REKLAMA




Ćpam sobie sam

Oman wpisał w formularz: Zobaczyłem nad sobą postać. Była uformowana z lodu. Uznałem, że to Bóg. "Czy chcesz czuć się wolny?" – zapytał Bóg.

Tagi

Źródło

Igor T. Miecik, Bartosz Janiszewski / Newsweek

Odsłony

8563

Oman wpisał w formularz: Zobaczyłem nad sobą postać. Była uformowana z lodu. Uznałem, że to Bóg. "Czy chcesz czuć się wolny?" – zapytał Bóg.

Strona jest przesadnie kolorowa, graficznie bez ładu i składu. Koślawy nagłówek informuje: to największy polskojęzyczny zbiór opisów przeżyć wywołanych substancjami psychoaktywnymi. Jeśli masz doświadczenia z używkami, narkotykami lub lekami, którymi chcesz się podzielić, możesz się zarejestrować, korzystając z formularza.

Dalej są setki relacji: kto, co, gdzie i po co ćpał. Potem działy: amfetamina, crack, DXM, grzyby, marihuana...

Z relacji Dana: wiek: 17 lat. Waga: 70 kg. Czas: koniec maja, deszczowe dni, u babci na wsi. Moje nastawienie pozytywne. Dawka: 1500 mg benzydaminy, 6 h później 150 mg kodeiny i po kolejnych 4 godzinach dorzucone drugie 150 mg kodeiny.

Z relacji Adama: warunki zewnętrzne: pusty dom, własny pokój, wielkie łóżko i słuchawki z mrocznym industrialem na uszach. Mefedron: 930 mg, tramal 200 mg, pineApple express: 500 mg, noctofer – 2 mg,1 pigułka Amph-I-Bia.

Marcin: – Kiedy nic nie mam, nie ma warunków do przygrzania albo nie ma kasy, wtedy czytam relacje innych. Czasem jest tak, jakbym sam coś wziął. Lecę razem z autorem wpisu. Te relacje są poza tym bardzo pomocne. Nie trzeba wyważać otwartych drzwi. Wie się czego i ile, wie się, jak nie przesadzić. Mój kumpel np. zjadł pierwszy raz w życiu grzyby, przesadził i zwieracze mu puściły. Jak to puściły? – Normalnie, zesrał się. Zjadł siedemdziesiąt górskich grzybów i zesrał się w spodnie. Jakby przeczytał, że siedemdziesiąt to przydużo, to by się nie zesrał. Proste? Dlatego czytam i sam piszę.

Ćpalnia

Z relacji Agaty: 18 lat. Doświadczenie: amfetamina – wielokrotnie, LSD – kilka razy, grzyby – wielokrotnie, kokaina – kilka razy (za droga), DXM – wielokrotnie. – Wpadnij do naszej ćpalni – Agata zaprasza do siebie.

Ćpalnia jest na dalekim Ursynowie w bloku z płyty. To trzypokojowe, przestronne mieszkanie, duże i jasne. Czy raczej mogłoby być jasne, gdyby nie zaciągnięte story. Agata tłumaczy: – Bartek ma światłowstręt, bo wczoraj przeholował ze spidem. Robi kanapki na śniadanie. Bartka nie liczy (przez amfetaminę nic nie przełknie do wieczora), ale są jeszcze współlokatorzy: Marcin i Marta. Niedługo wstaną. W końcu zbliża się południe.

Bartek i Agata od roku są parą. On 19 lat, ona 18. On pierwszy rok psychologii, ale marzy o aktorstwie, będzie zdawał do szkoły teatralnej, ona rok przed maturą. Chce projektować ubrania. Marcin ma przerwę. W ubiegłym roku skończył ogólniak. Teraz się rozgląda i rozwozi pizzę. Marta, jego koleżanka ze szkoły, sprzedaje ciuchy w galerii handlowej.

Od trzech miesięcy wynajmują wspólnie mieszkanie. W salonie pusto. Sofa, dwa fotele, telewizor. Na podłodze płyty, trochę książek. Na stoliku przy sofie gruba jak cegła "Toksykologia leków". Sterczą z niej zakładki. Agata: – Chłopcy wczoraj wertowali ją do rana.

Bartek poznał Marcina na narkotykowym forum, a właściwie jego receptę na wytrącanie kodeiny z lekarstw: przeciwbólowych i zatrzymujących kaszel. Szybko przypadli sobie do gustu. – Mają te same zainteresowania – mówi Agata. Obydwu bardzo interesuje ćpanie. Jeden drugiego podkręca.

