REKLAMA




Sklepik z narkotykami w akademiku. Trzeba było stać w kolejce po towar

Całodobowy sklepik z narkotykami w akademiku Politechniki Wrocławskiej był tak popularny, że czasem trzeba było stać w kolejce – opowiedział policji jeden z jego klientów. W ciągu 19 miesięcy swojej działalności zarobił 107 900 złotych – twierdzi prokuratura. Policji udało się go zlikwidować a później dotrzeć do dostawców.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Gazeta Wrocławska
Marcin Rybak
Komentarz [H]yperreala: 
Tekst stanowi przedruk z podanego źródła.

Odsłony

3222

Całodobowy sklepik z narkotykami w akademiku Politechniki Wrocławskiej był tak popularny, że czasem trzeba było stać w kolejce – opowiedział policji jeden z jego klientów. W ciągu 19 miesięcy swojej działalności zarobił 107 900 złotych – twierdzi prokuratura. Policji udało się go zlikwidować a później dotrzeć do dostawców.

W lutym ubiegłego roku przy ulicy Gajowej policja zatrzymała do kontroli audi z trzema mężczyznami w środku. Jeden z nich – Damian Z. - miał przy sobie 19 gram marihuany. To on powiedział policjantom, że towar kupował w akademiku T-16. Mówił, że często zaopatrywał się tam w narkotyki i że nieraz trzeba było stać w kolejce. Tak duży był popyt. Sklepik działać miał całą dobę, a prowadziło go dwóch mężczyzn. Dziś jeden z nich jest już skazany, a drugi oskarżony o handel narkotykami.

Policjanci przeszukali akademik i potwierdzili opowieść Damiana. Zdaniem prokuratury od października 2015 do maja 2017 sklepik sprzedał 3,5 kg marihuany, 400 gram amfetaminy i 400 tabletek ecstasy. Jeden z dilerów z akademika powiedział policjantom, że dostawcą był niejaki Bartosz T. z Torunia. Studenci rozliczali się z nim gotówką, choć w kilku przypadkach za narkotyki płacili też przelewami bankowymi. Później w śledztwie znaleziono dokumenty potwierdzające takie transakcje.

Wrocławscy policjanci założyli podsłuch Bartoszowi z Torunia. Z nagranych rozmów – twierdzi dziś prokuratura – wynika, że był częścią przestępczej grupy. Kierował nią jego brat Cezary. Z nagrań wynikało, że toruńska szajka dysponuje tabletkarką. Tego typu urządzenia bez problemu dostać można w internecie. Na po popularnym portalu aukcyjnym znaleźliśmy oferty za ceny od 6800 do przeszło 28 tysięcy złotych.

Z podsłuchanych rozmów Torunian wynika, że ich tabletkarka często się psuła. Mieli też też problem z takim ustawieniem urządzenia, żeby wytwarzało tabletki dobrej jakości. Takie, które nie będą się łatwo kruszyć. Problem rozwiązało zatrudnienie dwóch fachowców. Ci naprawili tabletkarkę i tak zaprogramowali, że wytwarzała towar dobrej jakości.

W sierpniu 2017 roku wrocławscy policjanci zlikwidowali toruńską szajkę. Niedawno do sądu trafił akt oskarżenia pięciu osób. Zdaniem prokuratury zamieszanych w handel narkotykami. W tym w dostarczanie ich do wrocławskiego akademika.

W czasie przeszukania odnaleziono tabletkarkę oraz prawie 3,5 tysiąca narkotyku. Można z niego było wyprodukować ponad 6 800 tabletek wartych na czarnym rynku przeszło 137 tysięcy złotych.

Oceń treść:

Average: 5.8 (6 votes)

Komentarze

YebacQurweKonfidenta (niezweryfikowany)
Jak w niku, jebac konfidenta
randomness