Czystość LSD - następna po pobożności

Historia produkcji czystego farmakologicznie kwasu oraz zepchnięcia go ze sceny psychodelicznej przez podziemne, zanieczyszczone LSD.

Tagi

LSD

Odsłony

15791

W późnych latach '40 psychologowie zaczęli eksperymentować z LSD, jako środkiem "psychomimetycznym", czyli takim, który powoduje, że konsument czasowo "odgrywa" stan psychozy. Jednak niektórzy eksperymentatorzy i współcześni mistycy, jak Aldous Huxley, Allen Ginsberg i Allan Watts odkryli w LSD skróconą drogę do ekstazy i nirwany. LSD zostało rozpoznane jako "włącznik" przejrzystego światła próżni i pustki.
Jednak dzisiejszy trip kwasowy dużo bardziej przypomina telewizyjną audycję nadawaną w pięknych kolorach z przybrzeżnego statku, czy też scenę z "Egzorcysty". Taki spadek psychodelicznej jakości w ciągu ostatnich lat, przypominający degenerację chrześcijaństwa i rosyjskiego komunizmu, jest skutkiem zachłanności i oportunizmu części producentów i dystrybutorów tego specyfiku. Proponująoni zastąpić prawdziwe, duchowe ideały natychmiastowymi korzyściami z odmiennej percepcji.
Jednak historia podziemnej chemii, chociaż naznaczona amatorszczyzną i pośpiechem, jest przecież dziekiem niebywałej pomysłowości i odwagi. Jak LSD-25 - najpotężniejsza "duchowa" molekuła znana ludzkości - stała się narkotykiem ulicznym? Początkowo substancja była wytwarzana w Sandoz Pharmaceutical Company, która to firma wynalazła ów specyfik, mając jednocześnie nadzieję na jego komercyjny sukces. Rozprowadzany był on w szklanych ampułkach z niebieską cieczą lub jako małe pigułki w buteleczkach z etykietami informującymi o sile działania.
Wraz ze wzrostem podziemnego spożycia wzrosła podziemna produkcja. Pierwsze takie zauważone laboratorium zbudował Bernard Roseman w 1962r. Obecnie żyje on w odosobnieniu w Oregonie, a podczas swojej działalności został aesztowany za domniemaną próbę przemytu 62.000 porcji LSD. W książce "LSD and the Age of the Mind" przedstawia taką oto historię wynalezienia narkotyku o gorszej, niż farmaceutyczna, jakości:

"Zainwestowałem w ten projekt już rok pracy i wszystkie pieniądze, jakie udało mi się zaoszczędzić, ale byłem o krok od ogłoszenia klęski. Oczywiście czytałem o alkaloidach sporyszu wszystko, co wpadło mi w ręce. Zatrzymałem się przy kilku artykułach, które na początku zdawały sie mieć niewiele wspólnego z LSD, ale były logiczne i godne eksperymentu, ponieważ proces przygotowania był wyjątkowo prosty w porównaniu do skomplikowanej i długotrwałej metody Hoffmanna.
Zdobyłem świeże substancje wyjściowe i przygotowałem je do momentu, do którego byłem pewien poprawności procesu. Uzyskałem więc monohydrat kwasu d-lizergowego, sam w sobie całkiem bezużyteczny, ale wymagany w każdym sposobie produkcji LSD-25. Reszta zamówionych substancji przybyła - byłem gotów do dalszych działań. Po tylu powtarzanych niepowodzeniach nie wierzyłem, że ta kilkudniowa procedura zadziała.
Mimo tego, choć pesymistycznie nastawiony, postanowiłem spróbować. Pracowałem wyjątkowo ostrożnie, chroniąc wszystko od ciepła i światła. Podczas ostatniego etapu - krystalizacji kilku uzyskanych gramów - filtrowałem kryształki w próżni, używając eteru. Kiedy cały eter wyparował, substancja zaczęła absorbować wilgoć z atmosfery i nabierać czarnego koloru na moich oczach! Cała moja praca przepadła - stałem zupełnie zszokowany i nie mogłem się ruszyć. Instynktownie chwyciłem za butelkę z alkoholem i zalałem nim czarne kawałki specyfiku, mając nadzieję na ocalenie choć części. Odseparowałem substancje wodą i przygnębiony zabrałem właściwą część do domu. Całą noc śniłem nieokreślone koszmary, wierciłem się i przewracałem z boku na bok.
W pierwszym przebłysku świtu wyskoczyłem z łóżka i natychmiast dopadłem kolby z substancją. Nalałem pełną łyżeczkę od herbaty i wypiłem. Włączyłem Wagnera i wróciłem do łóżka. Minuty mijały i nic się nie działo. Psychicznie przygotowałem się na niepowodzenie, więc po prostu zamknąłem oczy w zasłuchałem się w cudownych dźwiękach Wagnera. We własnej koncentracji nie udało mi się zauważyć, że muzyka robiła się coraz głośniejsza i zamiast moich słyszących uszu - wszystkie moje zmysły zdawały się odbierać dźwięk, a zamiast słyszenia muzyki - ja byłem muzyką! Kiedy siągałem poczucie jakiegoś tonu muzycznego - wyłaniały się i wybuchały piękne, miękkie kolory. Natychmiast zrozumiałem intencje autora, który zabrał mnie w niebiańską podróż do świata czystego dźwięku i emocji. Wszystko naraz! Skoczyłem z radości. Byłem pod wpływem LSD - mojego własnego LSD, które stworzyłem. Byłem nieprzytomny ze szczęścia i niebywale dumny z sukcesu."

