Miękka trawa

Różnica pokoleń - po raporcie `Polityki` o narkotykach

Tagi

Źródło

Polityka, nr 23/2000 (2248) 3 czerwca 2000 roku
MARCIN MELLER

Odsłony

3858
Nic chyba nie dzieli bardziej polskich dwudziestolatków od ich rodziców niż stosunek do narkotyków, zwłaszcza do marihuany (trawy). Jak trudno rozmawiać w Polsce o narkotykach, świadczą reakcje na nasz Raport.

MARCIN MELLER

Rodzice, wsparci przez nauczycieli, policję i media, są przerażeni, gubią się w gąszczu nieznanych nazw, marihuanę biorą za heroinę, niekiedy uważają, że można umrzeć po jej przedawkowaniu, a to śmieszy ich dzieci. Czasem irytuje, bo mądrzejsi o wnioski z raportów naukowych wiedzą, że trawa jest o wiele mniej szkodliwą używką niż alkohol, pod wpływem którego rodzic prawi właśnie kazanie o śmiertelnie niebezpiecznej marihuanie. Młodzi więc dla świętego spokoju najczęściej nie wdają się w dyskusję.

Brak zrozumienia rodzi się już na poziomie języka. Co dla syna jest relaksującym zapaleniem trawy, dla ojca narkomanią, ćpaniem. Dla wielu wszystkie narkotyki są warte siebie, równie niebezpieczne, obojętnie, czy są to miękkie marihuana i haszysz, czy twarde heroina bądź kokaina. Są obszarami, w które lepiej się nie zapuszczać, podobnie jak nie ma sensu dyskusja, co mniej, a co bardziej szkodliwe (bo jedno i drugie szkodzi). Nasz raport był więc dla jednych ostrzeżeniem, alarmem, dla innych - propagowaniem narkotyków, gdyż dano w nim głos "narkomanom". Byli zbulwersowani, że o narkotykach bez potępienia, a czasem pozytywnie opowiadają ludzie respektowanych profesji. "Pewnie wielu nie spodoba się taki obraz świata, choć jest bliski prawdy - napisał w ramach pociechy 30-letni dziennikarz z byłego miasta wojewódzkiego. - Czytając tekst czułem się jakbym słyszał wypowiedzi znajomych".

Ale 50-letniego czytelnika oburzyła relacja, w której narrator pozytywnie opisywał pierwsze doświadczenia z trawą. Autor listu szybko przeszedł do przypadku syna swoich znajomych, który "boryka się od trzech lat z braniem, a my wszyscy razem z nim. Ostatnio udawało mu się już radzić samemu z trzydniowym głodem. Nie wiem, czy wiecie, jak to wygląda: na głodzie telepie całym człowiekiem, ciałem i duszą. Po przeczytaniu raportu o narkotykach w >>Polityce<< zaczęło nim telepać". Wygląda na to, że pod wpływem opisu przygód z trawą. Ale (co każdy trochę interesujący się tematem wie) w przypadku marihuany nie ma objawów głodu. Czyli syn znajomych uzależnił się od czegoś innego, najpewniej od heroiny (a tragiczną historię przygód z tym narkotykiem opisaliśmy w raporcie), ale dla autora listu różnica jest żadna. Podobnie zapewne dla zdecydowanej większość ludzi w Polsce.

Jak w historii przytoczonej przez uczestnika dyskusji o Raporcie "Polityki", do której doszło na stronach internetowych Radiostacji - młodzieżowej rozgłośni nadającej w Warszawie i kilku dużych miastach: "Mój kumpel przyznał się starym, w przypływie jakiejś dziwnej akcji, że pali już co najmniej pięć lat. O rany, to był błąd. Zaraz zwiedziała się cała rodzina, przychodzili wujciowie, ciotunie i reszta kuzynów, i wiecie jaki mieli sposób na sprawdzanie, czy chłopak dalej zażywa marihuanę? Patrzyli, czy ma ślady po kłuciu igłą na rękach (marihuanę się pali, od biedy je w ciastkach, ale na pewno nie wstrzykuje - MM). Czysty debilizm. Konkluzja: uwaga z przyznawaniem się przed starymi".

