Pierwszy raz z psychodelikiem klasycznym.
Jedną fajkę pali się przeciętnie ok. 45 min, jest więc sporo czasu na plotki i omówienie wydarzeń dnia.
Niektórzy historycy twierdzą, że rytuał palenia sziszy sięga korzeniami Indii IX w. p. n. e., gdzie podobno w celach leczniczych palono fajkę wodną zwaną dahum nitra. Marco Polo wspomina o zwyczaju palenia tytoniu z porcelanowych fajek wodnych w Chinach. Szczątki prymitywnej sziszy z epoki średniowiecza znaleziono niedawno w górach Etiopii. W Ameryce Płd. już w czasach prekolumbijskich Indianie palili w fajkach wodnych suszone grzyby i owoce kaktusa. Według badaczy historii sziszy fajka na grzbietach wielbłądów z kupieckich karawan przeniosła się z Indii do Persji, a potem do Turcji. Największy rozkwit palenia sziszy przypada na wiek XVII i XVIII, kiedy stała się niezwykle modna i popularna w imperium tureckim. Turcy zmodernizowali sziszę - wprowadzili szklany wazon, a dotychczasowy drewniany cybuch zastąpili wężem.
Narghile, bo tak w Turcji nazywa się fajkę wodną, początkowo była atrybutem zamożności i palono ją tylko w bogatych domach. Słowo pochodzi z języka perskiego i oznacza orzech kokosowy - pierwsze szisze miały zbiornik na wodę wykonany z jego skorupy. Z czasem narghile stała się bardzo popularna na terenie całego imperium otomańskiego. Razem z Mamelukami dotarła do Egiptu, a stąd do XIX-wiecznej Europy za sprawą żołnierzy napoleońskich wracających z ekspedycji egipskiej. Swój renesans i rozkwit w Europie i Ameryce szisza przeżyła w latach 60. ubiegłego wieku za sprawą hippisów, którzy nie zawsze palili w niej tylko owocową melasę...
***
Charakterystyczny owocowy zapach melasy i węgla drzewnego snujący się po ulicach jest znakiem rozpoznawczym Egiptu. Pali się ją przede wszystkim w ahlach (kawiarenka, ahla to po arabsku kawa), w których do fajki można zamówić kawę, herbatę z miętą albo sok ze świeżych owoców. Pali się sziszę także w klubach, eleganckich restauracjach, no i oczywiście w domach. Najbardziej zdeterminowani palacze montują sobie nawet specjalne miniszisze w samochodach. Wszędzie są specjalistyczne sklepy, w których jest niebywały wybór fajek wodnych, melasy, wszelkich przyrządów niezbędnych do palenia. Wrażenie robią monstrualne, prawie dwumetrowe fajki z kilkoma wężami, z których jednocześnie może korzystać kilku palaczy.
Rzadko pali się tytoń, prawie zawsze jest to ma'assil (melasa) - mieszanka z odpowiednio przetworzonych owoców, syropu owocowego i odrobiny tytoniu. Najpopularniejszy jest smak jabłkowy (ma'assil tufah), ale można też zapalić fajkę o aromacie truskawkowym, miętowym, mango, bananowym czy nawet gumy do żucia. Ceny melasy zaczynają się od 3 funtów egipskich za paczkę (ok. 1,50 zł), a kończą na 60 - za najlepsze gatunki, często importowane, przeważnie z Emiratów Arabskich.
Rytuał palenia sziszy to w Egipcie przede wszystkim pretekst do przesiadywania w gronie przyjaciół i prowadzenia niekończących się dysput, które Egipcjanie po prostu uwielbiają. Jedną fajkę pali się przeciętnie ok. 45 min, jest więc sporo czasu na plotki i omówienie najważniejszych wydarzeń dnia. W prawie każdej ahli na honorowym miejscu stoi telewizor, w którym lecą na okrągło egipskie opery mydlane, prezentują się gwiazdy piosenki i rozgrywają piłkarskie mecze. Egipcjanie są zapalonymi kibicami piłki nożnej, a każdy mecz to okazja, by udać się do kafejki, zapalić sziszę i głośno (bardzo głośno) komentować rozgrywające się na ekranie spotkania.
W Hurghadzie czy Szarm el-Szejk kawiarnie z sziszą nastawione są przede wszystkim na turystów, więc nie zawsze można doświadczyć w nich niepowtarzalnego klimatu i atmosfery związanej z paleniem fajki wodnej. No i zostawimy tam oczywiście dużo więcej egipskich funtów - ceny są turystyczne. Jeżeli jednak znajdziemy się gdzieś poza kurortami, wejdźmy do typowej ahla baladi - miejscowej knajpki, aby przy małym stoliku nad filiżanką kawy z kardamonem czy szklanką soku z mango, wciągając niespiesznie aromatyczny dym, popatrzeć, jak mieszkańcy Egiptu spędzają wolny czas. Za sziszę i filiżankę kawy zapłacimy ok. 5 funtów egipskich (ok. 3 zł). Rozkręcony na ful telewizor, łaszące się do nóg koty i szerokie uśmiechy są za darmo. Zawsze będziemy tam mile widzianymi gośćmi - Egipcjanie są niebywale gościnni.
Aha, i pamiętajmy słowa egipskiego ministra zdrowia, że każde palenie szkodzi.
Własny pokój, samotnie. Pozytywne nastawienie.
Pierwszy raz z psychodelikiem klasycznym.
Niby wszystko ok, ale jednak nie. Wĺasny dom, noc - mój standard.
Od samego początku coś było nie tak. Czy to przez suplementację grzybami pokroju soplówki? A może za dużo gou teng? Mniejsza o to, szczególnie teraz, po fakcie.
majowy las, ulice Warszawy nocą
12.30, mój pokój – ja i PZ wsypujemy gorzki proszek pod język. PZ pierwszy raz zażywa jakiekolwiek psychodeliki. Po 3 minutach popijamy wodą i udajemy się na peron, by pojechać do innej miejscowości, w której znajduje się wielki las. Już w czasie krótkiej drogi na pociąg PZ zaczyna mieć pierwsze efekty. Twierdzi, że głowa dziwnie go boli. Martwię się, to nieoczekiwane. Mówi, że ledwo idzie. Zastanawiam się, czy nie powinniśmy wrócić, jednak nie zrobiliśmy tego.
Śnieżnik, Masyw Śnieżnika, Sudety, pierwszy pełny grzybny trip solo z tripsitterem, nastawienie pozytywne, przyrodnicze, połączenie z naturą, pierwsze spostrzeżenia
S & S – Śnieżnik, Masyw Śnieżnika, Sudety
Bohaterowie przygody:
[Narrator] lat 26, włóczykij, entuzjasta natury, kosmosu, rocka psychodelicznego i grafiki. Od ~5 lat regularny palacz marihuaniny, doświadczenia: mdma ~5 razy, amfetamina bardzo rzadko, świadome śnienie. Wpis dot. 3g suszonych magicznych grzybów Psilocibe Cubensis,
[M] – moja tripsitterka, w dniu tripa raczyła się jedynie czeską Kofolą, wodą i owocami.
Komentarze
you're do it wrong...
"...a dotychczasowy drewniany cybuch zastąpili wężem"
you DO it wrong
lub
you're doing it wrong
jak można zarzucać komuś błąd i zacząć od "you're do it wrong"?!