REKLAMA




Narkotyki czy lekarstwa?

Coraz głośniej mówi się o potrzebie legalizacji medycznych zastosowań marihuany. Jednak takich substancji wyklętych jest więcej. Od lat 70. ciąży na nich odium narkotyków. Czas, by przyjrzeli się im naukowcy, a nie prokuratorzy.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Gazeta Wyborcza
Olga Woźniak
Komentarz [H]yperreala: 
No cóż, miło, że nie tylko na Hyperreal sygnalizowane są aktualności z tego obszaru. A wydawałoby się, że oprócz dyżurnych kwestii dopalaczy i medycznej marihuany nic już się nad Wisłę nie przebije.

Odsłony

662

Coraz głośniej mówi się o potrzebie legalizacji medycznych zastosowań marihuany. Jednak takich substancji wyklętych jest więcej. Od lat 70. ciąży na nich odium narkotyków. Czas, by przyjrzeli się im naukowcy, a nie prokuratorzy.

Od pół wieku medyczne badania nad psychoaktywnymi substancjami są zabronione przez prawo. Naznaczone jako narkotyki, odsądzone od czci i wiary, zostały pozamykane w kodeksach karnych, a zbliżanie się do nich nie wiązało się z niczym miłym. Jednak razem z troską o społeczną trzeźwość odcięliśmy potencjalne korzyści, jakie moglibyśmy czerpać z medycznego zastosowania tych środków. Możemy zamykać oczy i zatykać uszy, ale - podobnie jak przy medycznych właściwościach marihuany - zamiast usilnie udawać, że ich nie ma, a narkotyk to tylko zło, może warto byłoby wykonać rzetelne badania i używać tych środków z rozwagą. Ostatecznie przecież wiele środków stosowanych do uśmierzania bólu czy używanych do wprowadzania pacjentów w narkozę to też substancje psychoaktywne. Tylko jak bez nich operować czy leczyć ból nie do zniesienia? Zrezygnowalibyście z tego w imię chemicznej czystości mózgu?

Na granicy pseudonauki

Ta historia rozpoczęła się, gdy w 1943 roku pracujący dla szwajcarskiego koncernu farmaceutycznego chemik Albert Hofmann zsyntetyzował LSD. Na początku substancje takie jak LSD nazywano psychomimetykami, zauważono bowiem, że naśladują objawy schizofrenii czy innych chorób psychicznych. W 1957 roku ochrzczono je nazwą "psychodeliki", a ich ojcem chrzestnym stał się brytyjski psychiatra Humphry Osmond. Działanie tych środków skojarzyło mu się z greckimi słowami "psyche" - umysł i "delein" - objawiać. Uznał, że związki te pozwalają zajrzeć w głąb naszej psyche, wywołując doświadczenia różne od zwykłego stanu umysłu: halucynacje, odmienne stany świadomości. Uważał przy tym, że ich zastosowanie otwiera nowe pole dla psychiatrów, neurologów, psychologów.

I rzeczywiście, z tamtego czasu pochodzi blisko tysiąc prac na temat zastosowań psychodelików w psychiatrii. Próbowano nimi także leczyć chorych na schizofrenię, depresję czy alkoholizm. Wtedy jednak nie było właściwych procedur - brakowało grupy kontrolnej, nie stosowano podwójnie ślepej próby. Wyniki tych doświadczeń można więc potraktować anegdotycznie, a badania powtórzyć z zastosowaniem dzisiejszego rygoru prób klinicznych. Tyle że wiedza przegrywa z ideologią.

LSD stworzono w latach 40., ale 30 lat później - wraz z innymi podobnymi środkami - w wielu krajach zaklasyfikowano je jako substancje mające duży potencjał nadużywania i brak uznanego zastosowania medycznego. Są niedostępne w legalnym obrocie. W tym worze znalazły się: heroina, LSD, marihuana, MDMA, meskalina, psylocybina. Klamka zapadła. Żadnych badań, żadnych prób.

Była to zdecydowanie bardziej polityczna niż naukowa decyzja. No, ale nie da się ukryć, że złą naukową prasę robili psychodelikom sami ich badacze, działając nieraz na granicy nauki i pseudonauki - niejednokrotnie ześlizgując się na stronę mistyczną i oniryczną.


Mistyczny odjazd

Wśród nich wymienić należy m.in. Wilhelma Reicha, ucznia Zygmunta Freuda. Używał substancji psychoaktywnych, by lepiej wejrzeć w podświadomość, i te mentalne wycieczki doprowadziły go choćby do odkrycia "podstawowej energii kosmicznej", czyli orgonu.

Drugą barwną postacią jest psycholog z Uniwersytetu Harvarda Timothy Leary, jeden z guru ruchu hipisowskiego w latach 70. Założyciel Ligi Duchowych Odkryć, sekty, która za swego rodzaju komunię uważała zażycie LSD. A zaczęło się od tego, że Leary zupełnie naukowo badał LSD i psylocybinę (składnik niektórych grzybów).

