REKLAMA




Zielona alternatywa, czyli jak Amerykanie radzą sobie z marihuaną

Ponad połowa Amerykanów ma dostęp do medycznej marihuany. W tej sytuacji ciekawie wyglądają statystyki przedawkowania tej substancji. Przez ostatni rok nadużyło jej ze skutkiem śmiertelnym 0 (słownie: zero) mieszkańców USA.

Ponad połowa Amerykanów ma dostęp do medycznej marihuany. W tej sytuacji ciekawie wyglądają statystyki przedawkowania tej substancji. Przez ostatni rok nadużyło jej ze skutkiem śmiertelnym 0 (słownie: zero) mieszkańców USA.

Dane przytacza portal Huffington Post, natomiast amerykański „Newsweek” pisał niedawno o epidemii uzależnienia od leków przeciwbólowych i uspokajających na sielskich amerykańskich przedmieściach zamieszkanych przez klasę średnią. Nasi koledzy z USA cytowali raport dwojga ekonomistów, Anne Case i Angusa Deatona, według których od 1999 do 2013 roku wskaźniki umieralności białych Amerykanów w wieku 45-54 lat rosły o 0,5 procent rocznie. Po przeanalizowaniu najróżniejszych danych naukowcy ustalili, że ów „nadprogramowy” przyrost to efekt przedawkowania narkotyków, leków lub alkoholu, samobójstw spowodowanych uzależnieniem oraz marskości wątroby.

Dużą rolę w kreowaniu uzależnień odgrywają tabletki przepisywane przez lekarzy. „Newsweek” rozmawiał z wieloma na pozór wzorowymi obywatelami prowadzącymi przykładne życie, lecz skrywającymi mroczny sekret. 34-letnia nauczycielka z Bristolu (Connecticut) Jill Shacket w roku 2012 przeszła operację kręgów szyjnych. Dostała opioidowe leki przeciwbólowe i szybko się uzależniła. Terapia odwykowa nie pomagała, w końcu jej matka Donna postanowiła przeprowadzić się do Bristolu i wziąć sprawy w swoje ręce. Po przywiezieniu mamy z lotniska Jill, udając, że czyta książkę, za pomocą wyszukiwarki Kindle’a kupiła heroinę w internecie i tej samej nocy zmarła.

Uzależnienie bez recepty

W latach 2001-2016 liczba zgonów będących efektem przedawkowania heroiny wzrosła sześciokrotnie. Pozornie narkotykowe ekscesy minionych dekad należą do przeszłości. Uliczne gangi dealerów przestały handlować i strzelać do siebie na ulicach wielkich miast. Większość transakcji odbywa się dziś w prywatnych mieszkaniach, na telefon, za pośrednictwem emaili czy wręcz na zakamuflowanych stronach internetowych w tzw. ukrytej sieci (Dark Web). Wychowankowie getta nie mieli oporów przed kupowaniem cracku na ulicy. Maklerzy, biznesmeni, lekarze czy prawnicy a także zwykli zjadacze chleba zatrudnieni na stałe w poważnych firmach i uzależnieni od twardych narkotyków, wolą nie ryzykować. A oni właśnie stanowią dziś większość nabywców.

Dlaczego? To nie tylko efekt mody i nudy. Do początku lat 90. opioidy czyli syntetyczne pochodne alkaloidów zawartych w maku przepisywano jedynie pacjentom chorym na raka. Stosowano fentanyl, viocodin, percocet, opanę, oxycodone czy oxycontin. Jednak w połowie dekady obrońcy praw pacjentów wspólnie z lekarzami (i oczywiście nie bez udziału firm farmaceutycznych) doprowadzili do zmiany przepisów. Od tego czasu opioidy można przepisywać w zasadzie na każdy ból włącznie z migreną.

Problem w tym, że opioidy podobnie jak opiaty należą do najbardziej uzależniających substancji chemicznych znanych medycynie. Nawet gdyby nie istniała alternatywa, powinno się je stosować tylko w dawkach leczniczych pod ścisłą kontrolą. Tymczasem alternatywa istnieje. Już w roku 1992 ekipa kierowana przez izraelskiego biochemika Raphaela Mechoulama odkryła, że w organizmie funkcjonuje drugi obok opioidowego mechanizm kontroli bólu – endogenny układ kannabinoidowy.

Nie tylko opioidy

Naukowcy ustalili, że ludzkie ciało i umysł reagują na marihuanę za pośrednictwem selektywnych receptorów nazwanych CB1 i CB2, które występują nie tylko w mózgu, ale również na tkankach obwodowych w śledzionie, migdałkach, układzie immunologicznym, jądrach, jelicie cienkim, pęcherzu moczowym. Receptory kannabinoidowe hamują uwalnianie neurotransmiterów i cyklazę adenylową, aktywują kanały potasowe oraz blokują kanały wapniowe. Pod względem opóźniania przekaźnictwa przypominają zatem opioidy, lecz dzięki temu, że receptorów CB1 niewiele jest w pniu mózgu (ośrodek oddechowy), zażywanie pochodnych marihuany nie grozi uduszeniem.

