REKLAMA

Muzyka i psychodeliki - wywiad z Mendelem Kaelenem

Tagi

Źródło

Drug Reporter
Kevin Franciotti

Tłumaczenie

pokolenie Ł.K.

Komentarz [H]yperreala

Gwoli wyjaśnienia: wbrew większości słowników tłumacz uparcie obstaje przy formach "psychedeliki" i "psychedeliczny", wychodząc z założenia, że "o" jest na miejscu jedynie w słowie "psychoza", gdzie pochodzi z greckiego komponentu "osis", tj. szaleństwo.

Odsłony

820

W tym miesiącu w Dose of Science, zamiast koncentrować się na konkretnej publikacji akademickiej, prezentujemy wywiad z Mendelem Kaelen, neurobiologiem i badaczem z Imperial College w Londynie, współpracującym z prof. Davidem Nuttem i dr. Robinem Carhartem-Harrisem. Poniższy artykuł daje bezprecedensowy wgląd w naukowe konceptualizacje związane z unikalnym, opartym o neuroobrazowanie badaniem połączonego działania LSD i muzyki na ludzki mózg.

DoS: Cześć Mendel, dzięki za znalezienie chwili na rozmowę z nami! Czy mógłbyś opisać, w jaki sposób Twoje wcześniejsze doświadczenia naprowadziły Cię na ścieżkę badawczą, którą obecnie podążasz?

MK: Zacząłem jako student biologii, faktycznie chciałem zostać biologiem. W tym czasie czytałem też Podróże poza ciałem Roberta Monroe, który pisał tam o spontanicznych doświadczeniach przebywania poza ciałem, co uznałem za naprawdę fascynujące — zarówno samo zjawisko, jak i pytania o związane z nim stany świadomości. Był to rok 2004, w tym czasie nie wiedziałem zbyt wiele o psychedelicznych narkotykach i Monroe naprawdę był dla mnie główną motywacją do zmiany kierunku i poświęcenia się studiowaniu neurologii.

DoS: Odkryłeś wtedy psychedeliki?

MK: Z powodu mojej fascynacji odmiennymi stanami świadomości opisanymi w książce Monroe, czytałem artykuły o zdolności ketaminy do indukowania podobnych stanów, a także o ayahuasce i innych psychodelikach stosowanych w tradycyjnych ceremoniach. Bardzo mnie to zainteresowało — zdałem sobie sprawę, że takie związki można wykorzystać do badania ich wpływu na świadomość w warunkach kontrolowanego eksperymentu, umożliwiając w ten sposób pojawienie się doświadczeń, które normalnie nie są łatwo osiągalne, ani możliwe do wywołania metodami, na których można polegać.

DoS: I po chwili, znienacka... okazało się, że prowadzisz badania z użyciem psychedelików na ludziach?!

MK: (śmiech) Nie, niezupełnie. Pomimo że zmieniłem główny kierunek z biologii morskiej na neurobiologię, nie wszyscy moi profesorowie w tamtym czasie byliby skłonni wspierać tego typu zainteresowanie psychedelikami, ale na szczęście znalazłem na uniwersytecie kilku dobrych mentorów. Dzięki nim zainteresowałem się w większym stopniu klinicznymi zastosowaniami tych środków, a jeden z nich zachęcił mnie do pisania esejów, które przygotowałem na temat wykorzystania psylocybiny do leczenia lekoopornej depresji oraz zastosowania MDMA w terapii zespołu stresu pourazowego (PTSD). Zaangażowałem się również w organizowanie i udział w konferencji OPEN Foundation w Holandii, ale w okolicach magisterki zacząłem tak naprawdę rozglądać się za długoterminowym projektem badawczym, na którym mógłbym zrobić pracę doktorską.

DoS: Wobec czego, jak każdym aspirujący badacz psychedelików, spędziłeś mnóstwo czasu e-mailując do wszystkich, prowadzących obecnie tego typu badania?

MK: Tak, robiłem praktycznie wszystko, co mi przyszło do głowy, próbując nawiązać kontakty w tej społeczności, ale początkowo otrzymywałem odpowiedzi nie dające zbyt wiele nadziei. Jednakże w 2010 roku poznałem na konferencji w Londynie (Breaking Convention) Robina Carharta-Harrisa, który po pewnym okresie utrzymywania kontaktu zaprosił mnie do odbycia stażu w swoim laboratorium.

