Moje doświadczenie z ziołem zaczęło się stosunkowo niedawno. Pewnie do dzisiaj nie sięgnąłbym po nie gdyby nie pewna osoba... Ale zacznę od początku...
Mitów o substancjach psychodelicznych powstało w Polsce wiele, choć od zarania dziejów są one znane człowiekowi. Psychiatrzy widzą w nich szansę na leczenie depresji, traum, uzależnień.
Tekst stanowi przedruk z podanego źródła - pozdrawiamy!
Robią dziury w mózgu, odcinają od świata, uzależniają. Narkotyki, jak każde inne, wspomagają imprezę, stanowią zagrożenie dla społeczeństwa - mitów o substancjach psychodelicznych powstało w Polsce wiele, choć od zarania dziejów są one znane człowiekowi. Psychiatrzy widzą w nich szansę na leczenie depresji, traum, uzależnień. Grupa polskich ekspertów - lekarzy, naukowców, prawników chce to zmienić: mówić głośno o psychodelikach, dotrzeć społeczeństwa i rządzących, a w efekcie zmienić prawo.
- Przez długi czas te substancje nie były w Polsce dostępne na tak szeroką skalę jak np. w USA. W latach 60. nie było u nas "rewolucji hippisowskiej", a dla wielu Polaków nadal są one czymś obcym. Na dodatek nie powstały w Polsce żadne spójne środowiska akademickie, które chciałyby je badać. Sytuacja wygląda zupełnie inaczej nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale również w wielu europejskich krajach takich jak Niemcy, Szwajcaria, Wielka Brytania czy Czechy - wyjaśnia socjolog Maciej Lorenc, członek towarzystwa i autor książki “Czy psychodeliki uratują świat?”.
- Informacje o badaniach nad psychodelikami przebijają się w Polsce raczej sporadycznie. Czas to zmienić i przedstawić społeczeństwu potencjalne korzyści z przyjmowania tych substancji, wyjaśnić ich terapeutyczne właściwości i pokazać, że mogłyby stać się jedną z opcji leczenia w sytuacjach, w których standardowe formy terapii nie pomagają - dodaje.
Dlaczego niektóre kraje pozwoliły na badania nad psychodelikami? Między innymi ze względu na doniesienia o korzystnym wpływie psylocybiny na leczenie depresji, na którą, jak podaje WHO, cierpi w tym momencie ponad 300 milionów mieszkańców tej planety.
Kilka lat temu w Imperial College London przeprowadzono pilotażowy projekt, w którym stwierdzono, że u znacznej większości pacjentów z wieloletnią depresją lekoodporną objawy ustąpiły na kilka miesięcy. Ten antydepresyjny efekt zauważyli już wcześniej naukowcy z Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa, czy Uniwersytetu Nowojorskiego podczas badań dotyczących wpływu psylocybiny na śmiertelnie chorych ludzi w stanach terminalnych. Podobne eksperymenty przeprowadził z użyciem LSD szwajcarski psychiatra Peter Gasser, który i zauważył, że u tego rodzaju pacjentów nastąpił wyraźny spadek przygnębienia i lęku związanego z nadciągającą śmiercią, przez co byli w stanie nawiązać lepsze relacje z rodziną
Kolejnym ważnym obszarem współczesnych badań jest użycie MDMA do leczenia zespołu stresu pourazowego. Substancja ta jest znana na czarnym rynku jako "ecstasy" i nie zalicza się do grupy klasycznych psychodelików, ale ma podobne właściwości i podobny protokół terapeutyczny - pozwala na wybudowanie trudno dostępnych sfer psychicznych i sprzyja samopoznaniu. W badaniach opublikowanych na łamach brytyjskiego pisma “The Lancet Psychiatry” czytamy, że kontrolowane podawanie MDMA osobom z zespołem stresu pourazowego (strażakom, weteranom, policjantom), w połączeniu z psychoterapią, pozwoliło na wyleczenie PTSD w ciągu kilku tygodni. Ten potencjał dostrzegł już Izrael, gdzie Ministerstwo Zdrowia wydało pozwolenie na rozpoczęcie badań klinicznych właśnie w tym zakresie.
Polskie prawo w tym przeszkadza, więc jednym z głównych celów towarzystwa jest reklasyfikacja psychodelików do grupy substancji o istotnych zastosowaniach medycznych, które mogą być stosowane również w celach naukowych i przemysłowych. - Klasyczne psychodeliki mają niewielki potencjał nadużywania, bo nie powodują uzależnienia fizycznego. Rzadko wymagają interwencji medycznych i nie uszkadzają organów, a na dodatek nikt jeszcze nie zmarł w wyniku ich przedawkowania. Ich przyjmowanie pociąga za sobą pewne zagrożenia psychologiczne, ale dotychczasowe badania sugerują, że w kontrolowanych warunkach klinicznych można całkowicie ich uniknąć - mówi Lorenc. Silne wsparcie naukowców
W zespole Polskiego Towarzystwa Psychodelicznego większość członków stanowią naukowcy; wśród nich m.in. prof. Ryszard Kozłowski - chemik, dr Kamil Sipowicz - filozof, dr Marek Balicki - psychiatra, dr Jerzy Jarosz - anestezjolog, czy prof. Andrzej Pilc - neurofarmakolog.