Trudno zresztą starych winić, bo skąd mieli czerpać informacje? W ich młodości zjawisko praktycznie nie istniało, narkotyki pod wpływem zwłaszcza telewizji (szczególnie tej z lat 80.) kojarzą im się wyłącznie ze strzykawką, a i dzisiaj o narkotykach mówi się hurtem i w atmosferze grozy. Sam pamiętam rozmowę ze znanym dziennikarzem, który przekonywał mnie, że pewien artysta zmarł z prze-dawkowania marihuany. Próbowałem argumentować, że zawiniła heroina, a sformułowanie o śmiertelnym przedawkowaniu marihuany jest równie poprawne jak informacja, że ktoś zapił się na śmierć dwoma kuflami piwa. Nie dał się przekonać, uważał, że to młodzieńcza idealizacja narkotyków.

I właśnie temat marihuany, jej szkodliwości (zdrowotnej i społecznej) bądź też nie, zależności między jej paleniem a sięganiem po narkotyki twarde (np. amfetaminę lub heroinę), kryminalizacji i - prawem kontrastu - legalizacji wywołał najżyw-szą reakcję młodszych czytelników. W tych listach czy głosach z Internetu widać, jak dramatycznie różni się stan ich świadomości od poglądów starszych pokoleń.

Czytelnik z miasteczka pod Łodzią, gdzie studiuje: "Ojciec powiedział kiedyś do mnie, że wolałby, żebym walnął kielicha, niż żebym zajarał blanta (skręta z trawą - MM). Zaśmiałem się jedynie, bo wódki nie biorę do ust. Co oni, starsi ludzie, nasi rodzice, mogą o tym wiedzieć? Czy człowiek ujarany (będący pod wpływem wypalonej marihuany - MM) ma w sobie jakąś agresję? Czy jest zdolny do wyrządzenia jakiejkolwiek krzywdy, porównywalnej z zachowaniem i czynami osoby odurzonej alkoholem? Nie!"

Paweł Kuropatwiński z Gdańska: "Nie twierdzę, że trawa nie jest szkodliwa, nie chciałbym również zajmować stanowiska w kwestii jej rzekomo mniejszej czy większej szkodliwości od alkoholu. Chodzi mi o to, jakie jest coraz powszechniejsze przekonanie młodych ludzi. A jest takie, że jest mniej szkodliwa. Konsekwencją tego jest pogląd, iż penalizacja dotycząca tzw. miękkich narkotyków jest wyrazem hipokryzji stanowiących prawo. Dlatego młodzi uznają, że wszystko co twierdzą >>na górze<< (niezależnie od tego, czy są to politycy, czy specjaliści terapii i profilaktyki uzależnień, czy dziennikarze) to nieprawda, a nawet kłamstwo. A niestety walczyć z tym przekonaniem, jeżeli wrzuca się wszystkie narkotyki do jednego worka, jest bardzo trudno".

Rapatang: "Palę trawę od co najmniej 10-12 lat, mam średnio 3-4 razy do roku kontakt z LSD, a moje życie jest harmonijne i wyważone (tak myślę). Choć trawa leży u mnie w domu w pudełeczku, raczej nie zdarza się, bym po nią sięgnął, gdy jestem sam. Nie jest to sposób na depresję, raczej odprężające medium wśród dobrej kompanii zaufanych przyjaciół. Na depresję dobry jest uśmiech mojej kobiety, spacer, rower, fizyczne zmęczenie".

Michał Sałaban: "U nas nadal demonizuje się bogu ducha winną marihuanę. Dlaczego piszecie, że od tego się zaczyna, a kończy na amfetaminie lub heroinie? Tak samo mogę stwierdzić, że zaczyna się od piwa, kończy na denaturacie. To też będzie prawdą, ale jedynie dla niewielkiego odsetka, marginesu. A dlaczego w ogóle sięga się po mocniejsze środki? Może właśnie dlatego, że trawka jest nielegalna? Kupuje się ją u dilera, który sprzedaje też inne narkotyki i na nie namawia. Klient uzależniony od amfetaminy jest dla niego na pewno lepszym źródłem zarobku niż zwykły palacz trawki".

