REKLAMA




O dopalaczach słów kilka - rozmowa z farmakologiem, Jolantą B. Zawilską

Groźne dopalacze, czyli uwaga na boską szałwię...

Tagi

Źródło

Gazeta Wyborcza

Odsłony

9745
Groźne dopalacze, czyli uwaga na boską szałwię

Sławomir Zagórski: Rozmawiamy dziś o tzw. dopalaczach, o których głośno jest od kilku miesięcy. W Polsce najpierw powstała sieć sklepów oferujących różne produkty działające na mózg. Potem podniósł się gwałt, że handluje się tam substancjami szkodliwymi. Przygotowano naprędce ustawę zakazującą sprzedaży wielu z nich i po jej wprowadzeniu w życie w maju br. sprawa ucichła. A jak jest dziś? Dopalacze nie grożą już naszemu zdrowiu?

Prof. Jolanta B. Zawilska*: Ustawa z pewnością coś załatwiła, ale nie łudźmy się, że szkodliwe substancje zniknęły z naszego życia. Obok starych, znanych od dziesięcioleci dopalaczy pojawiły się nowe, może nawet bardziej groźne. Przepisy zakazują wprawdzie handlowania niektórymi z nich, ale to nie znaczy, że są niedostępne. Wystarczy wejść na Google, Allegro, a czasem i do zwykłej apteki....

...by kupić, no chyba jednak nie amfetaminę?

- Amfetaminę nie, ale tani preparat, po którym można "odlecieć" nawet na dwie doby tak. Wolałabym mówić dziś nie o amfetaminie, o której szkodliwości wiadomo bardzo wiele, ale o zupełnie nowych wynalazkach sprzedawanych pod hasłem dopalaczy. Mam tu na myśli związki halucynogenne pochodzenia roślinnego o tzw. działaniu enteogenicznym.

Zaraz, zaraz. Co mają wspólnego związki wywołujące halucynacje z dopalaczami? Dopalacz ma nam dodać sił, sprawić, że błyskawicznie się czegoś nauczymy przed egzaminem, a nie odpływać w obce światy.

- To zależy, jak pan definiuje dopalacze. Te klasyczne rzeczywiście miały nam wyłącznie dawać "kopa". Ale dzięki m.in. sklepom z dopalaczami coraz większą karierę robią roślinne związki wywołujące halucynacje....

...o tym dziwnym działaniu enteogenicznym?

- Przepraszam za trudne słowo. Chodzi tu o związki wykorzystywane do celów religijnych lub przez szamanów. Enteogen to coś, co daje uczucie boskiej siły i boskich wizji.

Ejże? Szamani i boskie wizje w Polsce Anno Domini 2009?

- Też mi się to wydało dziwne. Pełna egzotyka - pomyślałam. Do czasu kiedy spytałam moich studentów, czy wiedzą co to jest boska szałwia. Okazało się, że owszem. Coś tam próbowali, a przynajmniej słyszeli, że koledzy brali. A kiedy zajrzałam do internetu i sprawdziłam zawartość polskich stron...

Nie mam pojęcia, czym jest ta szałwia.

- Nie jest pan odosobniony. Nikt z mojej rady wydziału też o niej nie słyszał. Neurobiologowie z Instytutu Nenckiego PAN w Warszawie też nie, za to młodzież świetnie wszystko wie.

Proszę więc mnie oświecić.

- Jeden z gatunków szałwii zwany po łacinie Salvia divinorum jest źródłem substancji - salwinoryny A. Salwinoryna A to najsilniejsza naturalna substancja halucynogenna znana do tej pory nauce. Działa 400 razy silniej od słynnej meskaliny. Ustępuje wyłącznie LSD, ale ten związek syntetyzuje się w laboratorium.

I w Polsce rośnie ta szałwia?

- Nie, naturalnie występuje ona w Meksyku, ale u nas można ją nabyć przez internet. Cena 15-cm roślinki to 40 zł.

Może nie powinniśmy o tym pisać, bo dajemy ludziom na tacy przepis na roślinny odlot?

- O tym już pan i pana redakcja zdecyduje. Uważam, że powinnam się tą wiedzą dzielić, również za pośrednictwem mediów. Powtarzam: młodzi o salwinorynie doskonale wiedzą, natomiast rodzice, kuratorzy, wychowawcy, często także lekarze - nie mają pojęcia. Jeśli młody człowiek będzie chciał eksperymentować z boską szałwią, zrobi to też bez naszego artykułu. Nie pomoże tu żaden przepis ani szlaban. Może natomiast kogoś ostrzeżemy, nie tylko z grona opiekunów, ale także potencjalnych użytkowników.

Dlaczego szałwia jest więc tak groźna?

- Bo halucynacje po jej zażyciu są bardzo silne i cały eksperyment może się nawet tragicznie skończyć. Działanie zależy naturalnie od dawki. Niewielka porcja może powodować wyluzowanie, większa - halucynacje wzrokowe (często dostrzega się jasność docierającą z otchłani, powtarzającym się motywem są także oczy obserwujące nas lub czuwające nad nami), uczucie opuszczenia własnego ciała i dryfowania w surrealistycznym świecie (może temu towarzyszyć lęk, wręcz przerażenie, że do tego rzeczywistego świata nigdy już nie wrócę), omamy takie jak w psychozach. Jeszcze większa dawka powoduje utratę świadomości, przejściową utratę pamięci, zaburzenie równowagi, zdarzają się upadki, urazy głowy. Charakterystycznym objawem są też dreszcze, zlewne poty, śmiech nie do opanowania (podobnie jak przy marihuanie), czasem nudności, wymioty.

Mało to wszystko zabawne...

- A mimo to ludzie są skłonni zapłacić taką cenę za doznanie. "Dzięki Lady SD (to jedna z wielu ksywek Salvii divinorum ) byłem w stanie przejść do tak głębokiego stanu medytacji, do którego, jak przypuszczam, mnisi dochodzą latami" - pisze jeden z internautów. "Poczułem się jak istota nadprzyrodzona, niemająca ograniczeń. Poczułem, że odkryłem swoją religię. (...). Byłem ponad religią, ponad wszystkim".

To akurat nie brzmi szczególnie groźnie.

- Młody człowiek może ulec następującej pokusie: masz pojąć ważną decyzję i nie wiesz, co zrobić? Nie masz w sobie odwagi, by stawić czoła szarej, ponurej rzeczywistości? Boska szałwia wskaże ci drogę. Problem jednak w tym, że ta "dobra podróż" po salwinorynie może nagle zmienić się w "złą". Wizje na skutek niewielkiego impulsu zewnątrz (np. ktoś wejdzie do pokoju, zapali światło, zmieni płytę CD z muzyką, dotknie nas) mogą zamiast przyjemności wywołać przerażenie, myśli samobójcze, napad agresji. Przekonanie, że potrafimy swobodnie pokonywać każdą przestrzeń, chodzić po każdej powierzchni, jednoczyć się ze wszechświatem, w zderzeniu z rzeczywistością może dać tragiczne skutki. Znane są przypadki zabójstw, albowiem boska szałwia z łatwością przemienia dr. Jekylla w Mr Hyde'a. Na tej zasadzie młody człowiek po zażyciu szałwii zdjął ze ściany pistolet ojca i zabił kolegę.

Ustawa z maja zakazała handlu boską szałwią w sklepach z dopalaczami.

