REKLAMA




Uwolnić ciasteczkowego potwora

Los Pana Placka z Haszem, którego uczynił swoim pełnomocnikiem do pilnowania marszałka Schetyny, nie jest znany.

Tagi

Źródło

Gazeta Wyborcza, Duży Format

Odsłony

4694

Los Pana Placka z Haszem, którego uczynił swoim pełnomocnikiem do pilnowania marszałka Schetyny, nie jest znany.


Poszedł z tym plackiem - ciastem wielkości średniej pizzy - do Grzegorza Schetyny 7 stycznia, potem się zakurzyło, no i siedzi w areszcie Tomasz Obara. Trzydziestoparolatek, wieczny hipis. Mówi, że mieszka w plecaku ("Mogę działać, bo nic nie mam do stracenia"), krąży z tą swoją misją po kraju, a jak trzeba, to koledzy się zrzucą na bilet.

Nadpobudliwy, miał kiedyś kłopoty ze sobą, studiów nie skończył. Podobno osiągnął sukcesy w biznesie, ale ktoś go podobno okantował. Odpuścił i poczuł, że ma misję. "Generalnie opieram się na idei. Ale jest dużo osób, które wolą po prostu korzonki palić". Idea to Wolne Konopie. Propagandzia.

Apostoł-performer-działacz-wariat-rewolucjonista-wędrowiec idei. Mówią o nim: personalnie sympatyczny, choć dziwny w obyciu i potrafi naodwalać głupot. A przy tym zdumiewająco sprawny. Zarejestrowany "lobbysta na rzecz ochrony praw i wolności osób uzależnionych". Organizuje protesty, petycje, wydaje poradniki o tym, jak doprowadzić do umorzenia postępowania za posiadanie skręta, składa doniesienia (np. na premiera Tuska za wojnę przeciw dopalaczom: "Palił gandzię w młodości, a teraz ziomków gania?!"), hoduje krzaczki pod Sejmem, pod Komendą Główną Policji.

Uważa Tomasz Obara, że narkotyki rozszerzają umysł. Zbiera podpisy pod projektem ustawy, która nie legalizując konopi, pozwoliłaby bezkarnie posiadać 30 g marihuany i uprawiać trzy krzaki konopi. Ludzie nie truliby się syntetykami. Bo to zakaz konopi sprawił, że taką karierę zrobiły dopalacze. Konopie zalegalizowane, okiełznane kulturowo jak w Holandii, Czechach czy Hiszpanii, byłyby ciosem w czarny rynek.

Chrońmy zdrowie - powtarza Tomasz.

Jeździ po kraju i namawia do walki z "systemem". Wykłada z rapersko uniesionym ramieniem. Dlaczego zatrzymany za skręta nie żądałeś umorzenia? Czemu nie walczyłeś o zwrot zarekwirowanej działki? Oddawać mi moją bakę, trzeba walczyć o swoją bakę - zacina się do mikrofonu. "Ja sobie przynajmniej nie pozwolę, żeby się bać policjanta - że mi pomacha pałą, mam siedzieć cicho, to będzie zajebiście? Nie. Przecież to za naszą kasę. Kupujesz piwo? Akcyza - ciach - na policjanta. Funkcjonariusz jest dla obywatela, a nie obywatel dla funkcjonariusza".

Umie rozbawić i wkurzyć, ma wiecowy talent. W rozmowie z prokuratorem zwykle żąda dożywocia, na rok w zawieszeniu się nie zgadza. "Mam ze 40 postępowań, wkrótce będzie 100".

Eksperci się naćpali?

Chrońmy zdrowie. Paląc marihuanę? Każdy ojciec Polak znad szklaneczki z piwem, każda matka Polka pochylona nad potomstwem pogoni takiego Tomka. Ale lobbysta Obara nie jest aż takim ekscentrykiem. Bo jeżeli komuś nie wystarcza stymulacja, jaką daje praca, sport, miłość i seks - czyli życie po prostu - i chce się podkręcić, to konopie nie są złym wyjściem.

