REKLAMA




Martin W. Ball, doktor religioznawstwa i autor książek o enteogenach opowiada o znaczeniu swoich doświadczeń z 5-Meo-DMT (WYWIAD)

Tagi

Źródło

reset.me
Damon Orion

Tłumaczenie

pokolenie Ł.K.

Komentarz [H]yperreala

Cóż, komentarzy narzekających, że znów jakiś nawiedzony tylko patrzeć, prawda? Mimo wszystko zachęcamy do spokojnej i uważnej lektury, bohater wywiadu mimo prezentowanej żarliwości z całą pewnością nie wybiega teoriami tak daleko, jak choćby Rick Strassman, z którym wywiad również niedawno publikowaliśmy.

Odsłony

1686

Doktor Martin W. Ball jest nie tylko gospodarzem podcastu The Entheogenic Evolution, ale także adiunktem religioznawstwa i autorem kilku książek traktujących o enteogenicznej duchowości.

W 2008 roku, po poświęceniu kilku lat swojego życia akademickim studiom nad duchowością, Martin przeżył podręcznikowe doświadczenie mistyczne pod wpływem 5-Meo-DMT, związku psychoaktywnego obecnego w wielu gatunkach roślin oraz w jadzie ropuchy z pustyni Sonora. To doświadczenie (oraz wiele późniejszych prób z 5-Meo-DMT) wywarło głęboki wpływ jego życie, pracę i rozwój duchowy.

 

Reset: Opowiedz mi o swoim doświadczeniu z 5-Meo-DMT z 2008 roku, które zmieniło dla Ciebie wszystko.

 

Martin Ball: Przed moim pierwszym prawdziwym przeżyciem z 5-Meo miałem już pewne doświadczenia z tą substancją zawartą w nasionach yopo, pochodzących Ameryki Południowej i Środkowej. Działały, ale na pewno nie był to ten efekt, który, jak słyszałem, 5-Meo-DMT jest w stanie wyprodukować. Potem zostałem zaproszony, by odwiedzić przyjaciela i spróbować jadu ropuchy. Dał mi stosunkowo niewielką dawkę ... i jeśli czegoś się nauczyłem na temat ropuszego jadu, to tego, że jeśli masz zamiar zaaplikować sobie w ten sposób dawkę 5-Meo-DMT dającą pełne efekty musisz przyjąć tego mnóstwo, ponieważ stężenie substancji w jadzie jest bardzo małe. Zatem - zwaporyzowałem to i położyłem się na około 20 minut. Doznałem wrażenia odpływania i rozmarzenia. W tym czasie pracowałem sporo z szałwią wieszczą, szczególnie wzmocnionymi liśćmi. Jeśli jesteś z tym zaznajomiony, to wiesz jak to jest – wciągasz chmurę dymu, a potem nagle cały wszechświat rozpina się, przenicowuje kilka razy, a następnie zapina z powrotem. To był mój punkt odniesienia dla tego, czym jest faktycznie potężne doświadczenie, więc doświadczenie z jadem ropuchy skwitowałem "Hmm, no tak, i co z tego?" To naprawdę nie różniło się specjalnie od palenia nasion yopo. Jednak mój przyjaciel powiedział: "Nie, nie. Ty naprawdę musisz spróbować z pełną dawką. "

 

Jakiś miesiąc później, miał już trochę czystego 5-Meo. Jestem w około dwóch trzecich chmury, wciąż wciągam dym, ale już w tym momencie to staje się tak potężne, że pierwszą myślą, która pojawiła się w mojej głowie, było: "O mój Boże! To jest TO! ". To było otwarcie na doświadczenie psychodeliczne, które sięgało po prostu lat świetlne poza wszystko, czego kiedykolwiek do tego momentu doświadczyłem. Szałwia wieszcza wydała mi się przy tym oswojona i przyziemna!

