Psilocybe cyanescens ?

by George Müller

Tagi

Źródło

www.pilzepilze.de
George Müller

Odsłony

3942

z adnotacja TRIP PANA Georga Müllera
wlasciciela strony http://www.pilzepilze.de/
tlumaczone przez Jaguara
wynalezione i dostarczone przez Rapatanga.

W listopadzie 1998, spadł już pierwszy śnieg, a ja znalazłem na skraju lasu w pobliżu Karlsruhe sporą kolonię (ponad 100 egzemplarzy) malutkich grzybów blaszkowych - w rozmaitym wieku. Wilgotne kapelusze miały kolor orzechowy, lekko mażący, na brzegach krótkie rowki. Suche blakły w kolor ochry, a starsze egzemplarze wykazywały wyraźne plamy niebieskie aż do niebieskozielonych. W oczy rzucał się silnie faliście wygięty brzeg kapelusza u starszych grzybów. Nożki były białawe, sztywne i włókniste; przy dotknięciu również mocno siniały. Podstawa połączona byłą z podłożem (kawałki drewna i małe gałęzie) przy pomocy wyraźnych białych - aż do niebieskich rizomorfów(?). Pierwsze moje przyposzczenie kierowało się natychmiast w stronę łysiczki błękitnej (?)(Psilocybe cyanescens), która to wszelako w Niemczech ma jakoby występować niezwykle rzadko. Brązowe i wrośnięte blaszki nie pozwalały ocenić koloru zarodników. Zabrałem do domu po kilka egzemplarzy każdej z grup wiekowych, by dokonać odcisku zarodników. Ten okazał się ciemnopurpurowobrązowy aż do niemal czarnego. Pozostałe egzemplarze zasuszyłem do późniejszych badań, ponieważ nie dysponowałem (jeszcze) mikroskopem. Porównanie moich obserwacji z opisami w rozmaitej literaturze (np. Stamets i Phillips) oraz z internetem (Mykoweb) przekonało mnie że miałem rację. Znalazłem grzyba, krtóry w atlasie występowania na terenie Niemiec występuje jedynie w kilku miejscach (z czego część liczy sobie już dziesięciolecia) - łysiczkę błękitną (?)
Jako fanatyk grzybów (od ponad 20 lat) zdawałem sobie oczywiście sprawę z halucynogennych własności wszystkich europejskich grzybów gatunku Psilocybe. Już od dawna miałem chęć wypróbowania tego zjawiska. Natknąłem się wprawdzie już wcześniej na łysiczkę lancetowatą (Psilocybe semilanceata) w Szwarzwaldzie, występowała ona tam jednak w niewielkich ilościach. I oto miałem przed sobą garść - jak z obrazka - egzemplarzy Psilocybe cyanescens, określanej w literaturze jako silnie halucynogenna. Postanowiłem odważyć się na eksperyment na sobie. Pewnego wieczoru wziąłem około 15 sztuk tych malutkich suchych grzybków i zmełłem je w młynku do kawy na proszek. Proszek ten (jakieś trzy małe łyżeczki zmieszałem z mlekiem i rozpuszczalnym kakao. Omówiłem tę całą akcję z moją przyjaciółką, która miała mnie pilnować, i krótko po północy wypiłem ten lekko gorzkawy płyn, i popiłem go wodą. Poszliśmy do mnie do pokoju i położyliśmy się na łóżku. Była godzina 0:10, ja zacząłem marznąć, mimo że mój termometr pokazywał ponad 20 stopni; była to być może reakcja organizmu na niepewność, cóż się stanie. Przykryłem się i zwyczajnie czekałem. 0:30: wszystko tak jak zwykle, nie pojawiły się nawet te wielokrotnie opisywane nudności.O 0:45 zacząłem już wątpić, czy grzyby zawierały w ogóle jakiekolwiek substancje aktywne, aż nagle wzór na tapecie stanął przede mną w absolutnej jasności. Miał wręcz nieomal hipnotyczne działanie - w tym powtarzającym się wzorku. Moje plakaty wiszące na ścianie zdawały się tonąć w ścianie i wyglądały jak nadrukowane. Kolory prześcieradła lśniły dużo intensywniej i bardziej jaskrawo. W tle słyszałem cichą, trwającą syrenę. Moja przyjaciółka zauważyła moje niezwykle rozszerzone źrenice. A więc jednak zadziałało!
W zdumieniu obserwowałem ściany. Moje myśli odpływały coraz dalej. Kilkakroć słyszałem dość głośny pomruk - jak gdyby jakiś owad przefrunął tuż obok mnie; dźwięk był jednak jakoś sztuczny. Przy zamkniętych oczach widziałem fraktale składające się ze wzorków, głównie w błękitach, ale niezbyt intensywne. Nagle poczułem się jakbym był starcem leżącym na swym łóżku. Odniosłem wrażenie, jakby uwolnione zostały moje myśli, leżące niezwykle głęboko. Nastroje zmieniały się teraz coraz szybciej. Przedziwna była też zmiana która zaszłą w mojej głowie. Tok myśli nie stanowił sam zwyczajny potok słów, ale także pasujące do nich `monstrualne` obrazy, których nieomal nie jestem w stanie opisać. Zamknąłem oczy i oddałem się coraz większemu chaosowi. Spojrzałem raz na zegar cyfrowy: 01:48 Liczba 48 stała się w tym momencie przez chwilę elementem moich myśli. Odgłos przejeżdżającego samochodu wżarł się we mnie i stał się naraz cząstką mnie, nie do odróżnienia od reszty.Powoli zaczął narastać strach, całość zaczęła się wymykać spod kontroli. Otwieram oczy: mój model samolotu, wiszący pod sufitem przekręcił się w moją stronę i obniżył, podobnie jak lampy. Twarz mojej przyjaciółki przykrywały kolorowe