REKLAMA




Lecząc klasterowe bóle głowy środkami psychodelicznymi

Położyłem pistolet na obudowie komputera – opowiada Bill Connel – Następnie wpisałem "samobójstwo" plus "bóle głowy" w pasek wyszukiwarki, by w ten sposób zostawić wyjaśnienie tego, co zamierzałem zrobić.

Tagi

Źródło

Newsweek U.S.
RUSS JUSKALIAN

Tłumaczenie

pokolenie Ł.K.

Odsłony

3391

Położyłem pistolet na obudowie komputera – opowiada Bill Connel – Następnie wpisałem "samobójstwo" plus "bóle głowy" w pasek wyszukiwarki, by w ten sposób zostawić wyjaśnienie tego, co zamierzałem zrobić.


McConnella, który ma 39 lat i nosi niebiesko-białą czapkę baseballową, współczuje innym osobom cierpiącym z powodu klasterowych bólów głowy – dolegliwości, którą niektórzy lekarze nazywają najbardziej bolesną ze znanych medycynie, i która wielu cierpiących doprowadza do targnięcia się na własne życie, spotykam w pokoju hotelu Hyatt Regency O'Hare na przedmieściach Chicago. Podobnie jak reszta przyjechał dzień wcześniej, by wziąć udział w corocznej konferencji dotyczącej klasterowych bólów głowy organizowanej przez grupę o nazwie Cluster Busters.

Choć wyglądają jak zwykli ludzie i mogą być twoimi sąsiadami lub kolegami, clusterheads, jak żartobliwie się określają, noszą w sobie niecodzienne i rozdzierające historie życiowe. Ich dolegliwość jest dobrze opisana, słabo rozumiana i porażająco bolesna. Leki używane do jej leczenia (lub przynajmniej łagodzenia cierpienia) niekiedy stwarzają zagrożenie dla życia, często są fizycznie szkodliwe, a zwykle - psychicznie i emocjonalnie wyniszczające. ("Choroba nas nie zabije"- mówi McConnell "- ale leczenie może.") Z reguły całymi latami żyli bez diagnozy lub z błędną diagnozą, niejednokrotnie nazywani histerykami przez lekarzy ogólnych i neurologów niezaznajomionych z chorobą, mają za sobą niezliczone nieudane próby leczenia. Teraz, dzięki aktywności społeczności internetowej i organizacjom takim jak Cluster Busters, niektórzy chorzy doznają ulgi dzięki niecodziennej metodzie leczenia: serotoninergicznym psychodelikom, LSD i psylocybina, dwóm substancjom chemicznym, które nakręcały psychodeliczne rozpasanie lat sześćdziesiątych. Anegdotyczne doniesienia o skuteczności tych środków w leczeniu klasterowych bólów głowy zaczęły w końcu przyciągać uwagę największych uniwersytetów badawczych.

Wiele osób cierpiących na klastrowe bóle głowy jest zdania, że określenie "ból głowy" jest mylące, ponieważ nie oddaje ani wrażenia towarzyszącego atakowi, ani jego podłoża. McConnell porównuje atak do gorącego szpikulca do lodu wciskanego w kącik oka i wychodzącego na zewnątrz przez tył czaszki; inni obecni na konferencji użyli metafory demona miażdżącego czaszkę i wciskającego palec w oczodół, mówiąc o dolegliwości o rząd wielkości gorszej, niż najcięższa migrena. "Wolałabym raczej poród bez żadnych środków przeciwbólowych niż kolejne uderzenie "- twierdzi Becky Ulissi, odnosząc się do ataków klasterowych bólów głowy, których doświadcza do ośmiu każdego dnia.

Mówi się, że najczęstszą formą choroby jest ta, którą określa się jako "epizodyczną", ponieważ dotknięte nią osoby są wolne od bólu głowy przez większą część roku. Jednak podczas dwu do trzech miesięcy trwania epizodu, bóle głowy uderzają do 10 razy na dzień, utrzymując się zwykle od 45 minut do trzech godzin. Jak w zegarku, epizody prawie zawsze zaczynają i kończą się w tym samym czasie w obrębie roku, zaś bóle głowy przeważnie przychodzą w tych samych porach w obrębie dnia.

