Dzieci narkomanek. Od urodzenia na odwyku

W Wielkiej Brytanii setki niemowląt cierpią z powodu uzależnienia: swojego i swoich matek. "Wiesz, że nosisz dziecko i że powinnaś zerwać z nałogiem, jednak nie możesz tego zrobić"

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Fakt

Odsłony

803

W Wielkiej Brytanii setki niemowląt cierpią z powodu uzależnienia: swojego i swoich matek. "Wiesz, że nosisz dziecko i że powinnaś zerwać z nałogiem, jednak nie możesz tego zrobić" – mówi Rachel, jedna z kobiet, które zażywały heroinę przez cały okres ciąży. Co dzieje się z dziećmi, które rodzą się uzależnione?

Rachel, matka "uzależnionego" dziecka, opowiada, że po tym, jak przez dziesięć lat doświadczała przemocy, została po prostu zmuszona przez los do wejścia na drogę prostytucji. To z kolei doprowadziło ją szybko do heroinowego nałogu. "To styl życia. Budzisz się pewnego dnia i zdajesz sobie sprawę, że jesteś narkomanem" – opowiada i dodaje, że z powodu dziecka każdego dnia ma poczucie winy, które pewnie już nigdy jej nie opuści.

Rachel jest jedną z wielu matek narkomanek, które urodziły uzależnione dzieci. Według danych z National Health Service w Anglii w latach 2014-15 aż 1087 noworodków było dotkniętych chorobami narkotykowymi. Z kolei w Szkocji między rokiem 2012 a 2015 liczba takich dzieci wyniosła 987. Natomiast w latach 2015 i 2016 w Walii urodziło się 76 noworodków cierpiących z powodu środków odurzających branych przez ich matki.

Niestety każdy narkotyk zażyty przez kobietę w ciąży przedostaje się do krwiobiegu ich dzieci, które rodzą się przez to nie tylko "z nałogiem", lecz także z NAS, czyli syndromem abstynencji noworodków. Niemowlęta "uzależnione" od opiatów, takich jak heroina czy lub metadon, cierpią więc z powodu niekontrolowanego drżenia mięśni czy plam na skórze.

Najczęściej dzieci narkomanek są przekazywane pod opiekę swojej dalszej rodziny. Jednak dość duże grono ekspertów jest zdania, że noworodki powinny zostać z matkami – nawet jeśli oznacza to towarzyszenie im na odwyku. Również uzależnione kobiety są zdania, że zostając z dziećmi, mają większą szansę na zerwanie z nałogiem.

"Louise", która też jest uzależnioną matką, opowiada, że kiedy opieka społeczna zabrała jej dzieci, chciała się zabić i nawet wielokrotnie próbowała to zrobić. Jak mówi, teraz czuje siłę, żeby przejść przez detoksykację, ponieważ ma przy sobie synka, dla którego chce skończyć z heroiną. "To niesamowite, że ze mną jest, bo próbowali mi go odebrać po porodzie" – mówi.

Z kolei Emma, inna z matek, rok temu ukończyła program odwykowy, co oznacza, że będzie mogła opiekować się swoimi dziećmi. "To okropne, że wiele kobiet takich, jak ja, słyszy, że ponieważ są narkomankami, to nie mogą zostać ze swoimi dziećmi" – opowiada i dodaje, że przecież każdemu należy się druga szansa i pomoc, jeżeli jej potrzebuje. Dziś Emma, dzięki zerwaniu z nałogiem, może nawet spodziewać się pomocy w znalezieniu mieszkania.

Co ciekawe, między grudniem roku 2013 a grudniem 2015 aż 65% dzieci narkomanek opuściło placówki razem ze swoimi mamami, które pozytywnie przeszły program leczenia.

Mimo to wielu ekspertów dalej nie jest przekonanych do takiej metody rozwiązywania problemu, jakim są matki narkomanki. Uważają, że kobiety te i tak nie będą w stanie opiekować się swoimi dziećmi i prędzej czy później – wraz z powrotem do swoich społeczności – wrócą do nałogu.