Bartek, choć otwarty na wszelkie eksperymenty, to przede wszystkim blanciarz – miłośnik marihuany i haszyszu. Wie, jak palić w bibułce, fajce, fifce, rurce, butelce, wiadrze, kuchennej folii, karabinie, łazienkowym kranie. Wie też, jakie różnice w samopoczuciu palącego wynikają z zastosowania poszczególnych narzędzi.

Marcin to z kolei domorosły ekspert od mieszania, gotowania, palenia, odparowywania, podgrzewania, rozsmarowywania, kruszenia, mielenia wszystkiego, co można zapalić, wypić, wyssać, wstrzyknąć, wywąchać, wciągnąć do nosa, wetrzeć w dziąsła, wsadzić pod powiekę, pod język.

W ten sposób wypróbował już marihuanę, kodeinę, amfetaminę, kokainę, meskalinę, szałwię, LSD, muchomory, grzyby halucynogenne, haszysz, a także aviomarin, relanium, haloperidol, tramal, acodin, clonazepam oraz wszystko, co można kupić w sklepach z dopalaczami.


Agata mówi wprost: – Stąd też to wspólne mieszkanie. Żeby móc swobodnie brać co i kiedy najdzie ochota. Nie spowiadać się rodzinie z wychodzenia, wracania, źrenic jak spodki albo szpilki, bezsenności, senności, złości, śmiechu, łez, słowotoku i tego, że ostatnio rozmawiało się o Bogu z mopem. Rodzice chwalili samodzielność, zaradność. Sąsiedzi zaraz ich polubili – tacy mili, grzeczni młodzi ludzie. Proszę – tyle się mówi, że młodzież rozwydrzona, bez zasad, a tu? Żadnych burd, głośnych imprez, a przecież czwórka młodych mieszka razem.

A pierwszy zakup do nowego mieszkania to strzykawki. Zamiast parapetówki wspólna próba: jak wchodzi feta podana w żyłę. I wspólne wnioski: opada dekiel.

Agata: – Nie, nie, nie. To nie tak, że przeszliśmy na strzykawki i teraz to zaczniemy się kłuć i będzie jazda bez trzymanki po równi pochyłej. Nie ma takiej opcji. To tylko eksperyment, może bardziej hardcorowy, ale tylko eksperyment jak wszystkie poprzednie i wszystkie następne. To część przemyślanego planu – ciągnie. – Powiedzieliśmy sobie, że pomieszkamy razem przez rok i damy sobie czas na ostrą zabawę, spróbujemy, czego się da. Później wyhamujemy. Ja pójdę na studia. Marcin chce wyjechać z Polski, Bartek iść do szkoły teatralnej. Życie się zmieni. Ale na razie mamy czas, ochotę i naszą "ćpalnię".

Rok ćpania i hamowanie. Czy to się może udać?

– A czemu nie? – Agata mówi szybko i pewnie. Co i rusz śmieje się do siebie, z własnych słów albo myśli. Ciągle powtarza: ćpać, zaćpać, ćpun – jakby się jej podobało brzmienie, jakby się nim napawała. O wynajętym ze znajomymi mieszkaniu kilkakrotnie mówi: "nasza ćpalnia" – Nie wiem, jak reszta, ale ja mam wszystko pod kontrolą. Są zabawki, których nie tykam, ale też próbowałam różnych różności i wiem, że siła, z jaką te środki mają uzależniać, to mit.

Wśród jej znajomych nie ma osób, które czegoś by nie brały – jest tego pewna. Ale nie ma też ostentacyjnych, ćpuńskich imprez, z białymi ścieżkami wysypanymi na stole albo z nabitą ziołem fajką krążącą z rąk do rąk. – Każdy coś ćpa, najczęściej legalne dopalacze. Nikt tego nie ukrywa, ale też nikt się specjalnie nie afiszuje – opowiada Agata.

Potrzeba

Z relacji Konrada: 17 lat. Środek DXM w postaci leku na kaszel acodin. Miejsce dom. Zamknąłem się w łazience, ponad godzinę siedziałem pod prysznicem. Matka waliła do drzwi. Jak wyszedłem, to chodziłem jak robot, bo tak na mięśnie działa DXM. Potem położyłem się do łóżka i byłem w stanie między snem a jawą. Matka była w paranoi, nie wiedziała, co się ze mną dzieje.

