Skręt w Holandii tylko za okazaniem legitymacji?

Coffee shopy powinny się stać zamkniętymi klubami palaczy marihuany, i to wyłącznie dla Holendrów - postulują eksperci wynajęci przez rząd. Takie wnioski przedstawiła komisja pod wodzą chadeckiego polityka Wima van de Donka poproszona o przygotowanie zmian w polityce wobec miękkich narkotyków.

Koka

Kategorie

Źródło

Gazeta Wyborcza

Odsłony

2146

Coffee shopy powinny się stać zamkniętymi klubami palaczy marihuany, i to wyłącznie dla Holendrów - postulują eksperci wynajęci przez rząd. Takie wnioski przedstawiła komisja pod wodzą chadeckiego polityka Wima van de Donka poproszona o przygotowanie zmian w polityce wobec miękkich narkotyków. W zamian za przekształcenie coffee shopów w zamknięte kluby ich właściciele mieliby prawo do większych zapasów miękkich narkotyków niż dotychczas - czyli ponad 500 g. Polityką wobec miękkich narkotyków zajmowałby się specjalny koordynator o szerokich uprawnieniach. Komisja postuluje też, by z 16 do 18 lat podnieść wiek, od którego można kupować legalnie alkohol. Bo trawka idzie często w parze z napojami wyskokowymi.

To wszystko można traktować jako zapowiedź szykowanej przez rząd rewizji najsłynniejszego bodaj na świecie holenderskiego eksperymentu - gedoogbeleid, czyli obowiązującej od lat 70. polityki tolerancji wobec miękkich narkotyków. Wychodziła ona z prostego założenia, że skoro nie możemy czemuś zapobiec, to przynajmniej postarajmy się to kontrolować. Od ponad 30 lat sprzedaż niewielkiej ilości miękkich narkotyków jest w Holandii dozwolona w koncesjonowanych kafejkach nazywanych popularnie coffee shopami. Jest ich 700, każda z nich musi mieć licencję od lokalnych władz podobną do naszej koncesji na sprzedaż alkoholu. Każdy klient ma prawo kupić do 5 g marihuany, wypalić skręta w kafejce czy zjeść ciasteczko z domieszką miękkiego narkotyku. Gedoogbeleid miała głównie na celu wyciągnięcie miękkich narkotyków z rąk kryminalnego półświatka, kontrolowane zmniejszanie ich zużycia oraz ograniczenie społecznej uciążliwości tego zjawiska.

- To się nie udało - przyznaje prof. Cyrille Fijaut z komisji van de Donka.

Depenalizacja sprzedaży marihuany nie wyrwała jej z szarej strefy ani nie spowodowała zmniejszenia zużycia - głównie za sprawą niekonsekwencji w samej polityce wobec miękkich narkotyków. O ile posiadaczy małej ilości trawki w Holandii nikt nie ściga, o tyle uprawa i hurtowa sprzedaż marihuany są niedozwolone. Chcąc mieć towar, coffee shopy muszą łamać prawo i kupować narkotyki na czarnym rynku kontrolowanym przez przestępców. Szacuje się, że czarny rynek wart jest w Holandii 2 mld euro. Pielgrzymki narkoturystów zakłócają też życie mieszkańców tak dotkliwie, że niektóre przygraniczne miasta jak Bergen op Zoom i Roosendaal zdecydowały się pozamykać kafejki. Inne - jak Amsterdam - wymusiły zamknięcie lokali leżących zbyt blisko szkół. Dlatego rząd chadeka Jana Petera Balkenendego chce zimą zrewidować politykę wobec miękkich narkotyków. Wszystkie partie zgadzają się, że prawo trzeba zmienić, ale co do tego, jak to zrobić, nie ma już zgody. Chadecy nie chcą np. zgodzić się na zalegalizowanie upraw marihuany, za czym z kolei opowiadają się ich koalicjanci z lewicowej Partii Pracy. Przeciwnicy reformy przestrzegają, że odcięcie turystów od coffee shopów spowoduje rozwój czarnego rynku, co zwiększy również przestępczość. Eksperci z komisji van de Donka wiedzą też, że Holandia na całym świecie kojarzy się dziś nie tylko z tulipanami i wiatrakami, ale także z wonią palonej marihuany.