DoS: Brzmi iście niczym synchroniczność! Jakie były Twoje pierwsze doświadczenia w pracy z zespołem z Imperial College?

MK: Rzeczywiście, miałem szczęście! Podczas mojego sześciomiesięcznego stażu opublikowali akurat w Proceedings of the National Academy of Sciences (patrz patrz Carhart-Harris i wsp., 2012) swoje pierwsze badanie z użyciem fMRI dotyczące psylocybiny, otrzymali także pierwszą dotację rządową na sfinansowanie testów dotyczących leczenia depresji z użyciem psylocybiny. Dodatkowo Amanda Feilding z Fundacji Beckley pracowała właśnie nad sfinansowaniem i współpracą przy badaniach nad LSD z użyciem neuroobrazowania, a ja po prostu byłem na miejscu, kiedy szukali kogoś do pomocy przy koordynacji badania, toteż zapytali mnie, czy chciałbym zrobić na tym swój doktorat (patrz Carhart-Harris i wsp., 2016).

DoS: A ty grzecznie odmówiłeś?

MK: (śmiech) Oczywiście, że nie! Jak łatwo możesz to sobie wyobrazić, praktycznie nie było możliwości, abym się na to nie zgodził. Chociaż nim faktycznie zaczęliśmy badania minął rok, poświęciliśmy ten czas na rozmowy na temat interesujących pytań badawczych i to właśnie wtedy pojawił się temat muzyki. Mam pewne doświadczenie jako muzyk, gdy studiowałem neurologię na Uniwersytecie w Groningen w Holandii, pracowałem też przy okazji jako artysta dźwięku (sound artist), robiąc instalacje i kompozycje teatralne, wydałem również kilka albumów. W pewnym momencie, pod koniec mojego licencjatu, miałem poważne wątpliwości, czy chcę to kontynuować, czy skupić się na mojej sztuce, w szczególności sztuce dźwięku, ale ostatecznie zdecydowałem się skupić na badaniu możliwości terapii psychedelicznych. W Imperial College pojawiła się znów przede mną szansa powrotu do tych zainteresowań, dzięki kombinacji z neurobiologią i środkami psychedelicznymi.

Przyszło mi to na myśl, gdy patrzyłem na fotografię zespołu z Johns Hopkins prowadzącego sesje z użyciem psylocybiny, oraz inną, przedstawiającą sesją psychoterapeutyczną pacjenta z PTSD wspomaganą MDMA,obie przedstawiały osoby leżące z zamkniętymi oczami i słuchające muzyki przez słuchawki. Miałam świadomość, że ważnym celem badania było dla mnie rozpoczęcie prac nad zrozumieniem terapeutycznych mechanizmów połączonego oddziaływania muzyki i psychedelików, dostałem również zadanie opracowanie playlisty, mającej towarzyszyć badaniu potencjału psylocybiny w leczeniu depresji (patrz Carhart-Harris i wsp., 2016).

DoS: Jakiego rodzaju kwestie w tamtym czasie zgłębiałeś?

MK: Badania powoli wychodziły ze stanu zamrożenia, w jakim znajdowały w czasie ostatnich kilku dekad, więc naukowcy i terapeuci byli — i nadal są — bardzo ostrożni w swojej pracy, robiąc dziecięce kroczki w porównaniu do modelu, który został wypracowany w czasie intensywnego okresu rozwoju badań w latach 50. i 60. Można powiedzieć, że zaczynaliśmy tam, gdzie oni skończyli. Pomimo faktu, że z naukowego punktu widzenia wiele z tych badań nie było należycie kontrolowane – niektórym brakowało nawet grupy placebo — zamiast wylewać dziecko z kąpielą, skupiano się na tym, co z terapeutycznego punktu widzenia uzyskano wtedy wartościowego.