Nikt nie jest pewien, co tak naprawdę powoduje klasterowe bóle głowy. Teorie wahają się się od wad nerwu trójdzielnego, który wychodząc z mózgowia rozgałęzia się, sięgając szczęki, twarzy i czoła, do nieregularnego obrzęku dużych żyłach czaszkowych. Najnowsze badania fMRI wskazują, że te teorie są raczej błędne, kierując zamiast tego uwagę badaczy na zmiany strukturalne w podwzgórzu-części mózgu odpowiedzialnej za regulację rytmu dobowego i innych funkcji podtrzymujących życie. Tradycyjne kuracje skupiają się na przerwaniu mającego już miejsce bólu głowy, przez wstrzykiwanie leków, takich jak sumatryptan lub dihydroergotamina, w obu wypadkach charakteryzujących się chemicznymi i biologicznymi podobieństwami do neuroprzekaźnika serotoniny, lub zapobieganiu atakom dzięki użyciu blokerów kanału wapniowego, takich jak werapamil, oraz sterydów, jak prednizon. Czysty tlen jest często skuteczny w przerwaniu ataku, który właśnie się rozpoczął, ale musi być podany niemal natychmiast i wymaga posiadania na podorędziu właściwego rodzaju maski tlenowej i zbiornika. Niestety, długotrwałe intensywne użytkowanie najbardziej tradycyjnych metod leczenia może spowodować fatalne skutki uboczne, w tym osłabione krążenie, zwłóknienia narządów, zaburzenia ciśnienia tętniczego, cukrzycę typu 2, osteoporozę, niepokój oraz wiele innych zaburzeń biologicznych i psychologicznych.

Bob Wold, prezes Cluster Busters, ma swoją historię, podobną do historii wielu członków jego grupy. Jego bóle głowy były błędnie diagnozowany przez cztery lata (usunięto mu nawet kilka zębów, ponieważ jego dentysta podejrzewał, że przyczyną bólu były ukryte ubytki – częsty przypadek bezskutecznego leczenia stosowanego wobec osób cierpiących na klasterowe bóle głowy). Kiedy został prawidłowo zdiagnozowany, żaden z 75 leków których próbował nie był w stanie przynieść mu długotrwałej ulgi. Podczas szczególnie bolesnego epizodu, kiedy zaczął rozważać radykalne, a przede wszystkim pozbawione dowodów skuteczności, leczenie chirurgiczne, zakładające odcięcie części odnóg nerwów trójdzielnego, co skutkowałoby ogólnym zniesieniem czucia w twarzy, Wold natknął się na internetową dyskusję dotyczącą użycia LSD lub psylocybiny w leczenia klasterowych bólów głowy. Wahał się, ale już 45 minut po przyjęciu pierwszej dawki psylocybiny mógł powiedzieć, że wydarzyło się coś niezwykłego. " W mojej głowie rozjaśniło się bardziej, niż odczułem to kiedykolwiek w ciągu ostatnich 20 lat"

Tym niemniej, w swoim poszukiwaniu metody leczenia, Wold miał złamał prawo. Według Controlled Substances Act, LSD i psylocybina należą w USA do Grupy 1 (Schedule najbardziej restrykcyjnie kontrolowanej grupy narkotyków. W przeciwieństwie do wszystkich innych narkotyków, te z Grupy 1 nie mogą być nikomu przepisane z jakiegokolwiek powodu, a ludzie złapani na ich posiadaniu są poważnie zagrożeni więzieniem bez względu na swój stan zdrowia. Kokaina czy metamfetamina, dla porównania, mogą zostać przepisane przez lekarza i nalezą do Grupy 2. Środki te są więc tak silnie kontrolowane przez DEA, że naukowcy z najlepszych uniwersytetów w kraju uważają za prawie niemożliwe uzyskanie pozwoleń i finansowania, niezbędnych do badania wpływu tych substancji na ludzi. Znalezienie LSD, którego produkcja jest skomplikowana, jest dla osób cierpiących na klasterowe bóle głowy bardzo trudne. Ale prawna szara strefa i odrobina pomocy ze strony matki natury sprawiają, że ​​psylocybina jest dostępna znacznie szerzej. Jest tak dlatego, że jakkolwiek "magiczne grzybki" zawierają psylocybinę, to ich zarodniki nie – wobec czego legalny w większości państw handel nimi kwitnie w Internecie. Należy przy tym pamiętać, że hodowla grzybów z tych zarodników jest traktowana jako wytwarzanie nielegalnych substancji, zatem legalność zarodników jedynie ułatwia dostęp do grzybów, których posiadanie pozostaje nielegalne. Także legalność zbierania dziko rosnących grzybów zawierających psylocybinę jest w sensie prawnym dość mętna.