- Ale od czego jest internet?

Jakie inne roślinne dopalacze są groźne pani zdaniem?

- Wino duszy, czyli tzw. ayahuasca. Jego domem jest znów Meksyk oraz Ameryka Południowa. Przez wieki Indianie z doliny Amazonii stosowali je do celów religijnych i leczniczych. Wino duszy tradycyjnie piło się zawsze we dwójkę - pełniący funkcję przewodnika i objaśniający wizje szaman (curandelo) plus osoba, która chciała być leczona lub zobaczyć swoją przyszłość.

Po wypiciu "ayahuasca" początkowo chce się wymiotować, ale efekt ten mija i potem ma się najrozmaitsze wizje. Często są to obrazy zwierząt: staję się tygrysem, lwem, jaguarem, wężem (gorzej, jeśli widzę pająki wielkości jaguara).

I co? Znów na Allegro po liście z Meksyku?

- Niekoniecznie. W internecie można bez trudu odszukać przepisy na domowe wersje "ayahuasca" z wykorzystaniem lokalnych roślin. W USA grupy religijne łączące chrześcijaństwo z elementami wierzeń pierwotnych ludów Ameryki Płd. - np. Santo Daime - walczą o prawo legalnego wykorzystywania "ayahuasca" do obrzędów religijnych. W 2001 r. Santo Daime uznano jako religię w Holandii. Dlatego jeśli ktoś z Polski chce dziś integrować się z bóstwami Indian, wcale nie musi udawać się w dorzecze Amazonki. Wystarczy lot do Amsterdamu i 300/400 euro na osobę, by wziąć udział w seansie z winem duszy.

Skoro takie wino pito w Ameryce przez wieki, to w końcu nam też tak bardzo nie zaszkodzi.

- Nie ma pan racji. Przez lata ludzie używali różnych roślinnych dopalaczy, ale robili to w sposób kontrolowany. Szaman nie mógł przedawkować boskiej szałwii czy wina duszy, bo sam całkowicie by odpłynął. On to robił w celach zawodowych, w ramach - że tak powiem - swojej pracy. A dziś to się wymknęło spod kontroli. Młodzi ludzie sięgają po te substancje w celach rekreacyjnych, często chodzi im o maksymalny odlot, stąd duże dawki, specjalne wzmocnione ekstrakty. Indianie żujący liście koki to zupełnie co innego niż kokainowy crack!

Ale ludzie pewnie pocieszają się, że w boskiej szałwii i winie duszy tkwią jakkolwiek by było substancje naturalne? A skoro naturalne, to nie powinny nam szczególnie zaszkodzić.

- Tak, to bardzo częsty argument. Zapominamy, że natura stwarza różne trucizny. W końcu amanityna w muchomorze sromotnikowym to najprawdziwsza substancja naturalna. A jednak nikomu jej nie polecam.

Zdaje się, że w Polsce nie brakuje też halucynogennych nasion?

- Owszem. Wystarczy rozgryźć kilka takich nasionek, by odpłynąć na cztery-osiem godzin. Widzi się wtedy plastry miodu, labirynty, szachownice, tunele, witraże. Przedawkowanie może prowadzić do bardzo intensywnych omamów, spadku ciśnienia krwi, zwolnienia akcji serca, bezsenności, nasilenia wcześniejszych bądź utajonych zaburzeń psychicznych.

Znów się obawiam, że podpowiadamy małolatom, co zrobić, by za nieduże pieniądze odpłynąć.

- Jest pan naiwny. Oni to świetnie wiedzą. Wymieniają uwagi przez internet, opisują, kto miał lepszy odjazd i dzięki czemu. Zresztą małolaty nie gryzą nasionek. Halucynacje po boskiej szałwii czy winie duszy to duchowe doznania "z wyższej półki". Jak się jest małolatem i chce się mieć odlot, to się idzie do apteki i kupuje tzw. narkotkę, czyli preparat do irygacji pochwy. Po jednej saszetce można nie spać dwie doby. Potem co prawda małolat przez trzy dni przysypia, ale jak widać nie budzi to czujności ani rodziców, ani nauczycieli, bo saszetki do irygacji pochwy sprzedają się w Polsce coraz lepiej...

I kupuje się to bez recepty?

- Nie ma problemu.

No to może nasz tekst na coś się jednak przyda?

- Mam taką nadzieję. Może np. farmaceuci po przeczytaniu go zwrócą uwagę, czy wzrasta sprzedaż preparatu do irygacji lub aviomarinu wśród młodzieży. Może rodzice zaczną się niepokoić nietypowym zachowaniem swoich dzieci, może zauważą, że bez widocznego dla nich powodu wodzą nieprzytomnym wzrokiem i "chodzą po ścianach". To, że młody człowiek siedzi w domu i nie imprezuje, wcale nie oznacza, że nie dzieje się z nim nic złego.

Skąd w ludziach taka chęć do odlatywania?

- Często sama się temu dziwię. Młodzi zawsze eksperymentowali i będą eksperymentować. Ale dlaczego tylu z nas nie wystarczają podniety płynące z przyrody, sportów, filmu, sztuki, no w końcu nawet i alkoholu, i bezmyślnie sięgają po wyrafinowaną chemię? Chemia często się mści i bywa, że z jej pozornie pięknych podróży nie ma już powrotu.

Ludzie pocieszają się, że szałwia, nasiona czy "ayahuasca" nie uzależniają. Pamiętajmy jednak, że prawdziwego ich niebezpieczeństwa jeszcze nie znamy. Wiadomo tylko, że młody, bardzo jeszcze plastyczny mózg zalewany jest związkami, z którymi w ogóle nie powinien się zetknąć. Jak będzie pracował ten sam mózg w wieku 60-70 lat, po licznych eksperymentach z roślinnymi dopalaczami za młodu? Na to pytanie nikt nie jest w stanie dziś odpowiedzieć.

*prof. Jolanta B. Zawilska jest farmakologiem. Pracuje na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi i w łódzkim Instytucie Biologii Medycznej PAN. Od niedawna jest też członkiem Komitetu Neurobiologii Polskiej Akademii Nauk.

rozmawiał Sławomir Zagórski

Oceń treść:

Average: 7 (1 vote)

Komentarze

Anonim (niezweryfikowany)

żenada..

 

uważajcie na swoje szyszynki hehe :)

Anonim (niezweryfikowany)

Heh.. Szkoda ze ona woli wszystkich ludzi i ich motywacje postrzegac tak samo.  Niech sama sproboje a nie sie wypowiada. Typowemu malolatowi czy idiocie ktory chce sie pobawic w szamana salvia czy aya pokaze taka szkole, ze w zyciu juz sie do tego nie zblizy- a po co przejmowac sie tym ktorzy jednak wiele z takich doswiadczen wynosza. Ratunku bo zwariuje z ta ciemnota!

Anonim (niezweryfikowany)

Często sama się temu dziwię. Młodzi zawsze eksperymentowali i będą eksperymentować. Ale dlaczego tylu z nas nie wystarczają podniety płynące z przyrody, sportów, filmu, sztuki, no w końcu nawet i alkoholu, i bezmyślnie sięgają po wyrafinowaną chemię?

 

o kurwa a alkohol to co to jest? nie chemia?

Anonim (niezweryfikowany)

"Skąd w ludziach taka chęć odlatywania?"