Konrad: – Po tym pierwszym tripie mama nie za bardzo wiedziała, o co chodzi – wspomina dzień, który opisał w swojej relacji. – Dopiero później przyznałem jej się, że łyknąłem acodin. Wytłumaczyłem, co to jest i że od tego nie da się uzależnić, ale i tak wysłała mnie na terapię. Pochodziłem trochę, pogadałem z terapeutą, powiedziałem, że to przez ciekawość i miałem spokój. Mama od tamtej pory jest przekonana, że kilka razy w życiu paliłem jointy i nic poza tym. Cóż to znaczy mieć z rodzicami dobry kontakt...

Zawsze byłem zainteresowany czymś więcej niż tym, co na wierzchu. Kręciły mnie mistyczne klimaty, coś niezwykłego. Nie żeby mi tu było na świecie źle. Nie biją mnie w domu, mam co jeść, nie czuję się nieszczęśliwy.

W szkole nauczyciele wciąż robią nam pogadanki o marihuanie, heroinie i amfetaminie. A nikt nie ma zielonego pojęcia o tym, że dzieciaki jedzą paczkami lek na kaszel. Zanim sam spróbowałem, przeczytałem w necie wszystko, co o tym pisali inni. Co to za substancja, na jakie receptory działa, ile jej wziąć do jakiej wagi, na co uważać, jaka jest minimalna dawka psychodeliczna, skutki uboczne.

Odkąd pamiętam, chciałem spróbować narkotyków. Nie wyobrażam sobie życia, które prowadzi większość. Takiego, w którym jest tylko jeden stan świadomości i na wszystko patrzy się tak przeraźliwie realnie.

W dzisiejszym świecie nie pasuje mi to, że nie ma żadnej alternatywy. Kiedyś byli hipisi, potem punki, teraz nie ma nic. To ciężkie czasy dla ludzi, którzy chcą od życia czegoś innego niż większość. Jarocin się skomercjalizował, na Woodstocku Owsiak mówi: "Stop narkotykom". A przecież na amerykańskim Woodstocku właśnie o to chodziło, żeby się naćpać.

Chciałbym poznać grupę osób, z którą można by było stworzyć jakąś alternatywę. Ale dziś nie ma potrzeby sprzeciwu. Nie ma przeciwko czemu protestować. Ja bym chciał na przykład powalczyć przeciwko wojnie w Iraku.

Trip

Z relacji Marka: 16 lat. Miejsce: dom, własny pokój. Wiosna, godzina 21.30, Szałwia, 20 grzybów halucynogennych, 50 mg amfetaminy.

Żyję w domach typu klasa średnia, czyli mieszkanie w bloku, pracujący starzy, samochód w rodzinie, własny komputer i kieszonkowe, które starcza na to, żeby sobie raz na jakiś czas wyskoczyć do kina albo kupić parę paczek leku na kaszel.

Mój trip zaczynał się powoli. Halucynacje najpierw dotyczyły tego, co naokoło. Moja zniszczona wykładzina zaczynała być czerwonym dywanem z jedwabiu, lampka na biurku świeciła jak jupiter na stadionie, a mucha, która latała nad biurkiem, wydawała takie dźwięki, jakby śpiewała jakąś melodię. Po kilkunastu minutach sam zacząłem tworzyć wizję.

Mam kumpla, który osiągnął taki stan, że przez dwie godziny był przytomny, ale nie mógł wstać się odlać, bo stracił władzę nad mięśniami. Mimo wszystko czuł się szczęśliwy.

Na tym polega magia psychodelików. Jak rzygasz po wódzie, to siedzisz nad kiblem i obiecujesz sobie, że nigdy więcej nie będziesz pił i przysięgasz oddać wszystko za spokój żołądka. A tu nawet haft wydaje się sensowną częścią większej całości.

Mam dziewczynę, chodzimy razem do kina, uprawiamy seks, żyjemy normalnie, rozmawiamy o świecie i marzeniach, planach. Ona z kolei nie lubi psychodelików. U niej wszystko na odwrót niż u tego kumpla. Próbowała raz i przez trzy godziny była w paranoi, że zaraz umrze.

Dlatego łykam zawsze sam we własnym pokoju. Rodzice po 21 do mojego pokoju nie wchodzą prawie nigdy, bo specjalnie nie mają po co. Jak coś ode mnie chcą, to zapytają w ciągu dnia, a wieczorami jak siedzę przed kompem i gram albo słucham muzyki, to nie mam ochoty z nimi gadać, oni ze mną chyba też nie.