LSD to przeźroczysty kryształek, a tamto było czarną masą. Tak więc pierwszy podziemny produkt był jednocześnie pierwszym zanieczyszczonym LSD - dystrybucja tego środka mogła więc gdzieś spowodować niepożądane reakcje konsumentów.

Od 1965 roku konsumpcja znacznie wzrosła. Większośc kwasu w tym czasie rozprowadzana była w kostkach cukru, nasączonych cieczą Sandoza lub jakimś rodzajem podziemnego LSD. W jakim procencie była to oryginalna ciecz to temat do dalszych rozważań.
Augustus Stanley Owsley III, nie mając możliwości wyprodukowania farmaceutycznego LSD, rozpoczął produkcję swojego własnego - najpierw w Los Angeles w '65, później w pobliskim Point Richmond w '66.
Kolega Owsley'a - alchemik Tim Scully, przyznał mi, że w 1965r. substancja była zanieczyszczona, ale twierdził również, że razem z Owsley'em udoskonalili proces purifikacji w 1966. Wiele osób, które próbowały specyfiku Sandoza i Owsley'a (ten drugi rozpowszechniany w purpurowych [Purple Haze] i białych [White Lightning] pigułkach po 270 mikrogramów) uważa, że kwas Owsley'a był mniej mistyczny i miał więcej skutków ubocznych niż produkt Sandoza.
Timothy Leary, który zdawał sobie sprawę, że zanieczyszczenia były szkodą dla psychodelicznej rewolucji, wypowiedział prorocze słowa na zebraniu senatu w 1966r. w rozmowie z Teddy'm Kennedy'm:
Senator Kennedy: Czym jest Pan zaniepokojony?
Dr. Leary: Nie chcemy amatorskiej i czarnorynkowej sprzedaży i dystrybucji LSD.
S.K.: Dlaczego?
D.L.: Ani barbiturianów ani likieru. Kiedy kupuje Pan butelkę likieru...
S.K.: To nie jest istotne. Przecież mówimy o LSD - dlaczego nie chce Pan tego?
D.L.: Na własność?
S.K.: Dlaczego nie chce Pan masowej produkcji i dystrybucji? Czy dlatego, że to niebezpieczna substancja?
D.L.: Pan nie wie, z czym mamy do czynienia...
Pomimo ostrzeżenia Leary'ego zdelegalizowano LSD w grudniu 1966r. Kwas Owsley'a był pierwszym wielkoskalowym produktem komercyjnym. Przed nim było jeszcze kilka innych, mniejszych laboratoriów, a kilka działało też w tym samym czasie. Niektóre z nich produkowały czystsze LSD, ale większość produktów była jednak zanieczyszczona. Po aresztowaniu Owsley'a w 1967r. w Orindzie (Kalifornia), jego przyjaciel Scully zbudował nowe laboratorium z Nikolasem Sandem - innym alchemikiem dobrze zaznajomionym ze sceną psychodeliczną. Panowie ci wytwarzali ALD-52 - kuzynkę LSD, którą nazwali "Sunshine" i sprzedawali w postaci dużych, kruchych, pomarańczowych pigułek o natężeniu 270 mikrogramów.

Wiosną 1969r. Ron Stark, wtedy - chemik posiadający europejską fabrykę LSD, teraz - zbiegły, zaczął dostarczać podziemny kwas Braterstwu Wiecznej Miłości (Brotherhood of Eternal Love). Jako że ta organizacja dystrubuowała w tym samym czasie ALD-52 i jako że oba narkotyki miały ostateczną postać identycznych pigułek (poza kilkoma wczesnymi niebieskimi tabletkami ALD-52) - wielu ludzi nie zdawało sobie sprawy, że istnieje więcej niż jeden rodzaj "Sunshine". Wkrótce na rynku pojawiło się wiele podróbek, z których większość, według Scully'ego, była zanieczyszczona.
Sand i Scully zaprzestali wytwarzania substancji, ale Stark to kontynuował i ostatecznie wyprodukował ponad 10 kilogramów (około 45 milionów działek w formie krystalicznej) specyfiku, który zasłynął jako "Orange Sunshine" - finalnie jego porcje miały postać dużych czerwonych i zielonych pigułek zwanych "Christmas Acid".
Razem z zasłynięciem "Sunshine" pojawiło się więcej raportów o skutkach ubocznych. Poza tym, że donoszono o podobnych, jak przy zatruciu strychniną, reakcjach na bodźce , wydawało się jeszcze, że w podziemnym kwasie brakuje oddziaływania wymiaru duchowego. Michael Hollingshead, który pierwszy raz dał spróbować kwasa Leary'emu w 1960r., później napisał w "The Man Who Turned On the World":

