REKLAMA




Jak ochronić amerykański pejotl?

Mały, bulwiasty kaktus ma kluczowe znaczenie dla ceremonii religijnych Kościoła Tubylczoamerykańskiego, jednak kłusownictwo i niezrównoważone praktyki zbiorów powodują, że na terenie Stanów Zjednoczonych istnieje ryzyko jego wyginięcia.

Tagi

Źródło

Motherboard
Daniel Oberhaus

Tłumaczenie

pokolenie Ł.K.

Odsłony

1280

Mały, bulwiasty kaktus ma kluczowe znaczenie dla ceremonii religijnych Kościoła Tubylczoamerykańskiego, jednak kłusownictwo i niezrównoważone praktyki zbiorów powodują, że na terenie Stanów Zjednoczonych istnieje ryzyko jego wyginięcia.

Pejotl jest częścią życia Dawn Davis odkąd tylko pamięta. Mały kaktus produkujący meskalinę występuje na południowym zachodzie Stanów Zjednoczonych i w północnym Meksyku, ale pierwsze spotkanie Davis z rośliną miało miejsce w indiańskim rezerwacie w Fort Hall w południowo-wschodnim Idaho, gdzie jej rodzina przechowywała pejotlowe "guziki" w słoikach ustawionych w kuchennych szafkach. Naukowa nazwa pejotlu to Lophophora williamsii, ale Davis i jej rodzina nazywają go po prostu "lekiem".

Davis jest członkiem połączonych plemion Szoszonów-Bannocków i po raz pierwszy pojawiła się na "pejotlowym spotkaniu" jako niemowlę. Gdy była już nieco starsza, dowiedziała się, że spotkania te były ceremoniami Kościoła Tubylczoamerykańskiego (Native American Church, NAC), synkretycznej religii, która łączy elementy chrześcijaństwa i wierzeń amerykańskich Indian, włącznie z użyciem pejotlu jako sakramentu. Z biegiem lat Davis zaczęła zauważać, że pejotl używany podczas ceremonii nie wyglądał już tak imponująco, jak w czasach jej dzieciństwa. Kiedy pejotlowe "guziki" osiągną dojrzałość, mogą mierzyć kilka cali średnicy, ale podczas wielu ceremonii, w których uczestniczyła Davis, nie było niczym niezwykłym, że miały rozmiar pensa [średnica nieco ponad 20 mm – Red.H].

Chociaż nie mogła tego wówczas wiedzieć, to, co zaobserwowała, było początkiem głębokiego kryzysu. W ciągu ostatnich kilku dekad dostępność pejotlu w USA gwałtownie zmalała z powodu niszczenia jego siedlisk, działalności nielegalnych zbieraczy i niezrównoważonych praktyk zbierackich. Kiedy zaczęła analizować tę kwestię, Davis zdała sobie sprawę, że musi podjąć działania w celu zachowania tego zanikającego zasobu naturalnego, który jest podstawowym elementem największej tubylczej religii w Stanach Zjednoczonych.

Po otrzymaniu błogosławieństwa rodziny, Davis złożyła wniosek o zbadanie stanu zachowania [zasobów] pejotlu w ramach studiów magisterskich na Uniwersytecie Arizony. Dzisiaj kontynuuje te badania jako doktorantka na Uniwersytecie w Idaho i jest jednym z niewielu uczonych badających ten problem. W październiku poznałem Davis na Horizons w Nowym Jorku, dorocznej konferencji poświęconej tematyce psychedelików, gdzie miałem okazję porozmawiać z nią o tym, jak przez ostatnią dekadę pracowała z właścicielami ziemskimi w Teksasie, urzędnikami rządowymi, członkami NAC i peyoteros (zbieraczami pejotlu), aby lepiej zrozumieć problem. To, co ustaliła, to fakt, że święta roślina stoi na skraju wyginięcia, że towarzyszy temu ogólny brak wiedzy na temat skali problemu, ale też, co najważniejsze, znalazła rozwiązanie.