Ze świata nauki w krainę doświadczeń parapsychicznych odjechał także odkrywca ecstasy - Aleksander "Sasza" Shulgin. Profesor farmakologii, który sam na sobie eksperymentował z poszerzaniem świadomości. Szacował, że miał ponad 4 tys. doświadczeń z rozmaitymi związkami działającymi na mózg: stymulantami, środkami uspokajającymi, wywołującymi drgawki, wyłączającymi emocje.

"Ecstasy" to naprawdę nietrafiona nazwa - oburzał się zresztą, opowiadając o swoim najbardziej znanym dziecku, MDMA (3,4-metylenodioksymetamfetaminie). - W MDMA nie ma nic ekstatycznego - twierdził. - Jeśli już, to powinna się nazywać raczej "empathy" - bo pod jej wpływem doświadczasz bliskości, akceptacji i głębokiego zrozumienia siebie i innych. Czułem się czysty, jasny, otwarty - to była łagodna, wszechogarniająca euforia. MDMA to aspiryna dla duszy - przekonywał Shulgin.

Zbyt wielu jednak nie przekonał. Dzięki odjazdom takim jak jego na psychodelikach ciąży takie piętno, że niewielu specjalistów podjęło się poważnych badań. O samej ecstasy wiemy dziś, że zaburza w mózgu poziom neuroprzekaźnika serotoniny, uszkadza pamięć, a może dokonuje nawet zupełnie fizycznych zniszczeń w tkance nerwowej. Jaki jest jednak mechanizm jej działania? I czy nie dałoby się jej zaprząc do jakichś pożytecznych działań?

One leczą!

Być może dowiemy się tego wkrótce, bo w murze oporu wobec psychodelików pojawiają się pierwsze szczeliny. W USA, Szwajcarii czy Wielkiej Brytanii naukowcy prowadzą badania, które mogą stanowić nadzieję dla chorych onkologicznie, neurologicznie czy psychiatrycznie. Pokazują one potencjalne zastosowania LSD czy psylocybiny w leczeniu lęków,depresji, uzależnień, klasterowych bólów głowy w migrenach, stresu pourazowego.

Coraz głośniej mówi się o leczniczych właściwościach marihuany. Wiemy o korzyściach z używania jej w leczeniu stwardnienia rozsianego, bólów neuropatycznych i chronicznych odpornych na inne formy terapii. Doświadczenia prowadzone w Sidney Farber Cancer Center w Bostonie opisane na łamach "New England Journal of Medicine" dowodzą, że marihuana zmniejsza o co najmniej połowę nudności u osób przechodzących chemioterapię.

Z kolei według badań opublikowanych w piśmie "Cancer Research" kannabinoidy zawarte w marihuanie są skuteczne w leczeniu glejaka wielopostaciowego - jednej z najbardziej śmiertelnych form guza mózgu.

Pisma naukowe pełne są takich informacji: THC (tetrahydrokannabinol, główna substancja psychoaktywna zawarta w konopiach) obniża ryzyko rozwoju miażdżycy, ma terapeutyczne działanie w kilku odmianach epilepsji, radzi sobie z wirusami odpowiedzialnymi za rozwój niektórych nowotworów, obniża poziom glukozy we krwi. Od 2001 roku psychiatra Francisco Moreno z University of Arizona eksperymentuje z zastosowaniem psylocybiny u osób z chorobą afektywną dwubiegunową. Z kolei dr Michael Mithoefer prowadzi badania nad zastosowaniem ecstasy w leczeniu zespołu stresu pourazowego. W "Nature Reviews Neuroscience" ukazała się praca autorstwa szwajcarskiego psychiatry Fransa Vollenweidera dowodząca, że wiele psychodelików zmniejsza aktywność receptora w mózgu, na który działa także serotonina. Mogą więc działać przeciwlękowo i antydepresyjnie.

Przeciwnicy się burzą, twierdząc, że okienko, w którym te substancje mają zastosowanie lecznicze, jest bardzo wąskie. A otwierając się na ich używanie medyczne, tworzymy furtkę, przez którą mogą wymknąć się im spod kontroli.

Wciąż jednak powstają fundacje, które zbierają pieniądze na naukowe badania - jedną z nich jest Beckley Foundation, inną Multidisciplinary Association for Psychedelic Studies. Tą ostatnią zarządza dr Rick Doblin. Walczy o regulacje prawne pozwalające na szersze używanie psychodelików, niejednokrotnie toczy sprawy sądowe o pozwolenia na badania dla naukowców, zbiera też dla nich fundusze.

Jest uparty. I uważa, że najbardziej boimy się tego, czego nie znamy. Może więc zamiast zamykać narkotyki w lochach, powinniśmy bardziej je oswoić i poznać? Przy właściwym traktowaniu mogą zmienić się w użyteczne leki.

