Ludwik Dorn, Śmiechawa kołtuna

Prawicowa analiza wyników raportu "Polityki"pt. "Nabrani".

Tagi

Źródło

Nowe Państwo

Odsłony

3962

Tygodnik Polityka opublikował niedawno raport zatytułowany Nabrani (nr 20/2000), omawiający nowy, dość powszechny obyczaj "łagodnego grzania": narkotyzowania się (raczej z wyłączeniem heroiny) przez ludzi sukcesu, odstających od stereotypu brudnych i obszarpanych "narkomanów od Kotańskiego". Narkotyzują się studenci, naukowcy, przedsiębiorcy, konsultanci handlowi. Zasadniczą część raportu stanowią wypowiedzi początkujących narkomanów; mają od 24 do 34 lat i pełnią role społeczno-zawodowe związane z prawną bądź komunikacyjno-symboliczną obsługą rynku gospodarczego. To przede wszystkim prawnicy, pracownicy agencji reklamowych, dziennikarze, socjolodzy zajmujący się marketingiem. Oczywiście, respondenci Polityki nie stanowią reprezentatywnej próbki początkujących narkomanów, gdyż intencją autorów raportu było zwrócenie uwagi na nowe stosunkowo zjawisko społeczne. Jak trzeźwo zauważyła jedna z młodych czytelniczek tygodnika w liście do redakcji, raport może być odczytany, na pewno wbrew intencjom, jako mimowolna zachęta do narkotyzowania się, gdyż "grzanie" przedstawione jest jako nieodłączny element stylu życia ludzi, którzy odnieśli sukces, a nawet jako czynnik wspomagający osiągnięcie sukcesu.

Opublikowane wypowiedzi mogą budzić silną, negatywną reakcję moralną. Jest ona naturalna, gdy czytamy, jak 32-letni urzędnik państwowy zwierza się: "Myślę o momencie, kiedy mój sześcioletni syn podrośnie i za ileś tam lat będę mógł sobie z nim przypalić. Śmiechawa (to znaczy w slangu - niepowstrzymany chichot po marihuanie) z własnym dzieckiem, to jest to". Stwierdzenie, że narkotyzujący się respondenci są ułomni moralnie jest na tyle oczywiste, że banalne. Ale raport Polityki przynosi niesłychanie interesujące informacje nie tylko o zjawisku narkotyzowania się w wyższych warstwach społecznych, ale o ludziach, którzy się na nie składają. Otóż tym, co uderza w wypowiedziach respondentów Polityki, jest ich niesłychany prymitywizm językowy. Rafał, pracownik reklamy, lat 27 tak opisuje swoje weekendy: "Po ciężkim tygodniu, gdy przychodzi weekend, walę sobie koks. Że drogo? Fakt, dwie bańki za torebkę, ale stać mnie teraz na to, no i nie ma długiego zejścia jak po amfie. Dla mnie to czysta przyjemność: kokaina, kumple, gorzała i dobra muzyka. I wszystkim się gęba nie zamyka. Stany euforyczne".

Nie chodzi o styl życia, jaki rzeczony pan Rafał prowadzi, ale o kategorie, jakich używa do ich językowego opisu. Ktoś, kto miał do czynienia z socjologią języka, zwróci uwagę na ubóstwo składni i leksyki charakterystyczne na przykład dla górników walijskich, nad którymi kilkadziesiąt lat temu prowadzono badania, od jakich zaczęty się rozważania nad językową stratyfikacją społeczeństwa. Respondenci Polityki, wysoko wykwalifikowana siła robocza obsługująca gospodarkę rynkową, wypowiadają się, używając - według terminologii wprowadzonej przez Basila Bernsteina - nie "kodu otwartego" właściwego dla wyższych, lepiej wykształconych, innowacyjnych warstw społecznych, ale "kodu zamkniętego", którego używają ludzie z warstw niższych, pełniący role bierne i odtwórcze.

Warto przy tym zwrócić uwagę na dwie kwestie. Po pierwsze, narkotyzowanie się nie jest dziś w najmniejszym stopniu powiązane z artystycznym awangardyzmem, jak bywało to mniej więcej do połowy dwudziestego wieku ani kulturową innowacją i bliżej nieokreślonym buntem, jak w przypadku bitników w latach pięćdziesiątych i hippisów w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Jest wyłącznie sposobem na zabijanie wolnego czasu, a narkotyk stał się - z punktu widzenia konsumentów - jedynie towarem.

