REKLAMA




Trzy popularne mity na temat heroiny - oraz jak się mają do moich osobistych doświadczeń

"Wsiąkniesz w to od pierwszego razu"/"Po jakimś czasie nie ma już haju i bierze się po to, by czuć się po prostu dobrze"/"Skutkiem odstawienie heroiny są trzy dni objawów grypopodobnych"

Tagi

Źródło

the influence
Patrick Hilsman

Tłumaczenie

pokolenie Ł.K.

Odsłony

6950

Heroina jest dziś w centrum uwagi środowisk biorących udział w narodowej dyskusji [realia USA - przyp. tłum.] o narkotykach. Otacza ją również pewna mistyczna aura, tyleż za sprawą jej znaczenia, co sugestywności jej przedstawień w licznych dziełach kultury.

Po raz pierwszy użyłem heroiny w roku 2005, przez kilka lat zmagałem się z wyniszczającym nałogiem, po czym rzuciłem ją w 2011 przy pomocy metadonu. Wciąż znam wielu użytkowników heroiny i innych opiatów, metadonu i buprenorfiny. Po latach pracy w tym obszarze wciąż zaskakuje mnie, jak często spotykam się z bezrefleksyjnym powtarzaniem obiegowych twierdzeń dotyczących heroiny, które zwyczajnie nie mają odzwierciedlenia w rzeczywistości — a już na pewno nie w życiu moim i moich przyjaciół.

Oto trzy z nich, zestawione z moimi własnymi, bardzo rozbieżnymi doświadczeniami:

"Wsiąkniesz w to od pierwszego razu."

Nie znam nikogo, dla kogo to stwierdzenie byłoby prawdziwe; na pewno nie odnosi się do mnie.

Po raz pierwszy spróbowałem heroiny w Kairze. Kilku moich tamtejszych przyjaciół zabrało mnie do slumsów, aby odebrać tam towar od dilerki. Czekałem na zewnątrz, obok targu wielbłądów, czując się niekomfortowo, gdy moi przyjaciele zostawili mnie i poszli na górę do jej mieszkania.

Potem wszyscy ruszyliśmy w obchód po aptekach, szukając igieł. Powiedziałem im, że nie będę korzystać ze wspólnej. "Możesz to wciągnąć do nosa " - powiedział mi Marwan. Tak też zrobiłem.

Moje ciało ogarnęło niesamowite uczucie, choć pojawiły sie też fale nudności, które walczyły z wrażeniem ogarniajacego mnie ciepłego komfortu, gdy moi przyjaciele wstrzykiwali sobie towar obok mnie. Wkrótce zapragnęliśmy więcej i wybraliśmy się z powrotem do slumsów.

Spędziłem następny dzień ciągle się drapiąc i czując się jak gówno. Była w tym może jakaś nutka objawów odstawiennych, ale wszystko wróciło do normy po kilku godzinach.

I tyle. Po tym zdarzeniu nie próbowałem heroiny przez cały rok.

Początek mojego nałogu miał charakter znacznie bardziej stopniowy, niż się to zwykle przedstawia. Zacząłem znów wciągać niewielkie ilości po powrocie na studia w Stanach, ale nadal wolałem w tym czasie koks. Lubiłem wciągać koks i robić potem wszystko, co się zwykle z tym wiąże, czasami tylko dobierając do tego co nieco z opiatowego worka. Byłem wtedy chyba zbyt aktywny towarzysko, aby pójść na całość z depresantami. Woleliśmy z moją dziewczyną biegać od baru do baru na kokainowym haju, śmiejąc się z pijaków. Hera była po takiej nocy fajnym wyciszeniem, była też dobra po seksie.

Przyjemność, jaką dawała, była pociągająca, nie ma co do tego wątpliwości. Zdarzało mi się wciągać kilkakrotnie, a potem trząść się, kiedy przez weekend przerobiłem zbyt dużo. Nie były to jednak poważne objawy ani pełnowymiarowe uzależnienie.

Mogę wskazać moment, kiedy się uzależniłem, a przynajmniej ten, który jako taki pamiętam. Z okazji moich 23 urodzin przyjaciółka zaprosiła mnie do swojego mieszkania w zachodnim Harlemie, apartamentu z olbrzymim salonem, na jaki dziś nie byłoby żadnego z nas stać.

Sarah zapaliła świece i przyniosła tacę z koksem i herą. Wciągnąłem trochę koksu, ale potem blask świec i maleńki ekran telewizora w ciemnym pokoju nastroiły mnie bardziej w kierunku heroiny.

Oglądałem Numer 23 z Jimem Carreyem. Myślałem o całym tym szumie świata, moich kiepskich ocenach na uczelni, świadomości, że mój związek rozsypie się wkrótce pod ciężarem nałogu. Leżałem na dywanie przykryty kocem. Czułem się niesamowicie. "Należy mi się mały romans, prawda?" - powiedziałem do Sarah.

Mój pierwszy strzał był zachcianką. Przyjaciółka zaciągnęła mnie do łazienki, dała mi całusa i wbiła igłę w ramię. Poczułem wzbierającą we krwi falę kojącego ognia. Leżałem potem na łóżku z dwiema innymi przyjaciółkami, sycąc się tym uczuciem.

"Po jakimś czasie nie ma już haju i bierze się po to, by czuć się po prostu dobrze."

