REKLAMA




Prawnik o tym, co można ( w USA) zrobić, gdy ktoś okradnie nas z narkotyków

Tekst ciekawy, pomimo forsowania kilku założeń tyleż optymistycznych, co kontrowersyjnych. Warto się zapoznać.

Tagi

Źródło

Vice US
Michael Goldberg

Tłumaczenie

pokolenie Ł.K.

Odsłony

1425

Wylegujesz się na kanapie, oglądając telewizję, kiedy nagle kilku facetów, którzy dowiedzieli się skądś, że trzymasz w domu zapas zielska, wparowuje do twojego domu z drzwiami. Możliwe, że pomachają trochę bronią, najważniejsze jednak, że zabierają cały twój towar. Albo: idziesz ulicą i ktoś przystawia ci nóż do brzucha, chcąc zabrać ecstasy, którą trzymasz w kieszeni. Albo: zauważasz, że znajomy znajomego, którego zaprosiłeś na domówkę, szybko się zmywa... po czym zdajesz sobie sprawę, że razem z nim zniknęła mała torebka kokainy, którą trzymałeś w komodzie.

Zatem... co teraz zrobisz? Powinieneś zadzwonić na policję i zgłosić, że ktoś ukradł ci narkotyki? Tylko kompletny idiota zrobiłby coś takiego, prawda? Jeśli jednak byś to zrobił — czy prawo faktycznie może Ci w jakikolwiek sposób pomóc w związku z którymś z wyżej przedstawionych scenariuszy? (Dla celów niniejszego artykułu bierzemy pod uwagę wyłącznie nielegalnie posiadane substancje kontrolowane, a nie np. nabyte zgodnie z prawem leki na receptę lub dopuszczalne ilości konopi w stanach, w których rekreacyjna lub medyczna marihuana jest legalna).

Poszukując odpowiedzi, zwróciliśmy się do Grega Gifforda, wybitnego filadelfijskiego adwokata zajmującego się sprawami karnymi, który w ciągu 32 lat swojej praktyki zetknął się z ludźmi reprezentującymi chyba wszystkie możliwe punkty widzenia i scenariusze, broniąc zarówno tych, którym narkotyki skradziono, jak i tych, którzy je kradli.

Po pierwsze: Niestety, nie odzyskasz swoich narkotyków.

To się nie zdarza
– śmieje się Gifford.

Jeśli policja przeprowadzi śledztwo, zlokalizuje skradzione narkotyki i je odzyska, nie oddadzą ci ich z powrotem.

To samo dotyczy jakiejkolwiek związanych z nimi akcesoriów.

Teoretycznie, zamyśla się Gifford, można próbować odzyskać wartość finansową swoich narkotyków przez pozywanie złodzieja w sądzie cywilnym, ale szanse na zwycięstwo są przyzerowe:

Ofiara może próbować argumentować w stylu Hej, ten facet ukradł moją własność, za którą zapłaciłem 500$, a nikt nie może udowodnić, że było to cos nielegalnego, ponieważ to już nie istnieje, i cóż, może tak naprawdę była to podróbka narkotyków... jednakże w tym przypadku uzyskanie czegokolwiek byłoby to niezwykle trudne. Potrzebujesz jakiegoś fizycznego dowodu, a jeśli wszystko, na co możesz liczyć, to przyznanie się tego faceta: Tak, ukradłem twoją heroinę, twoją kokainę, twoją trawkę... to większość sędziów, jak sądzę, po prostu oddali taką sprawę. Widziałem, jak ktoś próbował czegoś takiego i raczej bym tego nie rekomendował.

Większość dealerów dodaje Gifford, prawdopodobnie po prostu wlicza kradzież narkotyków w ryzyko zawodowe związane z prowadzeniem tego rodzaju działalności — i uznaje za fart, że przy okazji takiego zdarzenia nie zginęli.

Każdemu dilerowi radziłbym rzucić tę branżę, póki jeszcze może.

Nie znaczy to jednak, że nie możesz pozwać kogoś za włamanie, wtargnięcie do domu czy rozbój, przy okazji których pozbawiono cię narkotyków, nawet jeśli potencjalnie narażasz się na postawienie zarzutów, zdradzając policji obciążające cię okoliczności.

Jeśli jesteś dilerem, jesteś ugotowany, ale jeśli jesteś użytkownikiem... każdy chce pracować z takimi jak ty, powinieneś zatem bezwzględnie wezwać policję, zwłaszcza jeśli zostałeś okradziony przy użyciu groźby nożem lub bronią palną
- mówi Gifford.