Model, który także obecnie powszechnie uważa się za najlepszy i najbezpieczniejszy sposób strukturyzowania terapii, to wykorzystanie w trakcie sesji psychodelicznych muzyki oraz silny nacisk na stworzenie dobrych podstaw relacji interpersonalnej pomiędzy terapeutą (terapeutami) a pacjentem przed w trakcie i po sesji. Cały ten trójfazowy proces uważany jest za bardzo ważny dla przebiegu doświadczenia psychedelicznego i uzyskania odpowiedzi terapeutycznej, a wiedza naukowa na ten temat staje się coraz istotniejsza. Ponieważ prowadzimy obecnie badania na coraz większą skalę, dostrzegamy pewne bardzo podstawowe, fundamentalne pytania, na które należy odpowiedzieć z zachowaniem rygorów nowoczesnej nauki. Pytania takie jak Dlaczego muzyka jest konieczna? Co powinno obejmować przygotowanie?Jak powinna wyglądać integracja?

DoS: Większość dotychczasowych badań mocno koncentruje się na wynikach badań klinicznych, które są oczywiście niezbędne w opracowywaniu nowych metod leczenia, ale biorąc pod uwagę, że muzyka jest tak kluczowym aspektem sesji psychodelicznych, brzmi to tak, jakbyście [jako pierwsi] kładli nacisk na ten niezwykle ważny, a jednocześnie pomijany obszar badań. W jaki sposób podchodzicie do tego wyzwania?

MK: Na potrzeby testów dotyczących depresji, które prowadziliśmy kilka lat temu, chciałem zaprojektować playlistę specjalnie dostosowaną właśnie do leczenia depresji, a jednocześnie zawierającą wiele utworów współczesnych kompozytorów. Dużym problemem, wobec którego wtedy stanąłem, była znikoma dostępność w literaturze podpartej badaniami wiedzy naukowej na temat stosowania muzyki w terapii psychedelicznej. Jest jedna ważna publikacja Helen Bonny, która w ramach swojej pracy jako terapeuta muzyczny opracowała metodę muzykoterapii o nazwie The Bonny Method of Guided Imagery and Music. Bonny i Pahnke opisują w tym artykule, jak przy pomocy muzyki strukturyzować sesje terapeutyczne z użyciem LSD podczas różnych faz doświadczenia. Nadal jednak są to w dużej mierze rozważania teoretyczne. Ponadto, choć opracowała piękne playlisty, których używano podczas sesji psychodelicznych w Maryland Psychiatric Research Center, zawierały one przede wszystkim kompozycje klasyczne, z których wiele jest powszechnie kojarzone. Przykładem może być Adagio na smyczki Samuala Barbera: imponujące dzieło sztuki, jednakże otoczone siecią skojarzeń z powodu częstego wykorzystywania w filmach, reklamach, i tak dalej – czego należy, jak sadzę, unikać. Czułem, że ważne jest, aby poświecić wiele uwagi osobistym preferencjom muzycznym uczestników naszych testów z psylocybiną [jako wsparciem w terapii depresji], ponieważ to właśnie one są zazwyczaj wyznacznikiem emocjonalnego zaangażowania słuchacza. Wymóg opracowani playlisty standaryzowanej (każdy pacjent miał słuchać tego samego zestawu utworów) komplikuje rzecz jasna to zadanie, przez co jego ostatecznym rozwiązaniem okazała się playlista zróżnicowana, zawierająca utwory klasyczne, neoklasyczne, ambient, jazz i muzykę etniczną.

Jeśli chodzi o wybór konkretnych utworów, to choć skorzystałem po części z wypracowanej wcześniej wiedzy, w złożeniu ostatecznej playlisty oparłem się głównie na własnej intuicji muzyka. Próbowałem pomijać przy tym własne preferencje muzyczne, co było oczywiście bardzo trudne. Przy każdym utworze zadawałem sobie pytanie: czy sądzę, że ten utwór zadziała, bo działa na mnie, czy może jednak z uwagi na jakieś jego immanentne cechy, co do których, opierając się na wiarygodnych przesłankach, można się spodziewać, że wywołają emocjonalną odpowiedź u większości osób, które tego utworu wysłuchają?

DoS: Bez urazy, ale brzmi jak podejście bardzo „nienaukowe”.

