REKLAMA




Zielona gorączka w USA

Czyli rozważania na temat legalizacji i kwestii "czy marihuana podźwignie amerykańską ekonomię" w felietonie amerykańskiej korespondentki Krytyki Politycznej.

Tagi

Źródło

Krytyka Polityczna
Agata Popęda

Odsłony

572

Era Trumpa to nie czas progresywnych zmian i eksperymentów. Ale jest jedna kwestia, która zdaje się krok po kroku zmierzać w dobrym kierunku i nawet Jeff Sessions, prokurator generalny USA, nie jest w stanie jej zatrzymać. Mowa o marihuanie, której legalizację Stany Zjednoczone nie rozpoczęły przed kilkoma laty, tylko de facto w połowie lat 90. W ostatnim czasie doszło do kilku spektakularnych zmian (legalizacja produkcji, obrotu i posiadania marihuany w celach rekreacyjnych w 8 stanach). Czy te zmiany to efekt głębokiego przemyślenia i weryfikacji rzekomej szkodliwości marihuany? Reakcja na epidemię uzależnień od legalnych leków, która przetacza się przez Amerykę? Więcej wskazuje, że za liberalizacją prawa regulującego marihuanę mogą stać problemy gospodarcze, z których kraj nie może się wyzbierać od czasu kryzysu z 2008 roku.

Raport New Frontier Data, waszyngtońskiej firmy badającej rynek konopny, przewiduje, że gdyby marihuana była legalna na poziomie wszystkich stanów, wpompowałaby $130 miliardów do amerykańskiego budżetu przed 2020. Autorzy raportu oceniają, że nowy przemysł stworzy w najbliższym czasie więcej miejsc pracy niż praca w produkcji…. czegokolwiek innego. Ekonomiczny potencjał wydaje się jedną z tych kwestii, która jednoczy demokratów i republikanów, oczywiście wykluczając tych najbardziej konserwatywnych, dla których marihuana to zmaterializowane zło.

Amerykańska przygoda z legalną marihuaną nie zaczęła się wczoraj. Proces dekryminalizacji kanabis (skreślenia posiadania kanabis na własny użytek z listy przestępstw) w Kalifornii sięga roku 1975, a legalizacja medycznej marihuany roku 1996. Dopiero w listopadzie 2016, władze stanowe zezwoliły na w pełni legalne używanie, produkcję i sprzedaż konopi.

Na obecną chwilę 30 stanów i Dystrykt Kolumbii zalegalizowało kanabis w jakiejś formie – przynajmniej do celów medycznych. Osiem stanów (i Dystrykt) zalegalizowały rekreacyjne używanie marihuany – prace nad większością tych ostatnich reform sięgają 2014 roku. Nawet bardziej konserwatywne stany, jak np. Karolina Południowa czy Missouri są na drodze do legalizacji marihuany i to również, jak zobaczymy, ma pozytywny wpływ na gospodarkę.

Dyskusja na temat roli, jaką nowy przemysł (hodowanie, dystrybucja, produkcja akcesoriów) odegra w gospodarce USA, dopiero się zaczyna. Coraz więcej Amerykanów widzi w marihuanie sposób na ocalanie ekonomii tych stanów, w których gospodarka stanęła kompletnie wraz z odpływem tradycyjnych miejsc pracy w przemyśle wydobywczym i produkcji. Z jednej strony mamy Appalachię (Wirginia Zachodnia i sąsiedzi), biały kraj Trumpa, w którym bieda i stagnacja zbierają swoje żniwo w postaci epidemii opiodiów. Z drugiej – biedne stany czarnego południa jak Luizjana, z których co bardziej przedsiębiorczy (i bardziej biali) dawno spieprzyli na północ (zwłaszcza po desegregacji szkół w latach siedemdziesiątych).

