Reporter na haju

Bardzo ciekawy tekst o narkotykach w polskich mediach. W hyperrealu dzięki uprzejmości autora oraz za jego zgodą.

Tagi

Źródło

Michał Kowalski, Głos Koszaliński/Głos Słupski

Odsłony

8731

Wśród młodych dziennikarzy palenie marihuany jest rzeczą normalną.

Reporter na haju

- Najciekawsze są konferencje dotyczące spraw narkotykowych i specjaliści w dziedzinie rozpoznawania ćpunów. Uwielbiam pytać ich o środek, pod którego wpływem jestem. Jeszcze żaden się nie kapnął - opowiada reporter radiowy. Reporter W. pracuje w mediach pięć lat, głównie dla rozgłośni radiowych, chociaż pisuje też do gazet i współpracuje z telewizją. To jedno z większych miast w Polsce, a rynek mediów - bardzo rozbudowany: - Dziwne, ale w mediach nikt nie zakazuje brania narkotyków - mówi W. - Przykład? Kiedyś w radiowej toalecie poczułem silny zapach marichuany. Przy wejściu spotkałem jedynie wychodzącego przełożonego. Chciałem nawet zapytać, czy to nie za wcześnie na tak silne odloty, ale na szczęście nie zrobiłem tego. Szef wyszedł, a ja zauważyłem chmurę dymu unoszącą się nad jedną z kabin. Był tam kolega didżej. Więc szefowie muszą wiedzieć.

- W pracy być może zwróciliby mi na to uwagę, chociaż na pewno nie skończyłoby się to jakąś straszną awanturą, przynajmniej w przypadku marichuany. Zresztą na każdej imprezie radiowej jest grono, które zaciąga się trawką. Nie kryją się z tym specjalnie - opowiada T., z rozgłośni ogólnopolskiej.

R. pracuje w gazecie ogólnopolskiej: - Zapalić w pracy mi się zdarza, ale kiedy mam więcej czasu i piszę dłuższe teksty. Unikam tego jak pracuję w depeszach, bo spowalnia. Za długo zastanawiam się nad doborem wyrazów, z trudnością przychodzi selekcja materiałów. Ale reportaże... Marihuana nie przeszkadza, a wręcz pobudza umysł do wyszukiwania różnych, często zaskakujących skojarzeń. Wiele tekstów pisanych pod jej wpływem oceniano bardzo dobrze.

Prewencja stosowana

Gdyby opierając się na oficjalnych wypowiedziach, wyszłoby, że problem nie istnieje. - Narkotyki w mediach? A dlaczego właśnie mnie pan o to pyta? - pyta Jacek Stawiski, szef działu informacji krajowej w RMF FM. - W tym radiu nigdy nikt nie zażywał narkotyków. Ja się z tym nie zetknąłem. - Nigdy się z tym nie spotkałam, ale może z racji wieku - mówi Małgorzata Szejnert, szefowa działu reportażu w “Gazecie Wyborczej”. - Nie widziałam ludzi w Trójce, którzy by zażywali - stwierdza Monika Olejnik. Jacek Żakowski: - Słyszałem, ale nigdy nie zauważyłem. Nie sądzę żeby zażywanie narkotyków było moralnie dyskredytujące. Jerzy Giedroyć w wywiadzie ze mną przyznał, że w młodości używał narkotyków, ale jego autorytet na tym nie ucierpiał W: - Dostęp do używek wyrobiłem sobie dzięki znajomościom z pracy. Zaczynałem w radiu należącym do jednej ze szkół wyższych. Didżeje lubili od czasu do czasu zapalić. Później, gdy przeniosłem się do bardziej znaczącej w regionie rozgłośni, to ja byłem przodownikiem w dziedzinie nielegalnego odurzania się. Wiedzieli o tym niemal wszyscy. Z tego też powodu W. stał się specjalistą od prewencji narkotykowej. R.: - Stoję obok rzecznika policji, a w kieszeni obracam w palcach kostkę haszu. Rozmawialiśmy oczywiście o narkotykach. J., agencja informacyjna: - Myślę, że niektórzy mogą tego nie zauważać, bo nie są kieracie pracy reportera. Nie muszą robić po kilka depesz dziennie i nie znają potrzeby odreagowania czegoś takiego. Jednak wśród młodych dziennikarzy palenie marichuany jest rzeczą normalną. Nie chodzi o to, że palą na okrętkę, ale na imprezach, spotkaniach - zawsze.

