REKLAMA




UK: trucizna amazońskiej żaby coraz bardziej popularnym lekiem na depresję i alkoholizm

Czemu ludzie decydują sie zapłacić kilkadzisiąt funtów za to, by na ich skórze wypalono małe kręgi i nałożono na nie Kambo, toksynę pochodzącą z gruczołów amazońskiej żaby, po której zaczną wymiotować do wiadra przy akompaniamencie szamańskich pieśni? W Wielkiej Brytanii ceremonie Kambo prowadzi coraz większa liczba osób, przeszkolonych uprzednio w Amazonii lub w ramach działalności Międzynarodowego Stowarzyszenia Praktyków Kambo (IAKP).

W marcu tego roku Beth Marsh, 29-letnia fotografka z Londynu, zapłaciła 60£ za to, by na jej skórze wypalono małe kręgi i nałożono na nie Kambo, toksynę pochodzącą z gruczołów olbrzymiej amazońskiej żaby, za sprawą której po chwili wymiotowała do wiadra przy akompaniamencie szamańskich pieśni.

Beth zdecydowała się wziąć udział w ceremonii – wpisującej się w narastający trend popularności "zmieniających życie" amazońskich leków, takich jak halucynogenny roślinny wywar ayahuasca — ponieważ słyszała, że ​​Kambo może pomóc jej skończyć z ciągłym upijaniem się. W ciągu ostatnich pięciu lat zamieniła poważne uzależnienie od GBL na destrukcyjny związek z alkoholem; zbyt wiele razy padała na parkiet po wypiciu dziesięciu Jagermeisterów.

Ceremonia była z początku przyjemna. Znajdowaliśmy się w czyimś salonie, światło było przyćmione, a ja klęczałam przed małym ołtarzykiem ze szklaną żabą obok dwóch młodych mężczyzn, których widziałam pierwszy raz w życiu. Prowadzący śpiewał szamańskie pieśni i okadzał nasze ciała dymem z szałwi. W tle leciały odtwarzane z zestawu stereo dxwięki lasu tropikalnego. Uzdrowiciel wykonał końcówką rozżarzonego patyczka trzy małe, okrągłe, powierzchowne oparzenia na skórze mojego ramienia i używając kawałka kory wtarł w nie kroplę przezroczystej żabiej trucizny. Myślałam sobie: "I co teraz?"

- opowiada Beth.

Gdy trucizna dotarła do jej układu limfatycznego, Beth poczuła oszołomienie. Powiedziała, że czuła się tak, jakby wzięła "mnóstwo poppersa". Po około minucie przyszedł czas na oczyszczenie: zaczęła gwałtownie wymiotować do wiadra. Facet po jej lewej dał się ponieść emocjom i zaczął płakać, drugi zaś również wymiotował. Beth poczuła z nimi więź. Uzdrowiciel spojrzał po nich i mruknął aprobująco. Wtedy się odprężyli, zjedli trochę owoców i zaczęli rozmawiać o tym, co się właśnie wydarzyło.

Beth zaskoczyło, że po ceremonii faktycznie trzymała się trzeźwości podczas nocnych wypadów. Po kilku tygodniach jednakże "zaczęła z powrotem ześlizgiwać się w pragnienie upicia się", przyjęła więc kolejną dawkę Kambo. Teraz, tuż przed swoja trzecią sesją z Kambo, mówi, że czuje się, jakby była inną osobą: "To ogromna zmiana, nie chcę już wracać do pijaństwa i kaca.".

Od swoich korzeni w kulturach amazońskich plemion, które wykorzystują Kambo do polowania i odpędzenia choroby, z czasem zyskując szerszą popularność dzięki zainteresowaniu ayahuaską, żabia trucizna staje się obecnie coraz popularniejszym duchowym lekiem. Na Instagramie znajdziecie ok. 5600 postów otagowanych #kambo, przedstawiających zazwyczaj poceremonialne oparzenia, opatrzone komentarzami w rodzaju "Obczajcie oparzenia mojej małej wojowniczki!" czy "Mam słabość do tych małych blizn."