Teoria domorosłego propagatora trawy? W podręczniku psychiatrii dla studentów medycyny pod redakcją Adama Bilikiewicza i Włodzimierza Strzyżewskiego, wydanym w 1992 r. przez Państwowe Zakłady Wydawnictw Lekarskich, możemy przeczytać o marihuanie, że "za jedno z głównych zagrożeń z nią związanych uznano, że w trakcie poszukiwań marihuany na czarnym rynku otrzymuje się ofertę na tak zwane twarde środki, czyli heroinę i kokainę".

Maturzysta Hoszyk: "Wasz artykuł z góry zakłada, że jakakolwiek używka jest zła i trzeba chronić biedne dzieci przed narkotykami całkowicie ich zakazując. Zgoda, dzieci trzeba chronić, ale przez edukację. Jak będą wiedziały o co chodzi, to same zdecydują, czy chcą spróbować, czy nie. Spędziłem wiele godzin czytając artykuły i prace naukowe na temat narkotyków. I jestem w pełni świadomy, z czym mam do czynienia i o co w tym chodzi".

Karol Kobos, student I roku socjologii na UW: "Walka z narkotykami w kraju, gdzie alkohol i papierosy są legalne i stanowią źródło niemałych wpływów budżetowych, wygląda na wykańczanie konkurencji i budzi pewne wątpliwości co do intencji. No bo jeśli dba się tak o zdrowie, to może jednak zabronić handlu wódą i papierosami. I jeszcze środkami uspokajającymi. Ktoś odpowie - prohibicja w USA się nie sprawdziła i doprowadziła do powstania struktur przestępczych na nieznaną skalę. A ja chcę zauważyć, że narkotyki są nielegalne i dzięki temu bogacą się gang-sterzy. Jeśli chodzi o postulowane przez panią Szmerdt-Sisicką procesy wytaczane artystom (którzy propagują narkotyki - MM), to można zacząć od przyznających Nagrodę Nobla - Nobel dla Grassa to przecież gloryfikacja trawy!!! (grass to jedno z określeń marihuany - MM). Przesadziłem? A wy nie?"

BJ, prawnik, miasto powiatowe: "Pragnę jedynie żyć własnym życiem, nie zmuszając nikogo do brania narkotyków, ale i sam nie będąc zmuszanym do ukrywania się z moimi zamiłowaniami. Jestem wszak osobą dorosłą, pełniącą określoną rolę zawodową i społeczną, dlaczego więc muszę kryć się z jointem (skrętem z trawą - MM) w społeczeństwie składającym się w 5 proc. z alkoholików? Jak powiedział jeden z holenderskich polityków: Żaden rząd nie powinien stać na stanowisku zakazującym jakiegoś zachowania tylko dlatego, że nie mieści się ono w pomyśle na życie dzierżących stery państwa".

Amatorów trawy, szczególnie w Polsce, łączy przekonanie o obłudzie i hipokryzji świata zewnętrznego. Konsumowanie - nawet okazjonalne - ulubionej używki, o której relatywnej nieszkodliwości są przekonani, czyni z nich w powszechnym odbiorze narkomanów i poniekąd przestępców. Natomiast wielbiciele prawdziwie - wedle definicji naukowców - twardego, szczególnie niebezpiecznego narkotyku, stawianego tuż obok kokainy i heroiny, czyli krótko mówiąc alkoholu, mogą w blasku dnia nabywać swój uzależniacz.