Z mojego doświadczenia wynika, że jest to twierdzenie mylące i zaniżające faktyczną siłę narkotyku. Ludzie po prostu nie braliby heroiny, gdyby tak to działało. I przy okazji: czy faktycznie właściwą drogą do rozwiązania problemu uzależnienia od heroiny może być negowanie siły działania, będącej jej nieodłączną cechą?

Inni ludzie mogą doświadczać tego inaczej – biorę to pod uwagę i szanuję. Jeśli jednak o mnie chodzi, to nawet w najgorszych punkcie, w najbardziej chaotycznych i beznadziejnych okresach głębokiego uzależnienia, każdemu wstrzyknięciu heroiny towarzyszyło niesamowite uczucie.

Zaprzeczanie takiej możliwości jest bezsensowne.

To właśnie sprawia, że heroina jest tak pociągająca, że wielu z nas nie potrafi się od niej uwolnić: to nie jest obietnica bez pokrycia. Użytkownicy koksu chcą wiedzieć, gdzie jest najbliższa impreza. Zażywający heroinę nie potrzebują wiedzieć, mamy wszystko na miejscu.

Jest prawdą, że długotrwałe stosowanie heroiny sprawia, że te same dawki narkotyku działają słabiej — i z całą pewnością prowadzi do pogorszenia objawów ewentualnego odstawienia — ale nawet po kilku latach ciągłego brania nigdy nie doświadczyłem stanu, w którym przyjęcie kolejnej dawki dawałoby efekt sprowadzający się do przemienienia mnie z osoby cierpiącej z powodu głodu narkotycznego w kogoś czującego się normalnie.

Haj przychodził zawsze.

"Skutkiem odstawienie heroiny są trzy dni objawów grypopodobnych"

"Umysł ponad materią"- skręcało mnie, ilekroć słyszałem coś takiego w chwili, gdy próbowałem opanować paniczny strach przed fizycznymi torturami, jakie miały nadejść wraz z odstawieniem hery.

Głód heroinowy przedstawiany jest w popkulturze jako coś nieznośnie bolesnego — i wedle moich doświadczeń taki właśnie jest, z całą pewnością. Nadal jednak nienawidzę sposobu, w jaki jest to pokazywane w większości filmów, których twórcom w jakiś sposób udaje się jednocześnie przesadzać z prezentowaniem dotkliwości tego stanu i go bagatelizować. Uogólniając — wszystko jest względne. Głód to drobnostka w porównaniu do tego, co przechodzą chorzy na raka czy ofiary wojny.

Tym, co wydaje się szczególnie trudne do przekazania, jest fakt, że ból fizyczny sam w sobie nie jest głównym problemem.

Jestem pewien, że gdyby ktoś naszprycował mnie dziś wbrew mojej woli, przeszedłbym przez odstawienie względnie bezproblemowo, ponieważ doświadczyłem, jak szczęśliwe jest moje życie po skończeniu z narkotykami. Kiedy jesteś na detoksie – czujesz, jakby miało to trwać wiecznie.

Kiedy zaczniesz używać heroiny systematycznie, przy przerwie pojawią się dreszcze. Odstawienie heroiny będzie znacznie gorsze, jeśli ją wstrzykujesz. Twój nos będzie zachowywał, jak przy grypie — ale to w zasadzie wszystko, jeśli chodzi o "objawy grypopodobne".

Oto najlepszy opis doświadczanych przeze mnie objawów fizycznych, na jaki mnie stać:

To było jak dużo intensywniejsza wariacja na temat wybiegnięcia na dwór wprost z gorącej kąpieli w mroźny dzień – i uczucie to trwało całymi dniami. Dostawałem dreszczy, ale kiedy tylko okryłem się kocem, by je zwalczyć, natychmiast czułem się, jakbym nagle stanął w płomieniach. Będąc na głodzie pragnąłem położyć się na ziemi, by moje ciało w nią wsiąkło. Kiwałem się w przód i w tył, co sprawiało jedynie, że ból robił się jeszcze dotkliwszy, ale nie mogłem się powstrzymać. Bardzo trudno było spać, a jeśli już zasnąłem, budziłem się zlany zimnym potem. Przez cały czas wstrząsały mną mdłości i co chwila chciało mi się rzygać. Czułem się, jakby w moje kości wbijano kołki.

Mam wrażenie, że lekarze powinni przynajmniej raz doświadczyć odstawienia, zanim zaczną o nim pouczać innych. Powiedziano mi, że ból mija po trzech dniach. Przechodziłem jednak cold turkey wiele razy i jeśli nawet ból faktycznie ustępował w znacznym stopniu po tygodniu, to wmawianie ludziom, że wszystko kończy się po trzech dniach, jest wręcz obraźliwym nadużyciem.

Na koniec ponownie muszę zastrzec, że różni ludzie doświadczają różnych rzeczy i czasami trudno odróżnić fizyczne objawy odstawienia od emocjonalnych, ale nie powinno to być wykorzystywane do bagatelizować ich siły. Nie przypominam sobie jakoś grypy, która sprawiałaby, że czułbym się gotów umrzeć, albo cierpiał, jakbym właśnie stracił ukochaną.

Oceń treść:

Average: 8.6 (29 votes)
randomness