REKLAMA




Długa i niełatwa droga do poznania naukowych podstaw bad tripów cz. I

W roku 1968 Thomas Ungerleider i Duke Fisher, dwaj psychiatrzy z UCLA, wybrali się na przedmieścia Los Angeles, gdzie mieli być świadkami rytuałów kultu LSD. Dwa lata wcześniej wspólnie opublikowali opracowanie pt. „Zagrożenia LSD” i wygłosili niedawno wspólny wykład na temat tego, co zaczynało być właśnie znane pod nazwą „bad trip”, będącą ogólnym terminem dla wszystkich trudnych doświadczeń opisywanych przez użytkowników psychodelików...

Tagi

Źródło

Motherboard
Daniel Oberhaus

Tłumaczenie

pokolenie Ł.K.

Komentarz [H]yperreala

Jest to część pierwsza artykułu, który, jakby kto pytał podzieliliśmy z przyczyn technicznych, a tak naprawdę z winy tłumacza ;) Druga powinna pojawić się jutro bądź pojutrze.

Odsłony

1729

Ten artykuł jest częścią cyklu "When the Drugs Hit", w ramach którego Motherboard penetruje naukowe, polityczne i kulturowe aspekty mającego obecnie miejsce psychedelicznego renesansu. Tutaj możesz śledzić nasze podróże.

[...w oryginale, my tymczasem postaramy się, jeśli tylko będziecie zainteresowani, dostarczać Wam mniej więcej na bieżąco tłumaczeń – przyp. tłum.]

W roku 1968 Thomas Ungerleider i Duke Fisher, dwaj psychiatrzy z UCLA, wybrali się na przedmieścia Los Angeles, gdzie mieli być świadkami rytuałów kultu LSD.

Dwa lata wcześniej wspólnie opublikowali „Zagrożenia LSD”, opracowanie dokumentujące rosnącą częstotliwość przyjmowania na oddział psychiatryczny UCLA osób zgłaszających niepożądane efekty przyjęcia dietyloamidu kwasu lizergowego. Lekarze wygłosili niedawno wspólny wykład na temat tego, co zaczynało być właśnie znane pod nazwą „bad trip”, będącą ogólnym terminem dla wszystkich trudnych doświadczeń opisywanych przez użytkowników psychodelików, od łagodnego niepokoju, po pełnoobjawową psychozę oraz utrzymujące się urojenia.

Podczas tego wykładu pewien szczególnie zbulwersowany słuchacz próbował odczytać, w części poświęconej zadawaniu pytań, manifest promujący nieograniczone używanie LSD. Po wykładzie ten sam człowiek podszedł do psychiatrów i w rozmowie z nimi upierał się, że mnóstwo osób bierze LSD, a jednak wszystko jest z nimi w porządku. Okazało się, że człowiek ten był członkiem grupy religijnej, której członkowie nazywali siebie „Uczniami” („Disciples”) i twierdzili, że jedzą kwas w każdy weekend, nie mając w związku z tym żadnych problemów.

Naukowcy byli zaintrygowani. Po prześwietleniu przez Uczniów, którzy chcieli upewnić się, że Ungerleider i Fisher nie są policjantami, naukowcy zostali zaproszeni do odwiedzenia zgromadzenia grupy, by obserwować jej rytualne wykorzystanie LSD. Jak szczegółowo opisują w swojej pracy, w miejscu zgromadzenia zobaczyli:

... grupa złożona z kilkunastu osób mieszkała w dużym domu z rozległym przyległym terenem. Uprawiali ziemię, a dom urządzili w psychodelicznym stylu. Były tam na ścianach wizerunki Buddy i Jezusa. W każdą środę grupa gromadziła się na nieangażujące LSD spotkania religijne, składające się z modlitw i medytacji. Sesje zażywania narkotyków planowo odbywały się w weekendy.

Poprzez obserwację i rozmowy z uczestnikami tych „sesji miłości”, naukowcy dowiedzieli się, że wielu Uczniów było ekswięźniami i narkomanami, którzy używali LSD, aby wesprzeć swój proces zdrowienia. Wiele z tych osób twierdziło, że odkryli Boga dzięki rytualnemu używaniu LSD. Co istotne: żaden z uczniów nie wspominał o złych doświadczeniach z LSD podczas tych grupowych podróży.