MK: Tak. Projekt playlisty powstał głównie dzięki intuicji artystycznej i psychoterapeutycznej. Na obecnym etapie po prostu brak ustaleń naukowych, na których można by oprzeć taki projekt na potrzeby terapii psychodelicznej, ale to właśnie jest częścią obszaru badawczego, na którym się obecnie skupiam. Nie odbiega to jednak od normy aż tak, jak może Ci się wydawać. Wielu uznanych psychoterapeutów, kształtujących obecnie tę dziedzinę, niekoniecznie posiada naukową podbudowę dla wszystkich aspektów swego podejścia. Coraz częściej jest ono oparte na intuicji i doświadczeniu, które informuje ich, jakie słowa wypowiedzieć, kiedy je wypowiedzieć, a także jaką muzykę i kiedy odtworzyć. To ilustruje istotność opracowania norm empirycznych dla terapii psychedelicznych, aby nie skończyły jak setki innych modeli psychoterapii, z których wiele nie ma zbytniego oparcia w nauce. Jest to istotnym polem krytyki psychoterapii i psychiatrycznej opieki zdrowotnej jako całości. Może jednakże pokusić się tu o zadanie szerszego pytania, a mianowicie jaka jest rola intuicji psychoterapeutycznej w terapii psychodelicznej? Terapia poznawczo-behawioralna może być faktycznie najlepszym, czym obecnie dysponujemy w kategoriach empirycznych dowodów, ale oczywiste jest, że podejście to ma także wyraźne niedociągnięcia.

Na razie, jeśli chodzi o dobór muzyki, godzę te kwestie, pracując po prostu na tym etapie na gruncie dostępnej wiedzy o tym, w jaki sposób przygotować sesje tak, by były bezpieczne i skuteczne i nie przedstawiając na razie zbyt daleko wybiegających twierdzeń o charakterze naukowym, a skupiając się zamiast tego na wykonywaniu potrzebnych badań. Prowadzenie badań to duże, ale zarazem ekscytujące wyzwanie. Playlista ma trwać sześć godzin, co sprawia, że zadanie jest bardzo skomplikowane, wymaga uwzględnienia wielu zmiennych. Ta zmienność istnieje już w samej muzyce, zróżnicowaniu gatunków i cech akustycznych. Dalej mamy kwestię subiektywnej odpowiedzi terapeutycznej, która zmienia się w czasie sesji wraz z fazami działania substancji, a także inne czynniki nie-farmaceutyczne, takie jak osobowość i nastawienie pacjenta oraz oczywiście oddziaływanie z terapeuty. To powód, dla którego wielu naukowców prowadzących badania kliniczne z użyciem psychodelików chce, by playlista być taka sama dla każdego pacjenta, ponieważ w eksperymentach naukowych należy dążyć do kontrolowania dla wszystkich zmiennych na tyle, na ile to możliwe.

To także jest jednak problematyczne, ponieważ kontrolując muzykę nie kontroluje się bynajmniej związanego z nią doświadczenia terapeutycznego słuchającej jej osoby. Może się zatem zdarzyć, że będziemy mieli do czynienia z osobą, która reaguje silnie na lek, co otwiera duże możliwości terapeutyczne, ale która jednocześnie nie reaguje dobrze na wybraną muzykę, nie angażuję ona tej osoby wystarczająco w sensie terapeutycznym. Może się zdarzyć, że muzyka będzie całkowicie niezsynchronizowana z ich doświadczeniem, które jest bardzo dynamiczne. Ważne jest też, abyśmy pamiętali, że ten rodzaj kontroli nie ma zastosowania do oddziaływań terapeutów, ponieważ musieliby oni wówczas zachowywać się dokładnie w ten sam sposób wobec każdego pacjenta, co oczywiście nie ma miejsca.

DoS: Istnieje w historii ludzkości precedens, konkretnie w kontekstach ceremonialnych, gdzie łączono przecież oddziaływanie psychoaktywnych roślin z wykorzystaniem dźwięku.

MK: Kiedy zaczynałem interesować się psychodelikami, jedną z rzeczy, która mnie zafascynowała, było to, że związki te wykorzystywane są w wielu różnych kulturach na całym świecie i według mojej wiedzy zawsze obecna była w tych ceremoniach muzyka. Nawet w ceremoniach religijnych, które nie wiążą się ze stosowaniem narkotyków, bardzo często muzyka — lub przynajmniej dźwięk – pozostaje centralnym elementem, jest tak w chrześcijaństwie, islamie, buddyjskich, np. w tradycji chrześcijańskiej muzyka jest często ważnym elementem rytuału. Zarówno muzyka, jak i psychedeliki mają bardzo długą historię, silne powiązania z szamanizmem i duchowością. Jednym z najstarszych instrumentów o wiarygodnie określonym datowaniu jest wysoce wyrafinowany flet z kości słoniowej, znaleziony w Niemczech, którego wiek szacuje się na 35000 lat!

