REKLAMA

Koka nasza powszednia

Tagi

Źródło

Newsweek Polska
wojciech cieśla

Komentarz [H]yperreala

Owszem, tekst z 2015. Niemniej chyba - warto przeczytać. Coś nam mówi, że wiele się nie zmieniło.

Odsłony

1453

Biorą bogaci i młodzi. Starzy i na dorobku. Wykształceni i z dużych miast. Na koks wydają czasem tyle co na jedzenie. Kokaina stała się wyznacznikiem statusu, oznaką przynależności do lepszego świata.

O kokainie mówi się, gdy wybucha skandal; celebryta Dariusz K. pod wpływem narkotyku przejedzie kobietę albo prokuratura zacznie badać, czy na torebkach po białym proszku były odciski Kamila Durczoka. Bywa, że bąkną coś artyści. W swej książce „Ślepnąc od świateł” pisarz Jakub Żulczyk rzuca diagnozę: kokainę walą wszyscy, których na to stać, i spory procent tych, których na to nie stać. – W pewnym momencie z brania kokainy zrobił się taki aspiracyjny rytuał wejścia do wyższej klasy – mówi Żulczyk. – Żeby raz zatańczyć z kokainą, trzeba wydać trzy czy cztery stówy. Nie każdego na to stać. To jest jak noszenie określonego zegarka, jeżdżenie określonym samochodem albo noszenie określonych butów.

Kreska rekreacyjna

– Z opowieściami o braniu kokainy nikt się specjalnie nie wyrywa – mówi Andrzej, pracownik korporacji w tak zwanym Mordorze, czyli zagłębiu biurowym na warszawskim Mokotowie. – Po pierwsze, narkotyki są nielegalne, po drugie, ten akurat jest dla wąskiej grupy. Działka o czystości kilkunastu procent kosztuje od 200 do 300 zł, towar nieco lepszy 400 zł za torebkę. Drogo, więc rozchodzi się głównie wśród celebrytów, zamożnych przestępców, biznesmenów, ludzi z korporacji, bananowej młodzieży.

Socjologowie i terapeuci do każdego typu narkotyku potrafią dopasować przeciętnego konsumenta. Typowy palacz trawki to budowlaniec spod Suwałk, urzędnik, licealista z Gdańska. Typowy konsument amfetaminy: student, młody imprezowicz z Bydgoszczy, żołnierz z Poznania.

Z kokainistami jest inaczej. Niektórzy badacze mówią o nich: konsumenci rekreacyjni. Deklarują, że biorą narkotyki dla przyjemności, nie dlatego, że są uzależnieni. To grupa hermetyczna, którą trudno zbadać.

Kilka lat temu próbowało to zrobić Krajowe Biuro ds. Przeciwdziałania Narkomanii. Mówi jeden z urzędników: – Robiliśmy badania w miastach na Mazowszu, w Warszawie. Wyszło nam, że kokainę zażywają najczęściej osoby dobrze sytuowane, które mają różnego rodzaju twórcze, kreatywne zawody, wymagające koncentracji i wysiłku. Nie urzędnicy, raczej pracownicy agencji reklamowych.

Jeden z warszawskich terapeutów: – Próbka była zbyt mała. Ilu ludzi zbadano? Szczerze? Kilkudziesięciu.

Bogusława Bukowska, wicedyrektor Krajowego Biura ds. Przeciwdziałania Narkomanii, przyznaje, że ci, którzy biorą kokainę, wymykają się statystykom. – Przy zapisywaniu się na leczenie uzależnienia terapeuta pyta o narkotyk, który sprowadził pacjenta do ośrodka. A ludzie, którzy zażywają kokainę, zgłaszają się najczęściej do prywatnych gabinetów i prywatnych ośrodków. Siłą rzeczy wypadają z państwowego systemu rejestracji zgłoszeń.

Zamiast ziemniaka

Marzena, rocznik 1979, menedżerka. Joga trzy razy w tygodniu, działka na Mazurach, na półce puzderko z marihuaną. Pracowała we Włoszech i Finlandii. Dwójka dzieci. – Jesteśmy hedonistami – mówi o sobie i swoich przyjaciołach. Kokainę bierze od przypadku do przypadku. – Nie jestem uzależniona. Ale ani alkohol, ani inne narkotyki nie działają tak dobrze jak kokaina.

