Psychoterapeuta, który sam odbił się od narkotykowego dna. Historia Roberta Rutkowskiego

Zdarzało mu się wylądować na głodzie, w środku nocy, na Dworcu Centralnym i prosić o pieniądze na narkotyki. Dziś Robert Rutkowski, ekspert w dziedzinie psychoterapii, pomaga innym.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Alateja
Katarzyna Szkarpetowska

Odsłony

824

Zdarzało mu się wylądować na głodzie, w środku nocy, na Dworcu Centralnym i prosić o pieniądze na narkotyki. Dziś Robert Rutkowski, ekspert w dziedzinie psychoterapii, pomaga innym.

Robert Rutkowski jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych psychoterapeutów w kraju. Zapraszany do programów telewizyjnych jako ekspert w dziedzinie psychoterapii i rozwoju osobistego. Autor bestsellerowych książek „Pułapki przyjemności” i „Oswoić narkomana” (napisanych w duecie z Ireną A. Stanisławską).

Rozmowy z pacjentami zawsze zaczyna od słowa „dziękuję” (to z jednej strony niewiele, a z drugiej bardzo dużo).

Dziękuję pacjentowi za zaufanie, że zdecydował się obcemu facetowi powierzyć kawałek siebie – i to tę część, która boli – a dopiero później pytam, z jakim problemem przychodzi

– mówi Robert Rutkowski.

Robert Rutkowski: Bardzo doskwierało mi życie

Jako młody chłopak sięgnął po narkotyki. Miał wtedy osiemnaście lat. Nie była to marihuana czy LSD, ale heroina – jeden z najmocniejszych i najszybciej uzależniających narkotyków. Wziął z bezsilności. Z poczucia przytłaczającego niepokoju i wewnętrznej niezgody.

Bardzo doskwierało mi życie. Brakowało mi bezwarunkowej akceptacji mojego ojca, który nie umiał okazać, że jestem dla niego ważny. Nie mogłem zrozumieć, dlaczego skoro jestem owocem miłości, moja matka i mój ojciec tak się nienawidzą. Żyłem w ciągłym napięciu, między jedną awanturą a drugą

– wspomina.

Narkotyki napięcie redukowały. Czyniły życie znośniejszym. Nie można było nie brać. To znaczy można, ale organizm „domagał się” ich. I to w coraz większych dawkach. Nie do zniesienia stawał się głód psychiczny i fizyczny, obydwa objawiające się potwornym bólem. Najpierw brał, żeby czuć się wyjątkowo; potem brał po to, żeby czuć się normalnie (jeśli w przypadku uzależnienia o normalności można w ogóle mówić).

W głowie tłukła mi się myśl, że muszę coś z tym zrobić, że muszę sobie poprawić nastrój, bo przecież chcę się czuć normalnie. Marzeniem już nie była chęć mistycznego odlotu, tylko pragnienie zwykłej, szarej normalności

– opowiada w książce „Oswoić narkomana”.

Na głodzie, w środku nocy, na Dworcu Centralnym

W tamtym czasie nosił maski. Jego bliscy podejrzewali, że bierze, jednak pewności nie mieli – wyprowadzał ich skrupulatnie w pole, manewrował. Dziś sam zastanawia się, jak udawało mu się tak długo oszukiwać bliskich. „Gdy mówię o tym teraz, z perspektywy trzydziestu paru lat, mam wrażenie, jakbym opowiadał historię obcego człowieka” – przyznaje.

Zdarzało mu się wylądować na głodzie, w środku nocy, na Dworcu Centralnym i prosić o pieniądze na narkotyki, mówiąc, że to na bilet. Zdarzało mu się płukać brudną, zakrwawioną strzykawkę w zardzewiałym hydrancie. Zdarzało mu się ukraść rodzicom pieniądze, a nawet wynieść z domu zbierane przez dziesięciolecia książki. To ostatnie szczególnie leży mu na sercu:

Do tej pory nie potrafię się z tym pogodzić, więc gdy wchodzę do antykwariatu, zostawiam po kilkaset złotych. Jest to dla mnie miejsce, w którym tak naprawdę powinienem uklęknąć i przeprosić za swoje grzechy, bo przez wiele lat, gdy jechałem po towar, najpierw sprzedawałem książki.

Rutkowski: Nie mam poczucia misji, ale jeśli komuś pomogę…

Odtruwał się kilkadziesiąt razy. Szukał czegoś, co trzymałoby go w pionie. Co byłoby motywacją, żeby nie ćpać. Dziś twierdzi, że w procesie wychodzenia z uzależnienia ważną rolę odgrywa budowanie zdrowego poczucia własnej wartości. I że „kryzys wiary, który się przytrafia wszystkim wierzącym, może być śmiertelnym zagrożeniem dla uzależnionego, jeśli zamieniamy narkotyki na religię bez etapu budowania miłości własnej”.

