REKLAMA




Narkotyki kontra gwiazdy. Jedni pokonują nałóg, inni ponoszą klęskę

Polska Times mierzy się z tematem narkotyków w show-biznesie...

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Polska Times
Aleksandra Gersz AIP
Komentarz [H]yperreala: 
Tekst stanowi przedruk z podanego źródła.

Odsłony

227

Narkotyki są w świecie show-biznesu od zawsze i są ciemną stroną sławy. Niektórzy traktują je jako lek na smutek i stres, inni jako świetną rozrywkę. Cena nałogu jest jednak wysoka.

Tydzień temu amerykański raper Mac Miller, zaledwie 26-letni, został znaleziony martwy w swoim domu w Kalifornii. Informacja o jego niespodziewanej śmierci zszokowała jego fanów i wstrząsnęła światem muzyki - Miller niedawno nagrał swoją piątą płytę i właśnie miał ruszyć w trasę koncertową. Media społecznościowe zalały zdjęcia Millera, a gwiazdy wyrażały na swoich profilach niedowierzanie i pisały kondolencje.

Reakcja na śmierć Maca Millera pokazuje, że nigdy nie jest się przygotowanym na odejście kogoś, kto dopiero jest na początku swojej życiowej drogi. Jednak świat show-biznesu, który rządzi się innymi prawami, musi się z tym niestety liczyć. Chyba żadne inne środowisko nie ma bowiem tak często do czynienia z uzależnieniami i śmiercią z przedawkowania. Jednak, mimo że wydaje się, że świat muzyki czy filmu powinien być już zahartowany, to przegrana walka z nałogiem jakiegoś członka tej społeczności - tak jak tutaj Maca Millera - zawsze budzi olbrzymi szok, zaskoczenie i po prostu zwyczajnie ludzki smutek. A skala uzależnienień od narkotyków jest wśród muzyków i aktorów alarmująco duża.

Przegrana walka

Mac Miller - biały zdolny muzyk z Pittsburgha, który do swojej kariery doszedł sam i znalazł sobie miejsce w czarnym świecie rapu - nigdy nie ukrywał, że ma problem z uzależnieniem od narkotyków (których spróbował po raz pierwszy w wieku 15 lat). Mówił o tym w wywiadach, opowiadał o nałogu w swoich utworach. - Przechodzisz w życiu przez naprawdę popiep...ne etapy. (...) Ale tutaj chodzi o to, by być wystarczającym silnym, aby przez to przejść. Zażywałem dużo leanu. Kocham go, nie powiem, że nie. Ale nie czułem się dobrze, zażywając go codziennie - mówił w 2013 r. w portalu Noisey Miller o leanie, czyli kodeinie, tak zwanej teksańskiej herbatce. To narkotyk, którzy szczególnie upodobali sobie raperzy i którzy wychwalają tę używkę w wielu utworach. - Narkotyki są wspaniałe. Ale są niebezpieczne - powiedział bez owijania w bawełnę Miller.

Muzyk, który wszedł do ryzykownego świata show-biznesu w 2011 r. swoim debiutanckim albumem „Blue Slide Park”, na początku radził sobie ze stresem na koncertach dzięki marihuanie. Im bardziej popularny sie stawał, tym częściej zmagał się z depresją i tym twardsze narkotyki zażywał. Od tak zwanej trawki przeszedł więc do kodeiny, prometazyny, kokainy i fencyklidyny (zwanej „angel dust”, czyli anielskim pyłem). Miller wpadł więc w błędne koło, w której wpadają wszyscy uzależnieni - brał, by czuć się lepiej, potem jednak czuł się jeszcze gorzej, więc brał znowu. Jego walka z nałogiem była wyboista. Miller rzucał narkotyki ze strachu, że - jak rapował w utworze „What Do You Do”, „uzależnienie od narkotyków wpakuje mnie do trumny jak Phillipa Hoffmana” (amerykańskiego aktora Philipa Seymoura Hoffmana, laureata Oscara, który zmarł po przedawkowaniu narkotyków w 2014 r.). - Bardzo martwiłem się, co po sobie zostawię i jak zostanę zapamiętany. (...) Nigdy nie jest się niczego pewnym, więc muszę robić tę całą muzykę, żeby zostały po mnie te wszystkie albumy. Ale teraz chcę także postarać się, aby zrobić coś również w moim życiu - mówił w 2015 r. w wywiadzie dla „Billboardu”.

Ostatni etap jego walki z nałogiem był wyjątkowo ciężki. W tym roku Miller rozstał się ze swoją dziewczyną, gwiazdą pop Arianą Grande, z którą był w związku prze dwa lata. Rozstanie z Grande (o którym było głośno w mediach) bardzo uderzyło w Maca, który znowu wrócił do narkotyków, a oprócz tego spowodował wypadek, kiedy jechał pod wpływem używek autem. Do tego uciekł z miejsca wypadku. O ten kryzys w życiu rapera fani oskarżali Grande i jej decyzję o rozstaniu. - Nie jestem ani niańka, ani matką i żadna kobieta nie powinna się tak czuć - napisała Grande w oficjalnym oświadczeniu i dodała, że przez lata próbowała pomóc Millerowi zwalczyć nałóg. To jednak piosenkarce, która podobno przeżyła po śmierci rapera załamanie nerwowe i która od tygodnia nie udziela się publicznie, dostało się po śmierci Millera najbardziej. Oczywiście niesłusznie, muzyk po prostu przegrał walkę z własnymi demonami.