"Trudno było znaleźć dobrego kwasa w tym czasie (1968), a ten łatwo dostępny kwas uliczny pochodził głównie z Kalifornii. Coś było nie tak w jego syntezie - nie był czysty. Nigdy nie było się więc pewnym, z czym miało się do czynienia, więc zarzucałem tylko w tych rzadkich sytuacjach, gdy ktoś częstował "Sandozem" lub czystymi kryształkami.
Moja ocena nie miała nic wspólnego z wrażeniem, że w pełni syntetyczny narkotyk wywołuje w pełni syntetyczne przeżycie - reakcję intelektualną - ocena ta jest wynikiem bezpośrednich doświadczeń (ogólnie około 30 tripów po ulicznym kwasie). W każdym doświadczeniu odczułem brak CZEGOŚ w tej substancji - była zbyt "elektryczna", zbyt spidująca i dezorientująca umysł. Czystość wzglądu, którą miałem wcześniej po kwasie Sandoza została zastąpiona zmieszaniem, załamaniem, słowami i światami pogrążonymi w nicości, czy nawet absolutnym chaosem, choć muszę dodać, że często miewałem uczucie, które mogę jedynie nazwać "wzniosłym nasyceniem" - niesamowitą obfitością emocjonalnej energii. Jednak wciąż nie mogłem uzyskać tegoż pasjonującego płomienia, a już tym bardziej życiodajnego słońca."

W Woodstock Hugh Romney z Hog Farm, znany również jako "Wavy Gravy", oznajmił tłumowi ludzi: "Nie ma czegoś takiego, jak zły kwas - jest tylko taki, który jest źle wytwarzany". W 1969r. pojawiło się LSD w postaci mikroperełek, a w 1971 jako żelatynowe kawałeczki o różnych kształtach, nazywane "Windowpane" (szyba w oknie - przyp tłum.). Siła indywidualnych dawek szybko malała - tak samo jak czystość przeciętnej ulicznej dawki.
W korespondencji z magazynem "City" w lipcu 1975r. Timothy Leary napisał:

"Po roku 1966 wszystkie moje lektury i pisma były związane głównie z generalną teorią psychologicznej i politycznej względności i miały raczej niewiele wspólnego z kwasem d-lizergowym, który w rzeczywistości został kompletnie zepchnięty ze sceny przez speeda Owsley'a (pomarańczową amfetaminę) oraz bardziej społecznie i komercyjnie akceptowany handel kokainowo - heroinowy."

W rozmowie z Learym w więzieniu w Folson, nakręconej dla telewizji, ale nigdy nie wyemitowanej, Leary stwierdza: "Nie polecałbym konsumpcji LSD. 99% rzeczy, które mówi się o tym związku, to nieprawda".
Ken Kessey również wspominał o kwasie w książce "Garage Sale":

"Naprawdę nie mogę nikomu polecić kwasa, bo teraz to tylko zwykła substancja chemiczna - bez głębii, treści i znaczenia. Pierwszego kwasa dostałem od rządu federalnego w serii eksperymentów - to był wspaniały Sandoz (I co teraz wujku? Nie dawaj mi tego anty - amerykańskiego gówna! Włączyłeś mnie!). Może z jednym wyjątkiem produktu Owsley'a, wszystko czego próbowałem od tamtej pory było intereujące, oświecające, dręczące, dziwne etc. etc., ale nigdy nie było tak czyste..."

Wielu wcześniejszych kwasowych eksperymentatorów jak np. Alan Harrington (autor "Psychopatów"), dr Stanley Krippner (wcześniej głowa Brooklyn's Maimonides Hospital Dream Lab) i Adam Smith (autor "Powers of Mind") również zauważyli spadek psychodelicznej jakości kwasa i powiązali to z kryzysem jego czystości.
Doświadczenie tripu LSD jest kompleksowym współdziałaniem następujących czynników: miejsca, nastawienia, przewodnika (towarzyszący tripper), czystości i dawki. Nastawienie to psychologiczna kondycja tripującego, zarówno długoterminowa (uwarunkowania genetyczne i dzieciństwo) oraz krótkoterminowa (oczekiwania wobec kwasowego tripu oraz samopoczucie tego dnia). Miejsce odnosi się otoczenia, w jakim odbywa się trip - na zewnątrz, czy też wewnątrz, w zaufanym domu na przedmieściach, oficjalnym pokoju szpitalnym, czy na wietrznej plaży o wschodzie słońca. Nastawienie, miejsce i przewodnik tworzą podkład do tripu, jednak zanim te czynniki wpłyną na rodzaj doświadczenia, musi pojawić się zmiana w świadomości. Dlatego więc natura substancji, jej czystość i dawka, najbardziej determinują przebieg eksperymentu.
W czystej formie LSD jest bezzapachową, bezbrawną i bezsmakową (ewntualnie o cierpkim smaku) substancją. Największą instytucją produkującą LSD do celów badawczych jest Spofa United Pharmaceutical Works w Pradze, choć specyfik wytwarzają też inne firmy. Poza Sandoz Pharmaceutical Company w Szwajcarii była jeszcze Eli Lilly & Company, która opatentowała proces Gabrechta (najbardziej wydajna metoda produkcji LSD) i Farmitillia of Milan z Włoch, która doprowadziła do perfekcji wysokowatową uprawę sporyszu - rodzaju pleśni, która rośnie na życie i jest źródłem monohydratu kwasu d-lizergowego - prekursora LSD. Dodatkowo kilka firm amerykańskich produkuje niewielkie ilości substancji dla celó badawczych.