- Jeżeli ktoś popełnia przestępstwo, należy go ścigać, ale to nie zmienia jego uprawnień do wykonywania zawodu - mówi Andrzej Goszczyński z Centrum Monitoringu Wolności Prasy.

Ecstazy po ministrze

Trudno ocenić skalę zjawiska. T.: - Znałem to, zanim trafiłem do radia. O ile w pracy nie zauważyłem, by ktoś korzystał ze wspomagaczy, to na spotkaniach dziennikarskich zapach marihuany nie jest rzadkością. W: - Na konkursie strzelania zorganizowanym przez Komendanta KWP wypaliliśmy z kolegą prawie dwa gramy haszyszu. Wyniki były mierne, ale zabawa przednia. Pamiętam też wigilię jednej z rozgłośni radiowych, gdzie z dwoma kolegami zarzuciliśmy ekstazy. W czasie imprezy wychodziliśmy jeszcze na zewnątrz z kilkoma dziennikarzami na jointa. Gdy tylko z widoku zniknęli prezesi i jeden z ministrów rządu RP, palenie odbywało się już na sali.

- Mój szef nie potrafiłby rozpoznać, czy coś zażywałem. Zresztą inni też mają z tym problemy. Kiedyś zapaliłem tuż po wyjściu z pracy. Miałem odebrać papiery na jakiejś uczelni związane z jakimś tam tematem. Na miejscu spotkałem dyrektora tej uczelni o której już pisałem i to niezbyt korzystnie, a ten... mnie zaprosił na rozmowę. Było naprawdę ciekawie - śmieje się R.

Opowieści w których główne skrzypce grają dziennikarze pod wpływem narkotyków jest jeszcze więcej, np. pewna ekipa telewizji ogólnopolskiej paliła marichuanę z komendantem wojewódzkim straży pożarnej, a dj znanego radia przez pomyłkę puścił dżingle konkurencyjnej stacji. - Duża grupa ludzi pracujących w mediach nie uważa by w paleniu marichuany było coś złego - stwierdza Andrzej Stankiewicz, dziennikarz "Rzeczypospolitej" - Ale ja nie zażywam - dodaje.

- Paliłam marichuanę w przeszłości i jakoś tego nie demonizowałam, nie mam nic przeciwko towarzyskiemu paleniu jointów. Dlaczego nie zakazać tytoniu i alkoholu, które są szkodliwsze? Uważam, że każdy dorosły człowiek ma prawo do decydowania o swoim życiu. Co innego jak narkotyki biorą dzieci, to jest bardzo poważny problem - uważa Bogna Świątkowska, redaktor naczelna "Machiny".

Dopalcz dla wypalonych

- Zbyt długo już jestem w tym środowisku, by tego nie zauważać. Słyszę o tym z różnych stron i wiem, że największy problem jest właśnie z gówniarzami, którzy jadą na amfie, ale to wynik tego, że ich gniotą i wymagają bardzo intensywnej pracy - stwierdza Andrzej Goszczyński, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy.

- Tam, gdzie ludzie pracują po kilkanaście godzin i ciągle wymaga się od nich aktywności umysłowej, świeżego spojrzenia na sprawę, amfetamina zdaje się być jak zbawienie. Totalnie przyśpiesza. Tylko raz byłem w pracy pod jej wpływem, ale wykosiłem większość tematów w ciągu dnia - opowiada J. - Wiadomo jednak, że na dłuższą metę nie da się tak żyć.

- Z amfy dopalacz jest konkretny, ale strasznie wykańcza - dodaje R.

- Amfetamina cieszy się wzięciem u przemęczonych didżejów - zauważa W. - Notorycznie zażywających dziennikarzy znam jedynie ze czterech.