Na swojej stronie internetowej Cluster Busters ostrzegają, że grzyby mogą się różnić mocą, ale od 1 do 1,5 g suchego Psilocybe Cubensis – dawka wg. Wolda skuteczna dla wielu osób cierpiących na klasterowe bóle głowy – daje efekt łagodnego odlotu z towarzyszącym wrażeniem rozjaśnienia kolorów. Siłę odurzenia Wold porównuje do jednego czy dwóch kieliszków wina. McConnell opowiada, że największym odjazdem podczas jego pierwsze doświadczenia było spostrzeżenie, że światła na choince wydawały się trochę jaśniejsze i bardziej nasycone niż zwykle. Na tych poziomach halucynacje i zmiany myślenia w "magicznym" kierunku nie występują, choć niektóre osoby cierpiące na klasterowe bóle głowy wymagają dla odczucia ulgi stosunkowo dużych dawek, wystarczających do wywołania typowej psychodelicznej podróży.

Przez cały czas, który spędziłem na konferencji Cluster Busters w Chicago, różni ludzie cierpiący z powodu tej okropnej przypadłości wciąż odciągali mnie na bok, chcąc podzielić się tym przesłaniem: w całym tym rozprawianiu o LSD i psylocybinie nie chodzi o spreparowanie sobie odlotu, ale o leczenie. Wszyscy opowiadali podobne historie o lęku przed spróbowaniem po raz pierwszy czegoś nielegalnego; o starannym dostosowywaniu dawki przynoszącej ulgę, przy jednoczesnym uniknięciu lub przynajmniej ograniczeniu efektów psychodelicznych; wreszcie o niesamowitej uldze związanej z zakończeniem ataku choroby lub uniknięciem kolejnego.

W ciągu sześciu lat od założenia Cluster Busters, Wold zebrał bazę danych opartych na ankietach wypełnianych przez cierpiących na klasterowe bóle głowy, którzy próbowali LSD lub psylocybiny. Typowe podejście do tego tego nowatorskiego leczenia polega na przyjęciu jednej do trzech dawek jednej substancji (Wold twierdzi. że LSD zwykle działa w pojedynczej dawce, natomiast psylocybina wymaga często przyjęcia trzech dawek rozłożonych na kilka dni), aby przerwać epizod klasterowego bólu głowy, który już się rozpoczął, oraz dwukrotnej w ciągu roku aplikacji dawek podtrzymujących, aby zapobiec kolejnym epizodom. W gestii użytkowników pozostaje rozeznanie, ile "dawka" faktycznie wynosi, ponieważ handlowe porcje LSD różnią się siłą, a niektóre partie grzybów zawierają więcej psylocybiny niż inne. A ponieważ w obu przypadkach są to środki nielegalne, nikt nie dostaje informacji o zawartości substancji aktywnej od dilera, jak można by tego oczekiwać od zarejestrowanego farmaceuty - choć Wold podkreśla, że przyjmuje się zazwyczaj ilości niewielkie na tyle, że "dawki" pozostają subpsychedeliczne. Twierdzi, że udokumentował ponad 500 przypadków osób korzystających z tej metody, spośród których około 75 procent doświadczyło znacznego zmniejszenia objawów.