Dzisiaj podziemny kwas przybiera wiele form: tabletki różnych rozmiarów i kolorów, kapsułki (najbardziej popularne w latach 1966 - 1968), żelatynowe kawałeczki (prawdziwa udręka dla wegetarian, którzy nie jedzą krowich kopyt, z których robi się żelatynę), plastikowe klisze, papierowe bibułki, fiolki z płynem i wiele innych postaci - używa się wszystkiego, co można nasączyc kwasem. Jako że LSD jest kryształkiem i jego przeciętna dawka jest praktycznie niewidoczna - zwykle rozpuszcza się ją w alkoholu etylowym, a następnie nasącza się tym jakieś medium wypełnione obojętną substancją. Tylko obojętny związek nie wpłynie na psychoaktywne działanie mózgu.
Najczęstszym wyjaśnieniem skażeń wydaje się być dodawanie innych środków psychoaktywnych takich jak amfetaminy czy dodatki strychniny. Jednak wiele programów testowych i organizacji informacyjnych powtarza, że takie środki rzadko znajdują się w ulicznym kwasie. Najpopularniejszym dodatkiem jest PCP (phencyclidine lub Serylan - środek uspokajający dla zwierząt, powodujący delirium i halucynacje), który występuje również w kwasie błędnie zwanym meskaliną lub psylocybiną. Syntetyczna meskalina i psylocybina (zwykle psylocyna) zniknęły z ulic zaraz po czystym LSD (około 1969r.), a teraz jedyne prawdziwe uliczne formy tych narkotyków to organiczne zarodki grzybów lub "guziczki" peyote'u (uwaga: mieszanka kwasu i PCP jest często spotykana w grzybach ze sklepów, dlatego wskazana jest ostrożność).
Z uwagi na nieprecyzyjną naturę rynku narkotykowego, utworzono w latach '70 kilka programów badawczych. Organizacje zajmujące się tym, wielokrotnie określały większość ulicznych próbek jako LSD. Np. "Straight Dope Newsletter" - kompilacja informacji z amerykańskich organizacji badawczych - donosił, że wśród 209 próbek oddanych na przełomie marca i lipca 1973r. - 183 szt. stanowiło LSD.

PharmChem z Palo Alto Kalifornia - najbardziej ceniona organizacja badawcza - doniosła w 1973r.: "Z 405 próbek rzekomych LSD - 91,6% było fałszywych, 3,4% nie zawierało w ogóle narkotyku, 3% stanowiło DOM, PCP i inne, a 2% miało DOM, PCP i metaamfetaminę jako domieszkę".
Porównajmy te dwa raporty z badaniami w książce "LSD - A Total Study" (D.V. Diva Sankar): "Marshmann i Gibbons przetestowali 519 próbek ulicznego narkotyku. Ze wszystkich uważanych za LSD 44% zawierało jeden lub więcej związków zanieczyszcających lub były mieszankami pośrednich chemikaliów otrzymywanych poprzez niewłaściwą syntezę LSD."
Jest coś niewłaściwego, coś nieczystego w dzisiejszym ulicznym kwasie. Jedna z możliwych teorii wyjaśniających ogólną degenerację w produkcji LSD jest zawarta w "The Man Who Turned On the World" Hollingshead'a:

"Myślę, że problemem podziemnych chemików produkujących LSD-25 jest niedobór sporyszu, bez którego właściwa synteza nie jest możliwa. Do 1965r. zapasy sporyszu można było uzupełniać dzięki trzem lub czterem europejskim firmom, ale naciski z Waszyngtonu położyły temu kres w nadziei na unicestwienie tajnej produkcji. W pewnym sensie władze federalne miały słuszność. Podziemie zaprzestało wytwarzania kwasu, a zamiast tego odkryto całkowicie syntetyczną substancję podobną do LSD-25. Z pewnością nowy specyfik działał - w takim znaczeniu, że każde chemikalia tego typu powodują subiektywne efekty w obrębie ciała - jednak wydawał się nie powodować konkretnych podniosłych stanów w umyśle i sercu. Taki pogląd nie podobał się tym, którzy twierdzili, że uliczny kwas ma zdolność powodowania pozytywnych, ale długoterminowych efektów - choć bez oporów przyznawali, że duża część towaru sprzedawanego jako czysty kwas, była faktycznie metaamfetaminą (silniejszą odmianą amfetaminy, wynalezioną przez wojsko amerykańskie) lub zubożoną ergotaminą, wymyśloną przez wspólczesną chemię molekularną."

