"Każde dziecko, które dzwoni na infolinię ws. dopalaczy, jest potencjalnie zagrożone"

"Dziecko znalazło się w szpitalu z powodu zatrucia dopalaczami. Matka, żeby ograniczyć dostęp, zamknęła je w pokoju i nie chciała wypuścić" - mówi w rozmowie z RMF FM Marek Figiela - specjalista Dziecięcego Telefonu Zaufania Rzecznika Praw Dziecka. To jeden z 6 numerów zaufania, z którego mogą skorzystać dzieci mające problem z dopalaczami albo ich rodzice.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

RMF24
Magdalena Jednacz

Odsłony

467

"Dziecko znalazło się w szpitalu z powodu zatrucia dopalaczami. Matka, żeby ograniczyć dostęp, zamknęła je w pokoju i nie chciała wypuścić" - mówi w rozmowie z RMF FM Marek Figiela - specjalista Dziecięcego Telefonu Zaufania Rzecznika Praw Dziecka. To jeden z 6 numerów zaufania, z którego mogą skorzystać dzieci mające problem z dopalaczami albo ich rodzice. "Dzieci mówią, że używają i pytają, czemu mają nie używać i czy mogą używać" - dodaje Figiela.

Magdalena Jednacz: Z jakimi problemami, związanymi z dopalaczami, dzwonią na infolinię dzieci i dorośli?

Marek Figiela: Zdarza się oczywiście tak, że dzieci dzwonią i mówią, że mają problem, bo palą, piją i biorą jakieś inne substancje i żeby im pomóc. Najczęściej poszukują rozwiązania, co z tym zrobić. Kiedy dalej zapytam, na przykład w czym im to przeszkadza, to okazuje się, że to nie im przeszkadza, tylko przeszkadza rodzicom czy ich opiekunom. Kiedy dzwoni rodzić, to najczęściej pyta, jak postępować, żeby dziecko było inne niż jest.

Młodej osobie łatwiej jest zadzwonić do was niż porozmawiać z rodzicami na temat swoich problemów?

To nie byłoby takie oczywiste. Jeśli dziecko dzwoni tutaj i nie rozmawia z rodzicami, to znaczy, że w tej rodzinie może być taka trudność, że dziecko nie ma zaufania do swojego rodzica. Sprawdza wtedy, czy jest jakiś inny dorosły, z którym może porozmawiać o swoim problemie. Jeżeli nie ma kontaktu i nie może powiedzieć rodzicowi, to będzie to jeden z czynników zagrażających młodemu człowiekowi. Dobrze byłoby, żeby rodzic akceptował swoje dziecko. Nie musi się zgadzać na różne jego pomysły, ale go akceptuje, jako człowieka, szanuje jego prywatność, prawo do swoich poglądów. Gdy zadała pani pytanie o dopalacze, czy dzwonią bezpośrednio z takim pytaniem, to odpowiadam: tak, dzwonią, ale każde dziecko, które tutaj dzwoni jest potencjalnie zagrożone. Można powiedzieć, że będzie eksperymentowało, próbowało częściej, będzie nadużywać.

A rodzice?

Dzwonią. Miałem właśnie taką jedną sytuację ostatnio: dziecko znalazło się w szpitalu z powodu zatrucia dopalaczami, miało hospitalizację. Kolejny raz, kiedy dziecko próbowało wyjść na zewnątrz, matka ograniczała mu ten dostęp, bojąc się, że znowu znajdzie się w szpitali. Zamknęła swoje dziecko w pokoju, nie chcąc go wypuścić na zewnątrz. Oczywiście dziecko tam zostało. Ta metoda za dużo efektów nie przyniesie. Matka też chciała od razu zapisać się do psychologa i żeby coś z dzieckiem zrobiono. Takich metod, żeby zrobić – trochę tak, jak się włącza i wyłącza światło – nie ma możliwości, bo to wymaga głębszej pracy i zmotywowania dziecka do dostrzeżenia swoich problemów i żeby ono trochę wzięło odpowiedzialność za swoje problemy.

Czy dzwonią dzieci, młodzież i mówią: mam problem z dopalaczami, nie wiem, co zrobić, wciąga mnie to?