"Sama siętemu dziwię"      hahahaha....no comment.

Anonim (niezweryfikowany)

Przeczytalem caly artykul pani Jolanty, oraz prawie wszystkie wypowiedzi... Niestety co do wiedzy pani farmakolog moge powiedziec tylko tyle, ze jesli dzieli sie pani swoja wiedza zdobyta z ksiazek i mediow, a nie z autopsji, to lepiej niech sie pani nie udziela, albo pozna osoby ktore maja cos na ten temat do powiedzenia z wlasnych doswiadczen i przeprowadzic z nimi wywiad. Rowniez uwazam ze nie powinno sie straszyc mlodziezy, tym ze kazdy narkotyk i dopalacz moze spowodowac tylko czyjas smierc, katastrofe, samobojstwo czy inna tragedie, bo mlodzi nie tyle ze nie boja sie smierci, ale sa bardzo ciekawi i ta ciekawosc sklania ich do probowania, odkrywania coraz to nowyszych doznan. Kazdy ma swoj rozum, praktycznie kazdy wie czym szkodzi biale czy trawa, trabia o tym wszedzie, ale niestety ma to troche odwrotny skutek... Co do sklepow "dopalacze.com", sprzedaje sie tam "specyfiki", ktore sa "zamiennikami" i sprzedaz odbywa sie pod pretekstem sprzedazy "tylko w celach kolekcjonerskich". Osobiscie uwazam, ze te "zamienniki" to szajs, jesli ktos chce np zapalic zielsko to nie polecam tych smakowych zamiennikow.

Anonim (niezweryfikowany)

jezeli juz odwolywac sie do ksiazek to niech pani zachaczy z laski swojej o prace aleksandra shulgina czy alberta hoffmana lub innych ale PROFESJONALNYCH gdzie ludzie opierali wypowiedzi o SWOJE WLASNE doswiadczenia i gdzie oboje byli czy nadal sa jak w przypadku sashy chemikami co wiaze sie z pani zawodem jako ze jest pani farmakologiem profesorem i mam nadzieje ze rehabilitowanym wkrotce w swojej niewiedzy ;)

Anonim (niezweryfikowany)

czy oni nigdy nie zrozumieją, że dopalacze to tylko NAZWA SKLEPU? Gdyby np. pierwszy stacjonarny sklep nazywał się "gównojady" to w TV też mówiliby gównojady na te wszystkie produkty, które sprzedają? To są smart drugs, nie żadne dopalacze (może ta nazwa wzięła się też od sklepu ale jest 10000% trafniejsza)

 

Anonim (niezweryfikowany)

Co za bzdury!! To chyba oczywiste, że nie każdego podnieca 20 facetów latających po trawie kopiących piłke i najebywanie się piwskiem z infantylnymi kolegami! a Co jest ukazane jako złe i niemoralne ? enteogeny, które wzbogacają duszę i pomimo, że faktycznie - potrafią być niebezpieczne, dają coś wartościowego! Pewnie sama jest ukrytą alkoholiczką, która racjonalizuje w ten sposób swój nałóg.

Anonim (niezweryfikowany)

Ayahuasca jest ZŁYM, powtarzam ZŁYM NARKOTYKIEM NARKOMANY PJERDOLONE! ĆPUNY ZAJEBANE (to w sumie prawdziwe stwierdzenie).

 

Trzymajcie mnie. Idę coś śmiertelnie przedawkować. Co powiecie na... etanol? Tak. Pierw komuś natłukę. A potem zrobię burdę. Potłukę żonę. Zepsuję dzieciom boże narodzenie. Sylwestra też, a co się gówniarze w moim domu będą czuły dobrze!

Anonim (niezweryfikowany)

"Ayahuasca" zgadzam się taka "pani rozlewa sie kurwa na temat "dopalaczy", ktore z calym zach. swiecie sa dopuszczalne i takie zwyczajne i nikomu krzywqdy nie robia, no ale u nas w panstwie (jak stwierdzil przedmoca) koscielno-policyjnym to zaraz afera.

Otoz 15 razy wiecej ludzi zabijaja papierosy niz jakikolwiek inny narkotyk wlaczajac w to heroine kokaine etc...

Jezeli pani pracuje na uczelni to chyba jakiejs uczelni ojca "qrwa sw. Rydzyka" !

Z calym szacunkiem, ale dla tej pani tak pie.lic to moze tylko ktos wychowany w komunie i nie majacy nigdy stycznosci z prawdziwym problemem wywolanym prawdziwymi narkotykami, a nie jakimis qrwa pseudo inhilis ... szavbilis i innymi roslinami z lacinska nazwa.

Inaczej bys "kobieto" sp[iewala gdyby problem narkotykow dotknal bezposrednio ciebie lub kogos z twoich bliskich (czego nie zycze nikomu), prosze mi uwierzyc, ze problem z prawdziwymi drugami jest tak duzy i powoduje tak wiele zlego w otoczeniu, zwlaszcza rodzinnym, ze te cale szalwie, sralwie po ktorych ktos odleci raz na jakis czas (jak po alkoholu, lub przedawkowaniu leku zawierajacego paracetamol; zreszta o ktorym pani nie wspomniala) miekna a nawet gina calkowicie.

Dlatego prosze pania i inne katolickie pluskjwy dbajcie wy kurwa o zdrowie innych a nie o wlasna kieszen i neonazistowko-totalitarne przekonania.

Pozdrawiam

Anonim (niezweryfikowany)

co za ściema. Zamordowanie kogokolwiek po salvii jest kurwa technicznie niemożliwe ! pierdolenie dla mocherów. Niech ta pani odda swoją maturę, bo pisać bzdety na podstawie info wziętego z internetu może nawet gimnazjalista. Ta suka dostaje pieniądze z MOICH podatków, a o farmakologii wie GÓWNO. Jak mnie ten kraj wkurwia...

Anonim (niezweryfikowany)

 typowa wiadowość dla moherowych beretów i wyborców PiSu. Ja Palę dopalacze i mogę się o nich wypowiedzieć. Natomiast taki doktorek i redaktor powinien siedziec cicho jak niczego nieorzumie z tych rzeczy.....palę "dopalacze" ponieważ jest prohibicja na marihuanę palanty!. Tylko dlatego sięgnąłem po nie. Dajciem i czystą i niezanieczyszczoną marihuanę (po kórej się nie uzależnię) a nigdy w życiu nie kupię tych świńskich dopalaczy.

 

PS. Dopalacze matoły to nazwa sklepu a nie produktu!!

Anonim (niezweryfikowany)

Możecie z tą panią (profesorem, sic!) podyskutować by mail

na stronie

http://fens.mdc-berlin.de/people/zawilska.html

jest email/adres

Anonim (niezweryfikowany)

Jak takie u nas się rzeczy pisze to potem nie ma się co dziwić, że społeczeństwo jest nastwaione tak a nie inaczej... Nie rozumiem w ogóle ludzi, którzy się wypowiadają na temat nie posiadając żadnych doświadczeń z nim związanych (na własnej skórze oczywiście). No ale coż...