Wśród najuboższych stanów, które niedawno zdecydowały się na legalizację, znajdują się: Luizjana, Arkansas, Zachodnia Wirginia, Nowy Meksyk i Arizona. Wszystkie one oglądają się na przykład Kolorado, gdzie wstępne ustalenia, co do dochodowości nowego przemysłu przerosły najśmielsze oczekiwania. Według Marihuana Policy Group, firmy konsultingowej z Denver, Kolorado, w 2015, marihuana przyniosła do Kolorado osiemnaście tysięcy miejsc pracy na pełnym etacie. Jednocześnie, należy podkreślić, że legalny dostęp do kanabis i idący za nim rozwój turystyki sprawił, że Kolorado stało się czarnym rynkiem dla tych stanów, w których marihuana jest wciąż nielegalna, jak np. sąsiednia Nebraska. Turyści, z których każdy może kupić kanabis legalnie w Kolorado, przewożą ją do innych stanów lub przesyłają pocztą i odsprzedają po wyższej cenie. Nebraska i Oklahoma nawet pozwały Kolorado, twierdząc, że legalna marihuana w Kolorado tworzy czarny rynek na terenie sąsiednich stanów.

24 marca 2018, New York Times opublikował artykuł na temat Cotton Park, miasteczka w Arkansas, któremu wejście w nowy biznes uratowało tyłek. To typowy przykład biednego południa, które kiedyś napędzała zmechanizowana obecnie produkcja bawełny. Arkansas zalegalizowało marihuanę w referendum z 2016 roku. Obecnie, zrewolucjonizowane Cotton Park, pokazując drogę innym małym miasteczkom.

Podobnie jak Arkansas, Zachodnia Wirginia jest znacznie biedniejszym stanem od Kolorado. Jej mieszkańcy zaciskają pas już od lat osiemdziesiątych, kiedy zaczęły zanikać miejsca pracy w przemyśle węglowym, w produkcji stali, a potem na kolei. Borykający się z bezrobociem stan stanowi centrum epidemii opioidowej, związany również ze starzeniem się populacji pracującej w przemyśle wydobywczymi i jej schorzeniami. Brak pracy, frustracja i poczucie bycia „trzecim światem” w samym centrum Ameryki sprawił, że Zachodnia Wirginia to stan, w którym największa ilość wyborców głosowała na Donalda Trumpa. Czekając na obiecany przez niego powrót miejsc pracy przy wydobyciu węgla, stan co roku boryka się z deficytem i tnie wydatki na edukację, służbę zdrowia, co oczywiście jeszcze bardziej pogarsza sytuację rezydentów.

W maju 2016, Mike Pushkin, 37-letni demokrata i delegat Izby Delegatów Zachodniej Wirginii, zaproponował nową ustawę, która pozwalałaby dorosłym obywatelom posiadać, a nawet hodować określoną ilość marihuany po uiszczeniu jednorazowej opłaty w wysokości $500. Mimo, że projekt ustawy utknął w czeluściach Izby, pomysł Pushkina zapoczątkował falę ogólnostanowego zainteresowania ekonomicznymi korzyściami legalizacji marihuany. West Virginia Center on Budget and Policy, lokalne centrum zajmujące się badaniami fiskalnymi, obliczyło, że potencjalne $194 miliony rocznego dochodu z legalnej marihuany nie tylko pokryłoby stanowy deficyt, ale przyniosłoby Zachodniej Wirginii nadwyżkę w wysokości $183 milionów.

Jednym z najbardziej gorliwych aktywistów pełnego zalegalizowania marihuany w Zachodniej Wirginii jest Gregg Wingo, który napisał szereg otwartych listów do regionalnych czasopism, takich jak „The Mauntain Messanger” w Lewisburg, „The Wayne Country News” w Waynesboro w Zachodniej Wirginii, czy „Montgomery Herald” w Troy, w Karolinie Północnej. Wingo jest założycielem firmy Marijuana & WV, która zajmuje się PR-em i lobbingiem na rzecz rynku konopnego i niezmordowanym aktywistą na rzecz pełnej legalizacji. Zachodnia Wirginia zalegalizowała medyczną marihuanę w 2017 roku, lecz Wingo nie ma wątpliwości, że prawdziwą szansą na ekonomiczny sukces byłoby stanie się pierwszym stanem w regionie, który zalegalizuje rekreacyjną marihuanę. Legalna marihuana przyniosłaby korzyści rolnikom, przyciągnęła turystów i załatwiła kryzys w sektorze prac publicznych (22 lutego 2018 tysiące nauczycieli w Zachodniej Wirginii rozpoczęło strajk, domagając się podwyżek swoich skandalicznych płac. Strajki trwają do dzisiaj i rozlały się na Kentucky i Oklahomę.)