 

Następną myślą było: "O, mój Boże. To Bóg ". Ta ekspansja sięgała coraz szerzej i szerzej i szerzej, a w ciągu kilku sekund sięgnęła nieskończoności. Pierwszą rzeczą, która wyszła z moich ust w ciągu kilku sekund po inhalacji było: "Dziękuję Ci, Boże!". Z mojego punktu widzenia było to jednoznaczne doświadczenie Boga. Nie odwiedziny w jakieś psychodelicznej krainie lub rodzaj osobliwego stanu psychicznego; to było pełne zanurzenie w absolutnej, nieskończonej Istocie. Moje ręce powędrowały wtedy w powietrze, a ja zastygłem w postawie uścisku. Jednocześnie śmiałem się i płakałem przez około 45 minut, leżałem kołysząc się na boki, mówiąc: "Dziękuję. Dziękuję."

 

Przed tym doświadczeniem, gdyby ktoś zapytał mnie: "Czy kiedykolwiek doświadczyłeś Boga bezpośrednio?" moja odpowiedź brzmiałaby jednoznacznie:" Nie. Absolutnie nie." Zawsze byłem bardzo ostrożny w posługiwaniu się językiem i sposobach opisywania moich doświadczeń z psychodelikami lub enteogenami, zatem dla mnie byłaby to szczera odpowiedź. Teraz, gdyby ktoś zapytał: "Czy doświadczyłeś czegoś świętego?" odpowiedziałbym: tak. "Czy doświadczyłeś czegoś duchowego?" Absolutnie. Tak. Pamiętajmy przy tym, że moim przygotowaniem było zdobycie doktoratu z religioznawstwa, a większa część moich badań to badania porównawcze nad mistycyzmem. Czytałem wiele, poznałem wiele koncepcji pochodzących od różnych mistyków i tradycji, mówiących o zjednoczonej świadomości, nieskończonej istocie, czystej świadomości, naturze Boga, doświadczeniu mistycznym. Było dla mnie jasne, że nic z tego, czego kiedykolwiek doświadczyłem, nie równało się z tym, o czym dowiadywałem się jako badacz różnych tradycji mistycznych. Było kilka wskazówek; pewne powtarzające się niuanse: poczucie jedności, połączenia, przekraczania w pewnym stopniu czasu i przestrzeni. Ale kiedy naprawdę wczytywałem się w te opisy – np. buddyjską naukę o naturze czystego umysłu, która mówi o brzasku czystego białego światła i całkowicie pustej naturze "ja" wobec niego - szczerze odpowiedziałbym: "Nie. Nigdy nie doświadczyłem czegoś takiego. "

 

Ale doświadczenie z 5-Meo-DMT ewidentnie było właśnie tym. W kategoriach jakości wizualnej, 5-Meo-DMT jest trochę jak oglądanie czystego, białego światła, załamującego się w nieskończonym fraktalnym pryzmacie. Całe moje poczucie fizyczności zostało całkowicie rozpuszczone w tym doświadczeniu. Chodzi mi o to, że byłem w pokoju w swoim domu; moje oczy były otwarte, a pokój całkowicie rozpuścił się w tym czystym białym świetle. W tym momencie to była jedyna rzecz, która istniała. To istnieje, sięgając nieskończenie w przeszłości i nieskończenie w przyszłość, rozszerzając się na całą przestrzeń i wszystkie czasy. Nie było nic poza tym, i nic, co byłoby od tego oddzielone. Odwołanie się do opisu doświadczenia mistycznego, jako jednoczącego (znoszącego dualizm), w którym nie ma poczucia oddzielenia "mnie" i "innego", przedmiotu i podmiotu, a jest po prostu czysta świadomość i czysta istota, to jedyny rozsądny sposób, w jaki mogę opisać to przeżycie.