Zwolennikom trawy pozostaje nieco męczennicze przekonanie, że to oni mają rację, co w połączeniu z nielegalnością ulubionej używki daje niektórym mile łechcące poczucie dyskretnej wyższości. Jak podsumował przed dwoma laty prestiżowy brytyjski magazyn naukowy "New Scientist" w swym raporcie specjalnym o marihuanie: "Od opublikowanego w 1894 r. sprawozdania powołanej przez rząd brytyjski Komisji Konopi Indyjskich wszystkie kolejne niezależne komisje uprzejmie informowały, że szkodliwość konopi była wyolbrzymiana, a kolejni politycy uprzejmie raporty ignorowali".

W tym samym numerze (luty 1998 r.) pismo zdetonowało bombę informując, że urzędnicy WHO (Światowej Organizacji Zdrowia) utajnili część porównawczą opublikowanego dwa miesiące wcześniej, pierwszego od piętnastu lat raportu o marihuanie. Niewygodny tekst - jak to ujął "New Scientist" - "potwierdzał to, co starzejący się hippisi wiedzieli od paru dziesiątek lat, że marihuana jest mniej szkodliwa od alkoholu i papierosów", nawet jeśli jest zażywana równie intensywnie co legalne używki. Dziennikarze twierdzili, że rozdział utajniono w wyniku nacisków agend do spraw narkotyków rządu USA i Organizacji Narodów Zjednoczonych, które obawiały się, skądinąd słusznie, że opublikowane wyniki badań posłużą za amunicję organizacjom agitującym za legalizacją marihuany.

Urzędnicy WHO odpowiadali, że nieopublikowany tekst pisany był pod tezę, a marihuany nie można porównywać z papierosami, bo ta pierwsza zmienia ludzką świadomość.

Kilka miesięcy później oliwy do ognia dolał raport komisji powołanej przez francuskiego ministra zdrowia. Zespół dziesięciu naukowców badał zarówno legalne, jak i nielegalne narkotyki, klasyfikując je pod względem uzależnień, jakie powodują (psychicznych i fizycznych), szkodliwości ogólnej i dla systemu nerwowego oraz wywoływanych zagrożeń społecznych takich jak agresja. Na koniec środki sklasyfikowano w trzech grupach. W grupie najmniej szkodliwej znalazł się tylko jeden narkotyk: marihuana. Wśród największych złoczyńców znalazły się heroina, kokaina i alkohol. Wśród średniaków m.in. amfetamina, halucynogeny i papierosy.

Rok później w USA ukazała się książka "Marihuana, mity i fakty" Lynn Zimmer i Johna P. Morgana, czołowych amerykańskich farmakologów. Autorzy twierdzili, że rządowe raporty świadomie, acz bezpodstawnie wyolbrzymiały zdrowotną i społeczną szkodliwość marihuany, a to w imię bezkompromisowej wojny z narkotykami prowadzonej przez rząd USA. W tym celu twórcy opracowań nader swobodnie traktowali fakty, naciągając je bądź po prostu fałszując. Dla Zimmer i Morgana mitem jest twierdzenie, iż marihuana nie ma właściwości leczniczych. Ma - odpowiadają: pomaga złagodzić mdłości wywołane chemioterapią, pobudza apetyt chorych na AIDS, łagodzi ból przy uszkodzeniach kręgosłupa, powstrzymuje jaskrę. Już w tym roku pojawiły się doniesienia hiszpańskich lekarzy, że marihuana może pomóc w walce z nowotworami mózgu, ich amerykańscy koledzy uważają, że jeden z jej składników może być wykorzystany przy chorobie Parkinsona i w przypadkach schizofrenii.