W 2010 roku Pan American Health Organization (PAHO) ogłosiła raport 12 ekspertów od polityki narkotykowej, a w nim sześć rankingów szkodliwości:

* Najwięcej szkód zarówno zdrowotnych, jak i społecznych (wypadki, śmierć z przedawkowania, HIV) osobom mocno uzależnionym przynosi alkohol, potem - opiaty i tytoń. Najmniej - konopie.

* Długotrwały efekt niszczący zdrowie najgroźniejszy jest od tytoniu, potem - alkoholu, heroiny, kokainy, stymulantów i daleko za nimi - marihuany.

* Z punktu widzenia zagrożenia społecznego (agresja, zachowania niekontrolowane) najgorsza jest kokaina i heroina, zły - alkohol, mniej groźne - stymulanty i marihuana, zupełnie niegroźny - tytoń.

* Pod względem ryzyka przedawkowania ecstasy i kokaina wyprzedzają alkohol i stymulanty (np. amfetaminę), najmniej groźna jest marihuana.

* Największy potencjał uzależnienia ma tytoń. Po nim heroina, kokaina, kofeina, na końcu marihuana.

Uśredniłem te klasyfikacje: heroina i kokaina są tak samo groźne jak alkohol, daleko za nimi tytoń. Najmniej groźne - konopie.

Ta kolejność pokrywa się ze znanym u nas wykresem prof. Davida Nutta. Poprosił on ekspertów o ocenę 20 substancji pod względem niszczenia zdrowia, groźby uzależnienia i destrukcji życia rodzinnego i społecznego. Najgroźniejsza okazuje się heroina (2,75 na skali od 0 do 3), potem kokaina (2,3), piąte miejsce zajął alkohol (1,8), ósme - amfetamina i tytoń (po 1,6). Konopie są na pozycji 11. (1,4), za nimi LSD i ecstasy. Za tę publikację w "Lancecie" prof. Nutt w 2008 roku zapłacił utratą stanowiska szefa komitetu doradzającego brytyjskiemu rządowi. Dziś PAHO w raporcie dochodzi do podobnych wniosków.

Ile haszu w tym ciasteczku?

A więc w piątek 7 stycznia poszedł Tomasz do marszałka Schetyny, żeby zawiadomić go o utworzeniu Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej Wolne Konopie.

"Chcemy, by od karania za skręta odstępowała już policja [a nie prokuratura - jak w rządowej nowelizacji, która czeka na zmiłowanie posłów]. Żeby nie zatrzymywać na 48 godzin. Żeby nie było chamskich przeszukań mieszkania. Rząd i społeczeństwo muszą pogodzić się, że używamy marihuany, i nie można nam tego zabronić".

Obara miał też dokument: "Ustanawiam pełnomocnikiem delegowanym do obsługi Komitetu w Biurze Marszałka Sejmu - Placek z Haszem. Zadaniem Placka jest czuwanie nad prawidłowością postępowania w sprawie wykonywania inicjatywy ustawodawczej obywateli przez Marszałka Sejmu".

Dobry dowcip? Taki sobie, ale na pewno wpisuje się w tradycję obywatelskiego nieposłuszeństwa w wersji jajcarskiej. Klasycy: Pomarańczowa Alternatywa, ze współczesnych - David C!erny. W wersji zwulgaryzowanej Janusz Palikot.

Zabija się władzę śmiechem, bo władza nie ma poczucia humoru.

Nie ma. Dwa radiowozy, kilku policjantów. Pan Placek do ekspertyzy, najpierw pirotechnicznej, potem narkotykowej. Tomasz na dołek.

Okazuje się, że ciasto zawiera tylko śladowe ilości haszyszu! Na szczęście Tomasz ma przy sobie skręta, co pozwala postawić mu zarzut.

Na szczęście władza ma w zanadrzu art. 219 kodeksu karnego: "W celu znalezienia rzeczy mogących stanowić dowód w sprawie ( ) można dokonać przeszukania pomieszczeń i innych miejsc, jeżeli istnieją uzasadnione podstawy do przypuszczenia, że ( ) wymienione rzeczy tam się znajdują".

Bat na złapanych "posiadaczy".

Tomasz gdzieś mieszka?

Policja pyta Tomasza, gdzie mieszka. Mówi, że nigdzie. A gdzie zameldowany? A u mamy, na Podkarpaciu.

