Dzieci narkomanek. Od urodzenia na odwyku

W Wielkiej Brytanii setki niemowląt cierpią z powodu uzależnienia: swojego i swoich matek. "Wiesz, że nosisz dziecko i że powinnaś zerwać z nałogiem, jednak nie możesz tego zrobić"

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Fakt

Odsłony

796

W Wielkiej Brytanii setki niemowląt cierpią z powodu uzależnienia: swojego i swoich matek. "Wiesz, że nosisz dziecko i że powinnaś zerwać z nałogiem, jednak nie możesz tego zrobić" – mówi Rachel, jedna z kobiet, które zażywały heroinę przez cały okres ciąży. Co dzieje się z dziećmi, które rodzą się uzależnione?

Rachel, matka "uzależnionego" dziecka, opowiada, że po tym, jak przez dziesięć lat doświadczała przemocy, została po prostu zmuszona przez los do wejścia na drogę prostytucji. To z kolei doprowadziło ją szybko do heroinowego nałogu. "To styl życia. Budzisz się pewnego dnia i zdajesz sobie sprawę, że jesteś narkomanem" – opowiada i dodaje, że z powodu dziecka każdego dnia ma poczucie winy, które pewnie już nigdy jej nie opuści.

Rachel jest jedną z wielu matek narkomanek, które urodziły uzależnione dzieci. Według danych z National Health Service w Anglii w latach 2014-15 aż 1087 noworodków było dotkniętych chorobami narkotykowymi. Z kolei w Szkocji między rokiem 2012 a 2015 liczba takich dzieci wyniosła 987. Natomiast w latach 2015 i 2016 w Walii urodziło się 76 noworodków cierpiących z powodu środków odurzających branych przez ich matki.

Niestety każdy narkotyk zażyty przez kobietę w ciąży przedostaje się do krwiobiegu ich dzieci, które rodzą się przez to nie tylko "z nałogiem", lecz także z NAS, czyli syndromem abstynencji noworodków. Niemowlęta "uzależnione" od opiatów, takich jak heroina czy lub metadon, cierpią więc z powodu niekontrolowanego drżenia mięśni czy plam na skórze.

Najczęściej dzieci narkomanek są przekazywane pod opiekę swojej dalszej rodziny. Jednak dość duże grono ekspertów jest zdania, że noworodki powinny zostać z matkami – nawet jeśli oznacza to towarzyszenie im na odwyku. Również uzależnione kobiety są zdania, że zostając z dziećmi, mają większą szansę na zerwanie z nałogiem.

"Louise", która też jest uzależnioną matką, opowiada, że kiedy opieka społeczna zabrała jej dzieci, chciała się zabić i nawet wielokrotnie próbowała to zrobić. Jak mówi, teraz czuje siłę, żeby przejść przez detoksykację, ponieważ ma przy sobie synka, dla którego chce skończyć z heroiną. "To niesamowite, że ze mną jest, bo próbowali mi go odebrać po porodzie" – mówi.

Z kolei Emma, inna z matek, rok temu ukończyła program odwykowy, co oznacza, że będzie mogła opiekować się swoimi dziećmi. "To okropne, że wiele kobiet takich, jak ja, słyszy, że ponieważ są narkomankami, to nie mogą zostać ze swoimi dziećmi" – opowiada i dodaje, że przecież każdemu należy się druga szansa i pomoc, jeżeli jej potrzebuje. Dziś Emma, dzięki zerwaniu z nałogiem, może nawet spodziewać się pomocy w znalezieniu mieszkania.

Co ciekawe, między grudniem roku 2013 a grudniem 2015 aż 65% dzieci narkomanek opuściło placówki razem ze swoimi mamami, które pozytywnie przeszły program leczenia.

Mimo to wielu ekspertów dalej nie jest przekonanych do takiej metody rozwiązywania problemu, jakim są matki narkomanki. Uważają, że kobiety te i tak nie będą w stanie opiekować się swoimi dziećmi i prędzej czy później – wraz z powrotem do swoich społeczności – wrócą do nałogu.

Sama Rachel, jedna z obecnych uczestniczek programu odwykowego, twierdzi, że nie ma żalu ani do swojej rodziny, ani partnerów, którzy wpłynęli a to, kim się stała. "Ja sama zdecydowałam, że sięgnę narkotyki" – mówi i dodaje, że choć ma ogromne poczucie winy, to też właśnie ono napędza ją do tego, żeby już nigdy nie wrócić do brania heroiny.