W Wielkiej Brytanii ceremonie Kambo prowadzi coraz większa liczba osób, przeszkolonych uprzednio w Amazonii lub w ramach działalności Międzynarodowego Stowarzyszenia Praktyków Kambo (International Association of Kambo Practitioners, IAKP), które edukuje, kieruje i ustala zasady stosowanie Kambo w UK i wielu innych krajach na całym świecie. IAKP ma obecnie 13 zarejestrowanych praktyków w Wielkiej Brytanii i ponad 50 globalnie. Wszystkie miejsca na szkolenia dla chętnych są w tym momencie zajęte.

Laura Horn z Exeter, także 29-latka, przeszła szkolenie praktykantki Kambo w północnej peruwiańskiej Amazonii, podczas intensywnego, kosztującego 2000£ dwutygodniowego kursu, gdzie przyjęła 13 dawek Kambo w 14 dni - co oznacza dużo wymiocin i spalonej skóry.

Podczas swojego treningu co noc wychodziła z członkami plemienia do dżungli na "zbiory", podczas których pozyskiwali jasnozielone gigantyczne żaby liściowe (Phyllomedusa bicolor) z dorzecza Amazonki. Po powrocie do obozu żaba jest w zwyczajowo przyjęty sposób wiązana do kilku patyczków w upokarzający X i poszturchiwana w głowę, co skutkuje wypuszczaniem trucizny na grzbiet, skąd następnie jest ona zeskrobywana, żaba zaś bez szwanku wraca do dżungli. W istocie żabi dobrostan ma dla społeczności Kambo zasadnicze znaczenie.

Od ukończenia szkolenia w styczniu Laura prowadzi średnio dwie ceremonie w tygodniu, za które pobiera opłatę w wysokości 55£ . Zazwyczaj odbywają się one w domu jednego z uczestników, w grupach liczących do pięciu osób. Laura mówi, że jej klientami nie są bynajmniej "hipisi w srednim wieku, jak można by sie spodziewać, ale ludzie z osiedli komunalnych takich jak to, w którym dorastałam". Używa dymu szałwii "aby usunąć negatywne energie" i odtwarza nagrania głosu żaby, które zrobiła w dżungli — to dziwny dźwięk, który brzmi jak śmiech kreskówkowego złoczyńcy. Laura opowiada, że główne przyczyny, dla których ludzie decydują się na spróbowanie Kambo to "depresja, pragnienie rozjaśnienia umysłu, chęć złagodzenia bólu i oczyszczenie".

Kolejną nową użytkowniczka Kambo jest Emma, biolożka w wieku balzakowskim, która zdecydowała się spróbować tego środka, gdy po fatalnym rozpadzie związku wpadła w głęboką depresję."Miałam depresję zdiagnozowaną już wcześniej, więc wiedziałem, co się dzieje. Chciałam spróbować czegoś innego niż antydepresanty."

Po zebraniu informacji na temat Kambo dostępnych w internecie i rozmowie z praktykiem, który pomógł jej przyjacielowi, postanowiła wziąć udział w ceremonii, zorganizowanej w jego domu.

Kiedy uzdrowiciel podał mi Kambo, wypalając uprzednio osiem małych otworów na kostce, poczułam jak moja twarz puchnie niczym ryba-rozdymka - i została taka przez dwa dni. Należy zwymiotować, a ja nie mogłam, więc uzdrowiciel wdmuchnął mi do nosa jakiś specjalny dym i to było ohydne uczucie, jakby mój mózg dostał od wewnątrz pięścią. Położyłam się pod kołdrą, zamknęłam oczy i ogarnęło mnie przemożne poczucie absolutnego spokoju. Czułem się całkowicie obojętna, w dobrym tego słowa znaczeniu, jakby moja głowa wreszcie nie była wypełniona całym tym gównem. Po raz pierwszy od dawna czułam się dobrze – czułam, że wydobrzeję. To dało mi siłę.

Emma powtórzyła kurację w marcu, twierdzi jednak, że teraz będzie korzystać z Kambo tylko w wypadku, jeśli depresja powróci.

Czuje się po tym świetnie – to prawdziwy pozytywny kopniak. Mimo wszystko jednak nie wiemy zbyt wiele o długoterminowych efektach Kambo, a to mnie martwi.