Mama prowadzi kiosk, brat jest znanym strażakiem. Dzielni funkcjonariusze - w liczbie pięciu - wkraczają zatem późnym wieczorem do mieszkania matki Tomasza. Budzą ją, bo kładzie się wcześnie po wzięciu leków. Dygocze, patrząc na kipisz, jaki jej robią.

Czy były "uzasadnione podstawy do przypuszczenia"? Nie było. Każdy wie, że Tomasz nie zrobił sobie u mamy magazynu z konopiami. Ale ogólnie jest uzasadnione, żeby mu przypieprzyć, nie będzie sobie robił jaj ze straży marszałkowskiej, policji, prawa i zwłaszcza z Pana Marszałka.

Wychodzi Tomasz z dołka, dowiaduje się o przeszukaniu. Pędzi na komisariat, żąda widzenia z komendantem. Wyobrażam sobie, jak wrzeszczy: matkę zostawcie w spokoju, bo was wysadzę w powietrze (dostaje zarzut "wywierania wpływu na czynność urzędową przemocą lub groźbą"), może łapie policjanta za ramię (naruszenie nietykalności cielesnej), zacina się i zapluwa ze złości (znieważenie policjanta).

Tomasz nigdzie nie mieszka?

Są zarzuty, można dorzucić Obarze areszt. Niech sobie posiedzi.

Można, gdy zachodzi "uzasadniona obawa ucieczki lub ukrywania się oskarżonego, zwłaszcza wtedy, gdy nie można ustalić jego tożsamości albo nie ma on w kraju stałego miejsca pobytu" (art. 258 kpk).

- Wniosek o tymczasowe aresztowanie na trzy miesiące motywowany był obawą ukrywania się - tłumaczy prokurator Monika Lewandowska, rzeczniczka stołecznej prokuratury. I nawet się nie uśmiechnie.

A przecież Tomasz się nie ukrywa, on się programowo odkrywa. Zawiadamia media i policję o swoich działaniach, bo prowokacja, o której nikt nie wie, nie ma sensu. Jest ostatnią osobą, która chciałaby mataczyć. Jeżeli już, to w drugą stronę, jak z Panem Plackiem, który miał być pełen haszu, a było go tyle co kot napłakał. Może pożałował? (pamiętacie, jak Kubuś Puchatek podarował Kłapouchemu na urodziny baryłeczkę miodu, ale postanowił trochę spróbować ).

Ciekawa jest kwestia miejsca pobytu. Żeby rzecz zrozumieć, trzeba by wypalić porządnego skręta albo inaczej wyłączyć arystotelesowską logikę.

* Tomasz mieszka u matki, więc zachodzi "uzasadnione" i można w jej mieszkaniu zrobić przeszukanie.

* Tomasz nie mieszka nigdzie, a zatem trzeba go przymknąć, bo nie wiadomo, gdzie mieszka.

Pozorna sprzeczność znika, gdy dodamy:

* Tak czy inaczej należy skorzystać z prawa, by cholernemu ćpunowi uprzykrzyć życie.

Zwłaszcza że w głowie mu się przewraca po tych wyrokach.

Po czym dostał Komorowski?

W przeddzień wizyty w Sejmie wygrał Obara w NSA.

Było tak. We wrześniu 2010 roku obrońcy konopi chcieli organizować w Warszawie marsze protestacyjne. Ratusz odmówił zgody. Wojewoda takoż. Tomasz zaskarżył ich decyzje. I najpierw sąd wojewódzki, a - po odwołaniu wojewody - Naczelny Sąd Administracyjny uznał, że zakaz manifestacji był ograniczeniem praw obywatelskich.

Wcześniej wygrał w Sądzie Najwyższym z poprzednikiem Schetyny - marszałkiem Bronisławem Komorowskim, który w zeszłym roku odmówił przyjęcia zawiadomienia o powstaniu Komitetu Wolne Konopie. Zażądał opinii m.in. Naczelnej Izby Lekarskiej i prokuratora generalnego. Sąd Najwyższy uznał, że marszałek, który w międzyczasie został prezydentem, nie miał prawa blokować obywatelskiej inicjatywy. ("Był taki ziomek, Komorowski, przed wyborami zaczął nam robić wbrew, ale dostał od sądu po dupie"). Jednak przygotowaną na wakacje akcję szlag trafił, udało się uzbierać tylko kilka tysięcy podpisów.