Anonim (niezweryfikowany)

hahahah - alkohol, mniejsze zlo??????? pani sie w glowie poprzewracalo lekutko. z tego, ze pani studenci wiedza co to szalwia nie da sie wyciagnac wnioskow? tak, lepiej ich wyslac do monopolowego, bo wóda to podnieta dla mlodziezy a nie jakies diabelskie ziele, ktorego dzialania sie nie rozumie. skad, prosze uprzejmnie mnie poinformowac, ma pani informacje ze ktos zabil po szalwi? wywiad obnaza niewiedze i brak kompetencji.

Anonim (niezweryfikowany)

żałosne to już się robi, ludzka głupota i ignorancjia nie ma granic.  komuna się skończyła, ale manipulacje i robienie ludziom wody z mózgu to w polsce najważniejsze dla każdej władzy.        

Anonim (niezweryfikowany)

Co za łajno. Kiedy, na litość boską, przestaną na temat drugów wypowiadać osoby, które znają je jedynie z książek?

"Skąd w ludziach taka chęć odlatywania?"

"Sama siętemu dziwię"

 

Odpowiedź idealna, wyśmienicie podsumowuje cały ten jej bełkot.

Dopalacze to gówno, prawda, i nie zamierzam więcej niczego u nich kupować, ale jest to jakaś alternatywa dla tych, którzy legalnie chcą spojrzeć na świat z innej perspektywy. No ale typowe "naukowe" podejście, które już np. w legalności alkoholu problemów nie widzi (ciekawe, że o tym nie wspomniała przy okazji mówienia o zabójstwie w stanie nietrzeźwości). Tragedia po prostu.

Anonim (niezweryfikowany)

Jak zwykle vrak obiektywizmu. A korzyści psychoterapeutyczne z psychonautyki po halucynogenach?

Anonim (niezweryfikowany)

. "Potem podniósł się gwałt, że handluje się tam substancjami szkodliwymi."

 

hahahahaha

Anonim (niezweryfikowany)
halucynacje po lsd.. głupia babo
Anonim (niezweryfikowany)

Witam.

 Nazywam się Michał, jestem studentem z Gdańska. Kilka dni temu przeczytałem w GW wywiad z Panią pt. O dopalaczach słów kilka. Muszę przyznać, że na początku artykułu czułem się usatysfakcjonowany, gdyż kiedy zobaczyłem, że wywiadu udziela farmakolog z tytułem profesorskim to poczułem, że nareszcie zostanie na cały ten temat napisane coś rzetelnego. Jednak artykuł kończyłem czytać z niesmakiem. Należy zaznaczyć, że nie przeszkadzają mi odmienne poglądy u innych ludzi, jednakże już nierzetelność, przekręcanie faktów w poważnym artykule, w którym bierze udział poważna osoba to zwyczajna przykrość.

Następujące fragmenty wywiadu wymagają poprawki, chociażby pomiędzy nami, gdyż wypada aby farmakolog dysponował rzetelniejszą wiedzą ;) :

"Chodzi tu o związki wykorzystywane do celów religijnych lub przez szamanów. Enteogen to coś, co daje uczucie boskiej siły i boskich wizji."
Szamani używają ich właśnie do celów religijnych. Entheogenos z łaciny oznacza "tworzący/objawiający Boga wewnątrz". Nie wiem co ma pani na myśli pisząc "boska siła" bądź "boska wizja". Enteogeny dają poczucie jedności z jakimś wyższym bytem, Bogiem. Wywołują nieodparte, niemożliwe do przezwyciężenia wrażenie, że jest coś Powyżej, że jest pełne miłości oraz poczucie bycia częścią Tego. Wizje przy enteogenach są rzadkością, halucynacje polegają raczej na zaburzeniu postrzegania tekstur, wyginaniu się konturów, czyli raczej są to pseudohalucynacje.

"Bo halucynacje po jej zażyciu są bardzo silne i cały eksperyment może się nawet tragicznie skończyć.[...]"

Efekty małych dawek szałwii to poczucie odrealnienia oraz dysocjacji, "rozklejania" się poszczególnych warstw psyche (subiektywne uczucie braku kontaktu między id, ego oraz superego), obcość we własnym ciele i wspomniany przez Panią napad śmiechu (jednakże ZUPEŁNIE, CAŁKOWICIE odmienny niż przy marihuanie, tu mnie Pani zawiodła. Śmiech po marihuanie posiada zewnętrzne podłoże, jest jakiś czynnik, który wydałby się na trzeźwo śmieszny lecz pod wpływem kannabinoli wydaje się jeszcze śmieszniejszy. Natomiast śmiech po szałwii jest "pusty". Użytkownik nigdy nie wie z czego ani dlaczego się śmieje. Dodatkowo w przeciwieństwie do marihuany nie panuje nad tym śmiechem).
Szałwia nie daje uczucia wyluzowania. Jest fizycznie nieprzyjemna, z całym tym potem, obcością w ciele, uczuciem sklejenia się z podłożem na stałe.

Halucynacje wzrokowe owszem występują. Ale skłamała pani pisząc, że możliwe jest zrobienie komuś przez to krzywdy. W momencie kiedy zostaje przyjęte wystarczająca do wywołania halucynacji dawka szałwii, użytkownik nie posiada absolutnie żadnej kontroli nad ciałem, może najwyżej merdać nóżkami i powoli przesuwać rękoma w miejscu, w którym leży. Właśnie - leży. Jako jeden z groźnych efektów zażywania salvii divinorum opisała Pani możliwość upadku. Takiej możliwości nie ma. Każdy człowiek który wchodzi w posiadanie salvii wcześniej o niej czyta, skądś zdobywa wiedzę o tym jaką ją zdobyć i wie jak działa. każdy kto ją pali robi to siedząc bądź leżąc, a nawet gdyby stał to w momencie "wejścia" człowiek wyraźnie czuje, że ma kilka sekund, żeby się położyć i choćby znajdował się w lesie w zimę to i tak się położy.

Myśli samobójcze są niemal niemożliwe, ponieważ w stanie pod wpływem salwinoryny użytkownik nie posiada koncepcji tożsamości, jak Pani zapewne wie typowy objaw dla dużej dawki dysocjantów. Nie ma osoby, umysłu, który można by chcieć pozbawić istnienia, samobójstwo leży wtedy poza granicami tego co da się wyobrazić, objąć myślami.

"Przekonanie, że potrafimy swobodnie pokonywać każdą przestrzeń, chodzić po każdej powierzchni, jednoczyć się ze wszechświatem, w zderzeniu z rzeczywistością może dać tragiczne skutki." Nieprawda, również. Usiąść się nie da, co dopiero mówić o wstawaniu. Wrażenia, że można chodzić "po każdej powierzchni" lub ma się boską siłę na salvii się nie doświadcza. Zwłaszcza tej boskiej siły. Salvia raczej karci. Dostarcza wrażenia, przekonania, że jesteśmy małym trybikiem działającym w gigantycznej machinie jaką jest nasz wszechświat, daje uczucie niewysławialnej pokory.


"Wino duszy, czyli tzw. ayahuasca" Nie wiem czy ktoś Pani podsunął ten zwrot czy sama dokonała Pani błędnej translacji. Tłumacząc peruwiański na angielski otrzymujemy zwrot soul vine. Wine to owszem, wino ale vine to liana. Liana duszy.

"Wino duszy tradycyjnie piło się zawsze we dwójkę - pełniący funkcję przewodnika i objaśniający wizje szaman (curandelo) plus osoba, która chciała być leczona lub zobaczyć swoją przyszłość." Niedopowiedzenie. Curandero (nie curandelo) często zażywał yagę sam, często są również sesje liczące po kilkadziesiąt osób.