- Psychodeliki były intensywnie używane przez ludzi, którzy w latach 60. zaangażowali się antywojenne i antyrządowe demonstracje, co oczywiście nie podobało się decydentom. Zakazali więc użycia tych substancji na lata. W Polsce trafiły do grupy substancji psychotropowych o dużym potencjale nadużywania, uzależnienia i braku wskazań klinicznych. Tymczasem bardzo uzależniająca morfina, znajdująca szerokie zastosowanie kliniczne, na tej liście nie widnieje - zauważa prof. Pilc z Polskiej Akademii Nauk. - Gdybyśmy chcieli w polskiej klinice testować substancje psychodeliczne, stajemy przed takimi kosztami i trudnościami, że jest to poza naszym zasięgiem.
Co ciekawe, badania substancji psychodelicznych prowadzono jeszcze w czasach PRL-u w latach 50. I 60., ale były to niewielkie i mało znaczące projekty. Obecnie w naszym kraju bada się je wyłącznie na zwierzętach - tak jak robił to Instytut Farmakologii PAN, sprawdzając wpływ psylocybiny na szczury. Częściowo udało się wykazać jej przeciwdepresyjne działanie, ale badania wymagają jeszcze rozszerzenia i powtórzenia, by je publikować.
- To był moment, w którym bardzo zainteresowałem się psychodelikami. Kiedy więc rok później zgłosili się do mnie przedstawiciele towarzystwa, musiałem się zgodzić pomóc. Po latach zastoju i kompletnego zakazu, doszliśmy do czasów pojawienia się wielu prac klinicznych, wykazujących, że te substancje działają: przeciwlękowo, przeciwdepresyjnie, w leczeniu uzależnień od alkoholu i nikotyny - wskazuje uznany neurofarmakolog. - Problem w tym, że firmy nie są zainteresowane takimi substancjami, bo ani nie da się ich opatentować, gdyż znane są od lat; ani kolosalnie na nich zarobić, bo zwykle wystarczy pacjentowi tylko kilka podań.
Polscy terapeuci musieliby oczywiście przejść specjalne szkolenia, aby w przyszłości móc prowadzić terapię z użyciem MDMA czy psylocybiny. To melodia przyszłości, ale w osiągnięciu tego celu bardzo pomogłaby zmiana polskiego prawa.
Terapeutyczne zastosowanie psychodelików stanowi dla naukowców priorytet, ale na drugim planie toczą się również badania nad tym, jak mogą one rozwijać potencjał ludzi bez zdiagnozowanych problemów natury psychicznej - rozwijać kreatywność, duchowość, empatię.
Ale co w przypadku, gdy oswoimy psychodeliki do tego stopnia, że będą traktowane przez ludzi jako droga na skróty do samorozwoju? Podobne pytanie zadali sobie naukowcy z Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa, badając, jaki wpływ substancje psychodeliczne mają na osoby praktykujące medytację i na przedstawicieli duchowieństwa z różnych tradycji. Uczestnicy tych badań pozytywnie ocenili swoje doświadczenia i określili je jako bardzo ważne dla ich życia wewnętrznego, ale jednocześnie podkreślali, że nie są one w stanie zastąpić regularnej praktyki duchowej.
Jeśli ktoś chce raz w tygodniu doświadczyć świętości poprzez połknięcie pigułki, to szybko zobaczy, że właściwie stoi w miejscu i jedynie łyka pigułki. W tego rodzaju sytuacjach przyjmowanie psychodelików może stać się celem samym w sobie i wręcz przeszkadzać w rozwoju. Chociaż według sondażu Global Drug Survey osób z takim podejściem nie ma zbyt wiele, bo większość ankietowanych twierdzi, że używają tych substancji zaledwie kilka razy do roku albo rzadziej - zauważa Lorenc.
Naukowcy przestrzegają, że istnieją zagrożenia w używaniu psychodelików - chodzi o osoby z predyspozycjami do psychoz, czy schizofrenii. Substancje psychodeliczne mogą pogłębić ich symptomy, a nie każdy zdaje sobie sprawę, że takie predyspozycje ma. W przypadku użycia klinicznego prowadzi się więc najpierw badania przesiewowe, w których psychiatrzy eliminują osoby o potencjalnym ryzyku. Odkąd wznowiono badania nad psychodelikami ponad dwadzieścia lat temu, nie odnotowano u uczestników ani jednej długofalowej negatywnej reakcji.