Na 16 mln Holendrów trawkę pali regularnie blisko 400 tys. osób, do tego dochodzi corocznie kilkanaście milionów turystów przyjeżdżających m.in. dla coffee shopów. Jeszcze kilka lat temu o skutkach ubocznych polityki tolerancji nie mówiło się publicznie. Rok temu stereotyp holenderskiej krainy swobód zaczął się jednak chwiać w posadach. Policja usunęła z centrum Rotterdamu prostytutki legalnie świadczące swe usługi, kurczy się słynna dzielnica czerwonych latarni w Amsterdamie - władze przekształcają ją w kwartał sklepów i apartamentów. A ze sklepów ze zdrową żywnością zniknęły halucynogenne grzybki.

Oceń treść:

Average: 9 (1 vote)

Komentarze

Anonim (niezweryfikowany)
Czyli ten kraj upada. Z wymarzonego raju na ziemii, robią kolejny zwykły, szary kraj. Oni myslą, że utrzymają się z tulipanów?
bbbb (niezweryfikowany)
Polityka prowadzona przez Holandie też właśnie jest dziwna... Wiadomo że legalizacja wszystkiego była by lepsza, ale lepiej żeby te uprawy również były kontrolowane... Najważniejsze jest, aby nie karać za samo posiadanie/palenie, a tego w naszym cudownym państewku tak szybko niestety nie bedzie :/
Anonim (niezweryfikowany)
witam mieszkam w hoandii, konkretnie 40 km od wspomnianego roosendaal - nikt tu nigdy nie wycofa zielska z legalnej sprzedazy - zapamietajcie to. A grzybki jak mozna bylo kupic - tak mozna i dzis. nie ma najmniejszych problemow. to ze czerwona dzielnica sie kurczy? Amsterdam tylko na tym traci a prostytutki i tak lepsze sa w prawdziwych domach rozkoszy a nie na ulicznych wystawach. pfffff ide zapalic wlasnie swiezutkiej wdowy ktora marokan uysypal mi dzis z kilogramowego wora. na legalu. pozdro z holandii!
jan (niezweryfikowany)
Chciałem w przyszłym roku jechać ale będzie trzeba przyspieszyć wyjazd , mam nadzieje że uda mi się zdążyć zajarać w cywilizowanych warunkach.
szarek (niezweryfikowany)
"postulują eksperci wynajęci przez rząd" .
Anonim (niezweryfikowany)
wlasnie, co to za eksperci?
mm (niezweryfikowany)
Może wyeksportowaliśmy do Holandii naszego eksperta Piotra Jabłońskiego. :)
agquarx
A tak przy okazji chciała bym pogratulować Ci Koka wspaniałej pracy dla całej społeczności hyperreal.info :-). Mam nadzieję, że czytasz komenatarze pod swoimi artykułami ;-). Piszę tutaj, bo coś nie odpowiadasz na inne sposoby komunikacji.
Anonim (niezweryfikowany)
Też bym ci nie odpisał
sqw (niezweryfikowany)
ahahahhhaaa
Anonim (niezweryfikowany)
polacy chlać i ćpać nie umieją ale to robią . . .
Koka
Czytam nie tylko pod swoimi i zawsze mam niezly ubaw :-)
Lehoo (niezweryfikowany)
Też mogę zjarać kilku ludzi i kazać im napisać jakieś oświadczenie, ale to wcale nie oznacza że będzie to rzetelna opinia ludzi zaznajomionych z tematem. Poza tym po co mówią o tym skoro już i tak wiadomo że w razie próby delegalizacji gospodarka się załamie nie tylko u nich ale na całym świecie. A teraz posłuchajcie jak doszło do tego że rząd holenderski wpadł na taki genialny pomysł... Koncerny tytoniowe podstawiły swoich ludzi do rządu w holandii i w ten sposób znika nam ostatnia oaza spokoju w tym popi***** świecie. Ludzie muszą palić inaczej zaczeliby się buntować przeciwko temu co politycy robią dla niech na świecie. Jak dla mnie to mogą to wszystko zdelegalizować. Wtedy pojadę sobie do rosji albo jeszcze dalej w azję i będę palił ile tylko chcę :)) A jak chcą się pozbyć problemu grzybów to niech je sami zjedzą :P Chociaż może zjedli i dlatego były pustki w sklepach i takie pomysły na ustawy xD
Zajawki z NeuroGroove
  • DOI