"Po wypiciu "ayahuasca" początkowo chce się wymiotować, ale efekt ten mija i potem ma się najrozmaitsze wizje. Często są to obrazy zwierząt: staję się tygrysem, lwem, jaguarem, wężem (gorzej, jeśli widzę pająki wielkości jaguara)."

na początku faktycznie chce się wymiotować, potem jak Pani napisała ten efekt mija ale mija dlatego, że każdy kto pije ayahuascę po 15 do 20 minut faktycznie wymiotuje. Przed tym nie ma ucieczki, szamani kładą duży nacisk na to aby na początku mentalnie się oczyścić, właśnie za pomocą wymiotów. Ayahuasca jest po części wywarem z kory, drobno mielonej. Jest bardzo ciężka dla żołądka i jeśli ktoś nie zwróci na początku  bo bardzo się opanuje to w ciągu najbliższych kilku godzin, kiedy już mniej będzie się kontrolował ubrudzi wszystko naokoło. A zwracanie jest łagodne. jedna wizyta w toalecie, jeden skurcz żołądka i wszystkie brzuszkowe problemy mijają i jest już lekko.

Wizje stawania się zwierzętami są niezwykle rzadkie, chociaż występują. Częściej są to trójwymiarowe, obracające się figury geometryczne, tunele z kracistamymi, krystalicznymi bądź fraktalnymi teksturami itp.


"Szaman nie mógł przedawkować boskiej szałwii czy wina duszy, bo sam całkowicie by odpłynął. On to robił w celach zawodowych, w ramach - że tak powiem - swojej pracy. A dziś to się wymknęło spod kontroli. Młodzi ludzie sięgają po te substancje w celach rekreacyjnych, często chodzi im o maksymalny odlot, stąd duże dawki, specjalne wzmocnione ekstrakty. Indianie żujący liście koki to zupełnie co innego niż kokainowy crack!"

Szaman zażywał najwyższe dawki, przekraczające 5ciokrotność tego co pacjent. Praca szamanów na całym świecie, łącznie z tymi siedzącymi w dżungli betonu polega również na tym, że mają nad swoim umysłem tak duży stopień opanowania, że potrafią wykonywać różne czynności pomimo stanu bardzo dużego rozrealnienia. A nawet jeśli nie to zadania szamana nie wymagały aby był "na chodzie". Miał śpiewać, miał patrzeć na pacjenta, miał pozwolić aby sytuacja przepłynęła przez niego. Nie musi taki szaman być w stanie mówić czy chodzić aby popatrzeć na pacjenta i zobaczyć gdzie w nim siedzi choroba i jakiej natury jest duch choroby.

Młodzi ludzie sięgający po yagę mają dokładnie te same cele co szmani. Proszę nie porównywać kokainy do yage, jest to niesmaczne. Jako osoba, która zna różnicę pomiędzy stymulantem powodującym blokadę wychwytu zwrotnego dopaminy, a tryptaminowym psychodelikiem działającym jako agonista receptora 5-HT2A. Co innego stymulacja i zwiększone poczucie własnej wartości, co innego zejście w głąb własnej psychiki.

Ekstrakty nie występują. Młodzi ludzie zażywają z reguły o wiele mniejsze dawki DMT podczas picia yage. Pacjenci curanderos piją wywar z około 25-30 gram mimosy hostilis, przeciętny polski użytkownik zaczyna od 10 gram, dopiero po nabyciu wprawy i rozeznania w działaniu tej substancji zwiększy dawkę jeśli jest odważny do 20 gram. Tak więc kolejne przekłamanie.


Fragment o toksyczności jest nie na miejscu, sprawia wrażenie jakby wywiad miał manipulować czytelnikiem. Wie Pani przecież doskonale o tym jak niska jest toksyczność salwinoryny i N,N-Dimetylotryptaminy, po co te porównania do muchomorów? Tu zawiodłem się po raz drugi.



Jak się jest małolatem i chce się mieć odlot, to się idzie do apteki i kupuje tzw. narkotkę, czyli preparat do irygacji pochwy. Po jednej saszetce można nie spać dwie doby." Zapewne mówi pani o benzydaminie z saszetek Tantum Rosa. Tak, tanie ćpanie dla dzieciarni. Jednakże substancja ta nie powoduje "niespania dwie doby", jest to kolejne kłamstwo. Wywołuje halucynacje o charakterze delirycznym, a więc prawdziwe, nie pseudohalucynacje. Nie spać dwie doby pozwolić mogą apteczne preparaty z pseudoefedryną oraz efedryną, pod warunkiem dorzucania substancji, gdyż działają kilka godzin, nie dwie doby. Nazwę narkotka pierwsze słyszę, wśród młodzieży Tantum Rosa jest znana powszechnie pod wulgarną nazwą "cipacz".


Ale dlaczego tylu z nas nie wystarczają podniety płynące z przyrody, sportów, filmu, sztuki, no w końcu nawet i alkoholu, i bezmyślnie sięgają po wyrafinowaną chemię?"

Jak zwykle niezrozumienie. Ludzie w środkach psychodelicznych nie szukają "podniet", silnych wrażeń. Psychodeliki pokazują człowiekowi rzeczywistość z zupełnie innego punktu widzenia. Ułatwiają wejrzenie w miejsca umysłu, z których człowiek nie zdaje sobie sprawy, pozwalają zanalizować swoje codzienne zachowanie, zauważyć mechanizmy patologiczne, zwiększają motywacji do wprowadzania pozytywnych zmian w życie, pozwalają poznać siebie naprawdę dogłębnie.
Za pomocą ayahuasci w niektórych krajach leczy się uzależnienie od opiatów, alkoholu i kokainy. Psylocybinę podaje się pacjentom nieuleczalnie chorym na raka co pozwala im dożyć ostatnich dni w stanie zgody z nadchodzącym losem, bez strachu za to z nadzieją.

Zamiast tego proponuje pani schlać się wódą, zachowywać się agresyniw, chamsko, seksualnie natarczywie, śmierdzieć i degenerowac swój mózg substancją o dogłębnie poznanym i dowiedzionym szkodliwym działaniu? Naprawdę? To jest zdanie farmakologa?

Tak, młody mózg to nie mózg na ćpanie. Alkoholu również. Czy wie pani, że jednym z najbardziej zgubnie wpływających na rozwój nastoletniego mózgu substancją jest alkohol? I naprawdę, całkiem serio, z czystym sercem poleca pani ów alkohol młodzieży, zamiast środka, który wezmą 2-4 razy w swoim życiu i możliwe, że po tym na zawsze zerwą z używkami (jak to było ze mną), wyleczą się z depresji (afektywnej biegunowej, tak jak ja) i odnajdą szczęście (tak jak ja. Gdy nawet sporadycznie piłem było źle bywały okresy samobójcze, byłem aspołeczny i zamknięty. To było 3 lata temu, w czasie których zdążyłem spróbować ayahuasci, LSD oraz grzybów psylocybowych. Mam pracę, studia, żonę, planujemy dziecko).


