REKLAMA




Straciłem obu synów przez narkotyki - i dlatego chcę, by były legalne

Synowie Ray Lakemana zmarli po tym, jak wspólnie przyjęli ecstasy. Tym, czego chce dziś Ray, jest uregulowany rynek legalnych narkotyków - bo wierzy, że tylko coś takiego mogłoby zapobiec śmierci jego dzieci.

Kiedy dwoje młodych ludzi zmarło w zeszłym miesiącu po zażyciu ecstasy na festiwalu muzycznym Mutiny, Ray Lakeman rozumiał koszmar przeżywany przez zrozpaczonych rodziców lepiej niż większość ludzi. W roku 2014 jego dwaj synowie byli dokładnie w tym samym wieku - 18 i 20 lat – gdy wybrali się razem do Manchesteru na mecz piłki nożnej. Młodszy, student fizyki i astronomii, kupił w darknecie ecstasy, które wraz z bratem wzięli po meczu. Funkcjonariusze policji zapukali do drzwi Lakemansów dwa dni później, by powiedzieć im, że ich synowie zostali znalezieni martwi w pokoju hotelowym.

"Rozumiem - mówi cicho – "przez co przechodzą ci rodzice. Rozumiem, że będą absolutnie wściekli."

Publiczny apel jednej z pogrążonych w żałobie matek (" Jeśli pozostało mi cokolwiek, to nadzieja, że to, co się z nią stało, powstrzyma was przed braniem czegokolwiek ") był głosem pełnym udręki, ale znajomym, wpisującym się z konwencję odbioru związanych z ecstasy tragedii, tradycyjną narrację ustanowioną przez rodziców Leah Betts ponad 20 lat temu.

"Rozumiem, że są zdezorientowani i zdenerwowani, i że w tym okropnym, rozdzierającym bólu mówią: Musicie z tym skończyć" - kontynuuje łagodnie Lakeman . "Ale nie powstrzymamy tego, mówiąc swoim dzieciom, żeby nie brały. Gdyby to było możliwe, moi chłopcy by teraz żyli – oni, oraz mnóstwo innych ludzi."

Nawet przyjaciele synów Lakemana powiedzieli mu, że [to, co się stało] nie powstrzyma ich przed braniem ekstasy. Diler, który sprzedał narkotyk jego synom, został w grudniu skazany na 16 lat - w Portsmouth, zaledwie kilka mil od lokalizacji festiwalu Mutiny.

To nie wyłączyło z gry innych dealerów w mieście, prawda? Dlatego uważam za dziwne, kiedy ludzie, którzy stracili bliskich, mówią, że musimy tego zakazywać. Zakazy nie powstrzymały przecież ich ukochanej osoby. Nie uratowały ich rodziny.

Alternatywna strategia Lakemana będzie przez wielu postrzegana jako niewłaściwa. Coraz większa liczba rodziców zdaje sobie jednak sprawę, że ​​kampanie takie jak Just Say No nie uratują ich dziecka, chcą więc nowej polityki antynarkotykowej, takiej, która będzie działać. Dla Lakemana rozwiązanie jest oczywiste. Zamiast zakazywać narkotyków, powinniśmy je wszystkie zalegalizować.

Spotykam go w jego domu rodzinnym na Wyspie Man, gdzie dorastali jego synowie, Jacques i Torin. Fotografie uśmiechniętych, osmaganych wiatrem chłopców stoją się na półkach. Na północy wyspa tętni od silników motocykli ( trwa sezon wyścigów TT ), ale okno salonu wychodzi na spokojne łąki i Morze Irlandzkie. Lakeman mówi mi, że wyspiarska społeczność jest zżyta, ale ogromne niebo i falujące wzgórza wywołują u mnie wrażenie szeroko otwartych przestrzeni i spokoju, który wydaje sie należeć do znacznie wcześniejszej dekady.

"Gdybym chciał" - wyprowadza mnie z błędu Lakeman - "mógłbym zadzwonić i w ciągu pół godziny dostarczyliby mi dowolny narkotyk."

Lakeman wciąż nie zdołał wstrząsnąć z szoku, kilka dni po śmierci jego synów, kiedy zaczał zdawać sobie sprawę z przerażająca przewidywalności tej tragedii. Kiedy jego chłopcy mieli zaledwie siedem lub osiem lat, zwykli wypływać łódką z zatoki.

Tacy byli. Skłonni do ryzyka, pełni życia. Jeśli chcieli czegoś spróbować, robili to. Nielogiczne było z mojej strony oczekiwanie, że Just Say No zadziała. Nie było nieuniknione, że spróbują narkotyków - było to jednak bardzo prawdopodobne. Ludzie muszą zrozumieć, że to samo odnosi się do ich dzieci Jedynym, co mogłoby uratować moich chłopców, byłaby sytuacja, gdyby narkotyki były legalne i uregulowane tak, żeby wiedzieli, co biorą. Nie mieli jednak najmniejszego pojęcia - i właśnie to ich zabiło. Ludzie nie powinni umierać z powodu głupich błędów.

To, co Lakeman uważa za "niemożliwe do pojęcia", to uniemożliwianie przez prawo stosowania zasady ograniczania szkód w odniesieniu do używania narkotyków.

Każdym innym aspektem naszego życia rządzą starania o uczynienie rzeczy tak bezpiecznymi, jak to tylko możliwe. Jedyny obszar, w którym tego nie robimy, to narkotyki. Nie potrafię tego wyjaśnić. Najwyraźniej n nie podszedł do tego logicznie.