Bardziej prawdopodobnym powodem różnych efektów działania kwasu ulicznego jest to, że pośrednie substancje zanieczyszczały go w różnych "punktach" procesu produkcji. LSD może być wytwarzane z nasion "morning glory" lub sporyszu, a także ze składników uzyskanych ze sporyszu - ergotaminy - farmaceutycznego leku używanego przeciw migrenowym bólom głowy. Można również syntetyzować LSD z całkowicie organicznych składników. Nie jest istotny rodzaj procesu produkcyjnego - jeśli wykonywany poprawnie - wynikiem jest molekuła LSD.
Zanim zdelegalizowano LSD, materiały do jego produkcji można było nabyć od kilku amerykańskich i europejskich firm chemicznych. Większość kwasu Owsley'a z monohydratu kwasu d-lizergowego uzyskiwano ze związku Sandoza. Jednak po 1966r. właściwie przygotowane substancje wyjściowe były praktycznie nie do zdobycia.
Produkcja potrzebnych składników jest długim procesem, dlatego powstaje wiele nowych okazji do jego skażenia. Podczas przygotowywania głównego składnika - monohydratu kwasu d-lizergowego - przeróżne alkaloidy sporyszu i cykloamidy kwasu lizergowego zanieczyszczą produkt finalny, jeśli nie zostaną usunięte przez odpowiednie procedury chromatograficzne.
Tak więc chromatografia - wysoce skomplikowany proces, który chemik stosuje, aby odizolować specyficzne substancje - jest kluczową czynnością, dzięki której można lub nie można zlikwidować zanieczyszczenia w kryształkach kwasu.
Oto fragment z "Chemii psychodelicznej" Michael'a Valentine'a Smith'a:

Jest wiele z przesądu, jeśli chodzi o oczyszczanie psychodelików. Właściwie wszelkie zanieczyszczenia, które mogą być rezultatem procedur syntetycznych, prawie na pewno nie wpłyną na trip. Jeśli występuje 200 mikrogramów zanieczyszczeń, to niewielka ilość składników spowoduje znaczący efekt, dopóki nie spożyje się od stu do tysiąca razy tyle. Nawet meskalina, która ma raczej specyficzny efekt psychodeliczny, wymaga spożycia około 1000-krotnej ilości.

Większość książek na rynku , które traktują o procesie produkcji LSD - np. "Psychedelic Guide to the Preparation of the Eucharist" Roberta Gottlieba, czy książka Michael'a Valentine Smith'a - nie opisują skutecznych procesów chromatograficznych, potrzebnych do produkcji czystego kwasu. Timothy Scully powiedział mi, że on i Owsley uważali, że dopuszczalna dawka nieczystości powinna wynosić ponieżerj 10% (powinno być najlepiej 99,9% czystego kwasu) - była to zdecydowanie inna opinia niż Valentine'a Smith'a, który tolerował do 50% zanieczyszczeń! Dopóki nie wykona się dokładnych badań, właściwe tolerowane wartości zanieczyszczeń pozostaną nieznane.
Jak takie nieczystości wpływają na działanie LSD i doświadczenie, jakie on tworzy? Jedną z teorii jest to, że LSD jest jak klucz (jego zewnętrzna warstwa elektronowa ma specyficzny kształt) i pasuje do pewnej liczby malutkich "otworów" zwanych "lokalizacjami receptorów". Są one umiejscowione gdzieś w mózgu - nikt nie jest pewien gdzie, ale mówi się, że najprawdopodobniej w pniu. Aczkolwiek wiadomo, że receptory te współdziałają jedynie z najbardziej specyficznymi konfiguracjami molekularnymi.
Przeróżne składniki sporyszu, cykloalkamidy i lumi-LSD "wchodzą" dokładnie w te same "otwory" receptorowe, co samo LSD. Jednakże z pewnością nie działają one w ten sam sposób. Wiele z tych ubocznych składników powoduje symptomy podobne do zatrucia sporyszem - stany zapalne, ból głowy, mdłości i ciepło-zimne drgawki.
Izomery LSD i inne możliwe skażenia są rzeczywiście wykrywane podczas analizy narkotyku. Istnieją cztery możliwe izomery, ale jedyny aktywny to dietylowy amid kwasu d-lizerowego. Pozostałe związki - dietylowy amid kwasu l-lizergowego oraz dietylowe amidy kwasów d i l izo-lizergowych (w przeciwieństwie do ostatnich raportów!) są nieaktywne. Nie pełnią one żadnej farmakologicznej funkcji, może poza możliwościa działania jako katalizator pewnych ukrytych efektów oddziaływania kwasu lub blokowana niektórych receptorów. Jeśli w procesie produkcji znajdzie się zanieczyszczona porcja aminu dietylowego lub chemik używa jej celowo, w finalnych kryształkach mogą znaleźć się homologi LSD. Molekuły podobne do LSD, ale z jakimś dodatkiem, brakiem lub zmianą strukturalną "wchodzą" w tą samą lokalizację receptorową, co właściwy kwas.
Niektóre z tych homologów głęboko oddziaływują na przebieg doświadczenia. Np. najsilniejszy z homologów - ALD-52 - posiada 91% siły oddziaływania prawdziwego kwasu i wierzy się, że jest tylko delikatna różnica w działaniu (toczy się o to spór). Jednak Albert Hoffmann pisze w "Drugs Affecting the Central Nervous System": "LSD ma najsilniejsze i najbardziej specyficzne działanie i dlatego można go postrzegać, jako prawdziwy prototyp środka psychomimetycznego".
Tak więc wszytkie dodatkowe substancje w kwasie są wadliwymi kluczami. Takie substancje jak alkaloidy sporyszu, cykloalkamidy i inne derywaty kwasy lizergowego, homologi LSD i lumi-LSD to narkotyki, które mogą otwierać drzwi percepcji w niepożądany sposób. Po raz kolejny więc: tylko czysty kwas otwiera je w całości.
Poza zanieczyszczeniami produkcyjnymi są również takie, które wynikają z dekompozycji LSD. Dr. Albert Hoffmann w artykule "Chemia LSD" tak oto pisze:

"Składniki dietylowego amidu kwasu d-lizergowego, jak i wszystkie derywaty kwasu lizergowego są bardzo wrażliwe na światło i wszystkie składniki utleniające. Wszytko musi być przechowywane wyjątkowo ostrożnie, chronione przed światłem i tlenem z powietrza, jeśli nie chcemy, aby zostało zniszczone w bardzo krótkim czasie."