Oczywiście, że tak. Nie tylko z dopalaczami, mówią, że na przykład nie mogą się oderwać od gry, czyli z uzależnieniami behawioralnymi, psychicznymi, od substancji. Mówią, że nie wiedzą, co zrobić i żebym podpowiedział, co zrobić. Sama instrukcja i powiedzenie, że coś jest szkodliwe, to nie działa. Jeżeli dziecko dzwoni, to potrzebuje też wsparcia emocjonalnego. To, co mogę zrobić to dodiagnozować i zobaczyć jego sytuację życiową i rodzinną i w jaki sposób ta substancja, jego uzależnienie ma udział w jego życiu. Na ile to jest rozległe i ponosi już konsekwencje z powodu nadużywania substancji, czy to był ewentualnie eksperyment.

Co jeszcze mówią dzwoniąc do pana?

Sytuacje z dopalaczami – jeżeli dzieci mówią, to mówią tylko to, że używają i czemu mają nie używać i czy mogą używać. Ja zazwyczaj staram się poszukać powodów, dla których to robią i jakie z tego mają korzyści. W momencie, kiedy ponoszą straty, to człowiek świadomy nie chce ponosić strat. Nie robimy czegoś, kiedy odkryjemy, że z powodu jakiegoś zachowania mamy więcej przykrych konsekwencji niż pozytywnych. Samo eksperymentowanie jest to pewna próba. Można porównać to do sytuacji, kiedy wchodzę do cukierni: nigdy nie jadłem jakiegoś ciastka, wejdę i spróbuję to ciastko. Można tu powiedzieć, że jestem osobą, która spróbowała to ciastko. Ale kiedy wchodzę drugiego, trzeciego, czwartego dnia, to staję się już konsumentem. I teraz w zależności, ile razy to robię, to z tego powodu będą jakieś konsekwencje. Te konsekwencje są też jednym z objawów uzależnienia.

A rodzice pytają o to, co mają zrobić, żeby dziecko przestało? Mówią, że mają jakieś podejrzenia, że dziecko zażywa dopalacze?

Tak. Jeżeli dzwonią rodzice, to dzwonią już w takim momencie, że albo podejrzewają albo wiedzą, że taka sytuacja zaistniała, że dziecko było hospitalizowane z tego powodu. Pytają, co mają zrobić. Zapisali się już do terapeuty. W tym czasie to, co mogą zrobić, to wspierać swojego dziecko. Często chcą rozwiązań, które mają się wydarzyć od razu. Nawet jak podejrzewają, to pytają, jak sprawdzić i jak się dowiedzieć, że to prawda. Jeżeli chodzi o dopalacze, to jest problem z dowiedzeniem się, bo można zrobić badania toksykologiczne i one są drogie. Dużo łatwiej określić, czy ktoś używa narkotyków, czy jest pod wpływem alkoholu, ale pod wpływem dopalacza to już kłopot. Można rozpoznawać po odmiennych zachowaniach u dziecka, reakcjach emocjonalnych, że coś będzie odbiegało od tego, co zazwyczaj obserwujemy u dziecka, natomiast pewności nam to nie będzie dawało.

Czy w ostatnim czasie jest jakaś tendencja - na przykład wzrost liczby takich telefonów?

W ostatnim czasie mam wrażenie, że tych telefonów jest więcej. Dla mnie każde dziecko, które dzwoni jest potencjalnie zagrożone. Są też takie dzieci, które dzwonią częściej. Mam wtedy wrażenie, że one być może trochę bardziej się nudzą, nie mają pomysłu na takie życie codzienne. Zadaję wtedy pytanie, czy mają zainteresowania, czym się zajmują, czy rodzice wiedzą, co oni robią. Kiedy tworzy się elementy wspierające dziecko w rozwoju, to też będzie się wspierało to, że dzieci nie będą sięgały po różne substancje. Staram się zbudować kontakt, relację, w pierwszej rozmowie, żeby dziecko miało poczucie, że tu jest inny dorosły, z którym będzie mogło o dowolnej rzeczy porozmawiać i że ja go nie będę oceniał i krytykował. Będę bardziej starał się jemu zadawać pytania, po których dojdzie, czy opłaca mu się, czy nie takie zachowanie.

