Dr Rawicz do Rigamonti: Wielu lekarzy ból dzieci nie obchodzi [wywiad]

Politykom i urzędnikom nie przeszkadza, że morfina, silny narkotyk, jest podawana dzieciom, a przeszkadza marihuana dawkowana w odpowiednich preparatach. Bólem i cierpieniem kompletnie się nie interesują. Zresztą wielu lekarzy ból dzieci też nie obchodzi.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Gazeta Prawna
Magdalena Rigamonti

Odsłony

400

Politykom i urzędnikom nie przeszkadza, że morfina, silny narkotyk, jest podawana dzieciom, a przeszkadza marihuana dawkowana w odpowiednich preparatach. Bólem i cierpieniem kompletnie się nie interesują. Zresztą wielu lekarzy ból dzieci też nie obchodzi. A ja uważam, że dziecka ma nie boleć. Ma nie cierpieć i koniec, nie ma co z tym dyskutować – mówi dr Marcin Rawicz, anestezjolog dziecięcy, z-ca dyrektora ds. lecznictwa w Warszawskim Szpitalu dla Dzieci.

Podaje pan dzieciom marihuanę?

Nie, ale jakbym jej potrzebował, tobym miał w szpitalu. To prosta procedura. Każdego dnia stosuję inne narkotyki. I żeby była jasność, podaję je dzieciom. Wszystko zgodnie z prawem. Medyczna marihuana w Centrum Zdrowia Dziecka też była stosowana zgodnie z prawem. Ktoś w Ministerstwie Zdrowia musiał wydać zgodę na jej sprowadzenie, zaaprobował to, o ile wiem, krajowy konsultant w dziedzinie pediatrii. I jeśli były efekty leczenia padaczki lekoopornej, to trzeba było leczyć.

O panu mówią, że pan zrobi wszystko, żeby dziecka nie bolało, że jeśli „gówno rozsmarowane na czole ma pomóc dziecku, to trzeba rozsmarowywać”.


Zgadza się. Padaczka lekooporna to koszmar. Po kilkanaście napadów dziennie albo nawet stan padaczkowy, czyli napad za napadem. Często tak bywa, że nikt nie jest w stanie takiemu pacjentowi ustawić leków ani pomóc, więc jeśli marihuana działa, to dlaczego dzieciakowi nie ulżyć? W medycynie histeria jest najgorsza. Obowiązuje zasada, że jeśli wprowadza się coś nowego do leczenia, to trzeba mieć dowód na jego działanie. Ale dowód dopiero ma się wtedy, kiedy zrobi się określoną liczbę badań, z określoną mocą statystyczną, z określoną grupą pacjentów i grupą porównawczą.

I mijają lata.

Oczywiście. Przecież większość antybiotyków stosowanych w sepsie jest niedozwolona dla dzieci. Ale jak mam umierające na sepsę dziecko, to mam nie dać antybiotyku? Oczywiście, że daję. Chociaż w opisie stoi jak byk: brak danych co do stosowania u dzieci. Nie podawać do 16. roku życia.

Łamie pan prawo.

Ratuję życie. I nie zastanawiam się, czy ten lek jest zarejestrowany, czy nie. Jestem anestezjologiem, zajmuję się bólem i powiem pani, że większość leków przeciwbólowych też nie jest zarejestrowana dla dzieci.

Morfina?

Tak Bogiem a prawdą, to u dzieci z leków opioidowych obecnie możemy stosować tylko morfinę i w niektórych przypadkach (poza znieczuleniem ogólnym) – fentanyl. Morfina to świetne lekarstwo, ale ma skutki uboczne.

Uzależnia.

Nie o tym chciałem. Zaparcia są po niej, a po operacjach brzusznych to kłopot, poza tym skóra swędzi i się rzyga. Wiem, że ludzie się boją pomorfinowych kłopotów z oddychaniem. Od razu mówię, że to bzdury, bo jak się odpowiednio poda, to oddycha się świetnie. Są kraje, w których stosuje się heroinę medyczną. I wszystko w porządku. To jest najlepszy środek przeciwbólowy, jaki w życiu widziałem, choć niebezpieczny, bo w zasadzie od razu daje przyzwyczajenie, uzależnia po prostu. Z tym że jest stosowana u ludzi w stadium krytycznym, takich, którzy umierają. Kiedy pracowałem w Holandii, widziałem, jak działa.