Możesz wyegzekwować sprawiedliwość wobec ludzi, którzy Cię okradli, samemu ściągając na siebie jedynie niewielkie problemy, co może mieć miejsce w niektórych sytuacjach, jednak w większości przypadków współpracujący z policją użytkownik nie będzie miał praktycznie żadnych problemów.

Jeżeli, powiedzmy, okaże się, że zapomniałeś o tych torebeczkach na stole w kuchni, kiedy policja odpowiedzi cię po zgłoszeniu włamania — a wg Gifforda takie rzeczy zdarzają się cały czas — tak długo, jak będziesz współpracować organami ścigania, możesz być niemal pewien, że wniesione przeciwko tobie zarzuty zostaną oddalone lub znacznie złagodzone. To szczególnie ważne w dzisiejszych czasach, gdy wiele stanów staje się, jeśli chodzi o narkotyki, coraz mniej represyjna i bardziej zorientowana na leczenie. (To, czy pod rządami prezydenta Trumpa będzie tak nadal, dopiero się okaże, jednakże spraw związanych z kradzieżą małych ilości narkotyków i tak dotyczą przede wszystkim w gestii prawa lokalne i stanowe).

Generalnym trendem w takich przypadkach jest oczekiwanie ze strony władz, że zgodzisz się zeznawać przeciwko wszystkim oskarżonym w Twojej sprawie, tudzież przystaniesz na zobowiązanie się do wyszukania dla siebie programu leczenia uzależnień.

Większość ludzi, którzy okradają innych z narkotyków, spodziewa się, że ofiara nigdy nic z tym nie zrobi w obawie przed wpakowaniem się w kłopoty. Policjanci jednakże wcale nie chcą zniechęcać w ten sposób ludzi. Gdyby po prostu z pełną surowością traktowali każdego, kto poinformuje, że został okradziony z narkotyków, wtedy nikt nie przychodziłby do nich z takimi sprawami, a oni nie mieliby okazji złapać wielu przestępców, którzy następnym razem mogliby kogoś zabić."

Gifford mówi, że we wszystkich tego rodzaju przypadkach w swojej karierze zadbał, aby uzyskać zobowiązanie policji do przestrzegania każdego szczegółu umowy przedstawionej jego klientowi.

Co jednak z możliwością, że policjanci mogą mimo wszystko zmienić zdanie ?

Gifford przyznaje:

Cóż, zawsze mnie to martwi. Nie jest tajemnicą, że w dążeniu do egzekwowania prawa w sprawach karnych policja może w pewnych sytuacjach kłamać.

Pomimo tego, adwokat kontynuuje:

W większości jurysdykcji, jeżeli prokurator okręgowy lub policja złożą obietnicę w obecności adwokata, zwykle dotrzymują słowa. Dla opinii publicznej bardzo ważne jest, aby wiedzieć, kim jest szef organów ścigania w danej okolicy i czy na jego słowie można polegać. Z biura prokuratora okręgowego możesz dostać umowę na piśmie, ale jeśli chodzi o samych policjantów musisz im po prostu zaufać, a mi przez 32 lata nie zdarzyło się, aby mnie wyrolowali.

Jak wskazuje Gifford, wieści rozchodzą się na ulicy szybko, gdyby więc policjanci mieli tendencję do wycofywania się z obietnic zmniejszałoby to prawdopodobieństwo, że ludzie będą z nimi współpracować. Wydaje się, że byłoby to z punktu widzenia gliniarzy działanie przeciwko własnemu interesowi, znacząco utrudniające im rozwiązywanie poważnych spraw.

Na koniec warto jednak zaznaczyć, że jest w grę chodzi zwyczajna kradzież małej ilości, dokonana bez użycia przemocy, informowanie o tym władz nie ma zbytniego sensu.

Prawda jest taka, jeśli nie jest to kradzież z włamaniem lub rozbój, w których wypadku policja będzie starać się namierzyć i dorwać naprawdę niebezpiecznych ludzi, będzie ci trudno przebić się z historią w rodzaju Hej, mój kumpel kręcił się po domu i ukradł moją trawkę
- uśmiecha się Gifford

Nie oczekuj wtedy zbyt wiele. Niestety, to chyba sprawą, którą będziecie musieli załatwić z kumplem we własnym zakresie.

Oceń treść:

Average: 9.1 (7 votes)