DoS: Dokładnie! Może więc perspektywa antropologiczna wypełni tę problematyczną lukę w literaturze naukowej, dotyczącej nowszej historii badań nad psychoterapią wspomaganą psychedelikami.

MK: Tu właśnie możemy znaleźć rozwiązanie dla wspomnianego wcześniej problemu opozycji ścisłego kontrolowania muzyki i możliwych interakcji terapeutycznych. Harmonizując obie te rzeczy możemy przyjąć, że terapeuta może dostosowywać muzykę tak długo, jak długo wszystkie zmiany są dokumentowane. Wystarczy skrupulatnie śledzić jak stosowane są różne gatunki muzyczne, poszczególni artyści, a nawet różne cechy akustyczne — aby zapewnić zrównoważenie w różnych warunkach, projekt [badania] musi zaczerpnąć z obu podejść to, co najlepsze.

DoS: Konteksty ceremonialne obejmowały jednak zazwyczaj muzykę graną na instrumentach na żywo — czy widzisz możliwość, by w przyszłości mogło się to stać częścią doświadczeń z psychedelicznymi terapiami?

MK: Jedną z zalet wykonywania muzyki na żywo może być to, że jeśli terapeuta muzyczny (albo muzyk niebędący terapeutą) jest dobry i ma intuicję, muzyka może być łatwo na bieżąco dostosowana do indywidualnych potrzeb. Z badawczego punktu widzenia jest to na pewno komplikacja, ponieważ niesie ze sobą więcej dynamiki, w tym dynamiki osobistej, co może skutkować zmniejszeniem kontroli nad procesem terapeutycznym i jego wynikami. Obecność wyszkolonego terapeuty-muzyka podczas sesji psychodelicznych mogłaby jednakże wesprzeć ogólną skuteczność terapii, jeśli ów terapeuta posiadałby odpowiednią wiedzę, umiejętności i intuicję dotyczące wykorzystania muzyki. Ponadto sama uwaga, jaka byłaby poświęcana pacjentowi, który słuchałby utworu granego specjalnie dla niego, wiązałaby się wrażeniem uznania podmiotowej wyjątkowości i poczuciem intymności relacji, czymś, czego [pacjent] prawdopodobnie nigdy wcześniej nie otrzymał w żadnej placówce ochrony zdrowia psychicznego. Myślę jednak, że rolę akustycznych instrumentów zbyt łatwo jest idealizować. W świecie sztuki dźwięku (sound art) i w twórczości współczesnych kompozytorów robi się z muzyką nowe, fascynujące rzeczy, które z muzyką akustyczną nie są możliwe. W opracowywaniu terapii psychodelicznej ważne jest włączenie mądrości zachodnich tradycji i możliwości, jakie dają współczesne możliwości technologiczne i osiągnięcia artystyczne.

DoS: Czy mógłbyś opowiedzieć konkretniej o terapeutycznych efektach muzyki, jakie zaobserwowałeś w swojej pracy?

MK: Zrobiliśmy analizę jakościową dotyczącą subiektywnego doświadczenia muzyki w formie wywiadów z pacjentami w depresji i jednym z naszych ustaleń było to, że pacjenci opisują muzykę albo jako rezonująca (będącą w zgodzie) albo dysonująca (niezestrojoną) z ich wewnętrznie odczuwanymi stanami. Okazało się, że zgłaszany przez pacjentów stopień rezonowania muzyki jest skorelowany z wynikami terapeutycznymi i występowaniem doświadczeń szczytowych i odczucia wglądu w siebie. Im silniejsze było opisywane przez pacjenta poczucie synchronizacji muzyki z jego własnymi stanami emocjonalnymi, tym silniejszy efekt zmniejszenie depresji. Ustalenia te mają charakter wstępny, ponieważ nie było tu kontroli przy użyciu placebo, ale mogą przyczynić się do postawienia hipotez badawczych. Możemy np. chcieć zbadać, czy ten stosunek dysonansu do rezonansu jest czymś, co może zostać zoptymalizowane przez wprowadzenie adaptacyjnego podejścia do użycia muzyki w terapii.