Zamkniętego w pokoju nic mnie nie zaskoczy. Mogę przygotować sobie muzykę, łóżko czy światło. Mam pod ręką wszystko, czego mi trzeba. Kontroluję sytuację.

Oceń treść:

Brak głosów

Komentarze

Anonim (niezweryfikowany)

Sam reportaż - ciekawy, spodobało mi się oparcie go o prawdziwe relacje, a nie wymyślone, oraz zaskakujący brak jakiegoś komentarza (poza jednym od psychologa). Sądziłem że nawizę jakąś korespondencję z autorem, ale skończyło się na 3 mailach, cóż - czekamy dalej co nam Newsweek zaserwuje.

 

Teraz taka mała dygresja - też wydaje się Wam, że jakby... media od nowelizacji ustawy zmieniły stosunek do używek, szczególnie tych nielegalnych? Nie ważne czy ogólnopolskie czy lokalne.

 

 

Anonim (niezweryfikowany)

Fajny artykul, hehe no taki cpanie to nic dobrego, niby chca sporbowac wielu rzeczy ale widac ze juz cierpią na baniocholizm. Nie ważne czym, ważne zeby często. Ale przyjdzie czas zeby sie ogarnąć, jak na 80%

 ludzi, te 20% sie stoczy, albo nawet mniej. Wolny wybór ma każdy.

Anonim (niezweryfikowany)

Z tym wolnym wyborem to jest różnie i nieciekawie.

Anonim (niezweryfikowany)

Fajny artykuł to by był, gdyby pokazali i "banioholików", i psychonautów. A przy obecnej przewadze artykułów o tych pierwszych, wystarczyłoby samo o tych drugich. 

Anonim (niezweryfikowany)

A po co mają pokazywać poważnych psychonautów? Przecież to nie ma być poważny artykuł, tylko straszydełko. Jeszcze by im to psuło wnioski, jeszcze by wyszło, że psychonautki i psychonauci nie są degenerat(k)ami, umysłowymi zboczeńcami itd., że człowiek może mieć takie przeżycia i nie sfiksować, albo - bój się Boga, pozwolić sobie na taki wniosek?! - że człowiek ma PRAWO do takich przeżyć... 

Anonim (niezweryfikowany)

Jeszcze dlugo przyjdzie nam czekac na pokazani psychonautow w takim swietle, jak bysmy sobie teo zyczyli. Spoleczniaki ciągle traktuja nas na rowni z bandytami i zlodziejami. psychonauta = ćpun/psychol = ZŁO. Ale artykol taki jak ten na perno nie zaszkodzi. Chyba ze zostanie potraktowany jako prowokacja. Spojrzcie oczami waszych matek na ostatnie zdanie, to zrozumiecie, o co mi chodzi

Anonim (niezweryfikowany)

bo problem narkotyków dotyczy nas wszystkich, syn policjanta, corka dziennikarza, syn i corka rolnika, no i my sami synowie i corki, dorosli i coraz starsi, problem miało juz wielu i w tym problemie zylo duzo rodziców, co tez sprawia ze ten problem to nie jest juz kryminalny problem, bo wielu rodziców zdaje sobie z tego sprawe ze bez pomocy psychologów, terapi duzo nie zdziałamy, moim zdaniem jestesmy swiadkami zmiany mentalnosci dorosłych.
Tak dla przykladu:
Kilka lat temu(5-7) zaden z moich i kumpli rodziców prawie sie nie spodziewał ze palimy jointy. Dzisiaj 90% naszych rodziców jest uświadomionych w tym ze palimy, jednym sie to podoba drugim nie... jednak co wazne my sami zrobilismy krok w ktorym ich uswiadomilismy ze ten świat już dawno pali trawke, zew europie ameryce pala ludzie co maja po 65 lat i starsi. Połowe znajomych spotkala kara sądownicza i to tez był problem rodziców.
Dzisiejszy świat naszych rodziców nie zmieni nas, za to my ich już zmienilismy.