- Najbardziej znanym człowiekiem pracujący w mediach, który totalnie się pogrążył w narkotykach był Max Cegielski pracujący w "Radiu Color", a później w "Canal +". Przyznał się do tego publicznie i opublikował swoje zwierzenia. Właśnie on zaczynał od amfetaminy podczas audycji radiowych w radiu... na szczęście w odpowiednim czasie posłuchał właściwych ludzi. Teraz jest za granicą - opowiada B. Świątkowska. - Ten problem na pewno istnieje, tylko że w końcu trzeba wybrać, albo życie, albo dno.

Według R. problem dotyczy ludzi pracujących w dużym stresie przez kilkanaście godzin, dzień w dzień . - Być może ich nieszczęściem jest to, że narkotyki są łatwo dostępne. Z pewnością jednak w normalnych warunkach nie byliby w stanie przepracować tyle, co przy pomocy dopalaczy.

- Myślę, że skala tego zjawiska jest podobna jak w innych zawodach, gdzie pracują młodzi, dynamiczni ludzie - stwierdza A. Stawiński.

Milcząca zgoda

- Weszła ustawa? No i co z tego? - bagatelizuje R. - Ile mamy takich ustaw w tym kraju? Zastanawiam się tylko, jak zareaguje środowisko na pierwszy przypadek wpadki. Zbiorowo uderzy się w piersi?

Jacek Żakowski uważa, że dla popularnych dziennikarzy, którym stawia się szczególnie wysokie wymagania etyczne, każdy poważniejszy konflikt z prawem może – w razie ujawnienia – oznaczać problemy zawodowe.

- Jesteśmy tylko narzędziem do przekazywania informacji, gdzie tak naprawdę najważniejszy jest produkt i źródło. Zażywanie narkotyków przez dziennikarzy wielu może potraktować jak łamanie przepisów drogowych - stwierdza A. Stawiński. Z kolei W. uważa, że właścicieli mediów interesują tylko wyniki i mimo strachu przed kompromitacją swojej firmy w razie wpadki, nie będą zwalniać tych, co zażywają. - U nas zapewne skończyłoby się wymówieniem - uważa A. Stankiewicz. - W mojej redakcji wymagana jest praca z trzeźwym, precyzyjnym umysłem, żadne wspomagacze nie przejdą. A gdyby założyć teoretycznie przypadek złapania dziennikarza "Machiny"? Skomplikowana kwestia, ale dilerowi bym nie przepuściła - mówi B. Świątkowska.

- To kwestia pokoleniowa. Dla jednych normalne jest picie i widok pijących, a mnie nie wzrusza obraz upalonego człowieka. Problem tylko, że prawo może mocno skomplikować moje życie, no ale cóż, najwyżej napiszę reportaż uczestniczący - zapowiada R.

- Każdy pracujący w tym zawodzie jest świadomym, dorosłym człowiekiem i zna obowiązujące prawo. Jeżeli wpadnie. No cóż - uważa M. Olejnik.

- Przymykają oko, ale raczej dopóki nic złego się nie stanie. A o to nie trudno. Pewnego razu szukałem długopisu podczas rozmowy z prokuratorem. Przeszperałem wszystkie kieszenie. Gdy wreszcie znalazłem - zamiast długopisu - wyciągnąłem świeżo przepaloną lufkę po haszyszu. Na szczęście nie zauważył...

Michał Kowalski

"Głos Koszaliński/Głos Słupski"

Artykuł w pierwszej wersji

W styczniu 2001 r. opublikowano go w "Press" już z kilkoma skrótami redakcji.

Oceń treść:

0
Brak głosów

Komentarze

Ganjaryn (niezweryfikowany)

No ładnie ładnie :)) a dziennikarza na LsD nikt nie widział ??

Pozdrawiam

kurde (niezweryfikowany)

to jak tak jaraja to mogliby wiecej artykulow za legalizacja dragow robic, albo przynajmniej poszydzic z policji i politykow ;)

Anonim (niezweryfikowany)

To teraz już wiadomo kto pisze te bzdury. No i "mądre porady prawne" na których już nie jeden sie przejechał.!

