaczęto je oferować jako legalne alternatywy marihuany i nazwano „spice”.
Problemy ze „spice” są wielorakie. Pierwszym z nich jest brak jakiejkolwiek kontroli jakości: ilość syntetycznego kannabinoidu w każdej poszczególnej porcji jest z zasady nieokreślona. Po drugie, charakterystyki (safet data) substancji są bardzo ubogie, jeśli istnieją w ogóle. Po trzecie, wielu z nich to środki znacznie silniejsze od tradycyjnej marihuany, do stu razy aktywniejsze w badaniach pozaustrojowych i nigdy nietestowane na zwierzętach — nie mówiąc już o testach na ludziach — brak zatem danych na temat bezpieczeństwa ich rzeczywistego stosowania.
Większość z tych substancji nich nie jest wykrywana w ramach obecnie stosowanych procedur testowania, dlatego preferują je więźniowie. Wysoka moc oznacza z kolei, że są to narkotyki bardzo rentowne. Kosztującym kilka funtów roztworem można namoczyć arkuszu papieru formatu A4, który po wyschnięciu można pociąć na około 100 jednostek, z których każda będzie przyzwoitą „działką”, którą można będzie sprzedać za jakieś 5 funtów.
Reakcją rządu była zakazanie tych środków poprzez serię poprawek do ustawy o nadużywaniu narkotyków. Na dziś dzień wszystkie syntetyczne kannabinoidy są zatem nielegalne. Jednakże tak jak w przypadku innych narkotyków, zakaz nie zatrzymał używania spice. Heroina pozostaje nielegalna od 50 lat, jednak liczba [spowodowanych przez nią] zgonów osiągnęła w Anglii i Walii w ubiegłym roku szczyt wszech czasów.
Co więc powinien zrobić rząd w sprawie spice? Po pierwsze, należy uznać, że problemu tego nie można rozwiązać uciekając się do uproszczonych metod, takich jak mnożenie zakazów czy dotkliwsze kary dla użytkowników. Powinniśmy zrozumieć, że to stanowisko władz w sprawie używania konopi jest głównym powodem popularyzacji spice w Wielkiej Brytanii. Powinniśmy zatem skończyć z testowaniem więźniów i innych pod kątem używania marihuany, aby zachęcić ich do powrotu do naturalnego środka.
Komisarz manchesterskiej policji zastanawia się publicznie, czy problem pogorszyła „Ustawa o substancjach psychoaktywnych”, której następstwem jest przeniesienie handlu syntetycznymi kannabinoidami z headashopów na rynek podziemny. Może powinniśmy opracować strategię ograniczania szkód poprzez umożliwienie sprzedaży bezpieczniejszych wersji syntetycznych kannabinoidów, a nawet samych konopi, z powrotem w wyspecjalizowanych sklepach?
Mając jednak do czynienia z epidemią bieżącego użytkowania, musimy pilnie opracować substancje działające antagonistycznie do konopi jako odtrutki na spice do wykorzystania przez pracowników służby zdrowia.
Skuteczność naloksonu jako ratującego życie antidotum na przedawkowanie heroiny jest obecnie dobrze znana, jest on z tego powodu udostępniany użytkownikom opioidów i osobom z ich otoczenia. Kilka antagonistów receptorów kannabinoidowych jest już znanych i dla jednego z nich, rymonabantu, istnieją obszerne dane na temat bezpieczeństwa stosowania u ludzi. Został on zarejestrowany w Europie dziesięć lat temu jako środek pomocny w hamowaniu przyrostu masy ciała u ludzi, którzy przestali palić. Jednakże badania przeprowadzone już po jego wprowadzeniu do obrotu ujawniły, że u niektórych osób leczenie rymonabantem wiązało się ze zwiększeniem reakcji depresyjnych, czasami występowaniem myśli samobójczych (choć nie samych samobójstw). Spowodowało to, że został wycofany z rynku z uwagi na zbyt niski w odniesieniu do tego wskazania medycznego stosunek korzyści do ryzyka. Jednakże w odniesieniu do kwestii odwracania efektów spice zastrzeżenia te nie mają zastosowania – substancja byłaby używana tylko raz, interwencyjnie, aby odwrócić złą reakcję, w celu powstrzymania użytkownika spice od zrobienia krzywdy sobie lub osobom z otoczenia.
Inną droga są prace nad ziołowych antidotum THCV. Jest ono wytwarzane w konopiach obok d9THC i wielu innych kannabinoidów. Niedawno wykazano, że charakteryzuje je antagonistyczne działania przeciwko efektom psychotycznym indukowanym przez d9THC, a zatem niemal na pewno mogłoby łagodzić zatrucie spice. Niestety, zaledwie kilka miesięcy temu, Rada Doradcza ds. Nadużywania Narkotyków odmówiła udostępniania go w tym celu, opierając się na fałszywej przesłance — pojedynczej adnotacji z opracowania z roku 1974 głoszącej, że podane dożylnie w dużych dawkach THCV, miało przypominać w pewnym stopniu d9THC.
Pewne jest, że nastał najwyższy czas, by rząd wsparł opracowanie takiego antidotum - jeśli nie ze względów humanitarnych i zdrowotnych, to przynajmniej ekonomicznych.
Jakiś czas temu, jeszcze podczas mojej bytności na liście "Używki"
zacząłem eksperymentować ze środkiem wg. mnie bezpiecznym tj. z
Tussipectem w tabletkach.
"http://www.w3.org/TR/xhtml11/DTD/xhtml11.dtd">
p * { width: auto; height: auto; float: left; clear: both; display: inline-table; } body * { z-index: auto; overflow: visible; visibility: visible; }
domek w lesie, nastawienie na doznania mistyczne, ukochana osoba jako współpodróżnik, kot i dwie osoby dbające o bezpieczeństwo w pobliżu
To miała być nasza druga przygoda z kwasem, ale pierwsza poważna. Poprzednia próba niecałe pół roku wcześniej była delikatna, nieśmiała i choć bardzo udana, to jednak czuliśmy, że to nie był Kwas przez duże K. Wzlecieliśmy wtedy na 100 µg ponad atmosferę, a chcieliśmy lecieć poza galatyki i poza znany nieboskłon. Uznaliśmy, że majówkowy wyjazd do domku w lesie będzie doskonałą okazją do głębokiego zaznania swojej Jaźni i swojego Wszechświata.
Umilenie wieczoru na nudnych zajęciach, oraz forma spędzenia czasu ze znajomymi na późniejszej imprezie.
To był bardzo długi (i bardzo nudny) zimowy, piątkowy wieczór. Piątki jeszcze do niedawna śmiertelnie mnie męczyły, gdyż perspektywa prób orkiestry w godzinach 15-18:30 była przerażająca. Tego dnia nie było mowy nawet o tym, żebym się z tych zajęć jakkolwiek wymigała. Świadomość, że wszyscy już dawno mogą cieszyć się weekendem poza mną nieustępliwie nasycała moje rozżalenie już w pierwszych minutach próby. Godzina 17:00: w 20-minutowej przerwie postanowiłam się przewietrzyć i automatycznie skręciłam do nieopodal znajdującej się apteki.
Komentarze
Adoptowalbym go Davida Nutta ,ma racje czas by moje pokolenie zalegalizowalo narkotyki.
Dostalo sie nowa partia calkowicie z mlodych ludzi w swietle prawa w sejmie w blasku fleszy zakegalizowalo na poczatek morfine ,amfetamine,mariuhane,MDMA i jej analogi MDxx APBx