Sama Rachel, jedna z obecnych uczestniczek programu odwykowego, twierdzi, że nie ma żalu ani do swojej rodziny, ani partnerów, którzy wpłynęli a to, kim się stała. "Ja sama zdecydowałam, że sięgnę narkotyki" – mówi i dodaje, że choć ma ogromne poczucie winy, to też właśnie ono napędza ją do tego, żeby już nigdy nie wrócić do brania heroiny.

Trevi House, placówka dla takich kobieta, jak Emma, Rachel i Louise, działa od 1993 roku i jest w stanie przyjąć 10 pacjentek. Każda z nich musi przestrzegać bardzo restrykcyjnego planu odwykowego, który obejmuje codzienne sesje doradcze, spotkania grupowe i badania lekarskie. Tygodniowy koszt pobytu matki i dziecka w Trevi House wynosi £1,500, czyli prawie 8 tysięcy złotych. Finansowanie programu odbywa się na drodze porozumienia pomiędzy uzależnioną a opieką społeczną.

Oceń treść:

Average: 9 (3 votes)
Zajawki z NeuroGroove
  • Pierwszy raz

Późny marcowy wieczór, mieszkanie, towarzystwo dwóch zaufanych ludzi. Ciekawość, chęć wyrwania się poza codzienność.

Prolog

Opisywane dalej doświadczenie miało miejsce w 2009 roku kiedy roślina ta była legalna. Ja rocznikowo miałem 24 lata i był to czas kiedy reprezentowałem stricte konsumpcyjne podejście do używek, ot, mam dostęp do czegoś nowego to przyjmę (podkreślam: konsumpcyjne, nie lekkomyślne). Do dziś wiele się zmieniło, bogatsze doświadczenie i podejście przede wszystkim, wspominam o tym i jako pierwszą raportuję tutaj szałwię bo chyba od tej rośliny, od tego właśnie doświadczenia zacząłem inaczej myśleć o substancjach.

Set&Setting:

  • Inne

Co tu duzo mowic,rodzi sie takie pytanie - [kiedy ja tak zaczynam to bedzie

dlugie i dla niektorych

nudne,wiec mozecie juz wcisnac `del` ] - jaki jest w tym cel? Czy po prostu

istniec-kolekcjonowac

doswiadczenia,jak cholerne znaczki w klaserach? Czy nigdy sie to nie znudzi?

Czy moze to jest

odmiana od czegos co nam sie juz zrodzilo.Wiem,ze nie moge tego przelac w

slowa, braklo

by metafor,to tylko taki dopisek jak wiele innych ktore byly przedemna i

beda po mnie,bez znaczenia.

  • Benzydamina

Set & Setting: kwiecień roku 2010, dość pochmurny dzień. Pozytywne nastawienie, wręcz entuzjastyczne, ogromna ciekawość przed nieznanym dotąd trip’em. Miejsce zażycia: dom, godzina 12.20. Osobą towarzyszącą i również zażywającą – dobry kumpel. Stawiane cele: doświadczyć halucynacji, spędzić ciekawie dzień.

Dawkowanie: po nieco stratnej ekstrakcji ~900mg wymieszane z deserem waniliowo-czekoladowym, to samo dla kumpla.

Wiek i doświadczenie: 17 lat, alkohol etylowy, acodin, thc.

  • Marihuana
  • Mianseryna
  • Pozytywne przeżycie
  • Sertralina

Totalny luz, domowa atmosfera, piękna pogoda, dobre nastawienie. Nie mogłem się doczekać

Pewnej słonecznej soboty pojechałem na stację po mojego brata i jego dziewczynę, wiadomo, gadka szmatka i pada pytanie: Ile masz? 

- Pione, brałem od tego ziomka co hoduje 

-No to co? Po obiadku na spacerek? 

-jasne!

No i dojechaliśmy do domu rodzinnego, dostałem swoją piątkę i spaliłem małego gibona z połówki przed obiadem, tak na lepszy apetyt.

Obiad leciał standardowo, rodzice zapoznawali się z jego dziewczyną, a my już powoli się niecierpliwiliśmy na wyjście nad jezioro.