Na tych badaniach jednak wcale nie zależy koncernom farmaceutycznym, bo wielu z psychoaktywnych substancji nie da się już opatentować. Jak więc czerpać z nich zyski?

Czy nasze demony wygrają z rozsądkiem?

Walka trwa. Wynik wciąż jest niepewny...

Oceń treść:

Average: 10 (2 votes)
Zajawki z NeuroGroove
  • Gałka muszkatołowa

Na samym początku chciałbym się podzielić moją nabytą wiedzą w związku z gałką. Otóż, na rynku możemy wyróżnić 4 ''rodzaje'' tego specyfiku:

-pierwszą i za razem najlepszą z dostępnych gałek jest oczywiście ta w całości (orzechy), jednak sami musimy wyciągnąć tarke i zmielić nasze maleństwa. Tak przygotowana gałka jest najlepsza, gdyż jest świeża i żadne z jej cennych substancji (w tym przypadku mirystycyny) nie zwietrzały. Za 2/3 takie orzechy zapłacimy od 3zł do 8zł.

  • MDMA (Ecstasy)

Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że nie jestem tym kretynem, który pisał pod ksywą kajot różne szczeniackie debilizmy - więc jeśli planujesz pochopnie skomentować ten raport - wyjdź.


XTC - Extasy czyli po polsku ekstaza. W internecie możemy znaleźć taką definicje tego słowa: stan niezwykłego uniesienia, zachwytu, połączony z oderwaniem uwagi od rzeczywistości; mistyczny trans. Myśle, że te słowa idealnie oddają ogólny stan wywołany mała tabletką.


  • Grzyby halucynogenne
  • Inne
  • Pierwszy raz

Ciepły letni dzień, pierwsza połowa czerwca, podróż z kolegą (D), z którym zdarzyło mi się już kiedyś wybrać na skromnego tripa na połowie kartona. Grzyby własnoręcznie wyhodowane przez D z growboxa przywiezionego z Amsterdamu. Pierwszy test owoców jego pracy jak i mój pierwszy raz z grzybami. Swobodne, bezstresowe podejście do psychodelików po niedawnych próbach z LSD. Nastawienie na wrażenia podobne do kwasu, ale krótsze. Spacer po lasach niedaleko domu D.

 

Wstęp: Podobnie jak wszystkie poprzednie moje raporty, TR pisany po upływie dłuższego czasu. W tym wypadku jest to 2,5 roku. Podawane czasy nie są więc dokładne. Podróż była raczej krótka. Rozmów też nie prowadziliśmy zbyt wiele. Zdarzyło się jednak kilka niecodziennych rzeczy, których nie było mi dane doświadczyć na kwasie. Raport nie będzie więc taki znów najkrótszy.

  • Gałka muszkatołowa
  • Pozytywne przeżycie

Piątek. 15-02-2013 Godzina 15.00. Dzwoni ziomek z którym umówiliśmy się na palenie słodkiej baczki. Cały uśmiechnięty mimo złej pogody wyszedłem na spotkanie. Chociaż na zewnątrz było bardzo wilgotno i deszczowo w naszych okolicach okazało się być bardzo SUCHO. Zupełnie tak jak by dzień wcześniej cały świat wypalił stuff od wszystkich pobliskich zielarzy . Zdemotywowani tym faktem poszliśmy w strone sklepu celem wypicia napoju gazowanego, z dodatkiem chmielu oraz 6% zawartością etanolu. Po krótkiej przechadzce pomiędzy żelbetonowymi blokami, które rażą swoimi pstrokatymi kolorami wpadłem na pomysł odwiedzenia słodkiej krainy. Udaliśmy się więc do sklepu samoobsługowego, w którym zakupiłem dwa opakowania Indonezyjskiej gałki KAMISIA, oraz bardzo pyszny jogurcik o smaku wielu owoców leśnych. Kilka chwil później siedziałem w swoim cieplutkim pokoju mieszając drinka na wieczór, w proporcjach jedna paczka uśmiechu do połowy szklanki jogurtu. Zjedzenie tego zajęło mi mniej więcej 20 minut, ponieważ ten smak skutecznie mnie odrzuca od tego specyfiku, ale nie dałem się, zjadłem całą paczkę. Została mi jeszcze jedna, którą zalałem wrzątkiem a do kubka wpakowałem dwie saszetki czarnej herbaty. Tym razem wypiłem sam wywar, plus mniej więcej dwa łyki pestkowej mielonki. Smak herbaty dość dobrze zamaskował smutną i gorzką stronę gałki.

Godzina 21:00

Mija druga godzina odkąd wypiłem wywar. Czułem się dużo lepiej niż wcześniej, stawało mi się coraz cieplej na ciele jak i na duszy. Humor znacznie mi się poprawił. Przez cały czas rozmawiam z moim bratem na skype. On też zaczyna zauważać zmiany w moim sposobie mówienia oraz zachowaniu.

Godzina 22:20

randomness