REKLAMA




Monika Płatek. Wstęp do oceny rządowej polityki narkotykowej

Alkohol i tytoń szkodzą bardziej niż marihuana, ale to za nią trafia się do więzienia. Narkotykom można wypowiedzieć wojnę, prezentując je jako moralnie odrażające i groźne. To świetny pretekst dla rozszerzania prerogatyw władzy kosztem wolności obywatelskich - pisze karnistka dr Monika Płatek we wstępie do Raportu Biura Rzecznika Praw Osób Uzależnionych.

Tagi

Źródło

Gazeta Wyborcza

Komentarz [H]yperreala

Postaramy się wkrótce opublikować cały raport. Czytajcie serwisy hyperreal.info!

Odsłony

4869

Alkohol i tytoń szkodzą bardziej niż marihuana, ale to za nią trafia się do więzienia. Narkotykom można wypowiedzieć wojnę, prezentując je jako moralnie odrażające i groźne. To świetny pretekst dla rozszerzania prerogatyw władzy kosztem wolności obywatelskich - pisze karnistka dr Monika Płatek we wstępie do Raportu Biura Rzecznika Praw Osób Uzależnionych.

Ustawa miała przeciwdziałać narkomanii, a w praktyce...

Poprzedni raport, obejmujący lata 2010/2011 był również przygotowany przez Agnieszkę Sieniawską i Jacka Charmasta. Obecny, podobnie jak poprzedni, składa się z dwóch części: prawnej i traktującej o systemie pomocy i leczenia osób uzależnionych w Polsce.

Konkretne sprawy karne omawiane w pierwszym raporcie wyraźnie demonstrowały rozziew między założeniami Ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii a praktyką stosowania Ustawy. Analiza przypadków zawarta w tym raporcie pokazuje, że pomimo zapowiedzi zmian, organa ścigania nadal zamiast efektywnie eliminować dealerów narkotykowych, zajmują się raczej produkcją przestępców, ścigając uzależnionych lub rekreacyjnych użytkowników rynku narkotykowego.

Trudno bowiem oprzeć się pokusie nadużywania przepisów kryminalizujących posiadanie nieznacznych ilości narkotyków. Pozwalają łatwo, prosto, niemal bezwysiłkowo uzyskiwać świetne statystycznie wyniki. Dotyczy to policji i prokuratury. 

W statystykach nikt nie liczy połamanych żyć

Nie inaczej jest z sądami. Sądom też poprawiają wyniki odhaczonych spraw. To, że w efekcie organy powołane raczej do przeciwdziałania produkują z młodych ludzi przestępców i zapełniają nimi cele więzienne, wciąż umyka refleksji. Pokusa sukcesu i niewrażliwa obojętność na negatywne skutki podejmowanych działań sprawia, że w prowadzonych statystykach brak jest rubryki zliczającej połamane życia. Raport wyraźnie pokazuje, że pomimo zapowiedzi zmian nadal toczą się sprawy o niewielkie ilości posiadanej marihuany. Przylepiane są etykiety przestępcy, zakładane są kartoteki karne, przeludniane więzienia.

Autorzy Raportu jasno mówią, jak można to zmienić. Udowadniają, że argumenty przytaczane za kryminalizacją tego, co obecnie skryminalizowane, nie utrzymują się w świetle prezentowanych danych. Na nic jest powoływanie się tu na przepisy Konwencji Narodów Zjednoczonych o zwalczaniu nielegalnego obrotu środkami odurzającymi i psychotropowymi, (tzw. konwencja Wiedeńska, z dnia 20 grudnia 1988 r.).

Tyle że podjęte działania mają służyć ujęciu i skazaniu dealera narkotykowego nawet przy posiadaniu nieznacznej ilości narkotyku. Praktyka od 2000 roku wykazuje, że taka regulacja przynosi dokładnie odwrotny skutek. Nielegalny narkotyk jest dużo łatwiej dostępny na rynku, a dealerzy - grube ryby - dużo bardziej nieuchwytni, bo nieścigani, gdy bogaty połów przynoszą płotki. 

Narkotyki jako pretekst do ograniczenia wolności

Raport ujawnia też problem przez nas wcześniej niedostrzegany i niekoniecznie uświadamiany. Dobrze rozpoznane jest polityczne znaczenie narkotyków jako "dogodnego wroga". "Dogodny wróg" daje się przedstawić jako groźny, nieludzki. "Dogodny wróg" pozwala władzy narzucić swą wolę sprzeciwiając się woli większości i rozsądkowi. "Dogodnym wrogiem" można straszyć i siać oburzenie. Narkotykom można wypowiedzieć wojnę prezentując je jako moralnie odrażające i groźne. To świetny pretekst dla rozszerzania prerogatyw władzy kosztem wolności obywatelskich. Pozwala też na sięganie po publiczne pieniądze bez konieczności precyzyjnego rozliczania wydatków.