Mechoulam stwierdził ponadto, że ludzki mózg wytwarza własne kannabinoidy, które działają na receptory CB niemal identycznie jak roślinne. Pierwszy naukowcy nazwali 2AG, drugi anandamidem od sanskryckiego słowa ananda (rozkosz). Wiele wskazuje, że oba mogłyby łagodzić przebieg dziesiątek chorób i dolegliwości, w tym schizofrenii, cukrzycy, raka, zaburzeń odżywiania, urazów mózgu oraz schorzeń neurodegeneracyjnych jak choroba Parkinsona, Alzheimera czy stwardnienie rozsiane. Zidentyfikowanie układu kannabinoidowego zrewolucjonizowało wiedzę o marihuanie, przełamało negatywne stereotypy i niejako usankcjonowało w opinii światowej społeczności naukowej dalsze prace.

Badania przeprowadzone niedawno przez rządowe Narodowe Instytuty Zdrowia (NIH) w USA wykazały, że układ kannabinoidowy odgrywa istotną rolę przy każdej chorobie. W rezultacie lokalne władze zalegalizowały marihuanę do użytku terapeutycznego w 23 stanach i dystrykcie stołecznym a umożliwiły korzystanie z niej, gdy pacjent wyczerpie pozostałe opcje, w kilkunastu innych stanach.

– Nie ma dnia, żebym nie rozmawiał z chorym, który cierpi na nudności, wymioty, utratę apetytu, bóle, depresję, bezsenność. – powiedział „Newsweekowi” dr Donald Abrams, ordynator oddziału hematologii i onkologii Szpitala Głównego w San Francisco. – Marihuana to jedyny środek przeciw mdłościom, który wzmacnia równocześnie apetyt.

Pozwala także zasnąć i poprawia nastrój, co nie jest łatwe, gdy człowiek stoi w obliczu śmierci, a bardzo ważne z terapeutycznego punktu widzenia. – Mogę wypisać sześć recept na leki, które wchodzą ze sobą i z chemioterapią w niekorzystne interakcje, lub zamiast tego zalecić marihuanę – tłumaczy Abrams. Sondaż przeprowadzony w ubiegłym roku wykazał, że jego przekonania podziela ponad trzy czwarte amerykańskich lekarzy. Największymi zwolennikami kannabinoidów okazali się onkolodzy (82 proc.), którzy uważają, że powinny one stanowić standardową opcję terapeutyczną.

Nieuchwytny sukces

Tyle że efekty działania marihuany trudno zweryfikować. Jedni pacjenci mogą przeceniać jej lecznicze walory ze względu na działanie oszałamiające, nie mówić prawdy o dawkach, lub mylić skutki zażywania kannabinoidów z efektami chemioterapii. Poza tym nie da się dokładnie zmierzyć odczuć subiektywnych np. bólu.

Główny problem wiąże się z faktem, że marihuana nie jest lekiem opracowanym w laboratorium na bazie ściśle określonych, potwierdzonych naukowo mechanizmów biochemicznych. Cannabis to roślina zawierająca ponad 80 różnych substancji aktywnych. Najwięcej wiemy o dwóch – tetrahydrokannabinolu (THC) i kannabidiolu (CBD). Na ich bazie stworzono leki takie jak dronabinol – syntetyczny alkaloid, który dostał atest Agencji do spraw Żywności i Leków (FDA) jako preparat do łagodzenia nudności wywołanych chemioterapią oraz stymulacji apetytu i zmniejszania bólu u osób chorych na AIDS.

Z kolei nabiximols to kombinacja naturalnego THC oraz CBD ekstrahowanego z roślin i podawanego za pośrednictwem doustnego sprayu. Jest on już dostępny w Europie dla chorych na stwardnienie rozsiane i czeka na zatwierdzenie przez władze amerykańskie. Wstępne testy kliniczne nie wykazały jednak, by pomagał ofiarom raka.

– Jak działają inne kannabinoidy wciąż nie wiadomo. – zwraca uwagę profesor David Casarett z Uniwersytetu Pennsylwanii. – Przede wszystkim dlatego, że preparaty z tej rośliny stanowią domenę medycyny paliatywnej (leczenie i opieka nad nieuleczalnie chorymi, którzy weszli w fazę terminalną). A medycyna paliatywna nie jest w USA priorytetem. Co więcej, władze w Waszyngtonie wciąż stosują postanowienia ustawy o substancjach kontrolowanych uchwalonej w 1970 roku i zaliczającej konopie do tej samej kategorii narkotyków co heroina, LSD, meskalina, pejotl czy bufetonina – silny środek halucynogenny uzyskiwany z jadu ropuch, który zakłóca akcję serca i może wywołać zawał.