 

Moje skojarzenia ciążyły także ku słowu Bóg, ponieważ w mojego doświadczeniu, To było wyraźnie inteligentne; To było żywe; To było istotą; To było Wszech-Bytem ; To było bytem, którego wszystkie inne są stopniami i przejawami. Dla mnie, wobec powyższego, słowo Bóg wygląda na jak najbardziej odpowiednie. To słowo wyszło z moich ust naturalnie, gdy tylko przemówiłem. Także podchodząc do tego intelektualnie, później, obracając to w moim umyśle i omawiając te doświadczenia z innymi ludźmi, to było jedyne słowo, które brzmiało dla mnie właściwie - nawet nie coś takiego jak "świadomość Buddy" lub "umysł Buddy" czy coś w tym rodzaju; coś może nieco bardziej filozoficznego lub bardziej tradycyjnie "duchowego". Po prostu: "Nie, to jest Bóg!" A Bóg jest wszystkim. Obejmuje Ciebie; obejmuje mnie; zawiera ten pokój; medycynę; powietrze; moje myśli; każde doświadczenie, kiedykolwiek mi się przydarzyło i przydarzy ... to wszystko po prostu Bóg. To jedna nieskończona istota, która jest nieskończenie inteligentna i zasadniczo składa się z miłości. Miłość jest podstawową energią, od której pochodzą wszystkie inne rzeczy, i to właśnie z tego składa się ta istota: z czystej miłości, czystej świadomości, czystego bytu.

 

Reset: Czy możesz opowiedzieć trochę o tym, jak 5-Meo i inne enteogeny mogą pomóc w przezwyciężaniu bloków energetycznych?

 

MB: Rozumiem to tak, że przyczyną, dla której 5-Meo działa tak jak działa jest to, że poziom uwalnianej energii jest tak duży - tak naprawdę staje się ona nieskończona, kiedy drzwi otwierają się w pełni – że jest on w stanie przekroczyć struktury ego. Samo ego jest po prostu zbiorem wzorców energetycznych, które regulują sposoby, w jakie możemy myśleć, działać, mówić, gestykulować i mobilizować zasoby energetyczne naszego organizmu. Tak więc mamy do dyspozycji całą tę naturalną energię, ale już od okresu wczesnego dzieciństwa zaczynamy dokonywać wyborów dotyczących sposobu w jaki mamy zamiar wyrazić to, co czujemy; jak będziemy myśleć o nas samych; jak będziemy używać naszego ciała w stosunku do przedmiotów i innych istot. Ustalamy wszystkie te wzory, zaś zbiorowo te wzory tworzą nasz pojęcie jaźni, która zawsze konstytuuje się przez dualistyczne punkty odniesienia: to ja w stosunku do kogoś innego; to ja w stosunku do świata; to ja w stosunku do Boga; to ja w stosunku do przedmiotów. Zawsze zatem jest to dualizm, wbudowany w energetyczne struktury ego. Niektóre z tych wzorów są całkowicie nieszkodliwe, ale wiele z nich może w istocie powodować zakłócenia w nas samych, a także tworzenie wewnętrznych bloków.

 

By dać bardzo prosty tego przykład: powiedzmy, że jako dziecko słyszysz muzykę i po prostu zaczynasz tańczyć, bo to naturalna energetyczna reakcja na ten bodziec. Ale gdy jesteś coraz starszy, zaczynasz zdawać sobie sprawę, że Twój taniec być może nie wygląda jak taniec innych ludzi, a Ty może akurat uważasz, że chcesz właśnie wyglądać tak jak inni. Zaczynasz więc zmieniać to, co było Twoim naturalnym i autentycznym sposobem wyrażania energii. Zaczynasz dostosowywać te sposoby do norm społecznych i kulturowych. Albo, co gorsza, ktoś przychodzi i mówi: "Nie można tak tańczyć! Wyglądasz głupio" a Ty w konsekwencji dodajesz to do osobistej narracji, swojej historii siebie. Zaczynasz być krytyczny wobec siebie i mówisz: "Nie umiem tańczyć. Wstydzę się tego, jak tańczę." W ten sposób udało Ci się utworzyć blok energetyczny w ramach swojego systemu. Teraz muzyka i taniec wiążą się u Ciebie z obciążeniem. Masz to zaburzenie w swoim systemie energetycznym, za sprawą którego nie jesteś już w stanie z miejsca reagować w sposób, który jest autentyczny i naturalny dla Ciebie w danym momencie. Wychodzisz od mentalnego konstruktu psychicznego, zawierającego Twoje wyobrażenie o tym, jak powinnno wyglądać Twoje zachowanie, jest w tym ładunek krytycyzmu, wątpliwości i osądów. Ludzie gromadzą tego rodzaju zakłócenia i bloki we wszystkich dziedzinach życia.