WZROST I UPADEK AMERYKAŃSKIEGO PEJOTLU

Wąski pas ziemi, obejmujący około 1250 mil kwadratowych między El Paso a Laredo i ciągnący się wzdłuż południowej granicy Teksasu, jest jedyny rodzimym siedliskiem pejotlu w Stanach Zjednoczonych. Znany jako pejotlowe ogrody, dla niewprawnego oka kraj ten wygląda niemal identycznie jak reszta zachodniego Teksas. Jest płaski, pusty i przeważnie pokryta kreozotem, krzewem pospolitym na południowym zachodzie Ameryki. W cieniu kreozotu można jednak znaleźć małego, pozbawionego kolców kaktusa, wyglądającego z ubitej, suchej ziemi.

Dowody archeologiczne sugerują, że pejotl był używany przez rdzenną ludność tego regionu regionie od ponad 5000 lat, ale dopiero pod koniec XIX wieku zaczął kształtować się NAC, a roślina znalazła szerokie uznanie wśród plemion żyjących w całych w Stanach Zjednoczonych. Było to w dużej mierze spowodowane przymusowym przesiedleniem północnych i wschodnich plemion do rezerwatów na Zachodzie, gdzie zostały zaznajomione z pejotlem poprzez kontakt z członkami plemion południowo-zachodnich plemion, takimi jak Apacze Lipan, Carrizo czy Huiczole. Nie ma pewności, jak i kiedy peyotl został włączony do rytuałów NAC, ale memorandum DEA z 1981 r. przyznające NAC prawo do stosowania pejotlu [pomimo zakazujących tego regulacji federalnych – Red.H] umieszcza jego przyjęcie "gdzieś między rokiem 1870 a 1885."

Dzisiaj NAC liczy ponad 200 000 członków pochodzących z kilkudziesięciu plemion. Są zjednoczeni wiarą w "Wielkiego Ducha" i postępują zgodnie z kodeksem etycznym znanym jako "droga pejotlu", która zachęca do utrzymywania silnych więzi rodzinnych, samodzielności i wzajemnego wsparcia. Jak zauważa w swoim memorandum DEA, w ciągu ostatniego stulecia użycie pejotlu stało się faktycznie " sine qua non NAC" - jest ono kluczowe dla ceremonii tego Kościoła. W związku z tym zniszczenie naturalnych siedlisk pejotlu oznacza zniszczenie największej indiańskiej ponadplemiennej religii w Stanach Zjednoczonych.

Wejście na teren posiadłosci Kościoła Tubylczoamerykańskiego (Native American Church) w Mirando City w Teksasie.

Właściwości psychoaktywne rośliny zostały przedstawione nie-tubylcom przez farmakologa Arthura Hefftera, który jako pierwszy wyizolował meskalinę z kaktusa w roku 1897. Podczas przygotowywania pejotlu do konsumpcji, jego wierzchnia [nadziemna) część jest odcinana i suszona. Przyciski można następnie żuć lub moczone w wodzie do picia. Meskalina ma właściwości psychedeliczne podobne do LSD lub grzybów, włączając w to efekty wizualne o otwartych i zamkniętych oczach, zmienione wzorce myślowe, przyjemne odczucia cielesne i uczucie euforii. Typowe doświadczenie z meskaliną może, w zależności od dawki, trwać kilka godzin.

Na początku XX wieku użytkowanie pejotlu przez tubylców w celach religijnych zwróciło uwagę rządu USA, który usiłował zakazać jego używania. W swojej książce Peyote Religion: A History, Omer Stewart szczegółowo opisuje długotrwałe wysiłki prohibicjonistów w południowych Stanach Zjednoczonych, zmierzające do wykorzenienia konsumpcji pejotlu, trwające od końca XIX do początku XX wieku. Wiązało się to z zaborem i paleniem dziesiątków tysięcy okazów pejotlu, aresztowaniem dystrybutorów i organizowaniem nalotów na miejsca ceremonii. W 1929 roku pejotl został sklasyfikowany przez rząd federalny jako "uzależniający" [habit-forming] narkotyk, ale członkowie NAC nadal używali go podczas tajnych spotkań.