Życie vs biurokracja

W myśl przestarzałych przepisów mniej szkodliwa od trawy jest amfetamina, kokaina, opium, morfina a nawet fentanyl – syntetyczny opioid, zabijający co roku tysiące heroinistów. Według prawa federalnego, posiadanie, hodowanie, sprzedawanie i częstowanie marihuaną stanowi groźne przestępstwo, tyle że prezydent Obama przymyka oko na eksperymenty stanów. Uzyskanie zgody na badania wymaga jednak pozytywnej opinii aż trzech instytucji: FDA, Agencji do Walki z Narkotykami (DEA) oraz Narodowego Instytutu Uzależnień (NIDA). Nawet jeśli naukowcy przejdą biurokratyczny kołowrót, korzystać mogą tylko z jednego źródła dostaw – farmy przy Uniwersytecie Mississippi zarządzanej przez NIDA.

Amerykańscy zwolennicy medycznej marihuany mają nadzieję, że sytuacja się zmieni. – Lekarze stosowali cannabis od lat 30. XIX wieku do czasu II wojny światowej. – podkreśla doktor Alan Shackelford absolwent Harvardu przepisujący kannabinoidy chorym z Kolorado. Niestety ustawa, która miała zmienić prawną kwalifikację konopii utknęła w Kongresie. Według Shackelforda, „nie z powodu opinii ekspertów, lecz ignorancji prawodawców nie rozumiejących, że chodzi o badania naukowe prowadzone dla dobra chorych”.

Wydaje się jednak, że nawet do tych polityków, którzy nie rozumieją argumentów naukowych, nie wierzą w nie lub jedno i drugie, powinien przemówić prosty rachunek statystyczny. Marihuana zabiła w ubiegłym roku 0 Amerykanów, kokaina i heroina – 17 465, leki opioidowe – 25 760, alkohol 30,7 tys. a jeśli doliczymy ofiary wypadków spowodowanych przez pijanych kierowców, to 76,7 tys.

Oceń treść:

Average: 8 (5 votes)

Komentarze

ziombel (niezweryfikowany)

"Co więcej, władze w Waszyngtonie wciąż stosują postanowienia ustawy o substancjach kontrolowanych uchwalonej w 1970 roku i zaliczającej konopie do tej samej kategorii narkotyków co heroina, LSD, meskalina, pejotl czy bufetonina" - z tego co mi wiadomo jakiś czas temu rząd federalny USA podpisał nowelizację ustawy na ten temat, dzięki czemu marihuana nie jest już klasyfikowana na równi z tymi substancjami.

Zajawki z NeuroGroove
  • Dekstrometorfan
  • Pozytywne przeżycie

Stęskniłam się za deksem po półtorarocznej przerwie, więc nastawienie bardzo pozytywne. Settin sprzyjający.

O godzinie 13 zaczęłam zarzucać 30 tabsów kaszlodynu, po 5 tabletek w 5 minutowych odstępach czasu. Mimo tego, że raczę się Aco od lat, to połykanie tabletek nadal jest dla mnie bardzo nieprzyjemne i ledwo to znoszę... Ale czego się nie robi dla wyższych celów. :)

  • Tramadol


Substancja: Tramadol, chlorowodorek tramadolu.

Dawka: 500 mg

Doświadczenie: Małe, z substancji o podobnym działaniu tylko kodeina.

Kiedy?: 3 dni temu, w piątek, 21 października br.



Częśc wstępna - tzw. pierdoły, których nie trzeba czytać

  • 25C-NBOMe
  • Pierwszy raz

Lekko deszczowy wieczór. Miejsce: Wynajmowana przeze mnie stancja, na której obecnie jestem sam. Nastawienie: Chęć spróbowania czegoś nowego, poczucia nowych psychodelicznych doznań.

17:34

Siedząc przed kompem biorę jeden malutki magiczny kartonik pod górne dziąsło. W oczekiwaniu na pierwsze efekty czytam sobie opisy przeżyć innych użytkowników tego specyfiku.

18:05

  • Przeżycie mistyczne
  • Szałwia Wieszcza

mieszkanie kolegi, ekscytacja, kilka godzin wewnętrznej pracy przygotowującej do wejścia w kontakt z nową substancją....

Opisane wydarzenia miały miejsce około 3 lata temu, po około 8 letnim okresie intensywnej praktyki buddyzmu tybetańskiego, w czasie którego tylko jakieś 2 razy zjadłem grzybki psylocybki i z 3 razy zapaliłem trawkę...

Niespodziewanie okazało się, iż kolega buddysta, który mnie nocuje ma ekstrakt Salvi Divinorum. Wczesniej tego dnia miało miejsce kilka znaczących koincydencji, które jak później zobaczyłem przygotowywały mnie na spotkanie z Boską Salvią.

randomness