Co jeszcze odgrywa kluczową rolę w wychodzeniu z uzależnienia – nie tylko od narkotyków, ale też każdego innego – uzależnienia od alkoholu, od seksu, od nikotyny, internetu? POKORA.

Jeżeli ktoś mówi mi: „Ten problem mam już przepracowany!”, zawsze go stopuję: „Włącz pokorę!”. Pozamykane drzwi wcale takie być nie muszą. Mogą być nieszczelne

– uważa Rutkowski.

Narkotyki, ciągi alkoholowe, odbijanie na bagna… Od tamtych wydarzeń minęło ponad trzydzieści lat. Mógłby do nich nie wracać – tym bardziej, że dziś jest wziętym, szanowanym psychoterapeutą. Ale spisał je z nadzieją, że komuś pomogą. Być może nawet uratują życie:

Nie mam poczucia misji, żeby ratować całą ludzkość, jednak jeśli choć jeden człowiek zmieni się dzięki mojej historii, to warto. Mnie też kiedyś pomogła czyjaś historia, dzięki której zrozumiałem i poczułem, że zmiana jest możliwa.

Czytaj także: Dziennik umierania, który pokazuje… jak żyć

*Wypowiedzi Roberta Rutkowskiego pochodzą z książki „Oswoić narkomana” (R. Rutkowski, I.A. Stanisławska, wyd. MUZA SA, 2018)

Oceń treść:

Average: 9 (3 votes)

Komentarze

Alkoholik emeryt (niezweryfikowany)
Wrocisz wrocisz
Zajawki z NeuroGroove
  • Benzydamina
  • Marihuana

Set & Setting: Środa wieczór, przechadzka po mieście, park, moje cztery ściany.

Dawkowanie: 1g Haszu, 2g Benzydaminy (Tantum Rosa). Lat 19, wzrost 178 cm, waga ok 65kg.

Pomysł ten siedział już w mojej głowie jakiś czas. Był wtorek, wieczór był przyjemny.

Siedziałem w piwnicy paląc trawę, i do głowy przyszedł mi pomysł z benzydaminą...

Jak pomyślałem tak tez zrobiłem jak było to tylko możliwe.

  • Marihuana
  • Pierwszy raz

Zdecydowałem się, ze względu na problemy w domu, samo jednak nastawienie było pozytywne, z drugiej strony bałem się jakichś efektów ubocznych typu halucynacje.

Całość zaczęła się 30 kwietnia ubiegłego roku. Chociaż w sumie trochę wcześniej, bo 29 dnia tego miesiąca dostałem propozycję. Zaczęło się od wagarów i graniu u kolegi w fife. Był tam też jeszcze jeden, który zaproponował mi "palitko". Gorliwie odmawiałem, jednak kolejnego dnia po dostaniu ostrej reprymendy od matki zadzwoniłem z pytaniem: "Aktualna propozycja?". On odpowiedział, że tak, dogadaliśmy się w kwestii pieniężnej (która wyniosła mnie aż 15zł) i umówiliśmy się w znanym nam obu miejscu.

  • Inhalanty

Odpowiednio nastawiony psychicznie, podekscytowanie przed kolejnym zażyciem specyfiku z którym się "przyjaźnię" od kilku miesięcy. Dom, moje osiedle, miasto, plenery, podwórko. Czasami ćpałem sam, ale częściej zdarzało mi się zażywać z ziomeczkiem.

Witam! Chciałbym zaprezentować Wam mój tripraport dotyczący kilku najciekawszych "misji" po zażyciu dezodorantów, ale najpierw krótki wstęp.

Nie widziałem wielu tr o tej substancji, więc postanowiłem się pochwalić własnymi doświadczeniami. Wiem, że ćpanie dezodorantów stawia mnie w złym świetle. Dla wielu z Was, osoby wdychające odświeżacze powietrza kojarzą się z ludźmi z marginesu społecznego, głupiej gimby, zer itd. Nie obchodzi mnie to jak mnie odbierzecie. Mi osobiście jest głupio i czuję się źle z tym faktem, lecz czasu nie cofnę...

  • Inhalanty

nazwa substancji: benzyna do zapalniczek, ale to samo mógłbym

napisać o butaprenie, hermolu (można jeszcze kupić taki klej?) czy

nitro





poziom doświadczenia użytkownika: inhalanty - pierwszy raz po

wielu, wielu latach; inne narkotyki od kilkunastu lat: thc, lsd,

amfa, xtc, kokaina, grzyby, gałka, dxm, efedryna, atropina



dawka, metoda zażycia: kiranie z samary, czyli wdychanie oparów z

torebki foliowej