REKLAMA




Wyzwalanie od hery

"W domu było tak, że miałam trzy wyjścia. Zwariować, zabić się, albo zacząć pić lub ćpać. Zwariować się nie udało. Zabić też nie. Próbowałam się truć, kiedy miałam jedenaście lat, ale odratowali. Już wiedziałam, że to nie dla mnie, że nie dam rady.Pozostawały narkotyki, bo pić nie mogłam. Do wódki miałam wstręt. "

Tagi

Źródło

Gazeta Krakowska

Odsłony

5742

(opowieść Moniki)

Dlaczego zaczęłam brać? Może to banał, co powiem, ale nie mogłam wytrzymać z rodzicami. Prawie wszyscy tak mówią, ale przeważnie to prawda. W domu było tak, że miałam trzy wyjścia. Zwariować, zabić się, albo zacząć pić lub ćpać. Zwariować się nie udało. Zabić też nie. Próbowałam się truć, kiedy miałam jedenaście lat, ale odratowali. Już wiedziałam, że to nie dla mnie, że nie dam rady.

Pozostawały narkotyki, bo pić nie mogłam. Do wódki miałam wstręt. Moi starzy to byli prości ludzie, alkoholicy totalni. Macocha taka sama. Nie menele czy jakiś element. Ojciec przepracował czterdzieści pięć lat jako ceniony fachowiec. Tyle że grzali na okrągło. Czasy były takie, że naokoło pili wszyscy. Po pracy szli na piwo czy wódkę i chlali do upadu. To była norma. Rano wstawali o piątej i z powrotem do pracy. Jak oni to robili, nie wiem, ale robili. Jakoś tam pracowali. I tak w kółko. Pewnego dnia nie mogłam tego dłużej znieść.

Wcześniej zawiodłam się totalnie na matce. Odeszła od ojca, kiedy byłam jeszcze mała. Przez jakiś czas odwiedzała mnie i siostrę. Ale prezenty przywoziła zawsze tylko jej. Wreszcie ją spytałam, kiedy i mnie coś przywiezie. Odpowiedziała: Tobie nigdy nic nie przywiozę, bo ciebie nienawidzę. Takie były moje najwcześniejsze wspomnienia z dzieciństwa. Potem też nie działo się lepiej. Ojciec ożenił się drugi raz, głównie po to, żeby kobieta pomogła mu przy dzieciach. Niestety, znowu źle trafił. Macocha nie tylko nie broniła mnie przed jednym ze swoich krewnych, który mnie molestował, ale sama mu to ułatwiała.

Już kiedy sięgnęłam po narkotyki, ojciec mógł mnie jeszcze uratować, gdyby się ocknął. Ale on mnie tylko wyśmiał. Niczego nie rozumiał. Zdawało mu się, że jak mam dach nad głową, jestem nakarmiona i czysto ubrana, to mi powinno wystarczyć. Nawet nie zdawał sobie sprawy, czym są narkotyki. Dla niego były to fanaberie głupiej gówniary. Mówił: Co ty się wygłupiasz, o co ci chodzi? Choć, strzel sobie z nami kielicha, to ci będzie lepiej.

A mnie było już tylko gorzej. Aż do czasu, kiedy zaszłam w ciążę i dostałam się na metadon. Mam nadzieję, że z moim dzieckiem nie popełnię tych samych błędów.

Wyzwalanie od hery

Najsławniejszym chyba polskim narkomanem był Ryszard Riedel, lider legendarnej grupy Dżem, zmarły 30 lipca 1994 roku na skutek przedawkowania heroiny [dokladniej organizm nie wytrzymał takiego trybu życia. Zgon NIE nastapil jednak po przedawkowaniu - hyperreal]. Jego życie i twórczość były dowodem, że po narkotyki sięgają często ludzie wrażliwi i wartościowi, którym warto pomóc. Riedel wiele razy próbował wyjść z nałogu. Bezskutecznie. Może gdyby działały wówczas w Polsce programy metadonowe, żyłby i tworzył do dziś?

Podpisana w ubiegłym tygodniu przez prezydenta ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii jest zła. Według terapeutów – została skonstruowana tak, jakby posłowie byli przekonani, że narkomanów trzeba z góry spisać na straty. Tymczasem z narkotykowego upadku można się podnieść! Świadczą o tym losy uzależnionych osób, które uczestniczą w krakowskim programie metadonowym.