Nawet jeśli przypadkiem jakiś podziemny produkt byłby czysty, mógłby zostać zaprzepaszczony po "umieszczeniu" w konwencjonalnym podziemnym opakowaniu (bibułce lub kartoniku), które nie będzie go dostatecznie chronić. Farmaceutyczne LSD przechowuje się w próżniowych kolbach w gazie azotowym. Czysty czarnorynkowy LSD powinien trafiać do konsumenta w postaci pigułki z nieskażoną, obojętną substancją lub próżniowej kolebki, ale to drogie opakowanie niestety się nie opłaca.
Dlaczego jest tak, że większość podziemnego LSD w USA jest niewłaściwie produkowane? Istnieje jeszcze kilka możliwych wyjaśnień. Pewien chemik, na przykład, powiedział mi, że wszystkie "za" zwyczajnie zniknęły. Czyli po prostu większość podziemnych chemików, zmotywowanych przez altruizm cy chciwość, nie jest dostatecznie kompetentna, aby wyprodukować kwas o farmaceutycznej jakości. Co więcej, często brakuje im pieniędzy na zakup wyspecjalizowanego sprzętu lub odpowiednie przestestowanie finalnego produktu.
Również paranoja może prowadzić do błędnej produkcji. Chemik ma często zbyt mało czasu, aby dokładnie ocenić skalę procesu i przygotowuje wszystko "na skróty".

Może jakimś rozwiązaniem byłoby doprowadzenie do perfekcji metod badań przez specjalistyczne grupy analityczne, badające uliczne narkotyki. Wiele takich instytucji nie posiada nawet próbek skażeń ulicznego kwasa - nie są więc w stanie ich zidentyfikować. Co więcej, ich techniki badawcze są już przestarzałe, aby właściwie zdeterminować naturę tych próbek. Więkoszość opiera się na chromatografii cienkowarstwowej, która może jedynie potwierdzić obeność LSD, ale nie wykaże wszystkich nieczystości w nim zawartych.
Dr Alexander T. Shulgin, profesor toksykologii na Uniwersytecie Kalifornijskim, tak oto napisał w prywatnej korespondencji:

"W tradycyjnej analizie LSD (takiej, jaką przeprowadza np. Fundacja PharmChem) przeprowadza się chromatografię podejrzanego narkotyku, obserwuje następnie jego separację pod światłem ultrafioletowym i spryskuje się daną płytkę jakimś środkiem koloryzującym np. PDAB (przyp. tłum. - paradimethylaminobenzaldehyde - nie mam pojęcia cóż to takiego...) Jeśli występują zanieczyszczenia "fluorescencyjne" (takie jak kwas lizergowy czy izo-LSD) i są mobilne chromatograficznie - będą widoczne. Jeśli natomiast występują skażenia o nienaruszonych 2-wodorowych atomach, dadzą kolorystyczny odcień od niebieskiego do purpurowego w związku PDAB.
Oba testy wymagają oczywiście pewnych minimalnych ilości substancji skażających, aby zostały zauważone. Jednak jeśli skażenia nie są fluorescencyjne (co jest typowe przy lumi-LSD, czy innych związkach fototycznych) lub po prostu nie reagują z PDAB - wtedy pozostaną niewidoczne. Jest więc bardzo prawdopodobne, że nawet bardzo skażona próbka LSD nie wykaże podczas takich testów żadnych nieczystości."

I ponownie: najlepszym rozwiązaniem byłoby ustanowienie przez instytucje analityczne jakichś konkretnych kryteriów czystości LSD. Powinny one zaprzestać nazywania zanieczyszczonych próbek "LSD", ponieważ jest to złe przyzwyczajenie, które sugeruje czystość związku i powoduje dezorientację wśród konsumentów i naukowców związanych z tą dziedziną. Powinno się wyraźnie rozróżniać uliczny kwas od czystego, farmaceutycznego LSD. I jeśli nie mogą pozwolić sobie na odpowiedni sprzęt (spektrometry masy i mikroskopy elektronowe), MUSZĄ publicznie ogłosić swoje zdolności badawcze. Żaden z komercyjnych, dostępnych zestawów do analizy narkotyków nie ma dostatecznej zdolności określania czystości związków.
Wielu wcześniejszych konsumentów LSD zrezygnowało z kwasa i zaczęło poszukiwać innych metod poszerzania świadomości po tym, jak stał się on nieczysty. Myśleli, że LSD już nie działa lub że to wina ich organizmów, nie zdając sobie sprawy ze zmian w naturze samej substancji. Tak więc wzrastająca ilość skażeń doprowadziła do tego, że wiele osób stłumiło swoje poprzednie doświadczenia mistyczne i albo dostosowywali się do sytuacji albo przyłączali się do wschodnich, czy chrześcijańskich ruchów religijnych.
Podejrzewam, że zanieczyszczenie narkotyku dało ludziom raczej tripy cielesne (euforia), niż czyste tripy wgłąb umysłu (ekstaza). Zwrócili się oni ku innym narkotykom powodującym euforię (marihuana jest jednym z nich), ponieważ kwas uliczny stał się obiektem nieuczciwych handlowych gier i stracił swój duchowo - mistyczny wymiar. Sam fakt, że LSD nie działało już jak dawniej, prowadził do prób ucieczki od zastanej rzeczywistości poprzez kokainę, marihuanę, środki uspokajające i alkohol.
Gdy zmieniły się doświadczenia, uległo zmianie również nastawienie producentów i dystrybutorów LSD. Na początku główna motywacja była duchowa - aby "włączyć" świadomość ludzi. Wiele LSD rozdawano za darmo, a handel był tylko niewinnym hobby. Gdy kwas stał się tylko kolejną pozycją na długiej liście narkotyków "cielesnych", skąpstwo przysłoniło strumień duchowy.