Walka z narkotykami wymaga i ofiar i poświęceń. Ewentualnych oponentów przyjmowanych rozwiązań można zaatakować oburzeniem uznając, iż są zdrajcami i stoją po stronie przestępców. W obliczu zagrożenia przez "dogodnego wroga" władza domaga się i nadaje sobie władzę nadzwyczajną i prawo do operowania nadzwyczajnymi środkami. "Dogodny wróg" daje się niszczyć, lecz nie ginie. 

Kiedyś za palenie tytoniu obcinano nos

W dodatku jest na tyle niejasny, mglisty i niesprecyzowany, iż zapewnia usprawiedliwienie działań, środków, wydatków, które w innym przypadku rodziłyby sprzeciw. Ustawodawca, mając władzę, może zakazać wiele. Problemem społecznym staje się to, co problemem społecznym zostaje nazwane. W historii znane są przykłady, kiedy palenie tytoniu karane było obcinaniem nosów i zagrożone karą śmierci, a za picie kawy karano chłostą.

Współcześnie wiadomo, że alkohol i tytoń szkodzą bardziej niż marihuana, ale to za marihuanę traci się reputację i trafia się do więzienia. Wiadomo również, że alkohol jest trzecim głównym czynnikiem ryzyka zagrażającym zdrowiu w krajach rozwiniętych - do których zalicza się również Polskę - za... nikotyną i nadciśnieniem tętniczym, a marihuana znajduje coraz szersze zastosowanie w medycynie leczniczej, ale to posiadanie niewielkiej ilości marihuany gwarantuje etykietę dewianta i przestępcy. 

30 tys. zgonów rocznie po alkoholu, po marihuanie - zero

Statystyki są bezwzględne; zgony spowodowane zażyciem marihuany są bliskie zeru, od opiatów umiera ok. 300 osób rocznie, od przedawkowania leków przeciwzapalnych dostępnych bez recepty - ok. 3 000 osób rocznie, od alkoholu 30 000, ale to marihuana spełnia wszystkie cechy "dogodnego wroga" racjonalizując szereg posunięć władzy, które bez tego czynnika uznane byłyby prawdopodobnie za szkodliwe.

To wszystko jest już dobrze znane. Nieznane jednak było to, co przynosi Raport. Raport wykazuje uzależnienie również systemu pomocy medycznej od partykularnych interesów instytucji, które zamiast kierować się interesem pacjentów, mają przede wszystkim na uwadze swój własny.

 

Interes instytucji ważniejszy niż interes pacjentów

Autorzy Raportu podkreślają, iż najczęściej występującym naruszeniem praw pacjenta jest, w opinii Biura Rzecznika, niestosowanie adekwatnego leczenia, wynikające z deficytu dostępności niektórych podstawowych świadczeń oraz prowadzenia działań monopolistycznych przez ośrodki stacjonarne. Raport uświadamia więc, że środki, które były postępowe i zasadne z czasem w zmienionych warunkach mogą szkodzić. Dzieje się tak, gdy interes instytucji stawiany jest ponad interes pacjentów. Może w efekcie dojść do tego, że potrzebujący stają się zakładnikami systemu.

Autorzy nie tylko analizują i prezentują istniejącą sytuację prawną i medyczną. Rekomendują też, co ich zdaniem, należy zrobić, aby sytuacja ta uległa poprawie. Ważne, by te rekomendacje potraktować poważnie. Tu nie chodzi o wydanie kolejnej książki, którą można użyć w przypisie i wpisać sobie do CV. Tu chodzi o ludzkie życie.

Życie daje dramatyczne przykłady

Kiedy skończyłam pisać ten wstęp, życie dodało do niego swój dramatyczny akapit. 13 lipca 2013 roku zmarł z przedawkowania Cory Monteith, grający rolę Finna Hudsona w niezwykle popularnym, znanym także w Polsce, serialu "Glee". Serial od lat bije rekordy powodzenia. Finn Hudson, przystojny, młody, uwielbiany przez fanów i fanki, był symbolem koleżeństwa i miłego męstwa. Sprawiał wrażenie naturalnego przywódcy, niewolnego od typowych dla nastolatków zwątpień, ale wolnego od złowieszczych uzależnień. Serial "Glee" odważnie stawiał czoło trudnym problemom i zmieniał oblicze Ameryki. To dzięki "Glee" skutecznie udaje się ze szkół wykurzać homofobię, i zmniejsza się liczbę samobójstw wśród nastolatków. To dzięki "Glee", demaskującemu krzywdzące, prymitywne stereotypy, odcień skóry, wysoka waga, niski wzrost czy przykucie do wózka przestaje być przeszkodą akceptacji i sukcesu.