Co zatem ma do powiedzenia na temat Kambo nauka? Dlaczego, mając dostęp do produktów wartego 300 mld dolarów globalnego przemysłu farmaceutycznego, zalewającego rynek lekami na wszystko, od hemoroidów po schizofrenię, ludzie chcący wyleczyć swoje dolegliwości sięgają po śluzowatą truciznę amazońskiej żaby?

Chris Shaw, emerytowany profesor wydziału farmacji Queen University w Belfaście, jest światowym ekspertem w badaniu żabiej wydzieliny. Wyjaśnia, że ​​Kambo jest używane przez zwierzę dla uzyskania efektu "molekularnego porażenie prądem" w pysku drapieżnika, by szybko wypluł on swoją ofiarę. Trucizna działa wywołując przeciążenie organizmu drapieżnika chemikaliami, co prowadzi do nudności, skurczów mięśni i jelit, drgawek i wymiotów – dlatego właśnie ceremoniom Kambo towarzyszą wiadra.

Pytam profesora Shawa jak silna, w skali od jednego do dziesięciu, jest baza dowodowa dla skuteczności Kambo w leczeniu schorzeń fizjologicznych lub emocjonalnych u ludzi.

Dwa. Nie ma naukowych dowodów skuteczności Kambo, ale nie byłbym wcale zdziwiony, gdyby sprawdzało się w przypadkach depresji, ponieważ zawiera mnóstwo substancji, które wpływają na mózg. Przyjęcie Kambo prowadzi do znaczącego przestrojenia i przeciążenia układu nerwowego, silnie zmienia naszą neurochemię.

Według profesora Shawa, Kambo może wykazywać nieznaczne właściwości uzależniające. Wskazuje on, że jeśli organizm jest przeciążany regularnie jakiegoś rodzaju cząsteczkami – na przykład morfiną, przyjmowaną przez użytkownika heroiny — ciało wyłącza w odpowiedzi własną produkcję tego typu związków, co prowadzi do zależności od zewnętrznych źródeł, a więc ryzyka uzależnienia. Badania wśród używających Kambo plemion indiańskich wykazały, ze z czasem przyjmują oni coraz większe ilości, być może z tego powodu wspomnianego wyżej przeciążenia. To współgra z doświadczeniami użytkowników Kambo z Wielkiej Brytanii, którzy opisują swoje pragnienie powtarzania ceremonii. Praktycy podkreślają, że stosowanie Kambo powinno być ograniczone do 12 razy w ciągu roku.

Pewne jest to, że Kambo skrywa koktajl ponad 100 związków chemicznych. Dotychczas przyznano70 patentów na zastosowania związków wyizolowanych z żabiej wydzieliny. Choć IAKP zaprzecza, technicznie rzecz biorąc Kambo wykazuje właściwości psychoaktywne, głównie dotyczące sfery sensorycznej, choć są one rzecz jasna minimalne w porównaniu ze środkami takimi jak ayahuasca. Tym samym na mocy nowej Ustawy o Substancjach Psychoaktywnych — która wejdzie w życie 26 maja i zakazuje wszystkie substancje psychoaktywnych oprócz tytoniu, alkoholu, kofeiny i licencjonowanych leków - Kambo formalnie stanie się nielegalne.

Harry Sumnall, profesor z Centrum Zdrowia Publicznego w liverpoolskim John Moores University, członek Rady Konsultacyjnej ds. nadużywania narkotyków, wyjaśnia:

wydzielina zawiera peptydy opioidowe, takie jak dermorfina i analogi deltrofiny, które dostają się do organizmu poprzez punktowe oparzenia. Są one silnymi agonistami receptorów opioidowych w ośrodkowym układzie nerwowym, a takie działanie z definicji będzie miało wpływ na stan psychiczny człowieka. Nie jest zatem zasadne twierdzenie, że nie są to substancje psychoaktywne.

Biorąc pod uwagę, że głównym celem nowej ustawy są syntetyczne kannabinoidy i pochodne katynonu, polowanie na rosnącą brytyjską społeczność użytkowników i praktyków Kambo wydaje się absurdalnym marnotrawstwem zasobów policji, zwłaszcza gdy istnieje jedynie śladowa ilość dowodów, pozwalających na powiązanie tej substancji z pogorszeniem stanu zdrowia czy ryzykiem śmierci.