"Relacje osób samoleczących się powinny być zawsze traktowane sceptycznie" - mówi dr John Halpern, dyrektor Laboratorium Psychiatrii Integrującej Wydziału ds. Alkoholizmu i Narkomanii w McLean Hospital i asystent profesora psychiatrii w Harvard Medical School, który uczestniczył w konferencji Cluster Busters. Ale ilość niepotwierdzonych dowodów zgromadzonych przez Wolda uzasadnia dalsze badanie tej sprawy. Tak więc w 2006 roku, Halpern i jego współpracownicy, Andrew Sewell i Harrison PopeJr. Opublikowali analizy wywiadów z 53 pacjentami, którzy próbowali LSD lub psylocybiny jako leku na swoje klasterowe bóle głowy. To, co ustalili, było zdumiewające: 41 procent z tych, którzy przyjęli psylocybinę podczas epizodu (mogącego utrzymywać się przez kilka miesięcy) odnotowało zmniejszoną intensywność i częstotliwość bólów głowy, a kolejne 52 procent oświadczyło, że epizod zakończył się całkowicie; 95 procent z tych, którzy wzięli psylocybinę między epizodami, poinformowało, że następny epizod był opóźniony lub nie nastąpił. Badanie było wstępne, odtajnione i niekontrolowane, ale wystarczająco przekonywujące, by skłonić do przeprowadzenia bardziej metodycznego badania. McLean Hospital i Harvard Medical School przygotowują obecnie kolejne badanie z wykorzystaniem psylocybiny w leczeniu klasterowych bólów głowy w kontrolowanym środowisku.

Halpern był zaskoczony widząc w danych sondażowych to, o czym członkowie Clustr Busters wiedzieli od dawna: wielu respondentów znajduje ulgę w dawkach niepsychodelicznych. Czy to zatem możliwe, że pomaga im coś innego niż samo doświadczenie halucynogenne? Czy te dwie kwestie można rozdzielić? Psylocybina i LSD są chemicznie podobne do neurotransmitera serotoniny, który odgrywa ważną rolę w części mózgu związanej z bólami głowy, a zatem także do niektórych z leków stosowanych w tradycyjnych metod leczenia. Dzięki wsparciu z McLean Hospital, Harvard Medical School i Medizinische Hoschule w Hanowerze w Niemczech, Halpern i jego zespół zaczęli badanie pilotażowe leczenia pacjentów z klasterowymi bólami głowy z użyciem BOL (znanego również jako 2-Bromo-LSD), substancji niemal identyczna jak LSD, ale pozbawionej właściwości psychodelicznych. Halpern przedstawił wstępne wyniki w tym roku na Międzynarodowym Kongresie ds. Bólów Głowy (International Headache Congress ) i choć tylko kilku pacjentów przeszło badania, u każdego odnotowano zdecydowaną poprawę.

Wstępny sukces z BOL daje cierpiącym nadzieję na legalną terapię o nieznacznych skutkach ubocznych. Ale potrzeba lat, aby na rynku pojawił się nowy lek, nie ma też gwarancji, że BOL będzie nadal sprawdzać się tak dobrze w kolejnych stadiach badań klinicznych. W międzyczasie niektórzy clusterheadsi wciaż będą robić to, co muszą, aby złagodzić swój ból. Nawet jeśli to oznacza łamanie prawa.

Oceń treść:

Average: 8 (10 votes)

Komentarze

Anonim (niezweryfikowany)

Witaj. Świetny wpis, mam tylko jedną uwagę, przetlumaczyłeś regular na regularny zamiast np na zwyczajny - gdzies w środku tekstu pod koniec akapitu. Chodzilo o normalną podróż a wyszła regularna.

Jezeli zgadzasz sie ze lepiej brzmi np zwyczajna w tym kontekście to popraw :)

 

pozdrawiam i biorę się za kolejny tekst

pokolenie Ł.K.

Dzięki za zwrócenie uwagi, rzeczywiście może to wprowadzać nieco w błąd, choć wyboru dokonałem świadomie - chciałem żeby zabrzmiało jak wyrażenie typu  "regularny wariat", rozumiesz ocb ;)

 

Poprawiam&pozdrawiam.