Wpływy z opodatkowanie marihuany to jednej z najatrakcyjniejszych powodów jej legalizacji. New Frontier Data twierdzi, że stany, które zalegalizowały kanabis, w 2017 zarobiły $655 milionów w podatkach stanowych. Stanowy budżet Kalifornii na rok 2018-2019 przewiduje $1 miliard wpływów z podatków. W Cotton Park, Arkansas, jedna z pięciu firm, które otrzymały licencję na sprzedaż medycznej marihuany, Bold Team, zobowiązała się dodatkowo przekazywać co roku jeden procent dochodów do lokalnego budżetu. Opodatkowana marihuana (od 15 do nawet 50 procent w zależności od stanu) przynosi stanom więcej pieniędzy niż alkohol, a nawet tytoń.

Oczywiście, nie każdy zapatruje się na tę kwestię tak optymistycznie. Dwóch byłych pracowników stanu Kolorado, którzy odpowiadali za koordynację i wprowadzanie legalnej marihuany w stanie, Andrew Freedman i Lewis Koski jest zdania, że skupianie się na podatkach z marihuany jest błędem. W roku 2018-2019, Kolorado dostanie $240 milionów w podatkach ze sprzedaży marihuany. „To dużo pieniędzy,” piszą Freedman i Koski, którzy po odejściu z rządu założyli własną firmę konsultingową, specjalizującą się w rynku konopnym. „Ale jeśli weźmiesz pod uwagę, że budżet Kolorado to $27 miliardów rocznie, to okazuje się, że podatki z marihuany nie stanowią tu nawet 1 procenta przychodów.”

Jednym z szeroko dyskutowanych problemów w kontekście rozwoju nowego przemysłu, jest kwestia rasy. W stanach, które wcześnie rozpoczęły legalizację, zaobserwowano, że ludzie z kapitałem, którzy są w stanie zainwestować w nową branżę, to najczęściej biali. To tym bardziej uderzające, że przecież kryminalizacja marihuany nieproporcjonalnie niszczyła (i wciąż niszczy) życie czarnych w Ameryce. Mają oni cztery razy większe szanse być aresztowani za marihuanę niż biali.

Przykładem spektakularnej „białej kariery” w biznesie konopnym mogą być Andy, Pete i Sally Williams, którzy w 2009 założyli Medicine Man, dziś największy sklep z kanabis w Kolorado ( i na świecie). W styczniu tego roku, Brett Roper, jeden z wykonawczych dyrektorów firmy oznajmił, że w roku 2017 firma zarobiła $3,529,584. To 459% wzrostu w porównaniu z $631,456 w 2016 roku.

Stany, które zalegalizowały marihuanę jako pierwsze, w ogóle nie brały rasy pod uwagę. Z czasem okazało się, że licencję na uprawę i sprzedaż marihuany trafiały do tych z największym kapitałem inwestycyjnym, a czasem nawet do tych, którzy po prostu mieli kontakty. Fakt, że wielu Afroamerykanów było w przeszłości aresztowanych lub skazanych, często za posiadanie kanabis, także nie pomagał im w otrzymaniu pozwolenia na otworzenie nowego biznesu. To często skazuje wieloletnich hodowców i ekspertów na pozostawanie na czarnym runku, który kurczy się wraz z legalizacją marihuany.