Kiedy politycy debatują nad polityką narkotykową, dekryminalizacja jest najbardziej radykalną propozycją, na której przedstawienie odważają się nieliczni, ponieważ jednak "pozostawia ona narkotyki nadal w rękach dealerów" dla Lakemana jest to działanie bezcelowe. Aby uczynić narkotyki bezpieczniejszymi, mówi, będziemy musieli je zalegalizować i uregulować ich produkcję oraz sprzedaż za pośrednictwem kontrolowanych przez państwo aptek "Nie musi Ci się podobać ten pomysł, trzeba jednak przyjąć do wiadomości, że jest on prawdopodobnie lepszą opcja niż to, co na razie robimy."

Kiedy ludzie oponują, mówiąc, że sprzedaż przez państwo substancji szkodliwych byłaby niemoralna, wskazuje on na popełniany przez nich błąd w założeniu, że narkotyki są z natury niebezpieczne.

"Koronerzy, policja i służba zdrowia mówią o dawce rekreacyjnej. Wiedzą więc, jakie dawki są bezpiecznie do użytku rekreacyjnego, dla uzyskania pożądanego efektu.

Musi być zatem możliwe, przekonuje, umożliwienie państwowym aptekom "całkowitego wyeliminowania jakiegokolwiek niebezpieczeństwa" poprzez regulację czystości i dawkowania.

We wtorek Lakeman, wraz z innymi pogrążonymi w żałobie rodzinami, wniesie tę sprawę do parlamentu. Akcję organizuje grupa o nazwie Anyone's Child, której członkowie, bardziej niż same narkotyki, winią za swoją stratę nasze ustawy antynarkotykowe. Ostateczny sukces kampanii wydaje się Lakemanowi nieunikniony ("sprawy na całym świecie zmieniają się szybko, to tylko kwestia czasu"), sądzi jednak, że o zwycięstwie przesądzi opinia publiczna, a nie presja polityczna. Wszyscy zwolennicy reformy polityki narkotykowej są zaproszeni do przyłączenia się do wtorkowego lobby; posłowie nie zmienią prawa, dopóki wyborcy tego nie zażądają.

Politycy boją się podjąć decyzję, która, jak się obawiają, może przekreślić ich ponowny wybór. Ale poglądy młodych ludzi na temat narkotyków są bardzo, bardzo różne od poglądów osób starszych, w końcu politycy będą musieli to uwzględnić.

Zarysowując podobieństwa do irlandzkiego referendum w sprawie aborcji, przypuszcza, że osobiste świadectwa mają moc zmiany opinii publicznej.

Byłoby naprawdę pomocne, gdyby każdy, kto zażywał narkotyki, głośno o tym powiedział. Wtedy ludzie widzieliby, że to nie jest problem złych dzieci, tylko coś, co robią normalne dzieciaki, a wtedy może dostrzegliby, że dotyczy to i ich dziecka.

Rodzice, którzy stracili dziecko przez narkotyki, zwykle obwiniają sprzedawcę, ale Lakeman uważa, że ​​człowiek, który sprzedał ecstasy, która zabiła jego synów, był tylko kolejnym produktem naszych przepisów dotyczących narkotyków.

Ten facet jest biznesmenem i po prostu wypełnił niszę rynkową, którą stworzyło prawo. Gdyby nie on, zrobiłby to ktoś inny. Nie wcisnął moich chłopcom tych narkotyków. To Torin go znalazł. To było jak wejście na Amazon. Musisz zaakceptować, że chłopcy zrobili to, co chcieli.

Dwa dni przed naszym spotkaniem młody zawodnik TT na Wyspie Man miał wypadek i zmarł. W trakcie naszej rozmowy kolejna kraksa kosztowała życie kogoś innego. Przyszło mi do głowy, że gdyby ci młodzi ludzie zginęli, ponieważ zabroniliśmy im zapoznania się z mocą silnika motocykla, którym jechali, wybuchłoby publiczne oburzenie. Gdyby natychmiast zakazano wyścigów motocyklowych, ponieważ są niebezpieczne, wzbudziłoby to oburzenie. Zamiast tego, żałobnicy niemal na pewno pocieszą się świadomością, że obaj rajdowcy zginęli, robiąc to, co kochali; jakkolwiek niebezpieczny, ich wybór zostanie uszanowany i zostaną podjęte starania, aby kolejny wyścig był bezpieczniejszy.

Czy Lakeman spodziewa się, że prawo zapewni taką samą ochronę innym młodym ludziom, takim jak jego synowie?

"Cóż" - uśmiecha się smutno - "nie stanie się to z dnia na dzień".

Zdaje mi się, że łatwiej byłoby mu zaaprobować ortodoksję Just Say No, niż podejmować walkę. Czy po stracie obojga dzieci nie zastanawia się, czy warto?

Mogłem się zamknąć, jasne. Straciłem wszystko; dlaczego miałbym się przejmować tym, co dzieje się z dziećmi innych ludzi? Mógłbym powiedzieć: "Dlaczego miałbym się przejmować, jeśli ich dziecko umrze w ten weekend? Niech i ktoś inny pocierpi". Nie chcę tego. Byłoby to całkowicie złe. Nie zamknę się, ponieważ wierzę w to, co robię. I myślę, że ludzie zaczynają słuchać.

Oceń treść:

Average: 9.3 (12 votes)