Po drugie, jeśli przyjąć - co wydaje się sensowne - że prymitywizmowi językowemu towarzyszy na ogół prymitywizm umysłowy, a używanie "kodu zamkniętego" wyklucza innowacyjność, to bardzo ważne role społeczne związane z obsługą nastawionej na masową konsumpcję gospodarki rynkowej pełnią dziś ludzie prymitywni intelektualnie i nietwórczy. A jednocześnie nie widać jakichkolwiek oznak, by brak kreatywności i umysłowy prymitywizm składały się na cechy dyskwalifikujące ich pod względem zawodowym. Wydaje mi się, że obecnie obsługa rynku nastawionego na masową konsumpcję wręcz wymaga ludzi, u których sprawność techniczna łączy się z brakiem cech twórczych i niezdolnością do wprowadzania innowacji.

Powstaje warstwa, której członkowie łączą niegdyś wykluczające się cechy: umiejętność mobilizacji i dyscypliny związanej z charakterem wykonywanej pracy, sprawność techniczną w obsłudze mechanizmu rynkowego wymagającą wyższego wykształcenia i ciągłego dokształcania się, prymitywizm umysłowy charakteryzujący ciemnego chłopa z zabitej deskami wsi oraz luzactwo podmiejskiego chuligana. Jeżeli zaś przez naturalny konserwatyzm ("taj bude kak buwało" - jak mawiały w II Rzeczpospolitej środowiska "żubrów wileńskich") rozumieć odruchową niechęć do innowacji i obronę przed nimi, to ta właśnie opisana wyżej skrótowo warstwa postępowych ciemniaków stanowi dziś jego naturalną społeczną bazę.

Jest to pewien paradoks, bowiem funkcjonuje ona zawodowo w środowisku zmieniającym się niesłychanie szybko, uważanym za przesycone innowacyjnością. Warto, odpowiadając na to zastrzeżenie, zwrócić uwagę, że są to innowacje wyłącznie techniczne, które nie mają - inaczej niż bywało w przeszłości - społecznych i kulturowych konsekwencji. Pseudoliberalne przesądy, opisujące naturalne nastawienie życiowe tych wyedukowanych technicznie i ciemnych warstw społecznych, są dzisiaj znakiem, po którym można rozpoznawać nowe wcielenie dobrze znanego typu społecznego, niegdyś ochrzczonego mianem kołtuna.

Oceń treść:

0
Brak głosów
Zajawki z NeuroGroove
  • Tramadol




















  • Marihuana
  • Mefedron
  • Pierwszy raz

Warszawa. Sobota. Klub. Impreza. Gwiazda z zagrani... chuj z nią. Mefedron. 

21:45 - zamawiam Ubera pod hotel, czekamy, lekka pizgawa, ale humory dopisują, czekaliśmy dość długo na ten wieczór

22:05 - zbliżamy się w okolice klubu, wysiadamy jakieś 200m od niego. W trakcie drogi wyciągam blanta. Żwawym krokiem kierujemy sie w strone miejsca docelowego. Kurwa. Za szybko. Kolonia stop. "Możemy na chwile usiąść?". Dokończyłem co miałem, przepaliłem mentolowym papierosem, lecimy. Dosłownie. Przynajmniej ja.

  • Grzyby halucynogenne


W połowie października załatwiłem sobie pierwsze grzybki w życiu. Mała paczuszka zawierała 100 sztuk swierzo zebranych grzybencji. Wcześniej słyszałem tylko opowieści starych narkoli o zakręconych jazdach, mutacjach ciała typu 7 metrowe nogi i ręce z 3 palcami, tu dzież spadające meteoryty. Ale byłem nastawiony sceptycznie bo wiadomo jak jest, wiele ludzi, podobnie jak wędkarze opowieści o złowionych rybach, podkręcają opowieści, dodają nowe fakty i ubarwiają rzeczywistość. Jednak od razu wyczułem klimat. Nie bez powodu nazywane są "Świętymi Grzybami".

  • Dekstrometorfan
  • Miks
  • Szałwia Wieszcza
  • Yerba mate

Set & Setting: Wolny pokój i czas, spokojny jesienno-zimowy dzień

            Nie lubie siedzieć i pisać, męczy mnie to. Energii dodaje mi fakt, że to co stało się wczoraj było dla mnie najmocniejszym przeżyciem jakiego doznałem, chodz nie mam dużego doświadczenia.

randomness