Przeciwnicy tej metody zarzucają jej, że nie leczy, a wręcz utrwala nałóg. Burzą się przeciwko, jak mówią, dawaniu narkomanom narkotyku za publiczne pieniądze. Metadon ma jednak także swoich przekonanych zwolenników, do których należy szef krakowskiego Monaru Marek Zygadło.

– Całkowite wyleczenia z narkomanii heroinowej są rzadkie. Jeśli więc mamy środek, który pozwala uzależnionym normalnie funkcjonować w społeczeństwie, pracować, uczyć się, wychowywać dzieci, to byłoby absurdem nie korzystać z niego.

W Krakowie program metadonowy działa już pięć lat. Wytworzyło się niewielkie, ale specyficzne środowisko, grupa kilkudziesięciu osób, których problemy są trudne do zrozumienia dla „normalnego” ogółu. A bez zrozumienia trudno mówić o pomocy naprawdę skutecznej. Właśnie dlatego powstało Małopolskie Stowarzyszenie Uczestników Programów Substytucyjnych „Wyzwolenie”– pierwsza taka organizacja w Europie.

– Powstaliśmy, bo doszliśmy do wniosku, że jeśli ktoś może nam naprawdę pomóc, to tylko my sami – mówi przewodnicząca tymczasowego zarządu Małgorzata Senderska. – Trzeba przede wszystkim zmienić nastawienie ludzi do nas – dotyczy to zwłaszcza polityków, urzędników i lekarzy, którzy decydują o naszym losie. Musimy ich przekonać, że jesteśmy normalnymi ludźmi, tylko chorymi.

Jej kolega z zarządu, Jacek Barański, jest bardziej sceptyczny.

– Wierzysz, że to się uda? Są ludzie, którzy nigdy nie zmienią zdania na nasz temat, bo nie chcą go zmienić. Nie pozwala im na to ideologia, polityka, albo po prostu nie chcą się wychylać.

– Nie szkodzi, nie przekonam jednego, to pójdę do drugiego, aż do skutku. Nie zrezygnuję.

Kto się boi metadonu?

– Nie można powiedzieć, że nic się w społecznym odbiorze narkomanii nie poprawia – zastrzega Zygadło. – Od agresywnej narkofobii przeszliśmy w ciągu kilkunastu lat do łagodnej marginalizacji uzależnionych. Tolerancja jest większa, bo ludzie się przyzwyczaili. Ale sądząc choćby po efektach prac ustawodawczych, wcale nie oznacza to głębszej znajomości problemu.

Podobnego zdania są działacze „Wyzwolenia”. – Ustawy o zwalczaniu narkomanii piszą ludzie, którzy o tym zwalczaniu mają bardzo blade pojęcie, bardziej kierują się własnymi fobiami niż głosem fachowców – uważa Barański. – Między innymi boją się metadonu, bo słyszą, że to też narkotyk. Pytają, jak można go rozdawać za publiczne pieniądze. Kiedyś napisałem taki artykulik do naszego pisma „Monar na Bajzlu”, żeby decydenci rozważyli, co społeczeństwu wyjdzie taniej: czy dać metadon, czy dopuszczać, żeby narkomani kradli i zarażali HIV-em.

Opory jednakże są nie tylko natury finansowej, także ideologicznej. – Rzeczywiście, nie uznajemy i nie chcemy metadonu – mówi działacz jednego z katolickich stowarzyszeń przeciw narkomanii. – My pragniemy dla uzależnionych prawdziwego uzdrowienia. Wierzymy, że w każdym człowieku, również w narkomanie, tkwią siły duchowe, które pozwolą mu zwyciężyć nałóg.

Rzeczywistość zdaje się jednak przeczyć tym pięknym założeniom. W USA już w latach 60. zaczęto na dużą skalę stosować metadon w leczeniu substytucyjnym. Polska pozostaje pod tym względem daleko w tyle.

– Jeśli ktoś uważa, że po wielu latach brania można skutecznie wyjść z tego nałogu, to nie wie, o czym mówi – uważa Barański. – Gdyby nie metadon, wielu z nas już by nie żyło.