Anonim (niezweryfikowany)

"reportaż" z dupy, a o tym podejściu mediów pierdolisz, po prostu oswoiły się z tematem, nie uskuteczniaj życzeniowego myślenia bo to żałosne. NIE DOŻYJESZ LIBERALIZACJI PRAWA, POGÓDŹ SIĘ Z TYM. nie przepraszam za capsa

Anonim (niezweryfikowany)

Dla Ciebie jest kiepski, dla mnie dobry - gusta. Nie rozumiem w ogóle takiej odpowiedzi, z której bije agresją - po co? Żałosny jest brak akcpetacji tego, że są inni od Nas samych ludzie, o innych poglądach. I liberalizacja prawa czeka Nas, wydaje mi się, do 20 lat, przez ten czas politycy (oraz socjolodzy, psychoterapeuci itd) starej daty odejdą a na ich miejsce wejdą dzisiejsi studenci i absolweni uczelni, którzy młodość przeżyli w okresie znaczących zmian w podejściu do tematu i w ogóle życia. Mentalność polaka się nigdy nie zmieni - ale w pewnych aspektach (nie tylko używek) dojrzejemy.

Anonim (niezweryfikowany)

Media zawsze się dostosowują - prawie nigdy autorzy przeróżnych prasowych zlepek słów nie wnoszą nic nowego. Tylko utwierdzają w tym co już jest powszechne - czyli w nieświadomości i złudnego poczucia że jest się człowiekiem doinformowanym. Tak, narkotyki "wyniszczają i zabijają", a alkohol (tak, bo alkohol to nie narkotyk) wydalę nazajutrz z tzw. "kac kupą" i jestem jak nowy. Imbecyle - oni myślą że wiedzą najwięcej mimo że nie widzieli na oczy przedmiotu swoich wywodów. Może zmieniający się stosunek do substancji psychoaktywnych ukierunkuje media w dobrą stronę... co nie zmienia faktu że krzyczący najgłośniej "zalegalizować" niewiele się różnią od tych zaciemnionych umysłów chłąnących głos mediów jak gąbka. Więc nadal jesteśmy w dziczy, póki ktoś nie stworzy jakiegoś genialnego systemu, który to zapewni nam prawdziwą wolność - lepiej się podporządkować do czegoś w miarę dobrego, niż nadal tkwić w dupie. Mam na myśli system kontrolujący dostępność specyfików które mogłyby być legalne.

Anonim (niezweryfikowany)

Trochę podlane sensacją ale muszę przyznać, że tak rzeczowego artykułu na ten temat z polskiej prasy jeszcze nie czytałem.

Anonim (niezweryfikowany)

 Artykuł bardzo dobry, ale ja się martwię. Wyraźnie wspomnieli, że DXM uzyskuje się z leku na kaszel Acodin !!! Mam nadzieję, że nie będzie żadnych delegalizacji. :/ 

Anonim (niezweryfikowany)

o jejku tylko nie acodin ;((    -_-

Anonim (niezweryfikowany)

Artykuł ciekawy. Czy wie ktoś jaki adres ma strona o której pisze autor?

Anonim (niezweryfikowany)

 

Warto by psychodeliści mogli w naszym kraju mówić własnym głosem.

A nie byli przedstawiani - choćby w sposób pozornie bezstronny jak w artykule - przez dziennikarzy rutynowo robiących z nich jakieś dziwne, mające budzić przerażenie zoo.

 

Zapraszam na stronę wydawnictwa Gaia Mater, które wydało bardzo dobrą książkę broniącą mistycznej doniosłości doświadczenia psychodelicznego:

 

http://www.facebook.com/pages/Wydawnictwo-Gaia-Mater/128140653894516

 

Jeśli takie inicjatywy zostaną dostatecznie rozpropagowane, by osiągnąć sukces, może już wkrótce będziecie mogli zobaczyć w poważnej prasie solidne i kompetentne teksty pisane z perspektywy zwolenników poszerzonej świadomości.

 

 

 

 

 

 

 

 

Anonim (niezweryfikowany)

Podałbyś tytuł i autora?

Anonim (niezweryfikowany)

 

Huston Smith: "Oczyścić drzwi percepcji. Religijne znaczenie roślin i substancji enteogennych"

Anonim (niezweryfikowany)

Witam

zabrzmi to glupio itd itp

ale dajcie mi do nich kontakt :)

Sam mam podobne rozkminy jak i tocze bardzo podobne zycie, Mało jest takich ludzi o tak zrytych deklach jak ja czy oni a lubie takich ludzi poznawac i mieć z nimi kontakt poza tym, DOKLADNIE potrzebujemy takiej alternatywy nowej kultury nowej ery ludzi ktorzy sie toleruja bez wzgledu co pala co pija co cpaja nie wkraczaja w wolnosc drugiej osoby prawie jak plemie

Z tego co zauwazam coraz wiecej takich ludzi zaczyna byc co chca stworzyc wlasna alternatywe.

Jak to mawiał mckenna WE NEED A NEW MIT 

enjoy

~Vanaral~