Rząd stanu Teksas zakazał posiadania pejotlu w 1967 roku. Po tym, jak członkowie NAC zwrócili się do ustawodawców z Teksasu o udzielenie im specjalnego zezwolenia [exception]zwolnienie, stan zmienił prawo tak, aby umożliwić osobom posiadającym co najmniej 25% tubylczej krwi legalne nabywanie i posiadanie pejotlu. W tym samym roku USA przyznały pierwsze licencje na dystrybucję pejotlu 13 peyoteros. Prawne uznanie peyoteros w Teksasie stanowiło punkt zwrotny w historii ochrony pejotlu. Ustanowiło to nie tylko fundamenty zalegalizowanej gospodarki pejotlowej, w której członkowie NAC mogli kupować lek tylko od usankcjonowanych przez państwo dilerów, ale także oznaczało, że po raz pierwszy w historii pojawiły się dostępne dane o konsumpcji pejotlu w USA.

Do roku 2016 peyoteros musieli raportować swoją roczną sprzedaż pejotlu Departamentowi Bezpieczeństwa Publicznego w Teksasie (stan nie wymaga już, aby peyoteros przekazywali te raporty). Kiedy Davis przeanalizowała te dane, dostrzegła wyraźny wzorzec: ilość pejotlu sprzedawanego corocznie w Teksasie stale zmniejszała się od 1998, roku, gdy sprzedaż pejotlu osiągnęła najwyższy poziom około 2,5 miliona "guzików". Jednocześnie, zgodnie z danymi Departamentu, przychody z tej sprzedaży ciągle rosły. Innymi słowy, wydaje się, że peyoteros naliczają sobie premię za dostarczanie coraz rzadszego produktu. Mniej jasne było jednak to, czy siłą napędową spadku sprzedaży pejotlu był spadek zainteresowania, wzrost kosztów, brak dostępności czy różne warianty współdziałania tych czynników.

OSTATNI PEYOTEROS

Z zagrożenia dla amerykańskiej populacji pejotlu zdawano sobie sprawę co najmniej od roku 1995, kiedy to na łamach" Cactus and Succulent Journal" ukazał się artykuł botanika Edwarda Andersona, który opisał w nich swój powrót do pejotlowych ogrodów Teksasu 30 lat po pierwotnej ekspedycji badawczej. Anderson zauważył napięcia między peyoteros a właścicielami ziemskimi, od których ci pierwsi muszą dzierżawić ziemię, aby zbierać rosnący na niej pejotl.

Najpoważniejszym zagrożeniem dla świętego kaktusa nie byli peyoteros, których Anderson opisał jako "dobrych konserwatorów przyrody", którzy "chcą ostrożnie pielęgnować dzikie populacje, aby zachować stały dochód". To orka, praktyka przygotowywanie gruntów pod wypas bydła przez wyrywanie roślin z korzeniami, a także postawy właścicieli ziemskich zamykających swoje rancza przed peyoteros, okazały się czynnikami zagrażającymi dostawom pejotlu dla członków NAC. "Długoterminowe prognozy, jeśli obecne warunki nadal będą się utrzymywać, są ponure" - napisał Anderson.

Chociaż Anderson sympatyzował z właścicielami ziemskimi, którzy chcieli, aby ich ziemia była produktywna i zabezpieczali się przed pozwami sądowym ze strony kogokolwiek, kto zostałby ranny na ich ranczu podczas zbierania pejotlu, zamknięcie terenów zbioru pejotlu spowodowało "poważne napięcia" pomiędzy rdzennymi mieszkańcami a ranczerami. Według Salvadora Johnsona, największego dystrybutora pejotlu w Teksasie, 100 procent ziem w Teksasie, gdzie rośnie peyotl, jest własnością prywatną, co oznacza, że ​​jeśli peyoteros mają zbierać pejotl, potrzebują pozwolenia od właścicieli ziemskich.

Dziś jest tylko czterech zarejestrowanych w DEA peyoteros, którzy mogą legalnie zbierać pejotl. Mający 72 lata Johnson od ponad 60 lat zbiera pejotl w Mirando City w Teksasie. Powiedział mi, że na przeszkodzie udzielaniu licencji nowym peyoteros stoją dwie istotne bariery. Nowy peyotero nie tylko potrzebuje kapitału - peyoteros płacą tysiące dolarów za 30-dniowy okres dzierżawy na terenie prywatnych rancz - ale przede wszystkim musi nawiązać kontakt z posiadaczami ziemi.

Salvador Johnson zbiera pejotl w południowym Teksasie od ponad 60 lat. Dziś jest on jednym z czterech peyoteros, posiadających wydaną przez DEA licencję, pozwalającą na zbiór i sprzedaży pejotlu członkom NAC.