Prawdziwej odpowiedzialności za to nie ponosi podziemie, konsumenci, ofiary prania mózgu piwem czy oglądaniem telewizji, ale rząd. Dziś tylko garstka elitarnych naukowców kontroluje w USA LSD pod osłoną rządu. Pomimo pozytywnego aspektu ich ograniczonych badań, rzadkie użycie i kótkowzroczność są smutnymi faktami w obliczu pozytywnych perspektyw masowego użycia tego wspaniałego psychodeliku (np. uczynienie z niego narkotyku na receptę, leku medycznego, czy stworzenie swoistych centrów LSD).
Ruch psychodeliczny, który przez ostatnie dziesięć lat był w swoistym zaćmieniu (przyp. tłum. - a może przez ostatnie czterdzieści?) pozostanie absolutnie niedysponowany, dopóki nie będzie można zdobyć kwasa o wiadomej sile i czystości. Do tego czasu, jeśli jesteś typowym "acidhead'em" jest duże prawdopodobieństwo, że nigdy nie spróbowałeś LSD.

Tekst zaczerpnięty i przetłumaczony z archiwów erowid.org.
Autor oryginału: Bruce Eisner, High Times, 1977
Z uwagi na obecność w niektórych miejscach dość wyspecjalizowanej terminologii i możliwość popełnienia przez tłumacza błędów, prosimy o wyrozumiałość i ewentualny kontakt.

Oceń treść:

0
Brak głosów

Komentarze

toksykomaniak 666 (niezweryfikowany)

i kolejna hujowa wiadomość juz nawet na tym cudzie psycho-chemii robią wały kurwaaa!! i możliwe jest to ze wcale nie żarłem kwasa mimo to fajnie było :)

MTFFS (niezweryfikowany)

Moim zdaniem jedną z przyczyn zdelegalizowania LSD bylo przerazenie rzadu USA, iz straca kontrole nad wlasnymi marionetkami. lata 70 apogeum ruchow hipisowskich, czyli milosc wzajemny szaunek w konfrontacji z wojna w Wietnamie. odbywaly sie liczne protesty anytwojenne, propokojowe wlasnie "dzieci kwiatow". Ludzie zaczeli sie jednoczyc w slusznej sprawie. (na wojnach zyskuja tylko grube ryby nigdy ogoł spoleczenstwa) A jasne jak slonce jest ze latwiej jest rzadzic spoleczenstwem podzielonym, a ze ludzie egocentrycznosc maja w naturze wmowiono im, ze LSD niszczy zdrowie.

 

YYYrek diler z ... (niezweryfikowany)

czemu nie podacie prostej dokładne metody otrzymywania LSD? A pozatym innycgh alkaloidów też. A to dlatego, że koszty sprowadzania gtowych specyfików dobrej jakości z zagranicy bardzo podnoszą cenę rynkową. Ostatnio została zamkniete laboratorium pod Krakowem co utrudnia sprowadzanie z kraju itak nienajlepszej jakości specyfików. moglibyście też zamieścić proces uprawy marihuany. Z gury dzięuje!

mruczasss (niezweryfikowany)

z tego artykułu wychodzilo by ze... trzeba zrobic ruch NIE na rzecz legalizacji konopi, ale ruch na rzecz legalizacji... LSD. Ale czy problem narkomani by sie zmniejszyl nie wiem. Chociaz znany jest przypadek ludzi ktorzy po zarzyciu psyloscybiny maja dosc uzywek na jakis czas.
Czyzby czyste lsd mialo leczyc cale narody ? moze...

k (niezweryfikowany)

nie badzmy fetyszystami, wazne ze klepie i cos tam w glowie na dluzej zostawia...a nazwa to tylko nazwa.