welony. Prędko na powrót zamknąłem oczy. Tonąłem w cyklonie wrażeń. Coraz bardziej traciłem poczucie czasu. Gdy po raz drugi spojrzałem na zegarek, była 2:30. Rzeczywistość, taka jak ją znałem dotąd, już się rozpuściła. Nie potrafiłem stwierdzić gdzie i kiedy byłem. Kurczowo trzymałem się mojej przyjaciółki - jako ostatniego punktu odniesienia do `prawdziwej` rzeczywistości i zapadłem znów w wewnętrzny świat. Mojego stanu nie da się opisać. Poczucie czasu zniknęło zupełnie. Co jakiś czas spoglądałem na zegarek, ale nic mi to nie mówiło. Za każdym razem wyglądało to tak, jakby od ostatniego razu upłynęły nieskończone eony. Jedyną rzeczą, którą przez cały czas próbowałem sobie unaocznić było, że za cztery godziny to wszystko powinno się już skończyć. Ale co to znaczy: cztery godziny, skoro nie istnieje czas? Okresy paniki przeplatały się z chwilami pozytywnego nastroju. Rozpaczliwie usiłowałem sobie przypomnieć, ile grzybów właściwie zjadłem. Nie byłem w stanie jasno sformułować jednej myśli. Powoli rodziła się we mnie pewność, że pozwoliłem sobie na zbyt wiele ze sobą, i że nieodwołalnie popadam w obłęd. Częściowo jednak mogłem rozkoszować się odczuwanymi doznaniami. Przyglądałem się rosnącym koloniom grzybów, miałem wgląd w pracę mózgu (tak mi się przynajmniej zdawało), i w pewnym stopniu musiałem się nawet śmiać. W tle dawał się zauważyć napędzający, monotonny i otępiający rytm - coś na kształt ścieżki techno. Nie był on wszelako czysto akustyczny - jednocześnie także `myślowy`. Jakoś tak po czwartej chciałem tylko tego, by to się już wreszcie skończyło. Stworzona na gorąco formuła (`mantra`) przetrwania (`jeszcze tylko godzina`) zdawała mi się być coraz bardziej bez sensu, ponieważ jak się obawiałem znajdowałem się w zupełnie innej rzeczywistości, w której czas `normalnej` rzeczywistości nie ma znaczenia, w której 1 sekunda = neskończoność. Czekanie nic nie mogło tu dać. Kurczowo próbowałem trzymać oczy otwarte, by to co widzę mogło stanowić dla mnie odniesienie do rzeczywistości. Nic z tego. Wciąż i wciąż to co widziałem okazywało się iluzją, fałszywą rzeczywistością która połykała mnie na nowo. Moja ręka zdawała mi się być szponą potwora, włosy na grzbiecie ręki zwierzęcą szczeciną. Zwarłem palce. Przeniknęły się nawzajem jak wosk. Moje ramię, które trzymałem na czole zdawało się wnikać we mnie. Efekty wizualne były w tej chwili już słabsze; wszystko to działo się w moich myślach. Niebieski kolor grzyba wślizgnął się tu jakoś jako `błękit` do mojej podróży, nie tylko jako kolor, ciężko to opisać. Nie wiedziałem jak wszystko to odbiera moja przyjaciółka: tworzyłem sobie koszmarne wizje nadciągających lekarzy pogotowia, które ona być może wezwała nie wiedząc co ma zrobić. Postanowiłem w tym momencie po prostu czekać, nieważne ile miałoby to jezcze trwać.
Konieć przyszedł nagle, tak jakby ktoś wcisnął wyłącznik: o 04:41 spojżałem na zegar i pomyślałem: o nie, wciąż jeszcze pojmany, i odpłynąłem. O 04:51 otworzyłem oczy i rozejrzałem się wokół. Na początku nie byłem pewien, czy znów nie zostanę wchłonięty. Nic się jednak nie stało. Podniosłem się by usiąść - wszystko było normalne. Nie mogłm pojąć, że takie działanie było w ogóle możliwe. Całkowita dezintegracja rzeczywistości. Na moje pytanie, coż takiego się w ogóle ze mną działo odrzekła: `Nic wielkiego, tylko bez przerwy spoglądałeś na zegarek i pytałes o godzinę`. Było to dla mnie niepojęte, po tym wszystkim co przeżyłem. Cały byłem mokry od potu. Położyliśmy się znowu. Ale zaśnięcie było nie do pomyślenia. Wciąż jeszcze byłem zbyt pobudzony. Czułem się, jakby przez mój mózg przeszło tornado. Wciąż jeszcze słyszałem `Rytm techno`, jak głos jakiejs obcej istoty. Próbowałem coś sobie wyobrazić: las z ładnymi liściastymi drzewami. Udało mi się to tylko w połowie; drzewa pokryte były dziwnymi ornamentami. Ale byłem przynajmniej spowrotem w moim zwykłym świecie.
W dzień miałem jeszcze trochę dziwny nastrój, ale w sumie widziałem wszystko bardzo pozytywnie. Nie byłem w stanie zaobserwować jakichkolwiek negatywnych skutków. Wszelako jeszcze po południu nie byłem w stanie zasnąć. Co co przeżyłem ogromnie mnie zajmowało. Dopiero wieczorem zasnąłem jak kamień, mocno zakotwiczony w `jedynie normalnym` świecie.
Wnioski: Częściowo zatrważające, ale też nieprawdopodnie ciekawe przeżycie. Wszelako potężnie niedoceniłem moc grzyba. Ewentualne planowane doświadczenia na sobie muszą być jak najstaranniej przygotowane (właściwy gatunek grzyba(!), ilość grzybów, dobry nastrój) i w żadnym razie nie mogą być przeprowadzane w samotności. Stało się dla mnie również w bardzo wyraźny sposób jasne, dlaczego rozmaite plemiona indiańskie przypisują temu grzybowi magiczne moce.