Tomek, rocznik 1991. Codziennie pije yerbę. Może zostałby buddystą, bo wydaje mu się to kuszące, ale jeszcze się waha. Kokainę wciąga w weekendy. – Uzależnienie jest w głowie. Ja swoją kontroluję – mówi. – Wyobraź sobie, że jesteś kosmitą. Lądujesz nad Wisłą i widzisz, że cała populacja leci na jednym dragu, na wódce. Dzięki. Są lepsze rzeczy niż destylat ziemniaka.

Kokainiści chwalą: po kokainie nie ma złej jazdy. Koks pomaga przetrwać imprezę, ogranicza chęć na alkohol, napędza, nakręca.

Marzena: – Na kokainę ludzie wydają prawie tyle samo co na jedzenie. Wrażenia? Totalna energia. Następny dzień bez uczucia beznadziei i smutku, co zdarzało mi się po amfie. I nos tak nie szczypie.

Marian, szczupły i wysportowany, żartuje: a gdyby tak wciągnąć kreseczkę i pobiec maraton?

Jakub Żulczyk: – Gdy bierze się udział w wyścigu szczurów, to trzeba się jakoś dopalić. Jedni uprawiają sport, drudzy są na jakichś dietach, a jeszcze inni wciągają kreski.

Policjant z Komendy Stołecznej: – Ludzie należący do „warszawki” uważają, że są pępkiem świata. Są widoczni, głośni, lubią się bawić. Ludzie z gazet, świata polityki i biznesu, a między nimi koledzy ze środowisk przestępczych. No i policjanci. Warszawa jest w szczególnej sytuacji. Życie tu jest najdroższe i jest najwięcej pokus, a pensje policyjne są takie same jak w Mszanie Dolnej. Zdarza się, że ludzie z patroli łapią jakiegoś gnoja, ma przy sobie towar i kasę, więc mówią: pół na pół i spierdalaj. Towar rozprowadzają im znajomi dilerzy. Albo sami wciągną. Kto najwięcej? Powiem tak: jednostki siłowe. Inna sytuacja: chwytasz dilera, ma przy sobie osiem paczek. Na komendzie wpisujesz, że miał sześć. Dwie zabierasz dla siebie. Proste. Wszyscy wiedzą, nikt o tym nie rozmawia.

Odjazd w taksówce

Maciej Maleńczuk w swych wspomnieniach „Ćpałem, chlałem i przetrwałem”, które za chwilę trafią do księgarń, zauważa: – Wolna Polska dała nam koks, co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości. Polska poznała kokainę, która w latach 80. nie istniała.

Typowy warszawski kokainista, respondent badania „Używanie kokainy w Europie i w Polsce” sprzed kilku lat – dobrze sytuowany (pensja na poziomie średniej warszawskiej) w kilku przypadkach bardzo dobrze (powyżej 10 tys. zł). Nie obnosi się z używaniem kokainy, wciąga koks w gronie najbliższych znajomych.

Gdy bierze się udział w wyścigu szczurów, to trzeba się jakoś dopalić. Jedni uprawiają sport, drudzy są na jakichś dietach, a jeszcze inni wciągają kreski. Tomasz Harasimowicz, terapeuta: – Znaczna część tak zwanej warszawki ma ambicje, by móc powiedzieć: ja też. Od kilku lat obserwuję stałą liczbę pacjentów, ale ci pacjenci skarżą się, że towar jest coraz gorszy. To może świadczyć o tym, że jest więcej konsumentów, a kokainy w kokainie coraz mniej.

Ze wspomnień Maleńczuka: „W Polsce nie ma dobrej kokainy, ale pijany człowiek nie myśli racjonalnie. Sprzedawali jakieś gówno, a nam wydawało się, że to jest koks. Nawet trudno powiedzieć, ile pieniędzy na to wypierdoliłem. Jestem w ogóle wściekły na polskich dilerów, że sprzedali mi tyle chujowej kokainy za tyle pieniędzy. Uważam, że można by dużo lepiej spożytkować te środki. (...) Kokaina już mi się właściwie znudziła. Jest takim dodatkiem, który można powiedzieć, że po prostu jest. Zarówno w show-biznesie, polityce, jak i wielu innych branżach”.