Trevi House, placówka dla takich kobieta, jak Emma, Rachel i Louise, działa od 1993 roku i jest w stanie przyjąć 10 pacjentek. Każda z nich musi przestrzegać bardzo restrykcyjnego planu odwykowego, który obejmuje codzienne sesje doradcze, spotkania grupowe i badania lekarskie. Tygodniowy koszt pobytu matki i dziecka w Trevi House wynosi £1,500, czyli prawie 8 tysięcy złotych. Finansowanie programu odbywa się na drodze porozumienia pomiędzy uzależnioną a opieką społeczną.

Oceń treść:

Average: 9 (2 votes)
Zajawki z NeuroGroove
  • LSD-25
  • Pozytywne przeżycie

Park Krajobrazowy ujścia Warty, pod Kostrzynem. Ciepły sierpniowy dzień, piękna pogoda, pozytywne nastawienie. Dużo miłości.

Spróbowanie LSD jest jedną z idei, które pojawiły się w mojej głowie dość dawno- zanim jeszcze zjawiło się przy mnie moje Hitori. Moim poszukiwaniem LSD kieruje jakieś fatum, lub klątwa, gdyż za każdym razem gdy chciałem tego kartona spróbować działy się dziwne rzeczy lub też nie udawało mi się. Kilka razy trafiał trefny karton (chyba BRDF), raz Igor mi zjadł (pozdro IGI:)) ,raz zabrakło kasy bo był inny plan, sto razy nie było jak załatwić.
W międzyczasie zapomniałem oczywiście o tym kwasie, poznałem hometa, grzyby oraz inne tryptaminy a także LSA.

  • Kodeina
  • Pierwszy raz

Pozytywnie nastawiona, zmęczona po nocy. Wolne mieszkanie, 3 szalone przyjaciółki (J, M, T).

Trochę o tym skąd wziął się pomysł na zażycie tej substancji:

Jako nastolatka lubiłam eksperymentować ze wszytskim - alkohol, tytoń i leki. Lubiłam przedawkowywać leki, szukałam w internecie coraz ciekawszych efektów, aż natrafiłam na Antidol. Poczytałam dużo o kodeinie, a akurat miała przyjechać moja najlepsza przyjaciółka T. Świetna okazja jako że, obie szalone to postanowiłyśmy spróbować. 

I tu przechodzimy do zakupu preparatu:

  • Retrospekcja
  • Szałwia Wieszcza

Nastrój dość dobry. Słoneczny, umiarkowanie ciepły dzień. Przyciemniony pokój we własnym domu. Spodziewane silne doświadczenie po wcześniejszych testach, z tym samym materiałem, przeprowadzanych na przełomie 5-6 miesięcy. Mieszanka suszu Salvi Dividorum z niewielkim dodatkiem ekstraktu 5x. Zaufany opiekun, chociaż niedoświadczony. Otoczenie spokojne. Brak zakłóceń zewnętrznych.

Od kilku lat zaglądam do zawartych na tych stronach opisów, chociaż do tej pory nie udzielałem się aktywnie. Ale teraz, po doświadczeniach z Salvią, postanowiłem dołączyć swój raport.

Zaintrygował mnie ostatnio pewien opis na hypperreal.info, którego autor wspomniał o wrażeniu zapinającego suwaka. Ja opisuję to jako wir mocy, ale rzeczywiście można to widzieć jak coś w rodzaju wiro-suwaka ;-)

  • Inne

Wolnosc- czy to slowo nie brzmi pieknie, ale co tak naprawde ono dla Was

oznacza. Czy ktokolwiek potrafi odpowiedziec? A moze kazdy odpowiada sam

sobie i nie chce podzielic sie swymi przemysleniami? Ja rowniez nie odpowiem

na to pytanie. Zadam za to kolejne i kolejne, na ktore nie znajduje

odpowiedzi. Pytam o wolnosc bo nie wiem co to jest, nigdy jej nie zaznalem,

nigdy nie poczulem i nie zasmakowalem w calosci. Chyba nikt z nas tego nie

uczynil i uczynic tego nie moze. Bo czy na tym coraz bardziej nierownym

randomness