W ramach podsumowania chciałbym zapytać dlaczego Pani jak i wiele starszych ludzi uważa, że wszyscy młodzi ludzie biorą substancje psychoaktywne z tych samych powodów? Czy pije pani kawę dokładnie z tego samego powodu co alkohol? Jeśli pani pali papierosy to czy z dokładnie tych samych pobudek co alkohol? Środków jest tysiące (było tysiące, teraz ilość znanych substancji psychoaktywnych idzie w miliony), każdy ma swoje własne działanie, nadaje się do konkretnych celów. Jeśli młody człowiek pali marihuanę bądź bierze LSD to wcale nie znaczy, że wciąga amfę czy chociaż uważa to za normalne. Większość użytkowników psychodelików trzyma się z daleka od stymulantów i depresantów, gdyż psychodeliki uczą szacunku do siebie. Mało kto również bierze je dla czystej hecy. Z reguły chodzi właśnie o tą pierwotną potrzebę znalezienie siebie i poznania tego czym to "siebie" jest. Kiedy zobaczyłem początek artykułu miałem nadzieję, że zostanie obalonych kilka głupich i krzywdzących stereotypów, z przykrością jednak przekonałem się, że nie ma Pani tak naprawdę dużej wiedzy u substancjach psychoaktywnych i raczej woli pani wspierać nieprawdziwe opinie (rozumiem, że to nie ze złej woli, sama Pani zapewne wierzy w to co pisze, niestety). Smuci mnie to jeszcze z jednego powodu: Widzę, że naprawdę starsze pokolenie nie rozumie obecnych 20parolatków. Nie potraficie spojrzeć na świat naszymi oczyma, zobaczyć więcej niż stereotyp czy próbować zrozumieć o co nam chodzi. Świat się zmienił, a wciąż wiele osób próbuje patrzeć na nas swoją miarą. Ale świat jest inny, to w czym my się wychowujemy to zupełnie inne miejsce i reguły niż za Pani młodości. A takie wywiady jak ten tylko krzywdzą nas i robią z nas potwory, zamiast pokazać, że patologie, uzależnienia i wypadki w przypadku użytkowników halucynogenów to ogromna rzadkość.

Pozdrawiam
Michał X

Anonim (niezweryfikowany)

brawo!

Anonim (niezweryfikowany)

Z narkotykami (myślę też o wszelkiej maści substancjach zmieniających świadomość) i alkoholem jest bardzo podobnie, tylko od nas zależy czy będziemy świadomi z czym mamy styczność, czy chcemy tego użyć i jak to będziemy robić.

Mogę napić się alkoholu, np. piwa, jedną szklaneczkę, bo chcę się nieco rozluźnić, a za 3godziny jadę odebrać dziecko od teściowej i potrzebuję być trzeźwy. Wszystko jest ok.

Mogę napić się alkoholu, ale nic o nim nie wiem, kupuję go na melinie (bo np. mamy czas prohibicji), wypijam pół litra i umieram (bo był niskiej jakości i zanieczyszczony metylowym).

Mogę napić się alkoholu, ale piję codziennie, tracę pracę, zdrowie, łamię prawo (kogoś zabiłem i nawet tego nie pamiętam).

Mogę kupić nóż, ukroić sobie nim bułkę, ale też odciąć nichcący palec, podciąć sobie żyły, albo nim kogoś zabić. Wniosek: zdelegalizujmy wszystkie noże, a ich użytkowników wsadźmy do więzienia.

Ja to tak widzę.

Szkoda, że pani prof. Jolanta B. Zawilska będąc zupełnym dyletantem w danej kwestii, tak autorytarnie się wypowiada. Pamiętajmy, że tytuł naukowy nie czyni wszechwiedzącym. W tej sprawie dobrze mieć wieloletnie doświadczenie (upaść na dno, wstać, dobrze się poskładać i z tym bagażem doświadczeń potrafić normalnie funkcjonować).

Nie chodzi mi, że nie zna się pani na swoim fragmencie wiedzy, ale ten o którym pani pisze, nim nie jest.

Anonim (niezweryfikowany)

Nic dodać, nic ująć.

Anonim (niezweryfikowany)


Szanowna Pani Profesor,

przeczytałem z zainteresowaniem wywiad z Panią na temat "używek" w
internetowym wydaniu Gazety Wyborczej z dn. 2009-12-30.

Niestety, artykuł jest potwierdzeniem to, co zawarte było we
wstępie: "Młodzi o roślinnych dopalaczach doskonale
wiedzą, natomiast rodzice, kuratorzy, wychowawcy, często także lekarze,
nie mają pojęcia".

Swego czasu czytywałem publikacje na temat używek prof. J. Vetulaniego z
Krakowa (jak również jego współpracownika - dr. P. Popika), czy prof.
A. Kołodziejczyka z Gdańska, którym w większości nie miałem nic do
zarzucenia (pamiętam, że p. Kołodziejczyk popełnił kilka błędów w
swojej książce o chemii związków naturalnych, ale niestety nie pamiętam
o co chodziło). Niestety, z Pani wywiadu wnioskuję, że nie jest Pani
specjalistką w dziedzinie.
Spróbowałem większości używek, nigdy nie miałem z nimi problemu, jestem
zdecydowanie za penalizacją czy nawet legalizacją używek z jednoczesnym
zwróceniem uwagi na wychowanie i _rzetelną_ informację. Wierzę, że
kiedyś nastąpi przełom i, by pomóc informacji "rzetelnej" wypływać na
wierzch, popełniam tenże list, by wskazać błędy w Pani wywiadzie.

1) Sklepy z tzw. dopalaczami - dopalacze.com to historyczna nazwa sklepu
internetowego z tzw. designer-drugs, czyli odpowiedzią "szarej strefy"
na listę substancji kontrolowanych/nielegalnych. Chemicy zauważyli, że
modyfikując lekko strukturę nielegalnej substancji dostanie się
substancję legalną (inny związek, nieobjęty zakazem), ale działającą
psychoaktywnie. Dopalacze to termin uknuty przez dziennikarzy,
którzy nie znając dziedziny, a starając się ją jakoś określić,
wymyślili tę, dość prymitywną, nazwę.

2) Wyżej wymieniony przypadek pokazuje, że ustawa nic nie zmieniła
(wbrew temu co Pani rzekła w artykule). Ustawa zdelegalizuje
dzisiejsze "designer-drugs", ale za kilka lat pojawią się nowe. To
błędne koło! Delegalizacja niczego nie zmienia, to udawanie, że problem
przestaje istnieć. Co gorsza, o ile o "tradycyjnych" używkach
wiedzieliśmy cokolwiek to o dzisiejszych designer-drugs nie wiemy nic.
Politycy stworzyli sytuację paradoksalną - przez ustawowy zakaz młodzież
zażywa bardziej niebezpieczne substancje, przez to że są łatwiej
dostępne (legalne). sic!

3) Nie jestem do końca pewny, ale wydaje mi się, że powinno się pisać
"działanie enteogenne" niż "działanie enteogeniczne" (sugerowała
by to końcówka -gen rzeczownika).

4) boska szałwia to złe tłumaczenie. W Polsce roślina ta ma nazwę,
brzmi ona "szałwia wieszcza". No cóż - tak już to ktoś przetłumaczył i
warto by się tego trzymać, zwłaszcza wypowiadając się w imieniu nauki
(będąc profesorem). Może zainteresuję Panią, jako farmakologa, to że
salwioryna jest jedną z nielicznych substancji psychoaktywnych nie
zawierających atomu azotu (podobnież THC). Dla mnie, jako chemika, było
to wielkim zaskoczeniem.