Oceń treść:

Average: 9 (1 vote)
Zajawki z NeuroGroove
  • Alkohol
  • Grzyby halucynogenne
  • Marihuana
  • MDMA
  • MDMA (Ecstasy)
  • Nikotyna
  • Retrospekcja
  • Yerba mate

Kilkudniowa wycieczka, nastroje bojowe. Postawa z kategorii "Świat jest nasz, hasta la vista. Będę się dobrze bawił a wy możecie mi naskoczyć i oblizać".

Lęk i Odraza w Województwie Małopolskim, czyli historia o tym jak dwóch młodych adeptów sztuk narkotycznych przemierzało niewielki kawałek świata. Od tatrzańskich łąk przez brudne, zatłoczone ulice aż po pokoje bez klamek. W euforii i ekstazie, a także w niepokoju i desperacji, cały czas będąc tylko pionkami na kosmicznej planszy.

 

Akt 1 - Bezdomność fundamentalna na przekór ustawowym myślokształtom:

  • TMA 2 (trimetoksyamfetamina)

Wcześniej na specjalnej lekkiej diecie, przed zażyciem zrobiłem ceremonię oraz przygotowałem zasilające przedmioty.

Tekst pisany w wieku 41 lat, waga: 90 kg.

Zjadłem 4 duże kartoniki, które nie wiem ile zawierały, ale spróbuję się dowiedzieć.

Zażyłem o 17, o 18 zaczęło działać...

Było bardzo mocno. Działanie było tak silne, że stwierdziłem, iż mogę się tylko poddać procesowi i pozwalać się wszystkiemu dziać naturalnie i spontanicznie uczestniczyć.

Byłem pod mocnym wpływem substancji do jakiejś 24 - kiedy poczułem, że właśnie chce mi zejść z moczem - złapałem wszystko do kubka i spożyłem jeszcze raz, co spowodowało iż miałem dalszą podróż do 9 rano...

  • Mefedron
  • Uzależnienie

Witam.

To już mój trzeci trip raport na tym forum. Chciałbym, żeby zwrócili na niego uwagę głównie nowi użytkownicy i zastanowili się tyle razy ile to potrzebne czy warto brać kryształ w ciągach. Opiszę głównie ostatni dzień mojej podróży bo jest to myśle najciekawsze przeżycie, chociaż sam chciałbym żeby nigdy się to nie wydarzyło. Zapraszam do uważnego przeczytania.

  • Grzyby halucynogenne
  • Retrospekcja

Świeżo po przeprowadzce na drugi koniec kraju. W trakcie nieco trudnej aklimatyzacji do nowego miejsca, w obcym mieście, z dala od praktycznie wszystkich bliskich mi osób. Po trzech tygodniach nieskutecznych prób zapoznania się z ludźmi z nowych studiów, nareszcie koleżanka z roku zorganizowała dużą domówkę, w trakcie której miał miejsce cały trip. To, że znalazłem się na imprezie będąc na grzybowej fazie, było spontaniczne i niezaplanowane. Tego samego dnia z Bieszczad wracał kumpel - D, z którym wcześniej miałem okazję jeść grzyby. Chcąc upiec dwie pieczenie na jednym ogniu (spotkać się z D a jednocześnie nie ominąć imprezy) zgarnąłem go na domówkę do niejakiej M. Z D był również jego kolega, którego znałem z widzenia - W. Pod wpływem namowy D, zjedliśmy grzyby, które w założeniu miały nas puścić zanim pójdziemy do M. Stało się jednak inaczej.

Wprowadzenie: Niniejszy raport jest retrospekcją sięgającą ok. 3 lat wstecz. Po złotym okresie z psychodelikami trwającym dobrze ponad pół roku, podczas którego zaliczałem praktycznie same bardzo udane i zapadające w pamięć tripy, przyszedł czas na serię nieco gorszych podróży. TR opisuje pierwszy z serii już-nie-złotych psychodelicznych wypraw. Żadna z nich nie skończyła się bad tripem. Nie wspominam ich jako złych. Zwyczajnie nie były one najlepsze (w nie-eufemistycznym znaczeniu tego słowa).