Oceń treść:

0
Brak głosów

Komentarze

Imen (niezweryfikowany)

Ciekawy opis. Wydaje mi się, że jedynie pora i okoliczności przyjęcia wpływały na niekorzyść. U mnie ten całkowity brak możliwości zaśnięcia, nawet jak działanie ustępuje, wpływa na dyskomfort i lekkie lęki. Jeśli w czterech ścianach, to jednak wcześniej. Natomiast plener potrafi pochłonąć, czasami wręcz do przesady. Momentami miałem wrażenie jakbym był jedynie pożywką wspaniałego świata grzybów 😅 Tego rodzaju jeszcze nie próbowałem, chyba nadchodzi czas w którym mógłbym w to wejść... Pozdrawiam

Zajawki z NeuroGroove
  • LSD-25
  • Pierwszy raz

Nie bałem się kwasu. Okoliczności były piękne, pogoda sprzyjała, towarzystwo tylko jednej skwaszonej osoby.

Vitam, z góry narzucmy mi imię Maciek a mojej dziewczynie Wioletta. Tak więc postanowiliśmy wybrać się na wycieczkę, taką psychodeliczna, planowaliśmy to od dawna a jednak ona miala z tym styczność 1szy raz, ja trzeci ale po ponad rocznym detoxie, nie wiedziałem czego mam się spodziewać. Nie uważam siebie za doświadczonego w psychodelikach. Same kartony które mieliśmy to byly hoffmany, ona miala takie piękne słoneczko, ja trójkąt illuminati, świetne blottery i nawet one miały te symboliczne znaczenie.. :)

  • LSD-25
  • Pierwszy raz

Bardzo pozytywny humor, cały dzień na czczo, lekkie zmęczenie po przepracowanym tygodniu

 

‌Sytuacja rozgrywała się pod koniec listopada, spadł lekki śnieg karton kurzył się już w szufladzie miesiąc więc postanowiłem że powoli trzeba się szykować na zażycie. W sobotni poranek miałem bardzo dobry humor, szybki telefon do przyjaciela nazwijmy go X i umówieni byliśmy na wieczorny trip. 

  • Inne
  • Ketony
  • Kodeina
  • Miks
  • Opripramol

Opipramol - fatalne samopoczucie psychiczne i stres; własne łóżko Hexen - względna radość, ogólnie pozytywny nastrój; 1 dawka - w 3-osobowym gronie znajomych; 2 dawka - samotnie Kodeina - frustracja, zdenerwowanie, chęć uspokojenia; w samotności

Poniżej zamieszczony trip raport jest zbiorem przemyśleń, refleksji oraz pokazem grafomańskiego kunsztu autora. Pisany był "w trakcie" i sam w sobie myślę, że jest dobrym ukazaniem tego dość specyficznego miksu. Niniejszy wstęp pisany był na trzeżwo, po fakcie.

5:00; T+0
Przyjęcie 300mg kodeiny; około 4 godziny od ostatniej dawki hexenu.
Do zażycia opiatu skłoniła mnie frustracja i zdenerwowanie wynikające z poststymulantowego pobudzenia przy jednoczesnym braku jakichkolwiek benzodiazepin.

  • Bad trip
  • Kannabinoidy

Set bardzo złe, nieprzespana noc po 5-DBFPV, Settings bardzo fajne, osiemnastka koleżanki, 20 osób, sporo przyjaciół

Długo zastanawiałem się, czy napisać ten TR. W ogóle czy jakiś napisać, ten jest moim pierwszym. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, piszę go ku przestrodze! Substancje psychoaktywne to potężne narzędzia i takiego traktowania wymagają, w przeciwnym razie...

 

randomness