Jak pan tak dalej będzie mówił, to politycy pozwolą leczyć ból co najwyżej paracetamolem.

Politycy to jest inna bajka. Gatunek ludzi, od którego trzymam się możliwie najdalej. Nie przeszkadza im, że morfina, silny narkotyk, jest podawana dzieciom, a przeszkadza marihuana dawkowana w odpowiednich preparatach. To absurd. Oczywiście nikt nie wie, jak ta marihuana będzie działać na dzieci z padaczką w późniejszej fazie dawkowania, bo badań nie ma. Ale nie będzie wiadomo, jak się nie zaryzykuje. Absurd z tym całym wariactwem w Centrum Zdrowia Dziecka. Przecież CZD podpisało wniosek na import docelowy marihuany medycznej, szpital za to zapłacił i lek był stosowany. Rozumiem, że poszło o to, że nie można wydawać leku do leczenia ambulatoryjnego, bo takie jest prawo w Polsce, a lekarz wydawał. Rozumiem też, że jak szpital za coś płaci, to chce mieć nad tym elementarną kontrolę. Niestety, jest też spore prawdopodobieństwo, że tam chodzi także o jakiś konkurencyjny produkt z innym lekiem pochodzącym z kanabinoidów. Wyjaśnię tylko, że marihuana ma kilka składników pochodzących z grupy kanabinoidów, a w tym nowym produkcie jest tylko jeden.

Oceń treść:

Average: 9 (1 vote)
Zajawki z NeuroGroove
  • 4-HO-MET
  • Pozytywne przeżycie

Ciemny pokój, grudniowa noc, ambient z głośników.

 

  • Heroina
  • Pierwszy raz

Toaleta w przychodni rehabilitacyjnej.

Jeśli chodzi o opioidy, jest to mój ulubiony typ środków odurzających. Doświadczenie moje bogate jest w kodeinę, tramadol, oksykodon oraz heroinę. Ową substancje zdobyłem w iście wyrafinowany sposób. Zamówiłem. Gdy odbierałem paczkę, pół grama brązowych oczek patrzyły na mnie z woreczka strunowego. Zleciały się gołębie. Omen? Co zwiastował? Heroinę zażyłem donosowo w ilości około 150mg. Wziąłem z domu dwie karteczki. Jedna zwinąłem w rulon drugą zgiąłem w pół. Grudkę i trochę proszku wysypałem na miejsce zgięcia drugiej karteczki.

  • Gałka muszkatołowa

Na tego sylwka planowałyśmy wiele rzeczy... ;D Chciałyśmy zapodać wszystko po kolei, ale niestety z niezależnych od nas przyczyn wszystko (no może prawie wszystko) przepadło... :( Pomyślałyśmy No nie... sylwek bez kapy to nie sylwek.... Na szczęście w domu była gałka muszkatołowa... Potrzebowałyśmy dość dużo tego, więc ona poszła do sklepu po dwie paczki startej gałki, a ja kruszyłam przyprawę znalezioną u babci na tarce... Wsypałyśmy całość do dwóch szklanek (wyszło tak prawie pół szklanki gałki na pół szklanki wody).

  • Katastrofa
  • Mefedron

Katastrofa życiowa, przegięcie z braniem benzo, Mdma, fety, generalnie wszystkiego co się dało. Doprowadziło to do mojej wyprowadzki od chłopaka, z którym mieszkam ponad 3 lata. "Trip" odbył się w nocy, trwał 6 godzin, był to wynajęty przeze mnie pokój. 4 dni później wróciłam do DOMU i mojej miłości, którą do tej pory ranię.

23:00 wchodzi kreska. Mało, może 50 mg. Nie działa. Nie ma w tym nic dziwnego, byłam benzodiazepinowym zombie

 

23:15 kreska, może 100 mg

 

24:00 biorę się za pracę. Roznosi mnie a jednocześnie przygniata. Zaczynam myśleć o życiu. 

 

00:15 wrzucam do szklanki z pepsi z 200mg

 

01:00 Na zmianę wpadam w panikę, płaczę, wbijam paznokcie w skórę i myślę o tym jak będzie wyglądała moja przyszłość. Boję się, pragnę być blisko mojej najbliższej osoby, wzoru, wsparcia, sensu życia. Tęsknię za nim a jednocześnie go ranię - ćpając.