Johnson powiedział, że sprzedaje każdego roku do 750 000 guzików peyotlu, zebranych na 40 000 akrach ziemi. Zna niektórych farmerów od ponad 40 lat, ale tworzenie nowych kontaktów będzie znaczącą przeszkodą dla każdego, kto zechce dziś uzyskać licencję peyotero.

"Najtrudniejszą częścią tego biznesu jest dzierżawienie ziemi" - powiedział Johnson. "Mamy wielu farmerów, którzy wciąż wierzą, że pejotl jest narkotykiem i nie chcą nam dzierżawić. Nawet jeśli masz pieniądze, nie osiągniesz nic, nie mając dostępu do rancza."

Davis przytoczyła właścicieli ziemskich jako najważniejszą przeszkodę w zrozumieniu kryzysu związanego z zachowaniem siedlisk pejotlu. Chociaż ma dobre stosunki z ostatnimi z peyoteros, powiedziała mi, że niechętnie dzielą się oni informacjami na temat właścicieli ziemskich, którzy dzierżawią ziemię na ich zbiory pejotlu. W ciągu dekady swoich badań Davis stwierdziła, że ​​udało jej się skontaktować tylko z jednym z właścicieli ziem w ogrodach pejotlowych.

"Rozumiem, dlaczego peyoteros nie chcą, żebyś znał ich właściciela ziemskiego" - powiedział Davis. "To biznes, z którego ktoś może ich potencjalnie wyeliminować. Może to być także kwestia szacunku dla właściciela ziemi, który nie chce, żeby wszyscy wiedzieli, kim jest."

Problem polega jednak na tym, że nawiązanie kontaktu z właścicielami ziemi w związku z koniecznością ochrony pejotlu, który rośnie na ich terenach, jest prawdopodobnie jedynym sposobem na uratowanie amerykańskich ogrodów peyotlowych. Chociaż Davis zdaje sobie sprawę, że istnieją sposoby na wdrożenie wymogów prawnych w celu ochrony pejotlu, powiedziała, że ​​"to by tylko zirytowało właścicieli ziemskich".

"Wiele moich badań dotyczy rozpoczęcia dialogu z właścicielami gruntów, aby zbadać, jak postrzegają pejotl" - wyjaśnia Davis. "To oni naprawdę są kluczem do rozwiązania tego problemu w Stanach Zjednoczonych."

Pejotlowe guziki suszące sie na stole przy domem Salvadora Johnsona w Mirando City.

PRZYSZŁOŚĆ PEJOTLOWYCH OGRODÓW AMERYKI

Ponad trzy czwarte naturalnych siedlisk pejotlu znajduje się w Meksyku, gdzie kaktus jest chroniony na mocy prawa federalnego, choć nadal pozostaje zagrożony przez ekstensywne wydobycie srebra w regionie. Inaczej jest w Stanach Zjednoczonych, gdzie pejotl nie jest nawet uznawany za zagrożony i tym samym nie jest chroniony przez żadne prawo stanowe czy federalne.

W 2011 roku Davis po raz pierwszy odwiedziła ogrody peyotlowe i spotkał się z Johnsonem. Davis powiedziała, że Johnson kierował się wieloma najlepszymi praktykami w zakresie ochrony, takimi jak jazda tylko na rowerze po obszarach, gdzie zbierano pejotl, to jednak nie spowolniło stałego spadku wielkości i ilości guzików pejotlu w jego zbiorach. Obecnie największymi zagrożeniami dla pejotlu nadal pozostaje szybkie zagospodarowywanie terenu, kłusownictwo i niszczenie przez dzikie świnie - problemy, które nie może rozwiązać odpowiedzialne prowadzenie przez peyoteros zbiorów.

Doprowadziło to członków NAC do prób kultywacji pejotlu jako rozwiązania problemu niedostatku pejotlu w Teksasie. Davis powiedziała, że nastąpił wzrost liczby rdzennych mieszkańców uprawiających pejotl w szklarniach w Stanach Zjednoczonych, ale to tylko tymczasowe rozwiązanie kryzysu. Zamiast tego opowiada się za stworzeniem jakiejś formy zachęt dla właścicieli ziemskich, takich jak służebność w zakresie ochrony lub ulgi podatkowe, aby zachęcić ich do ochrony pejotlu.

