REKLAMA




Czy dramatyczny zwrot w postawie norweskiego ministra zdrowia to znak lepszych czasów?

"Tak, kochamy ten kraj". Takimi słowami rozpoczyna się norweski hymn narodowy. Jako osoba uzależniona od narkotyków nie przypominam sobie jednakże, by często dane mi było odczuć tę miłość ze strony mojego kraju.

"Tak, kochamy ten kraj". Takimi słowami rozpoczyna się norweski hymn narodowy. Jako osoba uzależniona od narkotyków nie przypominam sobie jednakże, by często dane mi było odczuć tę miłość ze strony mojego kraju.

Mój rząd ściga, prześladuje i karze mnie i mi podobnych, odkąd przyswoił sobie prawie 50 lat temu wzorzec amerykańskiej wojny z narkotykami. Tylko w ciągu ostatnich pięciu lat na przedstawicieli najbardziej bezbronnej i najsilniej izolowanej grupa pacjentów w kraju – ludzi używających nielegalnych narkotyków – nałożono kary o łącznej wartości 48 mln koron norweskich, czyli około 6 mln dolarów – w samych tylko Bergen i Oslo. Ludzi aresztuje się za używanie i posiadanie narkotyków, a ich życia są niszczone w imię obrony wartości moralnych i racji stanu.

Z tym jednak koniec — jeśli wierzyć dzisiejszemu oświadczeniu Benta Høie, naszego Ministra Zdrowia z rządzącej partii centroprawicowej. Zadeklarował on, że będzie od teraz doradzał swojej partii i rządowi wstrzymanie wojny z narkotykami – co oznaczałoby rezygnację z nękania, aresztowania i osadzania w więzieniach osób używających narkotyków bądź od nich uzależnionych.

Jest to o tyle niesamowite, że dla nas, norweskich reformatorów polityki narkotykowej, człowiek ten był długoletnim przeciwnikiem.

Zaledwie kilka miesięcy temu Høie wygłosił przemówienie na nowojorskim szczycie UNGASS, w którego treści wciąż w zasadzie obstawał przy swoim, broniąc status quo. Teraz dokonał zwrotu niemal o 180 stopni. Tak, wielu rzeczom sporo jeszcze brakuje do ideału i choć w swojej wypowiedzi Høie wspomniał o inspiracji Portugalią (gdzie wszystkie narkotyki zostały zalegalizowane w roku 2001), nie zaszliśmy jeszcze, co oczywiste, aż tak daleko, ale najwyraźniej jesteśmy na właściwej drodze!

Choć Høie nadal nalega, by utrzymać nielegalny status narkotyków, i, pomimo że ludziom, którzy z nich korzystają, nadal grozić będzie zmuszanie ich do poddawania się kontroli moczu i tym podobne sytuacje, złożył nam jednoznaczną obietnicę, że - jeśli tylko będzie miał coś w tej sprawie do powiedzenia - zatrzymania, osadzanie w więzieniach i nakładanie niemożliwych do spłacenia grzywien ma się skończyć.

My, użytkownicy narkotyków lub ludzie od nich uzależnieni, stanowimy dużą grupę, obejmującą również osoby udzielające się w mediach, polityce, nauce, kulturze i bodaj każdej innej dziedzinie. Przez lata wielu z nas metodycznie i pomimo wszelkich przeciwności pracowało nad tym, by przekonać Høie i jego współpracowników do zarzucenia represyjnego podejścia, za którym się opowiadali. Gdyby zapytano o to kogoś z nas, nawet jeszcze na początku tego roku, nie ośmielilibyśmy się marzyć, że Høie wyjdzie z ukrycia jako postępowy reformator polityki narkotykowej.

Kiedy on i ja spotkaliśmy się w Nowym Jorku podczas szczytu UNGASS, ledwie się do siebie odzywaliśmy, komunikując się zamiast tego za pośrednictwem mediów, choć nasze hotele były tuż obok. W swoim przemówieniu, jak już wspomniałem, w zasadzie trzymał się swojego stanowiska, choć zasugerował też zmianę kursu polityki narkotykowej na ukierunkowaną bardziej na kwestie zdrowotne. Starając się go zachęcić, odpowiedziałem na łamach Morgenbladet, gdzie mam swoją kolumnę: "Bentcie Høie, okazałeś na forum ONZ odwagę "

W związku z ta uwagą spadło na mnie trochę krytyki ze strony co bardziej radykalnych aktywistów, którzy oskarżali mnie o pokładanie w nim zbyt dużej wiary.