31-latek u szczytu powodzenia i sławy zmarł wskutek przedawkowania alkoholu i heroiny. Stało się to w kilka dni po "z sukcesem" zakończonym odwyku w zamkniętej klinice.

Miał 13 lat, gdy zaczął pić, 19, gdy przeszedł pierwszy odwyk, 27, gdy trafił do "Glee". Serial przyniósł mu spełnienie marzeń, sławę, pieniądze, miłość, grono oddanych przyjaciół, nadał sens jego życiu. Nie ma powodu wątpić w szczerość jego słów, jak ważne było dla niego to, że swoją rolą pomaga wielu wyrwać się ze szponów kompleksów, uwierzyć w siebie. Cory Monteith nadużywał alkoholu i heroiny. Alkohol i heroina, i uzależnienie od nich pomimo kuracji w zamkniętym ośrodku doprowadziły do jego śmierci. 

Nie udawajmy, że alkohol to nie narkotyk

Trzeba sobie jasno powiedzieć: alkohol i inne narkotyki, gdy nadużywane, przynoszą fatalne, także śmiertelne skutki. Uporczywe udawanie, że alkohol to nie narkotyk, i różnicowanie podejścia do użytkowników narkotyków ma złowrogie skutki. Lepiej zapobiegać niż działać dopiero, gdy mamy do czynienia z uzależnieniem. Zapobieganie, które polega na straszeniu, daje kiepskie efekty. Zapobieganie, które skupia się wyłącznie na substancji, a nie bierze pod uwagę przyczyn i środowiska kulturowego, jest protekcjonalnie nadęte i przynosi efekt zatrzaśniętych uszu i zamkniętych oczu; nie słyszy się i nie widzi.

Niedosłyszenie i niedowidzenie dotyka nie tylko tych, do których sygnał jest wysyłany; nie inaczej dzieje się z tymi, który go posyłają. Nie ma co udawać, leczenie niekoniecznie może przynieść oczekiwane skutki. Ludzie są różni, różne metody w zależności od potrzeb i możliwości mogą pewnie okazać się pomocne. Ortodoksja, przekonanie o własnej słuszności skutkująca zawężeniem oferty do określonej formy terapii i leczenia służy i przynosi profit oferentowi, ale niekoniecznie potrzebującym.

Raport to jasno uświadamia i dlatego powinni go przeczytać nie tylko użytkownicy w poszukiwaniu odpowiedzi na nurtujące ich pytania prawne i medyczne, ale co najmniej także wszyscy ci, którzy odpowiedzialni są za politykę zdrowotną, karną i społeczną.

***

Monika Płatek  (ur. 3 maja 1953) – polska prawniczka i wykładowczyni akademicka, feministka. Doktor habilitowana nauk prawnych, zatrudniona na stanowisku profesora nadzwyczajnego Uniwersytetu Warszawskiego.

Oceń treść:

Brak głosów

Komentarze

Anonim (niezweryfikowany)
Gdyby nie ten odwyk Cory Monteith pewnie dalej by żył. Tolerka mu spdła i przedziałował...Ogień pod Monary!
Anonim (niezweryfikowany)

A moim (jak i pewnie wiekszosci) pierwszym zazytym narkotykiem byl papieros i to od niego wszystko sie zaczelo. A probuja nam wmowic ze marihuana powoduje sieganie po mocniejsze narkotki.

Jebac gowerment bo sieje ferment

Anonim (niezweryfikowany)

pod przykrywka porzadnosci, tlumiac jakikolwiek przejaw ludzkosci  rzad, czyli wrzod, pcha w nas swoje wlasne upodobania, czyli narkotyki, wyzyskiwanie I wykorzystywanie sie nawzajem. Nigdy nie bylam za tym by ktos rzadzil czyimkolwiek zwyczajem, przychodzil do ciebie do domu I mowil wszystkie domy sa moje, chociaz nie dla nich sa przeznaczone. I co jest najlepsze w tym ze to ci beda placic za to, ktorzy ulegli rzadowi. hehehehehehehehe

Idz I daj swojemu panu swoja sile, wielkosc, to co masz w srodku, a zostanie z ciebie szmata w torebce, a w domu brud w kazdym kacie I niby ladnie pachnie, ale kazda substancje ktora wyczuwam rozkladam na czesci pierwsze, znam wlasciwosci bo widze wyraznie..

Anonim (niezweryfikowany)

kolejny artykuł o tym samym, który zmieni tylke co każdy poprzedni