Opisane wydarzenia miały mejsce w Holandii, dokąd pojechałem z kumplem w celach zarobkowych na wakacje. Pewnego razu wybraliśmy się po pracy na krótką wycieczkę do Amsterdamu z której wróciliśmy m.in. z 20x ekstraktem szałwii wieszczej.
Legalne specyfiki sprzedawane w internecie, stanowiące alternatywę dla kokainy, ecstasy i amfetaminy, to najnowsza generacja środków pobudzających, która może zmienić oblicze rynku narkotykowego w Wielkiej Brytanii.
Legalne specyfiki sprzedawane w internecie, stanowiące alternatywę dla kokainy, ecstasy i amfetaminy, to najnowsza generacja środków pobudzających, która może zmienić oblicze rynku narkotykowego w Wielkiej Brytanii. Są one dostępne dla każdego, kto ma adres emailowy i konto w PayPal.
Jako że są one dozwolone, a cały czas produkowane są kolejne podobne substancje, krajowi grozi nowa fala narkomanii, jak wynika z badań przeprowadzonych przez DrugScope, niezależny ośrodek zajmujący się informowaniem o narkotykach. Ludzie, którzy testowali jeden ze środków, mówią o odczuciach podobnych, jak w przypadku nielegalnych specyfików klasy A. W internecie toczą się już dyskusje o nowych dopalaczach, a zwłaszcza o dwóch środkach: mefedronie, zwanym w skrócie "mefem" i metylenie. Ten pierwszy kosztuje około 14 funtów za jeden gram, który wystarcza na pięć doustnych dawek. Daje on podobne efekty, co MDMA (ecstasy), amfetamina i kokaina, a zażywające go osoby twierdzą, że wywołuje euforię, gadatliwość i zwiększa wrażliwość czuciową. Wskazuje się, że "pod względem chemicznym nieznacznie różni się" on od MDMA i metamfetaminy, a jeszcze bliżej spokrewniony jest z katynonem, aktywnym składnikiem czuwaliczki jadalnej. Produkowany w chińskich laboratoriach narkotyk jest legalnie importowany do Wielkiej Brytanii i sprzedawany w internecie na brytyjskich i austriackich stronach WWW oraz w sklepach z akcesoriami takimi jak fifki czy bibułki. Na stronach internetowych często oferowany jest jako "pożywka dla roślin". Jak donosi najnowszy numer "Druglink", magazynu wydawanego przez DrugScope, jedna z brytyjskich stron informuje, że właśnie sprowadziła 2 kilogramy mefedron. Eksperci zwracają uwagę na potencjalną szkodliwość tych narkotyków, zażywanych nieraz dość lekkomyślnie.
Dr John Ramsey, toksykolog z St George’s University w Londynie, a zarazem dyrektor Tic Tac Communications, organizacji badającej uzależniające substancje psychoaktywne, twierdzi, że konsumpcja nowych specyfików to problem zdrowia publicznego. Powiedział on "Druglink": "Działają one bardzo podobnie do narkotyków, których są pochodnymi. Na pogotowie trafiają zarówno ludzie biorący nielegalne dopalacze, jak i przyjmujący nowe środki chemiczne. Ich bezpośrednie efekty są praktycznie nie do odróżnienia od działania MDMA czy amfetaminy. Nie wiemy jednak nic o ich toksyczności, ponieważ jeszcze do niedawna nie były traktowane jako używki, więc nie prowadzono formalnych badań. Znamy jedynie relacje ludzi, którzy w chat roomach czy grupach dyskusyjnych opisują swoje doświadczenia, albo właśnie trafiają na pogotowie". W maju zeszłego roku w rzeczach zmarłego duńskiego nastolatka znaleziono mefedron, ale raport toksykologiczny nie ustalił jednoznacznie przyczyny jego śmierci. Jednym ze skutków działania mefedronu może być kompulsywne dawkowanie, zwane "głodem": uzależniona osoba chce wziąć małą działkę narkotyku, ale szybko zużywa cały swój zapas.
"Wziąłem osiem gram mefu w weekend – donosi jedna osoba. – Serce wciąż mi dziwnie bije i całkowicie zeszła mi skóra z ust". Ramsey uważa, że środki te rozpowszechniły się na skutek delegalizacji przez rząd klasy substancji opartych na BZP (benzylopiperazynie). – Zawsze na horyzoncie znajdzie się coś, czego nie obejmie prawo – mówi Ramsey. – Nie nadąża ono za tym, co dzieje się na ulicy. Musimy ostrzec zażywających te specyfiki ludzi, na jakie ryzyko są narażeni. Rzecznik Home Office podkreśla: – Jeżeli pojawią się poważne argumenty za dodaniem jakiegokolwiek "legalnego dopalacza" do listy kontrolowanych substancji, wskazujące, że w myśl ustawy o nadużywaniu narkotyków z 1971 roku stwarza on poważny problem społeczny i zdrowotny, niezwłocznie zwrócimy się do parlamentu o zgodę na takie kroki, rzecz jasna po wydaniu opinii przez Radę Doradczą ds. Nadużywania Narkotyków.
pokój hotelowy, podekscytowanie z lekkim niepokojem
Opisane wydarzenia miały mejsce w Holandii, dokąd pojechałem z kumplem w celach zarobkowych na wakacje. Pewnego razu wybraliśmy się po pracy na krótką wycieczkę do Amsterdamu z której wróciliśmy m.in. z 20x ekstraktem szałwii wieszczej.
Doświadczenie: paliłem mj parę razy wcześniej, jednak bez efektów. Poza tym - nic (alkoholu itp. nie liczę)
S&S: grupka znajomych (razem 5 osób) pozytywnie nastawiona na samą myśl o upaleniu się.
Jak już wcześniej pisałem, paliłem już wcześniej marihuanę. Ani razu nie odnotowałem żadnych efektów. Mimo tego, gdy tylko padła propozycja, żeby złożyć się w kilka osób i porządnie się upalić - zgodziłem się.
Siedzę z dziewczyną w pokoju i stwierdzam, że to chyba najciekawsze rozwiązanie niedzieli.
To nie miało sensu co ja powiedziałem.
T0= 20:46
Do T + 30 min przestrzeń u skraju mojego pola widzenia uległa znacznemu rozciągnięciu, nic więcej szczególnego prócz głupawki się nie wydarzyło. Aż do teraz.
Lekkie zmęczenie, dobry humor, pozytywne nastawienie, ciekawość. Wolna chałupa, ja i moja dziewczyna, która towarzyszyła mi pierwszego dnia.
Oto mały raport, w którym będą przeplatały się opisy doświadczeń z dwóch dni, podczas których zniknęło 78 tabletek. Jedna w kawie. :(
Idąc za radą użytkowników [H] wrzucałem tabletki robiąc przerwy, i zagryzałem cytryną.
T: 0m (~21:30)
[Tutaj popełniłem kardynalny błąd, ponieważ zaniedbałem kwestię S&S]
Siedząc w salonie przy laptopie poczułem, że Dex powoli "puka do drzwi." Nastąpiły zmiany w odbiorze bodźców, które raczej trudno mi opisać ze względu na to, że był to mój dziewiczy rejs.
Komentarze