Nic o nich bez nich

„Wyzwoleńcy” uważają, że programy trzeba doskonalić. W Krakowie przychodnia metadonowa istnieje od pięciu lat w Szpitalu im. L. Rydygiera. Co dzień przed południem przy okienku ustawiają się pacjenci i w obecności pielęgniarki wypijają swoją porcję specyfiku. Uczestniczą też w spotkaniach z terapeutami i terapiach grupowych. Polskie prawo nie dopuszcza popularnego na Zachodzie systemu: „take home” – wydawania pacjentom większych ilości substytutu, wystarczających np. na dwa tygodnie.

– To jest najgorszy błąd – uważa Senderska. – Celem terapii ma być przecież normalne życie, praca, szkoła, rodzina, wychowanie dzieci. Codzienne bywanie w przychodni z tym się kłóci.

– Jestem widocznym przykładem szkodliwości tego systemu – mówi Barański. – Żeby pozostać w programie, musiałem rzucić pracę, bo godziny się pokrywały. A nie mogłem powiedzieć szefowi prawdy. Przyznanie, że jest się uczestnikiem programu metadonowego, w oczach pracodawców od razu człowieka skreśla.

Oni nie chcą być skreślani. Postanowili więc wziąć sprawy we własne ręce.

– Jeśli redukcja szkód ma być skuteczna, trzeba robić wszystko, żeby uzależnionych nie wykluczać z życia – mówi Marek Zygadło. – Ja też jestem zdania, że „nic o nich bez nich”. Większość z nich naprawdę chce przestać brać. I byłoby dobrze, żeby prawodawcy też to zrozumieli.

Co to jest metadon?

Metadon (amidon, polamidon) jest syntetycznym substytutem heroiny, znanym od lat 30. Po raz pierwszy na szeroką skalę zastosowali go Niemcy podczas II wojny światowej, jako tani środek przeciwbólowy.

W latach 60., w wyniku badań amerykańskich stwierdzono przydatność metadonu w substytucyjnym leczeniu osób uzależnionych od opiatów. W Krakowie terapię metadonową uruchomiono w grudniu 1999 r.

Starzy chcieli za dobrze

(opowieść Pawła)

Nie winię moich rodziców. Jeśli na to spojrzeć z boku, byli wartościowymi ludźmi. Ojciec – dyrektor wielkiej fabryki, wiceminister, wreszcie dyplomata. Matka – trzy doktoraty. Chcieli dobrze. Problem polegał na tym, że aż za dobrze. Od dziecka zmuszali mnie, żebym się podciągał do ich poziomu. Nie wyobrażali sobie, że ich jedyny syn mógłby być gorszy. Postanowili pokierować jego życiem, bo wiedzieli lepiej, co dla niego dobre. Kiedy syn się w tym zorientował, zaczął się stawiać.

Najpierw był alkohol. Rodzice dawali mi dużo pieniędzy, nie wiedziałem, co z nimi robić, więc imprezowałem z kolegami. Doszło do tego, że nie umiałem funkcjonować w szkole, jeśli przed lekcjami nie napiłem się.

W drugiej klasie liceum miałem pierwszy raz wszyty esperal. Rodzicom się zdawało, że to załatwi sprawę. Może by załatwiło, ale właśnie zaczęła się walka o to, na jakie studia mam pójść. Ja chciałem na prawo, a oni koniecznie chcieli zrobić ze mnie lekarza. Taki po prostu mieli plan i uważali, że ja powinienem go tylko wykonać. Znów się postawiłem. Nie to, żeby mi się medycyna nie podobała, ale nie na przymus.

W trzeciej klasie wyprowadziłem się do Katowic, zamieszkałem z kolegą, do liceum w Krakowie dojeżdżałem. Uniezależniłem się od starych, ale pieniędzy miałem teraz jeszcze więcej, bo handlowałem walutą. Ojciec zwątpił wtedy w socjalizm, bo nie mógł zrozumieć, jak to jest, że on, kierujący kluczowym państwowym kombinatem, zarabia na miesiąc tyle, ile ja w tydzień.