Dla psychiatrów była to obserwacja kłopotliwa. Co różni ludzi z tej grupy od tych, którzy po przyjęciu tego samego narkotyku trafiają na oddziały psychiatryczne? Innymi słowy: co przyczynia się do złej podróży?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, naukowcy przeprowadzili badania, w ramach których porównali 25 Uczniów z 25 pacjentami, którzy byli hospitalizowani w następstwie niekorzystnych reakcji na LSD, w tym z powodu "halucynacji [...] niepokoju, rosnącego aż do punktu paniki [...] depresji, często myśli lub prób samobójczych [...] oraz splątania." W roku 1968 naukowcy opublikowali swoje wyniki w Journal of American Psychiatry, co było pierwszą próbą naukowego podejścia do określenia przyczyn negatywnych doświadczeń psychodelicznych.

Jak stwierdzili badacze, pomiędzy obiema grupami nie było istotnych różnic pod względem rasy, płci, wieku, wykształcenia, lub w aspekcie „wczesnego pozbawienia rodziców”. 44 procent pacjentów hospitalizowanych (w porównaniu z tylko 24 procentami Uczniów) miało wcześniejszą historię psychiatryczną, ale to również nie było gwarantem trudnego doświadczenia psychodelicznego. Żadna z osób z historią psychiatryczną z grupy Uczniów nie miała nigdy problemów po przyjęciu LSD.

Wszystkie porównania, jakich dokonywaliśmy, nie wskazały żadnych elementów z historii tych osób ani też żadnych bieżących aspektów klinicznych, które byłyby charakterystyczne dla którejś z grup.

- podsumowują autorzy. Co ciekawe, Ungerleider i Fisher byli jednymi z pierwszych, którzy przewidywali, że LSD mogłyby oddziaływać ze „skłonnościami schizoidalnymi” - jest to hipoteza, którą wzmocniły późniejsze badania. Nawet jeśli tak by jednak było, autorzy zdają sobie sprawę, że

...taka złożoność interakcji — trudnych do prześledzenia, nawet gdybyśmy dysponowali najlepszymi danymi klinicznymi i wynikami badań — oznacza, że przewidywanie niepożądanych efektów LSD będzie jeszcze przez jakiś czas dla nas problemem.

Jeśli psychodeliki kiedykolwiek zostaną poddane pełnym badaniom, od testów laboratoryjnych po kliniczne, wówczas dopiero będziemy dysponowali przesłankami naukowymi, by wyjaśnić mechanizmy osławionych bad tripów.

Na wypadek, gdyby jeszcze do Was nie dotarło – badania nad psychodelikami przeżywają ostatnio coś w rodzaju renesansu. Najnowsze badania substancji zmieniających umysł takich jak LSD, MDMA czy psylocybina, obecnie zgodnie z prawem federalnym nielegalnych w Stanach Zjednoczonych, wskazują na potencjał ich stosowania terapeutycznego. Nowe dowody wskazują, że psychodeliki mogą pomóc w obniżeniu ryzyka samobójstwa, w radzeniu sobie z żalem, wychodzeniu z uzależnień i łagodzeniu bolesnych klasterowych bólów głowy, znany również jako „bóle głowy samobójców”.

Pomimo tego, psychodeliki nie są jednak ideałem. Pół wieku po przełomowych badaniach Ungerleidera i Fishera nad bad tripami po LSD, nie zbliżyliśmy się zanadto do zrozumienia trudnych psychodelicznych doświadczeń w sensie empirycznym. Ze względu na wysoce subiektywne efekty tych substancji i niepoznane mechanizmy neuronalne ich działania, przewidzenie, czy ktoś będzie miał po ich zażyciu ciężkie chwile, jest prawie niemożliwe. Dlatego też, zamiast na próbach ich prognozowania, uwaga społeczności badawczej przesunęła się na zapobieganie ich wystąpieniu i łagodzenie ich negatywnych skutków, kiedy już się zdarzają.