 

Zajawki z NeuroGroove
  • DMT

Dobry nastrój, ekstazowy wieczór na letniej imprezie psytrance'owej. "Ciemny i cichy lasek" paręnaście metrów od głośnej sceny muzycznej.

Pierwszy raz DMT - Changa - lasek parę metrów od sceny main

Festiwal psytransowy, scena main, stoimy sobie z ekipą w cieniu lasku niedaleko głównej sceny, kiedy podeszło do nas dwóch imprezowiczów...

Od razu złapaliśmy dobry kontakt z nowymi znajomymi. Nasza ekipa latała w tym czasie na 4-fma wiec, dobrze się wszyscy dogadywaliśmy xD (4fma to, coś podobnego do extasy – świetne się czujesz, jesteś pewny siebie, dobrze się gada z ludźmi i cieszysz się tym stanem.

  • 1P-LSD
  • Amfetamina
  • Bad trip
  • Marihuana
  • MDMA (Ecstasy)

Kwadrat u ziomka. Nastawienie na pozytywny trip z przyjaciółmi. Dzień przed sylwestrem.

Na wstępie zaznaczam że to mój pierwszy TR. 
Dzień przed sylwestrem. Pakuje się, na rozruch pożądna kreska fety, wsiadam w pociąg i jadę prawie cały dzień do moich przyjaciół spędzić 3 wspaniałe dni w tym noc sylwestrową. Taka 3 dniowa psychodela. Nazwijmy ich Z i R, dodam że wtedy jeszcze byli parą. W oczekiwaniu na Z palimy blanta z R. Gdy ten przyjeżdża wpadają na pomysł że jedziemy do ziomka na noc, którego znałem wcześniej ze zlotów. 

  • LSD-25


najpotezniejszy mix jakiego w zyciu zapodalem i ktorego byc moze jeszcze zapodam ale sie baaardzo boje bo chyba od tamtej pory nie jestem taki jak bylem wczesniej, choc niewiem czy nie bylo to spowodowane ciągiem kwasowym było

DXM + LSD w dawce 420mg DXM + 3 papierki (wrony) LSD, powiem krotko.



To te:





Rano zjedlismy po 3 kwasniki z Y., był jeszcze z nami ewangelik Ł. który w dalszych epizodach pragnął wyssać suczkę, ale nie o nim mowa .

  • Grzyby halucynogenne
  • Retrospekcja

Świeżo po przeprowadzce na drugi koniec kraju. W trakcie nieco trudnej aklimatyzacji do nowego miejsca, w obcym mieście, z dala od praktycznie wszystkich bliskich mi osób. Po trzech tygodniach nieskutecznych prób zapoznania się z ludźmi z nowych studiów, nareszcie koleżanka z roku zorganizowała dużą domówkę, w trakcie której miał miejsce cały trip. To, że znalazłem się na imprezie będąc na grzybowej fazie, było spontaniczne i niezaplanowane. Tego samego dnia z Bieszczad wracał kumpel - D, z którym wcześniej miałem okazję jeść grzyby. Chcąc upiec dwie pieczenie na jednym ogniu (spotkać się z D a jednocześnie nie ominąć imprezy) zgarnąłem go na domówkę do niejakiej M. Z D był również jego kolega, którego znałem z widzenia - W. Pod wpływem namowy D, zjedliśmy grzyby, które w założeniu miały nas puścić zanim pójdziemy do M. Stało się jednak inaczej.

Wprowadzenie: Niniejszy raport jest retrospekcją sięgającą ok. 3 lat wstecz. Po złotym okresie z psychodelikami trwającym dobrze ponad pół roku, podczas którego zaliczałem praktycznie same bardzo udane i zapadające w pamięć tripy, przyszedł czas na serię nieco gorszych podróży. TR opisuje pierwszy z serii już-nie-złotych psychodelicznych wypraw. Żadna z nich nie skończyła się bad tripem. Nie wspominam ich jako złych. Zwyczajnie nie były one najlepsze (w nie-eufemistycznym znaczeniu tego słowa).