Pierwszym stanem, który postanowił wziąć problem mniejszości pod uwagę, była Pensylwania. Wraz z legalizacją medycznej marihuany, stanowe prawo nakazuje dawać priorytet w przyznawaniu licencji reprezentantom mniejszości. Za Pensylwanią poszedł stan Illinois, który zaczął faworyzować mniejszości w procesie aplikacyjnym. Ohio zarezerwowało piętnaście procent licencji automatycznie dla nich, Floryda przymierza się do wprowadzenie podobnych regulacji. Dystrykt Kolumbii, który ze względu na ilość czarnych obywateli (przekraczającą 50 procent) bywa nazywany Chocolate City, uchylił zakaz przyznawania licencji jeśli popełnionym w przeszłości przestępstwem było posiadanie marihuany.

Abstrahując od podatków, legalizacja marihuany ma również mniej oczywiste ekonomiczne korzyści. Jej dekryminalizacja poważnie odciąża czarne rodziny. Niezamykanie czarnych mężczyzn w więzieniach za palenie kanabis oznacza ich obecność na rynku pracy i w domu. Dostęp do marihuany, która stanowi naturalny środek przeciwbólowy, łagodzi również kryzys opioidowy w Ameryce.

Miejsca pracy w nowym biznesie to nie tylko uprawa i sprzedaż. Rynek legalnej marihuany umożliwia zatrudnienie naukowców, księgowych, poborców podatkowych, analityków i prawników. Wzrasta popyt na inne usługi: czynsz z wynajmu lokali, specjalistyczne oświetlenie, czy sprzęt do nawadniania.

Założona w 2013 przez Steve’a DeAngelo i Troya Daytona, Arcview Group (jedna z pierwszych i największych grup inwestycyjnych, które postawiły na konopie) jest zdania, że przemysł konopny to w tej chwili najszybciej rozwijający się segment amerykańskiego rynku. Firma na ponad 600 akredytowanych inwestorów i zebrała kapitał w wysokości ponad $150 milionów. Patrząc na tych facetów w garniturach i białych koszulach, nigdy byś nie powiedziała, że zarabiają na kanabis.

Amerykańska edukacja także dorasta do nowych wyzwań. Uniwersytet Kalifornijski w Irvine postanowił stworzyć centrum badawcze zajmujące się marihuaną. Kierować nim będzie Daniele Piomelli, neurochirurg od lat zajmujący się kanabis.

NORML (National Organization for the Reform of Marijuana Laws) to organizacja non-profit w Waszyngtonie, której celem jest kształtowanie opinii publicznej w celu pełnej dekryminalizacji marihuany. Grupa, która powstała już w latach 70-tych, monitoruje walkę poszczególnych stanów o legalizację marihuany i informuje o miejscach i przypadkach, gdzie ludzie wciąż idą siedzieć za kanabis.

Jednym z takich miejsc jest mój stan Wirginia, w którym posiadanie kanabis jest wciąż nielegalne w każdej postaci (30 dni w więzieniu + grzywna $500). Innym takim miejscem jest Nowy Orlean, magiczna stolica Luizjany, która wciąż podnosi się z ekonomicznej ruiny po huraganie Katrina z 2005 roku. Jak donosi NORML, mimo że Luizjana zalegalizowała medyczną marihuanę, słynące z nocnej rozrywki miasto jest wciąż sceną codziennych aresztowań. Siedemdziesiąt pięć procent aresztowanych to Afroamerykanie.

Na początku tego roku administracja Trumpa dała prokuratorom wolną rękę w wymierzaniu surowszych kar za marihuanę – odwrotnie do starań Obamy, żeby kanabis powoli i naturalnie dekryminalizować. W styczniu prokurator generalny Jeff Sessions wystosował memorandum do amerykańskich prawników, w którym nazywa marihuanę niebezpiecznym narkotykiem. Stawia to pod znakiem zapytania przyszłość ruchu o pełną legalizację kanabis w USA. Demokraci w Kongresie i część republikanów ostro skrytykowali ten apel, pokazując swoim wyborcom, że legalna marihuana na federalnym poziomie jest tylko kwestią czasu.

Oceń treść:

Average: 3.8 (4 votes)
randomness