Andrzej Sadowski, też obrońca Wolnych Konopi: - Ten Komitet Inicjatywy Ustawodawczej to jedyna zarejestrowana działalność Tomka. Nie chcemy zakładać nawet stowarzyszenia, cała zabawa by uleciała.

Czy Tomasz jest sam?

Z raportu PAHO. W 2008 roku 208 milionów ludzi stosowało zakazane środki psychoaktywne, z tego konopie aż 166 mln - 4 proc. populacji globu w wieku od 15 do 64 lat. W Ameryce Północnej - 10,5 proc., w Europie Zachodniej - 6,9 proc., w Europie Wschodniej - 3,7 proc.

Głównie młodzi. W 2007 roku konopi używało 16 proc. polskich 16-17-latków. Mało w porównaniu z Czechami (45 proc.) czy Francją (31). Sporo w porównaniu ze Skandynawią czy Grecją.

Także w areszcie Tomasz nie jest sam. W USA aresztowanych za konopie przybywa. W 2007 roku było ich 700 tysięcy! A konsumpcja ani drgnie.

Eksperyment to jaja?

Chciałem porozmawiać z Tomkiem, ale panie z prokuratury Warszawa Śródmieście nie dały mi zgody. Jedna była speszona: - Nigdy jeszcze nie mieliśmy w areszcie celebryty.

Nie zapytałem więc Tomka, czy mówi serio, że odwieczną tradycję uprawy marihuany należy kultywować na znak szacunku dla przodków. Że konopie mają 20 tysięcy zastosowań, od ubrań po leki. Na uprawie konopi można by oprzeć całe życie społeczne.

Załóżmy życzliwie, że to wszystko jaja, podobnie jak najnowsza akcja o kryptonimie artykuł 27 (kodeksu karnego): "Nie popełnia przestępstwa, kto działa w celu przeprowadzenia eksperymentu poznawczego, medycznego, technicznego lub ekonomicznego, jeżeli spodziewana korzyść ma istotne znaczenie poznawcze, medyczne lub gospodarcze, a oczekiwanie jej osiągnięcia, celowość oraz sposób przeprowadzenia eksperymentu są zasadne w świetle aktualnego stanu wiedzy".

Eksperyment to uprawa i udostępnianie marihuany. Hipoteza badawcza: własna uprawa ograniczy szkodliwe skutki dla zdrowia i nielegalny obrót marihuaną.

Obara: - Marihuana hodowana u nas będzie miała kontrolowaną jakość. A dilerzy sprzedają często towar zanieczyszczony.

Eksperymenty odbędą się w "klubach konopnych", pierwszy powstaje we Wrocławiu. - Ma być legalnie i bezpiecznie, dlatego chcemy, by miejsce eksperymentu było non stop monitorowane przez policję.

A jeśli Tomasz ma rację?

A gdyby tak - jak chce Tomasz - zrezygnować z art. 62 antynarkotykowej ustawy, który za posiadanie środków odurzających lub substancji psychotropowych przewiduje karę więzienia do lat trzech?

Na pewno popsułoby to policyjne statystyki, zniknęłoby nagle ponad 30 tys. wykrytych przestępstw. Koszt ich ścigania to 79,2 mln zł i 204 tys. godzin pracy policjantów, prokuratorów, sędziów i kuratorów.

Sami funkcjonariusze - badani przez Instytut Spraw Publicznych - twierdzą, że art. 62 nie jest sposobem na ograniczenie handlu narkotykami, nie zmniejsza ich używania, a już na pewno nikomu nie pomaga w wychodzeniu z nałogu.

Raport PAHO. W 2001 roku Portugalia przestała karać posiadanie i używanie. Instytut ds. Narkotyków przeniesiono z resortu sprawiedliwości do resortu zdrowia. W kilka lat liczba zgonów z powodu narkotyków spadła z 400 do 290 rocznie, a narkomanów zarażających się HIV z 1400 do 400. Używanie konopi przez nastolatków wzrosło, ale nie bardziej niż w Hiszpanii czy Włoszech, a w 2007 roku było na poziomie niższym niż w Polsce (13 proc.)!