Zwolennicy legalizacji marihuany wszystkie powyższe informacje skrzętnie wyłapują, nawet jeśli doskonale zdają sobie sprawę, że dzisiaj legalizacja w Polsce jest absolutnie niemożliwa ze względów polityczno-obyczajowych. Ale można sobie poprawić samopoczucie. Czasem sami upodabniają się do swych oskarżanych o ignorancję przeciwników, zaprzeczając jakiejkolwiek szkodliwości marihuany bądź wykluczając możliwość jakiegokolwiek uzależnienia. Cytowany "New Scientist" popierający skądinąd legalizację podkreśla jednak i zagrożenia. Spożywana w nadmiarze może u osób wrażliwych wywołać psychozę. Może psychicznie uzależnić, szczególnie nastolatków. Negowanie jakichkolwiek negatywnych skutków palenia marihuany wynika zapewne w jakimś stopniu z atmosfery oblężonej twierdzy, z tego, że starsza wiekiem i pijąca wódkę większość przeciwko nam. Jak napisał jeden z internetowych dyskutantów Radiostacji: "świat chyba zauważa, że to używka jak każda inna. Rozsądny człowiek wie, że co za dużo to niezdrowo, a matoł to i od kawy rozpieprzy sobie ciśnienie krwi i może wykituje po czterdziestce".

Oceń treść:

0
Brak głosów

Komentarze

skofynsky (niezweryfikowany)

GET HIGH!!! :)

KwasoR (niezweryfikowany)

Neo to frajer, to ja jestem Bogiem! Wyobraź to sobie!

porobieniec (niezweryfikowany)

żryjta pcp aż wam łby pourywa a póżniej grjcie nimi w piłke to zajebiste

Zajawki z NeuroGroove
  • 25C-NBOMe
  • Pierwszy raz

Nie do końca tak, jak sobie życzyłem, bo mój ziomek nie jest w stanie pojąć do czego służą psychodeliki i jak powinno się je wykorzystywać. Dlatego zamiast na łonie natury, większość czasu spędziliśmy na załatwianiu spraw w mieście. Najlepiej przeżywałem kiedy byłem sam i chwała mi za to, że udało mi się potripować. Nastawienie pozytywne.

 Zamówiłem sobie dwa bloterki ze sklepu RC, a dostałem trzy. Postanowiłem, że zażyję je z moim najlepszym kumplem w Po przeczytaniu wielu trip raportów byłem w pełni świadomy tego, co może mnie spotkać. Jak sie wkurzyłem, kiedy okazało si,ę że nie potrafił zarezerwować całej soboty na to. Musiała po domu łazić i sprzątać z jego dziewczyna. Do tego siostra, jej koleżanka i robienie zakupów na mieście. Nie ma nic gorszego, jak udawanie normalnego i jak ktoś głupio spyta czy się źle czuje.

  • MDMA (Ecstasy)


Moj pierwszy raz na dropsach (jadłam kiedyś, ale tylko połówkę nic nie dało...)!!! Pojechaliśmy do niezłego klubu - wrzuciłam z kumpelą po dropsie (żółte romby) i czekamy!!! Czekamy i nic juz bylam zła powoli..?Siedziałam z chłopakiem i wlaśnie wtedy, kiedy zaczął mnie calowac po szyi!!! Dropsik mi wszedl...Po prostu przyszla mi mysl, ze jest zajebiscie i ja tu zostaje...To byly sekundy jak wstalam i poszlam z kolezanka do toalety - jej tez weszlo!!!


  • 4-ACO-DMT
  • Retrospekcja

Czerwiec 2012. Stara, zrujnowana cegielnia. Na zewnątrz burza. Wewnątrz: niepewność i chęć zgłębienia nieznanych dotąd obszarów doświadczenia psychodelicznego.

Siedzieliśmy na starych oponach, przy bladym świetle migocących świeczek. Na zewnątrz zawodził wiatr niosący zacinające krople letniej ulewy. Zbliżała się burza...

  • Dekstrometorfan

S&S: Chawir, wolny dzień, własny pokój, 84 kg mnie, 600 mg deksa, łóżko i słuchawki.

Wiek: 27.

Doświadczenie: THC, Amfa, XTC, Mef, Grzybki, Kodeina, Ketony, Haszysz, DXM.

Na początku chciałem zaznaczyć, że to mój dziewiczy trip-raport i postanowiłem go napisać nie tylko z powodu tego, co doświadczyłem, ale chciałem przede wszystkim dołożyć własną cegiełkę do tej wspaniałej i często wykorzystywanej przeze mnie bazy danych wszelakich narkoprzeżyć.