Wśród psychonautów i specjalistów od zdrowia psychicznego funkcjonuje w tym wymiarze podobne podejście, a dzieloną przez nich wiedzę na temat unikania trudnych doświadczeń z psychodelikami można sprowadzić do dwóch słów: „nastawienie” i „otoczenie” ("set" i "setting") Spopularyzowana przez nieżyjącego już harvardzkiego psychologa i psychodelicznego ewangelistę Timothy'ego Leary'ego idea, stojąca za tymi dwoma słowami, polega zasadniczo na tym, że jeśli jesteś psychicznie przygotowany do psychodelicznego doświadczenia i ma ono miejsce w bezpiecznym i komfortowym otoczeniu, prawdopodobieństwo wystąpienia trudnego bądź traumatycznego doświadczenia będzie znacząco niższe.

Unikniesz złej wycieczki, jeśli przed przyjęciem odmierzonej dawki zrobisz porządek w swojej głowie, a jeśli w dodatku po jej przyjęciu będziesz znajdować się optymalnym, wspierającym otoczeniu, w towarzystwie znajomych twarzy, to prawdopodobnie nie zorientujesz się nagle, że wędrujesz bez celu ulicami nieznanej dzielnicy Nowego Jorku.

W każdym razie - taka jest idea.

Oceń treść:

Average: 9.7 (3 votes)
Zajawki z NeuroGroove
  • Metoksetamina
  • Pierwszy raz

Dobre nastawienie, samotność w pokoju, chęć zobaczenia nieznanego, muzyka, ciemność.

23:30

Po powrocie z pracy szybko wskakuję do wanny, porządkuję pokój, tworzę atmosferę po przez zasunięcie rolet, zamykam drzwi, włączam komputer, sadowię się w łożku i przygotowywuję ściężkę piękna.

Wysypuję zawartość na książkę, kartką bankomatową układam piękną kreskę. Zastanawiam się, jak to będzie, w końcu pierwszy raz, A wspomina każdy swój lot pozytywnie, relaks występuję u niej zawsze jako temat przewodni.

Dobra, wciągam. Przyjemnie piecze, czuję mięte. Chowam się pod kołdrę, gaszę światło, wyłączam telefon i odpalam ścieżkę dźwiękową na youtubie.

  • 25D-NBOMe
  • Pozytywne przeżycie

Pozytywne nastawienie dosyć ekscytujące ze względu na pierwsze podejście do tej substancji. Siedziałem w pokoju z siostrą.

Godzina 20:30 wrzucam kartonik 2.8 mg na górne dziąsło i zapuszczam świat wedlug kiepskich. Przychodzi siostra i ogląda ze mną. Nic się nie dzieje, nie moge sie doczekać, włączam kolejny odcinek i sie zczeło wejście.

 

T+0:30 Nie wiem czemu zaczełem czuć przerażenie, wszystko zaczeło wydawac się strasznę. Mówie do siostry że nie może mnie zostawić, ona na to ze posiedzi ze mną jeszcze jakiś czas. Zaczela patrzeć sie dziwnie i mówi do mnie że jedna źrenica jest malutka a druga wielka. Ale się tym zbytnio nie przejełem. 

 

  • Benzydamina
  • Pierwszy raz

Ławka, dom. Halucynacje, schizy, piękny świat, wyluzowanie, brak zmęczenia.

Godzina ok. 14.50

Odebrałem 4 gramy przetworzonej substancji od znajomego,
wziąłem dodatkowo na wszelki wypadek ze sobą dwóch dodatkowych przyjaciół i zabrałem się do eksperymentowania. (Nazwijmy ich D i M) Usiedliśmy na ławce za blokowiskami, głównie tam gdzie ludzie nie chodzą. Otworzyłem zawiniętą w folię substancje, a następnie przystąpiłem do wysypania wszystkiego na kartkę.

Godzina ok. 15.10

  • Anadenathera peregrina

Autor: Adam Selene, 29.04.2007

Substancja: tryptaminy zawarte w yopo, głównie DMT, 5-MeO-DMT i bufotenina

Doświadczenie: alkohol, marihuana, kofeina, LSA, tatarak, calea zacatechichi, salvia divinorum, DXM, benzydamina, jaskółcze ziele i pewnie jeszcze pare rzeczy, których teraz nie pamiętam