Z miejsca wypomnieli mi, że zasugerowana przez niego "Trzecia Droga" — termin odnoszący się do swego rodzaju wypośrodkowania pomiędzy polityką najbardziej postępowych krajów, takich jak Portugalia, Kanada czy Urugwaju, a praktykami krajów antynarkotykowej "osi zła", takich jak Filipiny, Chiny, Indonezja czy Iran — jest czymś czysto iluzorycznym. Dowodzili, że jego przemówienie było pełne retoryki na pograniczu hipokryzji, skoro jako minister zdrowia sam był w dużej mierze odpowiedzialny za prześladowanie, aresztowania i karanie osób uzależnionych od narkotyków.

Ta krytyka mnie uderzyła. A przy naszym następnym spotkaniu — na zapleczu jednego z największych norweskich porannych programów telewizyjnych z newsami — przypomniałem Høie, że jeśli za jego słowami nie pójdą wkrótce czyny, ponownie będę musiał wprost oskarżać go o bycie odpowiedzialnym za nieznośnie ciężkie położenie, w które on i jego współpracownicy spychają mnie i moich zażywających narkotyki kolegów.

Uścisnął mnie w odpowiedzi i powiedział mi, że słuchał naszych opinii, ale wciąż wierzył, że prohibicyjna linia postępowania zda egzamin, gdy odstraszające skutki kryminalizacji przeważą nad jej negatywnymi konsekwencjami. Odpowiedziałem mu, że nie miał racji, chociaż byłem zadowolony, słysząc, że stale monitoruje sytuację, by móc weryfikować swoje poglądy. Teraz odczytuję to jako wyraźna podpowiedź, że miał zamiar ruszyć w kierunku nowego podejścia, ale po prostu nie był jeszcze gotowy, aby mi o tym powiedzieć.

Wróciłem do mojego klawiatury i napisałem artykuł w którym zjechałem Høie i jego szefa, naszą premier Ernę Solberg, za to, że nie wystąpili bardziej stanowczo przeciwko filipińskiej delegacji przysłanej przez prezydenta Rodrigo Duterte, która przebywała w tym czasie w Oslo, wypracowując traktat pokojowy z maoistowskimi partyzantami, przy układaniu którego norweskie ministerstwo spraw zagranicznych występowało w charakterze mediatora. Znów wypomniałem Høie, że jego "Trzecia Droga" to najwyraźniej tylko retoryczny wykręt.

"Jesteś z nami lub przeciw nam" - napisałem, dodając, że nie ma istotnej filozoficznej różnicy między Duterte, wysyłającym swoje szwadrony śmierci, by zabijały osoby zażywające narkotyki, a rządem zachęcającym policję, by ścigała, prześladowała i nakładała kary więzienia i grzywny – różne są tylko środki i stopnień ucisku.

I w tym wypadku zostałem ostro skrytykowany, tym razem przez moich mniej konfrontacyjnie nastawionych kolegów-aktywistów, którzy określili moje słowa jako nieprofesjonalne i nieracjonalne, mówiąc, że jakiekolwiek porównywanie sytuacji w Norwegii i na Filipinach jest nieuprawnione.

Jest oczywiste, że być zabitym i być ukaranym to zupełnie różne rzeczy, a moja krytyka Benta Høie mogła być nieadekwatna — nadal jednak uważam, że zasada jest ta sama: karanie ludzi chorych i pokrzywdzonych oraz związana z tym kryminalizacja grupy pacjentów są zarówno nieefektywne, jak i nieludzkie.

Moi koledzy-użytkownicy narkotyków ze wszystkich krajów zasługują na udzielanie im pomocy i traktowanie jako pacjentów, a nie przestępców. Powinniśmy być po prostu traktowani jak ludzie o takich samych prawach jak wszyscy, włącznie z dostrzeganiem tkwiącego w nas pozytywnego potencjału - o czym mówiłem w moim przemówieniu na forum ONZ na początku tego roku .

Cóż, panie Høie, dzisiaj przyszedł dzień, kiedy w imieniu ponad 10000 mi podobnych, zamieszkujących Norwegię osób uzależnionych od narkotyków, mogę wreszcie wskazać Cię jako prawdziwego ministra zdrowia, pracującego również dla nas, nie tylko dla osób z rakiem, cukrzycą czy chorobami serca.

Dzisiaj możemy wreszcie przyjąć do wiadomości fakt, że najbardziej liczący się polityk działający w Norwegii na polu ochrony zdrowia postrzega nas wreszcie jako istoty ludzkie, posiadające potencjał i godne miana pacjenta. To pan, panie Høie, będzie działać na rzecz tego, by chroniono nas i troszczono się o nas, tak samo, jak działał pan na rzecz wszystkich innych grup pacjentów, przez cały czasu, jaki spędził pan w swoim biurze.

Dziś możemy wreszcie śpiewać nasz hymn bez wstydu, poczucia winy i strachu: "Tak, kochamy ten kraj". Ponieważ, dziś, dzięki Twojej deklaracji, czujemy wreszcie, że nasz kraj również nas kocha .

Oceń treść:

Average: 9.3 (4 votes)
randomness