- Publikowane są prace o mistycznych, bardzo głębokich doświadczeniach, poczuciu jedności ze wszechświatem, odczuwalnych nawet przez rok po podaniu psylocybiny, co powoduje u badanych wzrost empatii, czy pozytywnego myślenia. Z perspektywy naukowca to zatem niezwykle interesująca grupa leków. Anglicy, Kanadyjczycy, Szwajcarzy, Amerykanie te badania mogą robić i od lat pokazują, że w kwestii psychodelików wyszliśmy już z poziomu przypuszczeń i hipotez. One po prostu działają - komentuje prof. Pilc.
- Opór materii jest w Polsce ogromny, ale wierzę, że towarzystwo będzie go powoli przełamywać. Psychodeliki są znacznie mniej niebezpiecznie i uzależniające niż chociażby opiaty, a pole możliwości zastosowań tak obszerne, że byłoby grzechem nie spróbować tego wykorzystać - dodaje.
W internecie ruszyła zbiórka środków na pierwszy rok działania Polskiego Towarzystwa Psychodelicznego. Jego przedstawiciele mają świadomość, że to trudny temat, ale wychodzą z założenia, że warto go podjąć. . Od startu zbiórki trafia do nich wiele informacji zwrotnych, więc sądzą, że ludzie interesowali się wcześniej tym tematem, ale brakowało im kontekstu, który mógłby ich skupić w jednym miejscu. Dlatego pierwsze pomysły na konkretne działania towarzystwa to stworzenie filmu dokumentalnego i organizacja polskiej konferencji dotyczącej psychodelików, na której mogliby się spotkać badacze z różnych dziedzin. Inny to wspieranie i przygotowywanie publikacji w tym temacie.
- Medyczna marihuana została wprowadzona za rządów PiS, co dla wielu było zaskoczeniem, bo w końcu jest to konserwatywna formacja polityczna. Jeśli więc przedstawimy rzetelną wiedzą dotyczącą potencjalnych zastosowań medycznych psychodelików, nie jest wykluczone, że politycy będą skłonni poprzeć zmiany w prawie - mówi Lorenc.
Prof. Pilc wtóruje: - Dlaczego udało się z marihuaną medyczną? Bo była stosowana i pomagała, więc pacjenci się jej domagali. Jeśli pacjent z depresją, traumą, czy lękiem zacznie domagać się psylocybiny, też może doprowadzić do zmiany. Przebijanie głową muru wymaga wysiłku, ale jako towarzystwo jesteśmy gotowi podjąć ten wysiłek. W końcu mówimy o kraju, w którym depresja zabija sześć tysięcy osób rocznie i prawie się o tym nie mówi.
Ale na szczęście mówić się zaczyna. Tak jak o psychodelikach.
Moje doświadczenie z ziołem zaczęło się stosunkowo niedawno. Pewnie do dzisiaj nie sięgnąłbym po nie gdyby nie pewna osoba... Ale zacznę od początku...
Poziom doświadczenia: spore (feta, MDMA, cała masa dziwactw z apteki)
substancje: Lorafen, Tantum Rosa, feta, i jeszcze jakieś psychotropki
Nazwa substancji: Gałka muszkatałowa
Dawka, metoda zażycia: około 7-10g, doustnie
Set & setting: Puste mieszkanie, godz. 21:30, matka miała wrócić za ok. 40 min. Wątpiłem czy poczuje jakiekolwiek efekty działania gałki
3.07.2004r.
* godz. 9:20
Set: urlop, trwające od kilku dni radosne podniecenie w związku z tripem, w szerszej perspektywie - trochę standardowych, siedzących gdzieś z tyłu głowy problemów, nic wielkiego Setting: sobota, schyłek lata, lekko zasnute chmurami niebo. Puste mieszkanie, pobliskie jezioro wraz z okalającym je lasem, tramwaj
21:32. Stoję na maleńkim balkoniku w bloku z wielkiej płyty i palę papierosa. Stara rura ze mnie - myślę sobie - skoro o tej godzinie po urodzinowych gościach został tylko zapach łychy, paczka po bibułkach i tytoń wdeptany głęboko w ruski dywan.
I ten zupełnie niepozorny, starannie poskładany kawałeczek folii aluminiowej, zatknięty zapobiegawczo w suchym i chłodnym miejscu, gdzieś między jajkami a kostką masła.
Komentarze
Od wielu lat zmagam się z zaburzeniami depresyjnymi i atakami silnego lęku. Antydepresanty na mnie nie działają w ogóle. Mam utrudnione normalne funkcjonowanie w społeczeństwie i cierpię między krótkimi remisjami . Być może to jedyny ratunek dla mnie. Popieram i artykuł jest bardzo dobry.
polskie towarzystwo psychodeliczne, a na czele gość z kanału wiem co cipiem. Jeśli tak ma to wyglądać to wolę żeby jedyny mój medialny kontakt z tymi substancjami to szybkie pytanie "lsd czy doc?". I nie wiem kto sprzedaje temu gościowi psychodeliki ale powinien wziąść większą odpowiedzialność za swoich klientów.