5) Opisuje Pani efekty działania szałwii. Polecam Pani to przeczytać i
zastanowić się, czy jeśli faktycznie szałwia działałaby tak jak w
opisie (lęk! przerażenie! omamy! psychozy! deszcze! zlewne poty!) to
ktokolwiek chciałby jej używać ? To jest właśnie głupi błąd
wychowawców/kuratorów - straszenie używkami. Młody człowiek spróbuje
przypadkiem szałwi, po której stwierdzi, że "dorośli" ciągle go
oszukiwali - działa całkiem przyjemnie i inaczej. Skoro tak, trzeba
spróbować całej reszty używek! Skoro szałwia nie działa tak jak mówiła
Profesor, to pewnie heroina też nie może zbyt silnie uzależniać, to
muszą być bujdy!

6) Uprzejmie proszę o wskazanie źródła, gdzie dowiedziała się Pani o
rzekomym zabójstwie pod wpływem szałwii. Wygląda mi to bardziej jak
urban legend, w którym młodzi rodzice wracają z imprezy, na której
zażywali LSD i wkładają do piekarnika swoje dziecko, bo wydaje im się,
że to kurczak. Czy coś w tym rodzaju. Dlatego też uprzejmie proszę o
źródło. Nie znając źródła uznam, że Pani wyssała to z palca.

7) Pisze pani o ayahuasce. Litera v od w zbytnio się nie różni,
jednak - tłumacząc z angielskiego: vine to po polsku liana. Wino
natomiast po angielsku będzie "wine". Podobnież jak w przypadku
nieznajomości polskiej nazwy, czy też nieznajomości łaciny, tak i tutaj
podważa pani rzetelność swojej wypowiedzi.

8) Pisze pani, że ayahuasca pochodzi z Meksyku. Zdanie później dodaje
Pani, że w stosuje się ją w dolinie Amazonii. Polecam sprawdzić na
mapie, gdzie leży Meksyk, a gdzie płynie Amazonka. Problem w tym, że o
ile ayahuasce faktycznie tradycyjnie stosuje się w Ameryce Południowej,
o tyle nie jest znana w Meksyku (Ameryce Północnej).

9) Curandelo - raczej curandero, z hiszpańskiego uzdrowiciel/znachor.
Niby literówka, nic nie znacząca dla kogoś kto nie zna tematu. Ale
jednak rzuca się w oczy, czytelnikowi, który w tym siedzi. A nawet komuś
kto po prostu zna język hiszpański (lub też wcześniej - angielski - przy
okazji "wina").

10) w akapicie
 Zdaje się, że w Polsce nie brakuje też halucynogennych nasion?

- Owszem. Wystarczy rozgryźć kilka takich nasionek, by odpłynąć na
  cztery-osiem godzin. Widzi się wtedy plastry miodu, labirynty,
  szachownice, tunele, witraże. Przedawkowanie może prowadzić do bardzo
  intensywnych omamów, spadku ciśnienia krwi, zwolnienia akcji serca,
  bezsenności, nasilenia wcześniejszych bądź utajonych zaburzeń
  psychicznych.

powiela Pani utarty schemat - młodego należy nastraszyć(!!!), żeby po
to nie sięgał. To nie ma sensu. Jest Pani naiwna (posługując się
retoryką stosowaną przez Panią w rozmowie z redaktorem).

11) Widocznie nie zna Pani działania benzydaminy i w związku z tym nie
powinna Pani wypowiadać się na temat "preparatu do irygacji pochwy".
Benzydamina nie działa w ten sposób. Gdyby benzydamina działała tak
długo, armia nie stosowała by tabletek z amfetaminą by pobudzać swoich
żołnieży na jedyną dobę - lepsza byłby "preparat do irygacji pochwy" !
To smutne, zwłaszcza kiedy takie słowa wypowiada profesor.

12) Sugerowanie zastępowania używek alkoholem wydaje mi się dość
żenującym pomysłem. Alkohol jest jednym z bardziej niebezpiecznych
substancji, rozbijających rodziny, zabijających uczestników ruchu
drogowego, ułatwiającym gwałty, degradującym. Jest legalny. Jest
legalny, bo nie da się inaczej (prohibicja), ale to nie jest argument,
by zastępować nim inne używki (z reguły bardziej bezpieczne). Proszę
sobie znaleźć jakieś statystyki np. liczby zgonów po danych narkotykach
(w tym alkoholu), czy odsetek uzależnionych. Mało która substancja
dorównuje etanolowi! To przerażające, że sugeruje Pani młodzieży, by
po niego sięgała!

13) Mówi Pani:

"Pamiętajmy jednak, że prawdziwego ich niebezpieczeństwa jeszcze nie
znamy. Wiadomo tylko, że młody, bardzo jeszcze plastyczny mózg zalewany
jest związkami, z którymi w ogóle nie powinien się zetknąć. Jak będzie
pracował ten sam mózg w wieku 60-70 lat, po licznych eksperymentach z
roślinnymi dopalaczami za młodu?"

Wcześniej jednak wspomina Pani, że rośliny
te stosowane są od setek lat przez ludy pierwotne "dorzecza Amazonki" i
Meksyku. Wydaje mi się, że ludzie ci są dość poważną "próbką
statystyczną" działania w/w roślin. Dyrektywa Unii Europejskiej o
ziołach medycyny ludowej mówi, że nieznane w Unii zioło może być
importowane i stosowane jeśli wykaże się, że w miejscu pochodzenia było
używane tradycyjnie. Dlaczego nie stosuje się takiego sposobu myślenia
w odniesieniu do używek ? Dlaczego znów stara się Pani nastraszyć
młodzież, że nie wiadomo właściwie co te używki złego robią (a muszą
robić coś złego, w końcu to używki!). Jeśli Pani farmakolog nie wie co
jak będzie taki mózg pracował w wieku 60-70 lat, polecam zorganizować
wyprawę do "dorzecza Amazonki" i porozmawiać z curandelos (szukając
raczej "curanderos") o tym jak się czują ich mózgi.


Pomijając kilka obraźliwych/niekulturalnych wypowiedzi czytelników
internetowych, może zechce Pani podjąć dyskusję pod Pani artykułem na
forach internetowych Gazety Woborczej:
http://forum.gazeta.pl/forum/w,32,104977309.html
oraz forum hyperreal:
http://hyperreal.info/o_dopalaczach_s%C5%82%C3%B3w_kilka_rozmowa_z_farma...
pozwoliłem sobie zamieścić tenże list na forum "hyperreal".


Z poważaniem,
Michał Kraszewski

Anonim (niezweryfikowany)

prawdopodbnie jest pan za depenalizacją a nie "penalizacją"

Anonim (niezweryfikowany)

A najbardziej boli to, że w tym świętojebliwym państwie, gdzie każda roślina o psychoaktywnym działaniu musi być zdemonizowana tylko ignoranci i idioci nie mający pojęcia o temacie publikują swoje artykuły. A jak się znajdzie ktoś rozsądny, to jedyne miejsce gdzie może się wypowiedzieć to strony typu "hyperreal" na których czytają to ludzie, którym tak naprawdę nie trzeba niczego uśwaidamiać. Ten komentarz powinien być wydrukowany w gazetecie wyborczej zaraz w następnym wydaniu. Tylko powiedzmy sobie szczerze: która poczytna gazeta w tym kraju odważy się wypuścić artykuł o treści "narkotyki to nie tylko zło"?