 

Oto, czym potencjał enteogenów jest naprawdę: definiuję enteogen jako coś, co wzmacnia natychmiastowe doświadczenie swojej własnej energii. Przez to wzmocnienie można rozpuścić niektóre ze struktur ego. A potem, jeśli masz w sobie energię związaną w konstruktach takich jak samokrytycyzm, wątpliwości czy strach, gdy raz te struktury ego zostaną usunięte, ta energia jest w stanie się wyzwolić i uziemić... Wiąże się to z oczyszczaniem z bloków psychicznych, emocjonalnych, fizycznych ... Wszystkie te rzeczy są związane; są różne sposoby opisywania natury jaźni, ale to wszystko jest energią. Istnieją różnego rodzaju sposoby, dzięki którym ludzie mogą rozładowywać te napięcia, ale meritum jest to, że czują się później lepiej. Czują coś na kształt: "Była jakaś rzecz, którą trzymałem całymi latami, a teraz wreszcie ją puściłem." I to jest w stanie zresetować cały ich system energetyczny tak, że to mogą być bardziej autentyczni, obecni, świadomi, skupieni na sobie i poczuciu uniwersalnej i bezwarunkowej miłości.

 

Chciałbym przy tym dodać, że dla większości ludzi jest to proces. Nawet coś tak potężnego jak 5-Meo-DMT nie załatwia wszystkiego od razu. Wymaga powtarzanych kolejno sesji, aby przechodząc przez coraz głębiej leżące warstwy niejako zeszlifować, rozpuścić kolejne bloki. Plusem jest to, że energia sama z siebie zawsze szuka sposobu wyrażania się i uziemienia, a jedyne co stoi nam na drodze, to my sami. To nie jest ktoś lub coś innego; tylko Ty; to nie czyjeś złe juju, albo Twoja karma, albo czary lub sygnały z Marsa, czy cokolwiek ludzie obwinią o utrudnianie im życia. To oni sami. Każdy człowiek jest odpowiedzialny za siebie. To oni są tymi, którzy stworzyli struktury swojego ego; stworzyli własne bloki działając przeciw własnej naturze. Do nich też należy zadanie wyłączenia ich, zmycia i ponownego wejście w życie w jego odświeżonym wymiarze. Każdy niesie w sobie tę odpowiedzialność, ale również moc i zdolności, aby to zrobić. Jeśli w dodatku masz do dyspozycji odpowiednie narzędzia - nie jest to takie trudne. Gdy weźmiesz enteogen... im mniej będziesz wtedy robić, tym bardziej prawdopodobne jest, że rzecz zadziała sama w sobie. Tu nie chodzi o nastawienie, intencję lub przygotowanie właściwego rytuału czy cokolwiek podobnego; chodzi po prostu o to, by usunąć się z drogi i pozwolić energii zrobić co trzeba.

 

Reset: Jak Twoje psychodeliczne doświadczenia wpłynęły na stosunek do kwestii umierania? Czy boisz się śmierci?

 

MB: O, w ogóle. Czuję, że przechodziłem przez śmierć już wiele razy z 5-Meo. Rozumiem ten proces. Podoba mi się. Śmierć jest rzeczą ostateczną, nie trzeba wtedy już nic robić – a po prostu pozwolić się temu dziać.

