.....czyli Suplement do T.R. 4970.
doszły kolejne + jeszcze jedna próba ( tym razem zakonczona "sukcesem" ).
Sinicuichi ( Heimia Salicifolia ).
by Bernard Roseman
..........................................
Jedynym umysłem, który zbłądził poza zgromadzenie był mój własny. Powtarzający odgłos bębnów wstrząsał moim istnieniem. Nie mogłem rozpoznać szałasu z wnętrza własnej czaszki. Podryfowałem jeszcze dalej, aż zupełnie straciłem świadomość dźwięków i obecności innych. Zbliżyłem się do dużej, purpurowej zasłony i dotykając jej, ujrzałem jak rozpada się na kawałki. Moim oczom ukazał sie cudowny świat. Był on skąpany w malutkich, błyszczących kryształach. W tej chwili trwała absolutna cisza, z niej zaś tworzyła się cicha pieśń, która zdawała się nie mieć końca. Krople czystego, litego srebra padały z nieba, a każdy nieistniejący dźwięk przeobrażał się w najczystsze światło. Każdy widok w tym najpiękniejszym ze światów przedstawiał nieskończoną doskonałość, a każdy szczegół wyraziście oddzielał się od pozostałych.
Wszędzie znajdowały się obiekty o kształcie ząbków, zbyt perfekcyjne, abym mógł je znać z życia codziennego. Ząbki te wirowały w przeciwnych do siebie kierunkach bez innego celu niż ISTNIENIE. Cały ten świat zamknięty był w dużej, okrągłej kopule i zawierał miliony replik tego samego świata, każda reprezentująca inny pokład świadomości. Każdy ze światów oddalony był od kolejnego o kilka cali, a gdy przesunąłem mentalnie wszystkie o kilka stopni - spotkały się i utworzyły jeden, kompletny świat. Nastał stan doskonałego porządku. Zaśmiałem się ze swoich uprzedzeń, które wcześniej uznawałem za grzechy.
Egzystowałem sobie w bezczasowej "pulsacji" będącej mostem pomiędzy wszystkimi barierami. Doświadczałem różnych typów wieczności i poznałem znaczenie słowa nieskończoność. W końcu zrozumiałem relacje wszelkich istniejących na świecie rzeczy i zjawisk.
Wszystkie obiekty zdawały się być absolutnie kompletne i skończone, a gdy egzaminowałem każdy z osobna - widziałem wiele innych światów w nich zawartych. Z kolei gdy kontemplowałem jakikolwiek z tych światów, widziałem w nim jego własne obiekty, z których każdy postrzegałem jako kolejny świat. I tak w nieskończoność. Wszystko wydawało się świeże i nowe, trwało w nieustannym biegu i płynności, każdy przedmiot stawał się jeszcze nowszy niż był przed momentem.
Wszystkie moje zmysły stopiły się i stały się jednością, jako że wszystko, co postrzagały było przez nie obejmowane i pieszczone. Tysiące odczuć gromadziło się we mnie, wirując i zamieniając się w fale punktów kulminacyjnych, które wynosiły mój umysł do jeszcze wyższych poziomów. Początek był momentalnie zapominany, a koniec nie był widoczny. Znalazłem sie w miejscu mojego pochodzenia. Gdy każda tajemnica objawiała mi swą naturę, towarzyszyły temu olbrzymie wybuchy wibrującego koloru, płynące ciecze formowały perfekcyjne morze promieniującego piękna.
I stało się w końcu dopełnienie wszystkiego. Ogromny wybuch przepięknych emocji "przelał" się do niewielkiej muszelki, która poczęła rosnąć. W końcu osiągnęła maksymalny rozmiar i pękła zamieniając się w cudowny biały kwiat, który z kolei w zaczął również rosnąc w wolnym tempie. Po osiągnięciu ekstremum, płatki poczęły się zamykać, aby odpocząć...
Pływałem tak w tym niebie satysfakcji i zadowolenia przez nieskończony czas. Wtem usłyszałem w oddali grzmiący dźwięk, a mój świat trysnął wibrującym kolorem. Dźwięk stał się głośniejszy, a ja zostałem "teleportowany" spowrotem przed purpurową kurtynę.
Gdy "powróciłem" do szałasu ujrzałem siebie jako olbrzymi magnes, a wszystkkie moje światy, jako przyciągnięte do mnie opiłki metalu. Niechętnie podniosłem powieki, ujrzałem wokół mnie wciąż tańczących i śpiewających Indian. Oczy napłynęły mi łazami, gdy pomyślełem sobie o świecie, który doczeka się pewnego dnia mojego przybycia. Nastąpił spokój, którego do tej pory nie znałem i uświadomiłem sobie, że to dokładnie taki sam spokój, jaki następuje gdy życie zamienia się w śmierć.
Rozejrzałem się dookoła czując sie bardziej Indianinem niż białym. Wciąż byłem niesiony przez rytm pieśni, gdy wspólnie składaliśmy podziękowania Pioniyo.
...........................
.....czyli Suplement do T.R. 4970.
doszły kolejne + jeszcze jedna próba ( tym razem zakonczona "sukcesem" ).
Sinicuichi ( Heimia Salicifolia ).
Parę dni temu miałem grzybowy debiut tego sezonu.
25 suszonych, przegryzione z jablkiem. metoda ujdzie - czuc jablko, a nie
smak grzybów. Choc to dziwne, bo za pierwszym razem nawet mi smakowaly same
w sobie, a teraz jak jem to aż się trzęsę.
Ale jazda byla srednia. Nie to ze jakis bad trip. Po prostu srednia. Tak
więc troche ku przestrodze:
Dobry nastrój, ekscytacja spowodowana myślą o kolejnym przeżyciu psychodelicznym. Miejsce: jednoosobowy pokój na stancji, ranek, za oknem ładna jak na jesienną pogoda.
Trip raport
Po wykładzie idę na pocztę, odbieram przesyłkę, po czym zadowolony, że już przyszła jadę na stancję. Po jej otworzeniu dodatkowa radość, bo oprócz Ho-meta dostałem 3 bilety do kina (wkładasz pod język i czekasz na seans:) )
Dwa dni przed sylwestrem, w sumie nic ciekawego. Nudzę się z kolegą i wpadliśmy na pomysł, żeby zajarać trochę zielonego. Czułem całkiem duży stres, bo wisiałem sporo kasy ludziom za ćpanie.
Ogólnie mało pamiętam z tego dnia, ale zaczynając od początku. Przyszedł do mnie kolega, było to dwa dni przed sylwestrem, który miał kończyć rok 2020 a zaczynać 2021. Wpadliśmy na pomysł, żeby zajarać trochę zioła. Poszliśmy do parku obok mnie, spaliliśmy dwie albo trzy lufki. Wróciliśmy do mnie do domu. Siedzimy, słuchamy muzyki. Wszystko leci nam powoli.
Komentarze