Coraz więcej osób odwraca się od przemysłu farmaceutycznego, bardziej zainteresowanego pozyskiwaniem klientów i zyskami niż leczeniem, szukając odpowiedzi w naturze. Wzrost zainteresowania Kambo jest tego dowodem — i niezależnie od tego, czy jest to naukowo udowodnione, nawet anegdotyczne dowody na to, że substancja pomaga niektórym ludziom wyjść z depresji czy uzależnienia od alkoholu, choćby tylko na kilka miesięcy, nie mogą być ignorowane.

Patrząc na historię narkotyków, boleśnie oczywisty staje się fakt, że rosnący rynek Kambo – mającego potencjał użytecznej kuracji w wypadku pewnych schorzeń — należałoby raczej uregulować, niż wyrzucić poza nawias prawa, oddając kontrolę nad nim szarlatanom.

Oceń treść:

Average: 8.3 (15 votes)

Komentarze

nieszaman (niezweryfikowany)

to wygląda na kolejne uzależnienie - teraz od jadu żaby, może za rok modne będą wilcze jagody to wtedy przerzuci się na nie

Piotr Kuziela (niezweryfikowany)

Witam, byłem na kambo 3razy w przeciągu półtora miesiąca. Nie dlatego, że miałem efekty uzależnienia od tej medycyny (z tym problemem alkoholowym mi bardzo pomogło) ale dlatego, że widziałem efekty i chciałem jeszcze głębiej popracować by zdjąć kolejną warstwę toksyn i złości. Ze względu na intensywność procesu uważam, że od kambo nie da się uzależnić. Duch żaby wie co robi - wystarczy mu zaufać. Odnośnie szarlatanów - jest ich coraz więcej dlatego polecam pójść do kogoś z doświadczeniem bo chodzi tu o Wasze zdrowie! Dlatego tylko osoby przeszkolone przez IAKP według mnie powinny się tym zajmować. Polecam Kambo Cura!

Zajawki z NeuroGroove
  • Marihuana
  • Pozytywne przeżycie

U ziomka na chacie, humor bardzo dobry

Mówią, że życie może istnieć tylko dzięki miłości...

Może i bez niej. Jest wtedy jednak bardziej napełnione pustką, aniżeli życie człowieka, który kogoś mocno kocha.

  • Marihuana


  • nazwa substancji - dropsy kolorki, baczka (ecstasy i marihuana - redaktorka)

  • poziom doświadczenia użytkownika - hehe .. zaawansowany :) (już nie dziewice - redaktorka)

  • dawka - 3 dropsy , 2 doustnie jeden w nocha ..

  • "set & setting" - dwa światy ...

  • efekty - piekne czarne oczy :) delikatnie zmieniona twarz, błogostan


  • Mieszanki "ziołowe"
  • Yerba mate

Wiek: 19 lat

Waga: 74kg

Wzrost: 1,86

Płeć: Mężczyzna

Wyposażenie:

Kokolino miętowe 0,25g

Koko Cherry 0,25g

mad dog 0,25g

2 Wina "Porzeczkowy smak"

Doświadczenie:

MJ,energy snuffs,tabsy,kocimiętka,mieszanki ziołowe,alkohol,psychodelic pills, euforic pills, energy pills

  • MDMA (Ecstasy)
  • Pozytywne przeżycie

Zielona łąka w sercu Borów Tucholskich; wspólny wyjazd w zgranej paczce 12 osób. Wszyscy już wcześniej brali MDMA i wprost nie mogą się doczekać, kiedy znowu ogarnie ich pluszowa miłość.

Charzykowy, spokojna wieś turystyczno-letniskowa położona w sercu Borów Tucholskich. Jednak w ten jeden weekend spokój Charzyków zakłóciła pewna ćpuńska ferajna, mająca tylko jeden cel: szerzyć wszędzie wokół degenerację, psychodelę i pieprzoną hipisowską wolną miłość! Na ten krótki czas Charzykowy przekształciły się w wieś empatogenno-psychodeliczną…

 

Dzień 1. Tu jest tak fajnie, a tam w pokrzywach tak śmiesznie, czyli MDMA.