Policjant z Komendy Stołecznej Policji, pracuje na ulicy: – Kokainę kupuje się na torby, po około pół grama. Na telefon. W Warszawie koks najczęściej rozwożą taksówkarze. Wsiadasz, robisz krótką rundkę albo nawet nie robisz, płacisz, bierzesz koks i do widzenia. Przy zamawianiu innych narkotyków najczęściej trzeba je odebrać w miejscu wyznaczonym przez dilera. Kokaina przyjeżdża sama.

Bogusława Bukowska, wicedyrektor Krajowego Biura ds. Przeciwdziałania Narkomanii: – Przede wszystkim to niebezpieczny narkotyk. Uzależnia tak jak heroina czy amfetamina. To nie tak, że jeśli narkotyk jest droższy, to jest bezpieczniejszy.

Napęd turbo

W lutym Jaś Kapela, poeta i publicysta Krytyki Politycznej, w wywiadzie dla Kafeterii.pl opowiedział, że na jednej z imprez wciągał koks z aktorem Borysem Szycem. Prawnik Szyca warknął wystarczająco głośno, bo następnego dnia Kapela ogłosił na Facebooku, że ma kłopoty z pamięcią. „Byłem pod wpływem alkoholu i nie jestem pewien, czy akurat ta impreza, na której byłem z aktorem, była tą imprezą, na której brano narkotyki” – wyjaśnił.

Pisarz Michał Witkowski po śmierci dziennikarza Roberta Leszczyńskiego napisał na Facebooku: „Wiem, że nigdy nie dbałeś o zdrowie, chlałeś, ćpałeś i mówiłeś, że chcesz umrzeć młodo, wiem, że gdybyś wraz ze mną mógł oglądać „recepcję” Twojej śmierci na portalach, tobyś stroił sobie żarty (...) A najbardziej śmiałbyś się z tej „niezdiagnozowanej cukrzycy” i pytałbyś, od kiedy to się tak nazywa... (..) A teraz przyśnij mi się i powiedz, (...) jak to było z tą Twoją śmiercią, czy to aby nie Twoje brudne sprawki ze spidem”.

Dziś Witkowski nie chce rozmawiać o kokainie.

Jacek – bohater „Ślepnąc od świateł” Żulczyka – handluje kokainą. Warszawa, którą przemierza po nocy, jest miastem chorym, porąbanym. Żulczyk: – Dlaczego ludzie biorą kokę? Bo praca i środowisko często trzymają ich w dużym stresie, w klinczu, w nerwicy, w obawie o swój los i przyszłość. A kokaina daje złudzenie kontroli nad tym, co się dzieje. Poza tym pobudza. Człowiek może więcej pić, więcej balować, więcej pracować. To taki napęd turbo, który może w pewnym momencie rozwalić silnik. Ale to, że dobrze sytuowani, dorośli ludzie wciągają kokainę na imprezach, to nie jest żadna sensacja. Uważam, że wiele osób spoza Warszawy, które z wypiekami na twarzy albo ze wstrętem czytają o jakichś warszawskich elitach walących towar na rzekomo orgiastycznych imprezach, powinno raczej przypatrzyć się temu, że w szkołach, do których chodzą ich dzieci, wącha się mefedron albo pali trawę ożenioną z Bóg wie czym.

Magia proszku i karty

Podobno Polska przeżywa rewolucję narkotykową – trzykrotnie przebijamy średnią europejską w używaniu amfetaminy; użycie ecstasy na świecie maleje, a u nas rośnie; palimy więcej marihuany niż Holendrzy.

Bogusława Bukowska jest sceptyczna: – Obserwujemy trendy spadkowe lub stabilizację używania innych narkotyków niż marihuana czy haszysz. Jedyne, co rośnie, i to bardzo dynamicznie, to używanie przetworów konopi – mówi.