Substancja: DOI ( 2,5-dimetoksy-4-jodoamfetamina )

Dawka: 3,5 mg

Doświadczenie w fenetylaminach: XTC, amfetamina, 2C-E, 2C-I, 2C-

T-2, San Pedro.


Było to moje najgłębsze chyba doświadczenie z fenetylaminami.

Dzieliło się wyraźnie na trzy fazy. Pierwsza - wejście, mdłosci,

nieprzyjemne efekty, druga - natłok halucynacji i pozytywnych i

negatywnych efektów, przerost nad naszymi możliwosciami, trzecia

- stabilizacja. Trwało w sumie 16 h.



  • Grzyby halucynogenne
  • Przeżycie mistyczne

piękne naturalne otoczenie z raczej takim sobie nastawieniem.

Przychodzi taki dzień w życiu, kiedy trzymasz w swojej dłoni mniej więcej garść grzybów i jest Ci wszystko jedno, gdzie ślepy los zawieje twoje życie. Takiż dzień spotkałem na swojej drodze. Nagły impuls skierował mnie do lasu. Udaję się daleko od bezpiecznego miejsca, zastanawiając się nad sensem bezsensu moich decyzji. Mój pociąg odjechał, a ja rozgościłem się w nim jak czeska prostytutka w stodole. Trzymam fason i idę dalej.

  • LSD-25
  • Pozytywne przeżycie

pozytywne nastawienie, w otoczeniu dwóch bliskich mi i zaufanych osób, wyjście do muzeum

Wiele razy zabierałam się do napisania trip raportu po spróbowaniu nowych używek (z mniejszą czy większą korzyścią dla mnie), jednak mam wrażenie że im bardziej człowiek w to wsiąka, tym w jakiś sposób mniej ‘wyjątkowe’ wydają się wszystkie kolejne okoliczności. Precyzując co mam przez to na myśli: odwrotnie proporcjonalnie do ilości nabywanych doświadczeń coraz mniej analizuje się na czym polegają nowe doznania, a bardziej po postu je przeżywa, tak po prostu będąc tu i teraz. A przynajmniej tak działa to w moim przypadku.

  • Kodeina
  • Pierwszy raz

Marcowy wieczór, zmęczony kolejnym dniem w szkole, ale nastrój jak najbardziej pozytywny. Chęć zrelaksowania się, chwili zapomnienia, ale i ciekawość co kryję się pod nazwą Thiocodin.

Z kupnem Thiocodinu były małe problemy, bo babeczka w aptece wyskoczyła z tekstem: "dla kogo?". Trochę zaskoczony powiedziałem, że dla mamy. Ona znowu "a co mamie jest?" na co ja, że nie mam pojęcia, kazała mi kupić to jestem. Coś tam pogadała, aby pamiętać o tym, że nie wolno wykorzystywać skutków ubocznych. Ładnego zonka miałem. Trochę mnie zamurowało i się nie odzywałem, tylko myślałem sobie "Czy ja kurwa wyglądam na ćpuna?!" W ostatecznośći wyszedłem  z apteki z paczką Thiocodinu w kieszeni i z uśmiechem na twarzy.