Śmiertelna plaga

Wbrew temu, co myślą niektórzy (słynne powiedzenia „kiedyś takiego czegoś nie było” czy „kiedyś było lepiej”), narkotyki były w świecie sławnych i bogatych od zawsze. W muzyce rockowej były one wręcz w latach 60-tych i 70-tych mitologizowane, powstał typ niepokornego muzyka, który wciąga kokainę nosem w otoczeniu pięknych modelek. Z powodu przedawkowania zmarła Janis Joplin (27 lat), Jimi Hendrix (27), Elvis Presley (42). W ostatnich latach narkotyki lub leki zabiły też w świecie muzyki m.in. Michaela Jacksona (50 lat), Amy Winehouse (27), Whitney Houson (48) czy Prince’a (57). Ofiar jest więcej, nie wszyscy trafiają na pierwsze strony gazet.

Podobnie jest zresztą w Hollywood, w którym od dekad, począwszy od lat 20-tych, gwiazdy dostawały od producentów i lekarzy pastylki, które miały dać im więcej energii. Debbie Reynolds, która w 1952 r. zagrała rolę swojego życia w „Deszczowej Piosence” była tak zmęczona i zestresowana pracą na planie (miała dopiero 19 lat), że dostawała od lekarzy tak zwane „witaminy”. Reynolds uratowała się, ponieważ poszła do innego lekarza, który zalecił jej odpoczynek. „To były pewnie te same witaminy, które zrujnowały Judy Garland”, napisała aktorka w swojej biografii w 2013 r.

Garland była jedną z pierwszych słynnych ofiar uzależnienia. Nastoletnia aktorka, która dostała od swojej matki „leki”, kiedy pracowała na planie „Czarnoksiężnika z Oz” w 1939 r., a potem regularnie dostawała je od wytwórni MGM, zmarła zniszczona narkotykami w wieku 47 lat w 1969 r. Gwiazda przedawkowała środki nasenne, podobnie zresztą jak 36-letnia Marilyn Monroe siedem lat wcześniej (niewykluczone jest samobójstwo).

Takich słynnych śmierci było więcej. W 1982 roku po zmieszaniu kokainy i herony zmarł 33-letni John Belushi (gwiazda „Blues Brothers”), a w 1993 r. 23-letni River Phoenix („Stań przy mnie”) przedawkował heroinę i został znaleziony martwy przez swojego młodszego brata, również aktora Joaquina Phoenixa, w klubie Viper Room. Z kolei w 2008 r. Hollywood wstrząsnęła śmierć aktora Heatha Ledgera („Tajemnica Brokeback Mountain”), który zażył zbyt dużą dawkę leków na receptę. Rok po jego śmierci rodzina Ledgera odebrała za niego Oscara za najlepszą rolę drugoplanową w „Mrocznym Rycerzu”.

Przedawkowania narkotyków to oczywiście przypadki ekstremalne. W świecie filmu i muzyki tak wiele osób zażywa narkotyki, że stosunkowo więcej osób wygrywa walkę z nałogiem. Aktorka Megan Fox powiedziała w wywiadzie dla magazynu „Maxim”, że oprócz siebie zna tylko w Hollywood pięć osób, które nie zażywają narkotyków, co pokazuje skalę problemu. Burzliwę historię uzależnień miał filmowy Iron Man Robert Downey Jr, z życiem ledwo uszła Drew Barrymore, która po raz pierwszy zapaliła marihuanę w wieku 10 lat. Z narkotykami walczyli Elizabeth Taylor, Lindsay Lohan, Eminem, Lady Gaga, Zac Efron, Kirtsen Dunst, Brad Pitt, Ed Sheeran.

W lipcu do szpitala trafiła piosenkarka i aktorka Demi Lovato. 26-latka ledwo uszła z życiem, a po wyjściu ze szpitala od razu trafiła na odwyk. Lovato, podobnie jak Miller, nigdy zresztą nie ukrywała swojej ciężkiej walki z nałogiem. Jak wyznała, po raz pierwszy spróbowała kokainy w wieku 17 lat i momentami było tak źle, że zażywała ją po kryjomu w łazienkach, w samolotach i wszędzie, gdzie tylko mogła. - Pewnej nocy wrzuciłam do do Coca-Coli kilka listków Xanaxu [leku psychotropowego - red.] i zaczęłam się dusić. Moje serce zaczęło ekstremalnie szybko bić i pomyślałam wtedy „O mój Boże, chyba przedawkowałam” - wyznała raz Lovato.

Rozrywka i smutek

Dlaczego gwiazdy tak często uzależniają się od narkotyków? Łatwy dostęp do dilerów i obracanie się w rozrywkowych kręgach (przyjęcia i premiery to podobno raj dla dilerów) to jedna strona medalu. Druga jest jednak znacznie smutniejsza. Stres, presja, wymagający fani, ogrom pracy, samotność, niewiedza, komu zaufać - te przyczyny często wymieniają psycholodzy.

Ryzyko depresji i uzależnień jest wpisane w sławę. Ktoś, kto chce być gwiazdą, musi być więc i odważny, i psychicznie silny.

Oceń treść:

Brak głosów
randomness