zewsząd i znikąd (niezweryfikowany)

do YYYrka dilera (doprawdy? ;)): jakieś przepisy są... ale z tego, co słyszałam, substancja jest tak trudna w produkcji, że polecam raczej czytać to sobie jako literaturę... ;) Choć fakt, do tego zbyt marne tłumaczenie.
do mruczasssa: są eksperymenty z leczeniem uzależnień za pomocą psychodelików, oczywiście w naszych czasach oznacza to kilkuletnią batalię z DEA (ewentualnie analogicznymi tworami... zresztą w Europie łatwiej, niż w Usie) o wydanie pozwolenia na prowadzenie badań. Zwłaszcza ibogaina, naturalny psychodelik pochodzący z Afryki, wydaje się tu działać obiecująco. Gdybym miała jakieś dokładniejsze dane, napiszę coś o tym.
Mam nadzieję, że niedługo "pójdzie " w serwisie mój artykuł o obrazie psychodelików w słownikach i encyklopediach (przykłady polskie, anglo-amerykańskie i niemieckie). Jest to jakaś odpowiedź na marzenie o legalizacji LSD... Bo ja lubię sobie pomyśleć, że jestem taaaka radykalna, że chciałabym takiego rozwiązania prawnego... Ale kiedy przejrzałam sobie odpowiednie hasła w encyklopedii, włos mi się na głowie zjeżył i pomyślałam, że w Polsce w tym momencie w ogóle nie ma szans na jakąkolwiek rzeczową dyskusję o psychodelikach. Nigdy nie było u nas histerii porównywalnej z amerykańską, ale jest za to czysta propaganda i dezinformacja w książkach, które mają informować.

Anonim (niezweryfikowany)
z alkoholem jest to samo, w sklepach nocnych jak ktoś przychodzi lekko znieczeźwiony i kładzie kasiore na lade to podają często podrobione wódki (Bols, Wyborowa, Soplica itd) a na paragon wbiją piwo albo coś innego po czym chowają go pod lade W pubach i klubach też czasem tak robią, tam jest łatwiej bo o paragon nikt się nie pyta... kiedyś jak robiłem 18stke to właściciel na 99% wcisnął mi podrabianą wódkę (przeważnie robiona z zanieczyszczonego spirytu) bo wiele osób czuło się fatalnie po tym (nawet mój stary stwierdził że z wódką było 'coś nie tak') Także jeżeli myślicie, że za 5zł na czarnym rynku kupicie czyste LSD to się mylicie (z trawą jest tak samo), ale i tak podejrzewam, że lepiej nieczsty drag niż toksycznie zanieczyszczony alkohol który 'ryje szare komórki' i trzeba kaca leczyć cały weekend...
Jason (niezweryfikowany)

Eh mam nadzieje, ze kiedys bedzie mozna dostac czyste LSD. Jeszcze nigdy nie bralem, a ostatnie 2 dni lektury o tym, ze lsd jest "kluczem do podrozy wglab umyslu" odpycha mnie od prob kupowania podrobek :p. Z drugiej strony moge nie dozyc czasu gdy czyste lsd bedzie dostepne dla szaraczka. Warto wiec sprobowac dostac ten niewatpliwie wspanialy narkotyk nawet za cene jakosci?

Zajawki z NeuroGroove
  • Pozytywne przeżycie
  • Tramadol

cisza i spokój

W poprzednim TR pisałem o tym, że Tramal na mnie w ogóle nie działa. Nie poddawałem się i próbowałem dalej. Zjadłem do końca opakowanie 50 tabsów po 100 mg w odstępie około 3 tygodni. Coraz częściej zaczyałem odczuwać pozytywne sprawy związane z tym specyfikiem. Raz nawet miałem bardzo silną fazę po wzięciu zaledwie 300 mg. Dziś stwierdzam, że tramal daje odseparowanie od problemów, znieczulenie myślowe, obojętność, która tak mi jest potrzebna.

 

Przebieg dnia dzisiejszego:

 

17.00. Pogryzłem 400 mg tramalu retard i popiłem piwem.

 

  • Dekstrometorfan

Set & Settings: Właściwie żadne... Byłem chory i leżakowałem w łóżku z ciekawości zapodałem 450[mg]DXM i czekałem co będzie dalej ...

Substancja: 450 dxm.

Exp: Marihuana, Gałka muszkatołowa, Dekstrometorfan, Aviomarin

Waga i wiek: 21 lat, 60kg

TR:

Pierwszy kontakt z DXM, bardzo bardzo spontaniczny, co ma swoje plusy i minusy... miałem dużo szczęścia - bo nic w życiu nie przygotuje nas na takie wrażenia i taki stan świadomości jaki niesie ze Sobą Dekster.

  • Ayahuasca
  • Tripraport

mniej więcej raz na tydzień przyjmowałem wieczorem swój sakrament i niedługo potem szedłem do łóżka. Zgaszone światło, wokół spokój i cisza, nikt nie przeszkadza. Gdy akurat miałem kiepski nastrój albo byłem chory to sobie odpuszczałem.

Niniejszy tekst to opis i podsumowanie doświadczeń moich dwunastu sesji ayahuascowych odbytych na przestrzeni trzech miesięcy. 

  • Benzydamina

TRIP REPORT






Na poczatek podsumowanie:


tantum jest calkiem wyjebistym cheap drugiem i to za bardzo niewygorowana cene (2,50zl

saszetka). Moge go porownac spokojnie do gribow ,a nawet powiedziec ze czasami je przewyzsza

. Nie ma zadnych wiekszych skutkow ubocznych i to jest to.





cechy:


  1. rozpierdala galy

  2. po zejsciu nie da sie spac (podobnie jak po fecie)

  3. nie chce sie jesc