Poczułem się królem życia. W połowie klasy maturalnej pierwszy raz wziąłem heroinę. Z czystej ciekawości. Stać mnie było na kryształ, ale szybko zacząłem kombinować z kompotem. Dawał lepszego kopa, no i był niemal za darmo.

Zacząłem finansować produkcję, dla mnie to były grosze. Kiedy pisałem maturę, już byłem uzależniony. Mimo to uczyłem się wciąż bardzo dobrze, choć cały czas musiałem mieć coś przy sobie, żeby w razie potrzeby wziąć. Zdałem na prawo bez problemu i nawet udało mi się dociągnąć prawie do końca drugiego roku.

Potem było już tylko z górki. Brałem piętnaście lat, detoksów i prób wyjścia nie jestem w stanie policzyć. Uratował mnie dopiero metadon. Dzięki niemu mam rodzinę, kobietę, która we mnie uwierzyła i dzieci, które, mam nadzieję, lepiej rozumiem niż moi starzy mnie.

Oceń treść:

0
Brak głosów

Komentarze

buszmen (niezweryfikowany)

wiem, że tego nikt nie lubi, ale znowu powtórze swój przepiękny wywód;)

EDUKACJA!!!!!!!!!!
gdyby wiedzieli jak jest naprawdę, gdyby zdawali sobie sprawę z zagrożeń wynikających z......
ale co z tego, jak za chwile przyjdzie ktoś i mnie zwyzywa:> powie mi że gówno się znam, chuj mi w dupe, żebym spierdalał i takie tam.

EDUKACJA :]

Prorok (niezweryfikowany)

wiem, że tego nikt nie lubi, ale znowu powtórze swój przepiękny wywód;)

EDUKACJA!!!!!!!!!!
gdyby wiedzieli jak jest naprawdę, gdyby zdawali sobie sprawę z zagrożeń wynikających z......
ale co z tego, jak za chwile przyjdzie ktoś i mnie zwyzywa:> powie mi że gówno się znam, chuj mi w dupe, żebym spierdalał i takie tam.

EDUKACJA :]

halo (niezweryfikowany)

huj ci w dupe i spierdalaj

buszmen (niezweryfikowany)

huj ci w dupe i spierdalaj

kris (niezweryfikowany)

huj ci w dupe i spierdalaj

Enemy (niezweryfikowany)

KAŻDY KTO KRYTYKUJE TYCH KTÓRZY ĆPALI SAM GÓWNO WIE I JEST GÓWNIARZEM KTÓRY NIE WIE CO TO ŻYCIE

fizzzi (niezweryfikowany)

Wole SSRI i radosc zycia niz heroine i zjezdzanie po scianie, opadajace powieki.

Zajawki z NeuroGroove
  • Tramadol

Zawsze lubiłem eksperymentować z odmiennymi stanami świadomości

dlatego też wielka była moja radość kiedy w lekarstwach zostawionych

przez babcie Mariannę, która była uprzejma zejść niedawno z tego

pięknego świata znalazłem TRAMAL. Jest to lek przeciwbólowy ale z

tych mocniejszych (tylko na receptę).

Odczekałem kilka dni i w jeden z tych mroźnych wieczorów

zarzuciłem próbnie 2 x 50 mg wolałem nie ryzykować więcej bo na

opakowaniu zamiast dawkowania było napisane: ściśle wg wskazań

  • Dekstrometorfan

Set&setting: 900mg DXM z czego zażytych zostało 750. Miejsce podróży to Warszawa, pokój w akademiku i dwóch śpiących kolegów obok.

Wiek: 21 lat

Doświadczenie: Jeszcze nic nie pokazało mi tego co wtedy widziałem (a sporo świństwa w życiu zjadłem) więc myślę, że z czystym sercem mogę napisać, że zerowe.

  • Bad trip
  • Dekstrometorfan

Swoją przygodę z dxm zaczęłam od Dexy. 10 tabletek, wchodziło 2 godziny. Efekt był ok, ale lekko wymuszony. Dwa dni potem zakupiłam Acodin. Wzięłam całą paczkę, czyli 30 tabletek. Wchodziło ponad 2 godziny. Było świetnie, ale nie zajebiście.

Na piątek miałam dwie paczki Acodinu. Chciałam doświadczyć czegoś zajebistego, kompletnie odpłynąć.

  • Dekstrometorfan

randomness