Co kraj, to obyczaj. Szisza - fajka w ahla baladi

Tagi

Źródło

Gazeta Turystyka

Odsłony

3015

Jedną fajkę pali się przeciętnie ok. 45 min, jest więc sporo czasu na plotki i omówienie wydarzeń dnia.

 Niektórzy historycy twierdzą, że rytuał palenia sziszy sięga korzeniami Indii IX w. p. n. e., gdzie podobno w celach leczniczych palono fajkę wodną zwaną dahum nitra. Marco Polo wspomina o zwyczaju palenia tytoniu z porcelanowych fajek wodnych w Chinach. Szczątki prymitywnej sziszy z epoki średniowiecza znaleziono niedawno w górach Etiopii. W Ameryce Płd. już w czasach prekolumbijskich Indianie palili w fajkach wodnych suszone grzyby i owoce kaktusa. Według badaczy historii sziszy fajka na grzbietach wielbłądów z kupieckich karawan przeniosła się z Indii do Persji, a potem do Turcji. Największy rozkwit palenia sziszy przypada na wiek XVII i XVIII, kiedy stała się niezwykle modna i popularna w imperium tureckim. Turcy zmodernizowali sziszę - wprowadzili szklany wazon, a dotychczasowy drewniany cybuch zastąpili wężem.

Narghile, bo tak w Turcji nazywa się fajkę wodną, początkowo była atrybutem zamożności i palono ją tylko w bogatych domach. Słowo pochodzi z języka perskiego i oznacza orzech kokosowy - pierwsze szisze miały zbiornik na wodę wykonany z jego skorupy. Z czasem narghile stała się bardzo popularna na terenie całego imperium otomańskiego. Razem z Mamelukami dotarła do Egiptu, a stąd do XIX-wiecznej Europy za sprawą żołnierzy napoleońskich wracających z ekspedycji egipskiej. Swój renesans i rozkwit w Europie i Ameryce szisza przeżyła w latach 60. ubiegłego wieku za sprawą hippisów, którzy nie zawsze palili w niej tylko owocową melasę...

***

Charakterystyczny owocowy zapach melasy i węgla drzewnego snujący się po ulicach jest znakiem rozpoznawczym Egiptu. Pali się ją przede wszystkim w ahlach (kawiarenka, ahla to po arabsku kawa), w których do fajki można zamówić kawę, herbatę z miętą albo sok ze świeżych owoców. Pali się sziszę także w klubach, eleganckich restauracjach, no i oczywiście w domach. Najbardziej zdeterminowani palacze montują sobie nawet specjalne miniszisze w samochodach. Wszędzie są specjalistyczne sklepy, w których jest niebywały wybór fajek wodnych, melasy, wszelkich przyrządów niezbędnych do palenia. Wrażenie robią monstrualne, prawie dwumetrowe fajki z kilkoma wężami, z których jednocześnie może korzystać kilku palaczy.

Rzadko pali się tytoń, prawie zawsze jest to ma'assil (melasa) - mieszanka z odpowiednio przetworzonych owoców, syropu owocowego i odrobiny tytoniu. Najpopularniejszy jest smak jabłkowy (ma'assil tufah), ale można też zapalić fajkę o aromacie truskawkowym, miętowym, mango, bananowym czy nawet gumy do żucia. Ceny melasy zaczynają się od 3 funtów egipskich za paczkę (ok. 1,50 zł), a kończą na 60 - za najlepsze gatunki, często importowane, przeważnie z Emiratów Arabskich.

Rytuał palenia sziszy to w Egipcie przede wszystkim pretekst do przesiadywania w gronie przyjaciół i prowadzenia niekończących się dysput, które Egipcjanie po prostu uwielbiają. Jedną fajkę pali się przeciętnie ok. 45 min, jest więc sporo czasu na plotki i omówienie najważniejszych wydarzeń dnia. W prawie każdej ahli na honorowym miejscu stoi telewizor, w którym lecą na okrągło egipskie opery mydlane, prezentują się gwiazdy piosenki i rozgrywają piłkarskie mecze. Egipcjanie są zapalonymi kibicami piłki nożnej, a każdy mecz to okazja, by udać się do kafejki, zapalić sziszę i głośno (bardzo głośno) komentować rozgrywające się na ekranie spotkania.

W Hurghadzie czy Szarm el-Szejk kawiarnie z sziszą nastawione są przede wszystkim na turystów, więc nie zawsze można doświadczyć w nich niepowtarzalnego klimatu i atmosfery związanej z paleniem fajki wodnej. No i zostawimy tam oczywiście dużo więcej egipskich funtów - ceny są turystyczne. Jeżeli jednak znajdziemy się gdzieś poza kurortami, wejdźmy do typowej ahla baladi - miejscowej knajpki, aby przy małym stoliku nad filiżanką kawy z kardamonem czy szklanką soku z mango, wciągając niespiesznie aromatyczny dym, popatrzeć, jak mieszkańcy Egiptu spędzają wolny czas. Za sziszę i filiżankę kawy zapłacimy ok. 5 funtów egipskich (ok. 3 zł). Rozkręcony na ful telewizor, łaszące się do nóg koty i szerokie uśmiechy są za darmo. Zawsze będziemy tam mile widzianymi gośćmi - Egipcjanie są niebywale gościnni.