DoS: A co z obserwowalnymi zmianami w mózgu? Większość uwagi zespołu z Imperial College skupia się oczywiście na neuronalnych korelatach doświadczenia psychedelicznego, ale jak do tej pory wiele z tego, co opisałeś, ma charakter raczej jakościowy.

MK: Po pierwsze, to ludzki umysł wytwarza z dźwięku muzykę — to nasz umysł ustanawia połączenia pomiędzy różnymi właściwościami dźwięku. Jedno z naszych ostatnich badań dotyczy wszelkich, zróżnicowanych cech akustycznych występujących w muzyce i obserwacji, jakie sieci neuronowe są zaangażowane w przetwarzanie każdej z nich. Dokonujemy dekompozycji utworu do jego składowych takich jak jasność [może chodzić o jasność barwy lub jasność w sensie występowania dużych interwałów — przyp. tłum.], wykorzystane częstotliwości, tempa, tonacja, przechodzenie od tonacji mollowych do durowych i tak dalej. Następnie łączymy wszystkie te dynamiczne cechy w ramach jednego modelu i porównujemy ich przetwarzanie pod wpływem LSD i placebo.

Jedną z największych dostrzeżonych przez nas różnic w funkcjonowaniu mózgu pod wpływem LSD jest sposób, w jaki mózg przetwarza barwę (tembr) muzyki. Tembr lub barwa dźwięku to jakość akustyczna, której mózg używa do kategoryzacji obiektów w świecie zewnętrznym, np. odróżniając szum wiatru wśród drzew od brzmienia szeptu, lub rozróżniając różne głosy ludzkie. Uważa się również, że tembr funkcjonuje jako płaszczyzna pośrednicząca między dźwiękiem i przypisywaniem mu emocji. Ustaliliśmy, że pod wpływem LSD występuje na tę jakość podwyższona odpowiedź, którą zlokalizowaliśmy w regionach mózgu zaangażowanych w interpretację znaczenia i emocji oraz przetwarzanie języka, w tym w ośrodku Broki, części kory słuchowej oraz w wyspie (insula).

W jednej z moich pierwszych publikacji przyglądaliśmy się poszczególnym emocjom wywoływanym przez muzykę i odnotowaliśmy pod wpływem LSD wzrost reakcji emocjonalnych takich jak zdziwienie (wonder) i odczucie transcendencji (transcendence; patrz Kaelen i wsp., 2015). W nowym badaniu powtórzyliśmy to, ustalając dodatkowo, że emocje te mogą być skorelowane ze zmianami funkcjonalnymi w przetwarzaniu cechy tembru pod wpływem LSD. Używamy teraz również innego typu neuroobrazowania, magnetoencefalografii (MEG), która mierzy aktywność mózgu w znacznie mniejszych rozdzielczościach czasowych, dzięki czemu możemy przyglądać się wszystkim pasmom częstotliwości aktywności mózgu bądź oscylacji neuronów, co możemy następnie wykorzystać do pomiaru stopnia skojarzenia z różnymi jakościami muzycznymi oraz zbadania, jak mózg przetwarza te procesy pod wpływem LSD. Przedstawiłem tu zarys prac, których szczegóły znajdą się w przygotowywanej publikacji oraz jako część mojej pracy doktorskiej - mam nadzieję, że jedno i drugie niebawem ujrzy światło dzienne.

DoS: Dziękujemy bardzo za poświęcenie nam czasu na rozmowę, jesteśmy bardzo podekscytowani Twoją pracą i chętni, by dowiedzieć się czegoś więcej na temat waszych ustaleń.

MK: Naturalnie, jestem zaszczycony wyróżnieniem jako pierwsza osoba, z którą zrobiliście wywiad! Czytelnicy mogą być zainteresowani internetowym badaniem, które właśnie się rozpoczęło. Jedna jego części poświęcona jest szerszemu ujęciu kwestii zmiennych otoczenia (setting). Chociaż nie ma tu grupy kontrolnej ani placebo, a doświadczenia te mają miejsce poza laboratorium, także takie naturalistyczne badanie niesie ze sobą nowe możliwości.

DoS: Fantastycznie! Oto link do „Psychedelic Survey” dla zainteresowanych uczestnictwem.

Oceń treść:

Average: 10 (3 votes)