Specjaliści od uzależnień są zgodni: marihuana pojawia się już w gimnazjach i ma niewiele wspólnego z tą trawką z lat 70. czy 80. – Narkotyki z dolnej półki są coraz mocniejsze. Marihuana ma o wiele większe stężenie THC [substancji odpowiedzialnej za odurzenie – przyp. red.] niż kilka lat temu. Palacze przyjmują jednorazowo większe dawki substancji narkotycznej – mówi jeden z nich.

Po kokainie nie ma złej jazdy. Koks pomaga przetrwać imprezę, ogranicza chęć na alkohol. Uwalnia od poczucia beznadziei, co zdarza się po amfie. A co z kokainą? Z badań przeprowadzonych w 2014 roku na zlecenie Krajowego Biura wynika, że:

  • kiedykolwiek w życiu kokainę zażywało w Polsce 1,4 proc. osób (znacznie częściej mężczyźni)
  • w ciągu ostatnich 12 miesięcy zażywało ją 0,2 proc. osób
  • w ciągu ostatnich 30 dni – nikt

To niewiele. Dla porównania: z marihuaną „kiedykolwiek w życiu” miało do czynienia kilkanaście procent.

Policjant z KSP: – W Polsce bardziej popularna jest amfa. Też pobudza, a jest o wiele tańsza. I jest jej więcej. Nie stać cię na koks, walisz amfę. Proste.

Młody dziennikarz z Warszawy:

– Pojechaliśmy do knajpy L. w środku tygodnia, otworzyli około północy, wzięli dwie dychy za wejście i przybili nam jakieś stemple na ręce. Speluna. Smród, w środku pusto. Przy barze stało kilka osób. Zamówiliśmy drinki, usiedliśmy. Po kilku minutach przysiadł się cudzoziemiec. Spytał po angielsku, czy chcemy kupić narkotyki? Grzecznie podziękowałem.

Tomasz Harasimowicz, terapeuta: – W warszawskich klubach w toaletach bywalcy wciągają proszek z ekranów komórek. Proszę się wybrać do knajpy L. albo na ulicę M., P. lub w inne miejsca. To jest zadziwiające, że wszyscy wiedzą o tych miejscach, łącznie z policją, i nikt z tym nic nie robi. I to się dzieje od lat.

– Jak leczy się osoby uzależnione od kokainy?

– Podobnie jak osoby uzależnione od innych środków. Abstynencja zależy od pacjenta. Można podążać w kierunku redukcji szkód w oczekiwaniu na abstynencję, zmianę postaw, zrozumienie szkodliwości. Mówiąc o substancjach zdecydowanie należy zwracać uwagę na dopalacze. Gdy ktoś się zatruje kokainą, mniej więcej wiadomo, jak interweniować i zabezpieczać pacjenta. Jeśli ktoś się zatruje dopalaczami, to robi się dramat, bo nie wiadomo, jaki mają skład.

Wartości na piedestale

Jakub Żulczyk broni się przed robieniem z niego eksperta od kokainy, a z kokainy niezdrowej sensacji: – Zdaję sobie sprawę, że po lekturze mojej książki ktoś może nabrać przekonania, że w Warszawie jest mnóstwo narkotyków i że wszyscy tę kokainę wciągają. Książka oczywiście jest oparta na sytuacjach, które widziałem i których momentami byłem uczestnikiem. Ale trzeba pamiętać, że to proza, a nie literatura faktu. Narratorem jest diler i to on opowiada te historie. Diler powie, że wszyscy wciągają kokainę. Gdyby narratorem był dentysta, pewnie mówiłby, że wszystkim psują się zęby.

Książka Żulczyka ukazała się już po wypadku, w którym muzyk celebryta Dariusz K. zabił na pasach kobietę.

K. deklaruje, że raz w życiu palił marihuanę, a kokainę wciągał dwa razy. Ten drugi raz – dwa dni przed wypadkiem. Na rozprawie, na której decydują się jego losy, mówi: – Życie i człowiek to największe wartości, które zawsze stawiam na piedestale, tak zostałem nauczony. (..) Myślę o tym, jak czują się bliscy tej pani. Chciałem powiedzieć, że byłem przemęczony. (..) To był przypadek, to, co się stało.

Oceń treść:

Average: 10 (6 votes)
randomness