Jednym z największych problemów związanych z ochroną pejotlu jest określenie zakresu problemu. W tym celu Davis opracowuje program wykorzystujący satelitarne technologie teledetekcyjne do mapowania populacji pejotlu w południowym Teksasie. Zaznacza jednak, że konieczne będzie dążenie do tego, by DEA przekwalifikowała pejotl w celu dalszego zachowania jego naturalnego siedlisk. Chociaż Ustawa o Wolności Religijnej Indian została uchwalona w 1978 r. i zmieniona w 1994 r. w celu ochrony praw rdzennych mieszkańców do używania pejotlu w celach religijnych, DEA nadal stoi na stanowisku, że ​​kaktus jest substancją Grupy I, która "nie ma obecnie akceptowanego zastosowania medycznego". To sprawia, że ​​wyjątkowo trudno jest uzyskać licencję peyotero.

"Kiedy ubiegasz się o tę licencję, nie jest tak, że możesz po prostu wypełnić tę aplikację, a oni odpowiedzą Ci w ciągu siedem do dziesięciu dni" - wyjaśnia Davis. "To naprawdę głęboka weryfikacja. Sprawdzają twoją żonę, dzieci, znajomych. W grę bardzo intensywne zbieranie informacji. "

Peyoteros są łącznikiem między właścicielami ziemskimi a pejotystami, co Davis uważa za kluczowe dla ochrony pejotlu. Faktycznie, ich działalność czyni z nich jednych z najsilniejszych zwolenników tej ochrony. Jeśli żaden nowy peyotero nie otrzyma od DEA licencji, w ostatecznym rozrachunku będzie to oznaczało zobowiązanie członków NAC do samodzielnego zbierania pejotlu na własne potrzeby, nawiązania relacji z właścicielami gruntów i samokontroli w celu stosowania praktyk zrównoważonego zbioru. Jednocześnie, gdy Departament Bezpieczeństwa Publicznego w Teksasie nie wymaga już, aby peyoteros informowali o sprzedaży pejotlu, naukowcy tacy jak Davis nie są już w stanie dokładnie ocenić spadku podaży pejotlu.

Johnson nie zgadza się z charakterystyką kryzysu sporządzoną przez badaczkę. Twierdzi, że nie miał żadnego problemu z zaspokojeniem popytu swoich klientów i że naukowcy odnoszący się do problemu ochrony pejotlu nie znają całej sytuacji.

"Ludzie, którzy prowadzą badania, przychodzą tu raz lub dwa razy w roku i teraz są ekspertami od tego, jak powinniśmy je uprawiać i jak często zbierać" - powiedział Johnson. "Tak naprawdę nie dysponują wiedzą z pierwszej ręki, nigdy nie byli w ogrodzie, by faktycznie zbierać pejotl."

"Mam z nimi poważny problem, ponieważ w tym momencie stawiają siebie obok Boga, a to on umieścił to [pejotl] tu na ziemi" - dodał Johnson. "Możemy tylko zbierać to, co Bóg nam daje. Nie mamy nad tym kontroli. "

W czasach, gdy Stany Zjednoczone doświadczają tego, co Multidyscyplinarne Stowarzyszenie na rzecz Badań nad Psychedelikam nazwało "renesansem psychedelicznym", pejotl wciąż jest kiepsko zbadany w porównaniu z innymi enteogenami, takimi jak ayahuasca. Davis mówi, że jest to tak prawdopodobne ze względu na związek kaktusa z zorganizowaną tubylczą religią. Na razie przyszłość pejotlowych ogrodów w Stanach Zjednoczonych wygląda ponuro, ale badania przeprowadzone przez osoby takie jak Davis pokazują, że nie musi tak być.

"Praca, którą wykonuję, jest większa ode mnie" - powiedział Davis. "Jeśli nawet usuniesz z tego cały religijny aspekt, pozostanie zagrożona roślina. Tak czy inaczej, potrzebuje ochrony."

Oceń treść:

Average: 7.8 (11 votes)

Komentarze

Anonim (niezweryfikowany)

ja wiedzialem ze tak bedzie popyt jest wiekszy niz podaz. I to moglo sie tylko w jeden sposob skonczyc, dobrze ze mamy chodowlane grzyby nie rosna 6 lat tylkjo 6 tygodni a dzialanie podobne