Aha, i pamiętajmy słowa egipskiego ministra zdrowia, że każde palenie szkodzi.

Oceń treść:

Average: 8.5 (2 votes)

Komentarze

Anonim (niezweryfikowany)

you're do it wrong...

"...a dotychczasowy drewniany cybuch zastąpili wężem"

Anonim (niezweryfikowany)

you DO it wrong

lub

you're doing it wrong

Anonim (niezweryfikowany)

jak można zarzucać komuś błąd i zacząć od "you're do it wrong"?!

Zajawki z NeuroGroove
  • Gałka muszkatołowa
  • Pozytywne przeżycie

Piątek. 15-02-2013 Godzina 15.00. Dzwoni ziomek z którym umówiliśmy się na palenie słodkiej baczki. Cały uśmiechnięty mimo złej pogody wyszedłem na spotkanie. Chociaż na zewnątrz było bardzo wilgotno i deszczowo w naszych okolicach okazało się być bardzo SUCHO. Zupełnie tak jak by dzień wcześniej cały świat wypalił stuff od wszystkich pobliskich zielarzy . Zdemotywowani tym faktem poszliśmy w strone sklepu celem wypicia napoju gazowanego, z dodatkiem chmielu oraz 6% zawartością etanolu. Po krótkiej przechadzce pomiędzy żelbetonowymi blokami, które rażą swoimi pstrokatymi kolorami wpadłem na pomysł odwiedzenia słodkiej krainy. Udaliśmy się więc do sklepu samoobsługowego, w którym zakupiłem dwa opakowania Indonezyjskiej gałki KAMISIA, oraz bardzo pyszny jogurcik o smaku wielu owoców leśnych. Kilka chwil później siedziałem w swoim cieplutkim pokoju mieszając drinka na wieczór, w proporcjach jedna paczka uśmiechu do połowy szklanki jogurtu. Zjedzenie tego zajęło mi mniej więcej 20 minut, ponieważ ten smak skutecznie mnie odrzuca od tego specyfiku, ale nie dałem się, zjadłem całą paczkę. Została mi jeszcze jedna, którą zalałem wrzątkiem a do kubka wpakowałem dwie saszetki czarnej herbaty. Tym razem wypiłem sam wywar, plus mniej więcej dwa łyki pestkowej mielonki. Smak herbaty dość dobrze zamaskował smutną i gorzką stronę gałki.

Godzina 21:00

Mija druga godzina odkąd wypiłem wywar. Czułem się dużo lepiej niż wcześniej, stawało mi się coraz cieplej na ciele jak i na duszy. Humor znacznie mi się poprawił. Przez cały czas rozmawiam z moim bratem na skype. On też zaczyna zauważać zmiany w moim sposobie mówienia oraz zachowaniu.

Godzina 22:20

  • Marihuana
  • Powoje
  • Yerba mate

S&S: Dom kolegi z okolicznymi działkami oraz zakład produkcyjny. Spacer wsiami i lasami nocą po okolicy. We śnie było nas trzech, Ja, Towarzysz K oraz Towarzysz W.

Dawkowanie: 10g nasion ipomea purpurea (w każdym dobrym sklepie etnobotanicznym =)) oraz mj nieznanego gatunku (+2 piwka, ale pomijam to jako tzw. 'błąd statystyczny' ze względu na dużą tolerancję na etanol).

Wiek i doświadczenie: 18, to i tamto. Towarzysz K 18, doświadczenie podobnie tylko dłużej, Towarzysz W chyba 22, doświadczenie małe.

  • 4-FMA
  • 4-HO-MET
  • Marihuana
  • MDMA (Ecstasy)
  • Miks

Domowy solo mix

Rześki styczniowy poranek. Zarzucam pomarańczową pięciokątną tabletkę z fluorometamfetaminą (4-FMA 100mg). Towar trzyma długo, kilkanaście godzin. Wykazuje bardzo przyjemne działanie, takie dobrze zbalansowane skrzyżowanie MDMA oraz amfetaminy. Cały dzień przebiega mi w dobrym humorze oraz z poczuciem satysfakcji i zaangażowania z każdej podjętej czynności. Da się nawet zjeść obiad, taka to funkcjonalna substancja. Pod wieczór czuję jednak pragnienie podbicia poziomu dopaminy – połykam pillsa „emki” (Tesla 150mg). Jest dobrze, bardzo dobrze.

  • Powój hawajski


substancja: ipomea violacea w liczbie 7 nasion.

doświadczenie: lsa, mj, dxm

set&setting: idealnie, jesteśmy na wakacjach nad jeziorem, łono natury, ciepło, pełen pozytyw.





Postanowiłyśmy jeść powój; ja i dwie moje koleżanki. Jako że był to 'pierwszy raz' dla nich obu, zjadły po 5. Jak zwykle strasznie drażnił mnie smak nasion, w moim odczuciu są obrzydliwe, więc wrzuciłam je do gorącej chińskiej zupki, przez co prawie nie czułam smaku.