 

Przed moim pierwszym doświadczeniem 5-Meo-DMT, zastanawiałem się ciągle "Czy istnieje życie po śmierci, czy raczej reinkarnacja, a może śmierć to w ogóle koniec wszelkiego doświadczenia?" Wraz z akceptacją rzeczywistości, w której wszystko jest Bogiem – ja jestem Bogiem, Ty jesteś Bogiem, wszystko jest Bogiem, cały czas - pomysł, że mógłbym w jakiś sposób się zużyć, zniszczyć... stał się po prostu śmieszny. Tak, śmierć nie musi być końcem, ale to jest koniec mojego doświadczenia indywidualnego jako Martin. To trochę smutne, bo lubię doświadczenie bycia Martinem, ale jest to również rodzaj wyzwolenia, ponieważ życie niesie ze sobą różnego rodzaju trudności, obowiązki i rzeczy, które trzeba kolejno robić, z chwili na chwilę, dzień po dniu. Śmierć stawia je bardziej w kontekście, gdzie wszystko jest darem, bo to jest moja jedyna okazja, aby doświadczyć życia jako Martin. Może zatem powinienem po prostu cieszyć się nim jak najlepiej umiem. A ponieważ wiem, że wszystko jest Bogiem, nie jestem w stanie tak naprawdę bać się w tym momencie niczego. Nie szukam rzecz jasna fizycznego bólu czy cierpienia, ale nie żywię niepotrzebnego niepokoju, nie zamartwiam się o różne rzeczy. Nie troskam się już stanem mojego ducha czy duszy.

 

Nie wierzę bynajmniej w życie po śmierci, bo to będzie koniec Martina. Martin jest tylko postacią, trzymaną w całości przez to ciało, które obecnie zamieszkuję, a kiedy ono odejdzie, odejdzie również Martin. I to jest super, bo oznacza, że wszystkie obawy Martina znikną również. To trochę jak wieczne wakacje, w pewnym sensie. Ale zobacz: ironią jest, że chociaż Martina nie ma, prawdziwe Ja nigdy nie nigdzie nie przepadnie, ponieważ Bóg jest rzeczywistością, a to, że zniknie Martin nie oznacza, że zniknie rzeczywistość. Wciąż tu jestem. Zawsze tutaj byłem. Zawsze tu będę.To tylko jedno życie, ten cenny dar doświadczania siebie jako człowieka, jako tej konkretnej osoby znanej jako Martin – to się dopełni. To będzie koniec. To właśnie sprawia, że życie jest tak cenne! To czyni je nieskończenie cennym. Zarówno z perspektywy osobistej, jak perspektywy Boga, mogę powiedzieć: "Spójrz, zadałem sobie tyle trudu, aby rozwijać ten wszechświat i ludzi, abym mógł doświadczyć siebie jako tej jednej osoby w tym jednym życiu." To stwierdzenie jest prawdziwe dla każdego, więc nie twierdzę, stawia postać Martina w jakiejś szczególnej pozycji, ale z mojego punktu widzenia, jako Martin, to prawdziwe stwierdzenie: "Wow, widocznie muszę naprawdę siebie kochać, skoro dałem sobie ten dar, to doświadczenie ... i przypisałem mu termin upływu ważności! Bo bez terminu ważności nic nie ma wartości lub znaczenia. Ponieważ wszystko jest Bogiem, nic nie jest bardziej wartościowe niż cokolwiek innego, ale z indywidualnej, ucieleśnionej perspektywy to, czy mam szklankę wody, gdy jestem spragniony - to staje się bardzo, bardzo cenne, ponieważ dla tej postaci istnieją energetyczne konsekwencje tego, czego doświadczam w mojej rzeczywistości i tego, co jest dla mnie dostępne. Więc wszystko staje się tak bardzo cenne. Piękno i przerażenie, to wszystko jest czymś do spróbowania. Wszystko jest piękne, bez względu na to, jak straszne może być. Po prostu kocham to - uwielbiam być żywy. Kocham bycie, kocham wszystko i wszystkich... co nie oznacza, że koniecznie każdego lubię, ale czuję się bardzo komfortowo z tym, że tak naprawdę kocham wszystkich, ponieważ kocham siebie. A jeśli jestem Bogiem, i jeśli każdy jest Bogiem – znaczy to, że kocham wszystkich.

 

Reset: Jakie są Twoje przemyślenia na temat nielegalności Twoich praktyk duchowych? Czy widzisz nadzieję na zmiany w tym zakresie?