Dopuszczenie konopi do sprzedaży w holenderskich coffee shopach zmniejszyło dostęp młodych do twardych narkotyków - czarny rynek osłabł, bo stracił ważny towar.

Rachunek zysków i strat (z przewagą strat)

Wracając do naszej opowieści, zauważmy, nie przesądzając sprawy, że uwolnione konopie pozbawiłyby zajęcia:

* Tomasza Obarę;

* funkcjonariuszy, którzy wciąż go muszą zatrzymywać, np. w Sejmie;

* straż marszałkowską, która chroniła marszałka Schetynę;

* kilka warszawskich prokuratorek, które musiały go aresztować i odbierać moje telefony;

* analityków, którzy badali zawartość Pana Placka;

* marszałka prezydenta Komorowskiego, który poświęcił swój bezcenny czas na szukanie pretekstów;

* panią prezydent Warszawy i pana wojewodę mazowieckiego - którzy robili to samo, zamiast dbać o "dalszy dynamiczny";

* NSA i Sąd Najwyższy, które musiały bronić państwa prawa, w którym mieszka Tomasz Obara;

* Piotra Pacewicza, który pisał ten tekst, zamiast pobiegać sobie po zimowym parku;

* czytelników, którzy muszą czytać taki tekst zamiast...

***Cytaty z wypowiedzi Tomasza Obary z filmów na YouTube i z wypowiedzi dla "Gazety Stołecznej"

Oceń treść:

Brak głosów

Komentarze

Anonim (niezweryfikowany)

Brawo brawo brawo Tomasz! Szkoda, że nie wiedziałem, że taki artykuł ukazał się w GW, na pewno bym kupił i trzymał samym wierzchu. Kurcze, mam coraz większą nadzieję, że nagle stanie się normalność!

Anonim (niezweryfikowany)

Brawo Tomasz!!!  Dzięki Piotrze P z Gazety Wyborczej!!!!!

 

 

C

Anonim (niezweryfikowany)

ale tak na serio ktos wie co z nim sie dzieje???

 

 

 

Anonim (niezweryfikowany)

A co ma się dziać w areszcie siedzi i na rozprawę czeka

Anonim (niezweryfikowany)

Nadzieje miec mozemy ale moim zdaniem zanim coś w tym posranym państwie sie zmieni wielu czytelników hypka będzie już po 30-stce jak nie lepiej ;]

Anonim (niezweryfikowany)

Brawo Pacewicz. Brawo Obara.

 

Jak takie artykuły ukazują się w prasie, to jeszcze nie wszystko stracone;-)

Anonim (niezweryfikowany)

Bardzo ciekawy bilans zysków i strat.:) Oby wiecej dziennikarzy z takim bezstresowym podejściem

Anonim (niezweryfikowany)

Z jednej strony dobrze, że jest ktoś taki, kto potrafi zaryzykować i chce działać dla słusznej sprawy. Ale z drugiej, takie działania nie przyniosą takiego efektu, jaki powinny, a moim zdaniem mogą bardziej zaszkodzić niż pomóc.

Wydaje mi się, że jedynym sposobem i krokiem do legalizacji jest edukowanie i zwiększanie świadomości obywateli oraz walka z klamliwą propagandą. Bez nacisku społeczeństwa (czyli wyborców) nikomu nie będzie zależało na zmianie obecnego stanu rzeczy. A do tego trzeba znaleźć naukowców oraz znanych ludzi, ktorzy są za legalizacją, i skłonić do tego, żeby publicznie wypowiedzieli swoje zdanie. Wiem, że to nie będzie łatwe, ale moim zdaniem inaczej się tego nie zrobi.

noname

ministerstwo zdrowia przeznaczy 300mln zlotych (!!!!) na walke (poprzez edukacje) z narkomania w latach 2011-2016, jak wynika ze strony MZ:

http://www.mz.gov.pl/wwwmz/index?mr=q101&ms=&ml=pl&mi=&mx=0&mt=&my=0&ma=...

oczywiscie w 2016 juz nikt nie bedzie bral nakrotykow i problem zniknie. to piekne