Anonim (niezweryfikowany)

Taka osoba jak Ty POWINNA ZOSTAĆ zostać glownym zarzadca ds. Narkomani w POLSCE. Pozdrawiam ziomek. 

Peace...

Anonim (niezweryfikowany)

Zgadzam się z wypowiedzią że to pan powinien zostać zarządcą ds. narkomanii : ]

Anonim (niezweryfikowany)

Czy mógłby Pan podać numer i datę Dyrektywy Unii Europejskiej o ziołach medycyny ludowej?

Anonim (niezweryfikowany)

zadziwiające jest skąd czerpie szanowna Pani wiedzę? ciekawe, że na ścianie trzyma się załadowany pistolet.... z racji Pani kontaktu z substancjami _chyba_ część przez te lata zaczęła oddziaływać i na Pani głowę. Pozdrawiam Pani znajomych ;-) Czy nie ma Pani halucynacji? hehe

Anonim (niezweryfikowany)

Siemka co jest z forum, czemu takie słabe jaranie jest z wietnamu, a lepsze w afganistanie?

Anonim (niezweryfikowany)

Niedouczony profesorek ,pisze o czyms o czym nie ma pojęcia.

  1. Szałwia nie wywołuje halucynacji (podobnych do takich po trawce czy LSD) ,ale coś w rodzaju wewnętrznej zapaści ,snu na jawie ,więc mechanizm zupełnie inny.
  2. Po szałwi nie można "narozrabiać" ,bo jej efektem jest utrata napięcia mięśniowego - działa jak pavulon przez pewien czas. Mi osobiście sprawia problem nawet podnoszenie niewielkich ciężarów ,więc co tu dopiero kogoś uderzyć.
Anonim (niezweryfikowany)

Faktycznie nieuk. Szałwia w przeciwieństwie do LSD i marihuany wywołuje właśnie halucynacje. Wizje po LSD to pseudohalucynacje, marihuana nawet takowych nie wuwołuje.

Anonim (niezweryfikowany)

Brak elementarnej wiedzy Pani Profesor wali po oczach, jak światła zbliżającej się lokomotywy w ciemnym, jak średniowiecze tunelu. Po pierwsze, Prof. jak widać nie paliła, po drugie, szałwia i ayahuasca są zdelegalizowane, a jeżeli trafia miła Pani na nieaktualizowane witryny etnoshopów i bierze informacje w nich zawarte za dobrą monetę, to mam poważne wątpliwości, co do poziomu intelektualnego prezentowanego przez nią. Poza tym, alkohol jest główną przyczyną morderstw etc.(biorąc pod uwagę narkotyki), szałwia zaś ma podobny wpływ na zabójcze skłonności ludzkiej nacji, co pokemony. Niechaj więc za podsumowanie posłuży nam krótka riposta Neo drugiej część trylogii - Bullshit!
 


Anonim (niezweryfikowany)

Osobiście od eksperymentów wolę sprawdzone środki czyli gande bo chemi nie tykam a za dopalacze podziękuję. Substancji psychoaktywnych jest wuchta wystarczy iść do lasu na łąke czy jezioro i pozbierać trochę roślinek np. tatarak, chmiel itd. wiec jak chcecie walczyć z tym to zrzućcie napalm na całą Polske i po kłopocie. Chyba Arystoteles powiedział coś takiego że truciznę od lekarstwa odrużnia tylko dawka. Chcecie walczyć z narkotykami to zacznijcie od edukacji w podstawówkach i rzetelnej wiedzy dla społeczeństwa i zalegalizujcie mi gande żebym w spokoju mógł w domu krzaczki sobie chodować tak jak w Czechach:)

Anonim (niezweryfikowany)

chyba pania bania po alkoholu przerosla, kurwa co za autorytet wiecej takich nam potrzeba zeby z tego zalosnego kraju zrobic panstwo policyjno-koscielne plus piekny zwyczaj wypowiadania sie na temat o ktorym nie ma sie bladego ani opalonego pojecia.

zal, zenada

Anonim (niezweryfikowany)

Strasznie dziwi mnie fenomen alkoholu... Moim zdaniem potępienie przykładowej marihuany a promowanie alkoholu na świecie to konsekwencja ruchów politycznych, kampanii reklamowych i OBŁUDY ludzi. Pomyślcie, co by było gdyby świat wyglądał inaczej:
alkohol byłby zaliczany do narkotyków ciężkich, a mariuhuana była by zwykłą, codzienną używką. Czy to wizja nierealna? Nie. Tak świat mógłby wyglądać i byłby na pewno zdrowszy. Alkohol jest dziś akceptowany i jego efekty są dobrze znane. Marihuana jest demonizowana w bardzo dużym stopniu, a jej ekfety dla masowego odbiorcy są dość niejasne; wielu ludzi boi się takiego typu substancji. To CHORE. Dlaczego nie bać się alkoholu, po którym człowiek zmienia się w bestię i jest zbyt pochopny (w każdej dziedzinie), a bać się marihuany, która odpręża, miło zwiększa apetyt i powoduje senność?
Gdyby od wieków ludzie oswajali się z marihuaną tak jak są oswojeni z alkoholem, nie było by problemów-przecież dziś nikt nie pójdzie do pracy/szkoły/na wykład zapity, tak samo rozsądny człowiek nie spali się na normalny dzień pracy....


Ehhh...

Anonim (niezweryfikowany)

Dopalacze to syf i chujnia, nic ciekawego, blee :/

noname
Anonim (niezweryfikowany)

Zajrzyjcie do listy publikacji Pani Profesor. Zajmuje się cyklem dobowym kurczaka.

EEEEEeeeech, ech. ECH.

 

 

 

 

 

Anonim (niezweryfikowany)

zamiast zakazywac papierosow ktore powoduja raka czy alkocholu przez ktory ludzie zapijaja sie na smierc, zajmuja sie rzeczami ktore sa mniej szkodliwe od obecnych malo to ludzi zginnelo przez nalog tytoniowy czy po pijaku wpadlo pod autobus czy popelnilo samobujstwo. Niech lepiej sie zajma  legalizacja a nie. w holandi nie narzekaja i jakos nie giną masowo w porownaniu do palaczy czy alkocholikow. a w stanach zjednoczonych lataja dzieki temu dziure budzetowa, ktora jes ofgromna i ciagnie sie latami.

Normalnie brak słow...

Anonim (niezweryfikowany)

Ta pani jest po prostu niekompetentna w temacie narkotyków. Miałam nieprzyjemność słuchać jej wykładu a później o zgrozo odpowiedzi na pytania na tygodniu mózgu w krakowie. Dużo mogłabym wymienić. Na przykład pewien staruszek zapytał ją o lecznicze działanie ibogainy (uzależnienia) - ona wogóle nie zrozumiała o co mu chodzi i nie odpowiedziała. Notorycznie źle wymawiała nazwę yage. Wykład był płytki i pobieżny. Nie wiedzieć czemu pojawił się tam bogu ducha winny ogon lwa, zresztą zapisany w konspekcie wykładu z błędem utrudniającym charakteryzację. Do Pani Profesor - radzę się douczyć, bo przeciętny nastolatek wie więcej od Pani.