 

MB: Czuję się bardzo, bardzo wyraźnie, że to jest coś, co musi się zmienić, że jest to niesprawiedliwość społeczna i pogwałcenie prawa człowieka. Stany Zjednoczone są faktycznie pod tym względem daleko w tyle. Niektóre inne kraje już rozpoczęły naprawę swoich regulacji w odniesieniu do tych rzeczy i myślę, że w końcu Stany Zjednoczone będą musiały nadrobić zaległości. Sądzę, że jesteśmy na progu tych zmian, ponieważ ponownie rozpoczęto badania w tym obszarze, które udowadniają że wiele spośród substancji, które zostały zaklasyfikowane do Grupy 1 (Schedule 1), jako uzależniające, niebezpieczne, toksyczne, tak naprawdę wcale nie uzależniają. Nie są też w rzeczywistości toksyczne a z ich odpowiedniego stosowania płynie wiele wiele psychologicznych, emocjonalnych i duchowych korzyści. Widać to zwłaszcza u członków niektórych z tych wychodzących z cienia psychodelicznych kościołów, w rodzaju Santo Daime. Badania wykazały, że ludzie, którzy pracują z psychodelikami w rytualnym kontekście, wydają się być bardziej społecznie dostosowani, mają lepsze życie rodzinne, cechuje ich bardziej emocjonalny rezonans i większy poziom empatii. Sądzę, że im więcej będzie prowadzonych takich badań, tym silniejszy będzie impet nadawany biegowi spraw w kierunku zmiany prawa narkotykowego na odzwierciedlające w większym stopniu rzeczywistość, zamiast histerii. Myślę, że to, co widzimy, na przykład w zakresie przepisów dotyczących marihuany, jest początkiem tego, co chcielibyśmy zobaczyć na froncie regulacji dotyczących użycia psychodelików. To może iść trochę wolniej i potrwać trochę dłużej, ale mamy wszystkie te badania, które pokazują, że korzystanie z psychodelików jest dobre dla duchowości; że ludzie mają głębokie duchowe doświadczenia i czują, że to jest bardziej znaczące niż chodzenie do kościoła, sali medytacji, na jogę, czy cokolwiek. Jeśli zatem chcemy chronić obywatelskie swobody religijne i duchowe, wtedy, no cóż, naszym obowiązkiem jest chronić te praktyki.

 

Myślę, że mamy w naszym kraju prawdziwy problem, bo choć teoretycznie mamy zagwarantowaną konstytucyjnie wolność praktyk religijnych, to jedną z rzeczy, które lubię podkreślać jest fakt, że w momencie pisania konstytucji, wszyscy należeli do kościoła. Pomimo, że wielu spośród założycieli Stanów Zjednoczonych były deistami- nie byli zatem w istocie wierzącymi chrześcijanami - nadal należał do kościoła, bo taka była po prostu rzeczywistość społeczna. Rodziłeś się w takiej rzeczywistości. Idea, że ktoś może być "uduchowiony", ale nie religijny - to nie przystawało do rzeczywistości społecznej 200 lat temu. Ale to właśnie jest najwyraziściej rosnącym trendem demograficznym w świecie zachodnim – liczba ludzi, którzy identyfikują się jako uduchowieni, ale bez powiązania z żadną tradycją religijną. Cóż, wygląda na to, że nie mają żadnych praw! To jest zatem obszar, o który musimy poszerzyć naszą definicję chronionych praw człowieka. Moim zdaniem doświadczenie duchowe jest czymś, co powinno być chronionym prawem człowieka.   

 

 

Oceń treść:

Average: 10 (1 vote)

Komentarze

Anonim (niezweryfikowany)

No i teraz pomyślmy On, ja i wielu innych doświadczyło podobnych religijnych objawień pod wpływem specyfików. Tylko pytanie brzmi: czy to mózg wywołuje syndrom Jezusa który jest pierwszym stadium psychozy dwubiegunowej maniakalno depresyjnej, czy może naprawdę dotykamy czegoś co powinno być w sferze domniemań. Ja osobiście przychylam się do pierwszego punktu. Nawet teraz po latach abstynencji nieraz widzę jak się dziwnie układa życie. I jestem za tym, że Władza naprawde nad nami czuwa.

randomness