REKLAMA




Rozum i Godność Człowieka, proszę przyjechać na Facebooka

Palisz marihuanę? Wrzucasz piguły? Siedź cicho albo wypad z fejsa.

Tagi

Źródło

Krytyka Polityczna
Dawid Krawczyk

Odsłony

1155

Palisz marihuanę? Wrzucasz piguły? Siedź cicho albo wypad z fejsa.

Chicago, 22 czerwca, 2017 roku. Sala konferencyjna wypełniona po brzegi. Rozentuzjazmowany tłum w oczekiwaniu na gościa wieczoru sprawdza „spersonalizowany plan wydarzenia” na plakietce zawieszonej na szyi. Elektroniczna muzyka, która mogłaby spokojnie posłużyć za podkład w galerii handlowej, rozchodzi się po sali. Komórki w górę, ustawione na funkcji „aparat”. Na scenę wchodzi on.

Mark

– Zanim zaczniemy, pozwólcie, że się przedstawię. Jestem Mark – sala zanosi się śmiechem, a lekko zestresowany bohater wieczoru dołącza do ubawionych żartem. Te dwa słowa wypowiada Mark Zuckerberg.

Mark zgrywa się i opowiada, że sam należy na fejsie do kilku grup. Wrzuca z rodziną zdjęcia piesków, które wyglądają jak mop do podłogi, tylko że z pyszczkiem. Jest nawet administratorem grupy dla fanów gry Civilization. Grupa liczy co prawda tylko 52 członków, ale Mark zapewnia, że zna bolączki administratorów.

– Muszę weryfikować prośby o dołączenie ludzi, którzy nawet nie grają w tę grę. Wierzcie mi, wiem, przez co musicie przechodzić.

Ale żarty na bok. Mark, chłopak od słodkiego psa, gry Civilization, a przy tym również główny założyciel i dyrektor generalny platformy Facebook (wartej około 40 miliardów dolarów – dane na rok 2014) przyjechał do Chicago, żeby wyjaśnić jedną, zasadniczą kwestię: Czym jest Facebook? W skrócie chodzi o to, żeby „zbliżyć ze sobą ludzi na świecie”.

W wersji dłuższej Zuckerberg przekonuje słuchaczy, że rozumie ich położenie. – Założyliście grupę, na której wam zależało, a teraz tysiące ludzi zależą od was i tego, czy będziecie dbać o wasze społeczności – zagaja właściciel Facebooka.

– Całkowicie to rozumiem – kontynuuje Zuckerberg. – Założyłem Facebooka, żeby połączyć ludzi na moim college’u. Zawsze byłem przekonany, że kiedyś ktoś połączy cały świat, ale nigdy nie pomyślałbym, że będziemy to właśnie my. Starczyłoby mi osobiście, gdyby udało się połączyć mój akademik. Byliśmy studentami. Ale zawsze wiedzieliśmy, jak ważne jest to, że ludzie chcą się ze sobą łączyć.

Mark opowiada, jak bardzo imponują mu administratorzy grup. – Nie robicie tego, żeby wzbogacić wasze CV. Robicie to, żeby zbliżać do siebie ludzi.

Jurek

Warszawa, 6 czerwca 2018 roku. Redakcja Krytyki Politycznej. Dyktafon włączony, bateria sprawdzona. Przychodzi Jurek Afanasjew, działacz Społecznej Inicjatywy Narkopolityki (SIN). Przynosi ze sobą ulotki dołączane do testów narkotyków. Nie chodzi o testy, które nadopiekuńczy rodzice kupują swoim pociechom. Kubeczki sprzedawane i rozdawane przez SIN przeznaczone są dla użytkowników substancji psychoaktywnych. Na imprezie mogą dzięki nim sprawdzić, czy kryształ albo gram proszku, który kupili, jest tym, czym miał być.

Jurek był administratorem grupy fejsbukowej i strony. Nie robił tego, żeby wzbogacić swoje CV, tylko żeby zbliżać do siebie ludzi, którzy wymieniali się doświadczeniami.

– Prowadzimy działalność edukacyjną na imprezach i w internecie. Publikowaliśmy na stronie ostrzeżenia dotyczące substancji. Na przykład takie: „Jeśli zamierzasz wziąć tą tabletkę z jakimś tam logo, to nie zalecamy więcej niż jedną czwartą, bo jest wyjątkowo mocna” – opowiada spokojnie Jurek.

Zarówno strona, jak i grupa zostały zamknięte przez administrację Facebooka. Na grupie „SIN – Sekcja talerzy” ludzie wymieniali informacje dotyczące składu i mocy tabletek MDMA. Do grupy należało około 4 tysięcy członków. Strona Społecznej Inicjatywy Narkopolityki docierała do 15 tysięcy fanów. Mogli przeczytać tam informacje dotyczące redukcji szkód wywołanych używaniem narkotyków – porady, jak nie zrobić sobie krzywdy substancjami.

Przed usunięciem stron zostali zawieszeni.

– Okej, nawet mogę zrozumieć, że to jest duża międzynarodowa firma, i mogli nie zczaić, że na naszej grupie nie zamieszczaliśmy ofert handlowych, tylko ostrzeżenia. Bardzo zwracaliśmy uwagę na moderację. Nie było mowy o żadnym zachęcaniu do spożycia, a już na pewno nie o sprzedaży – zapewnia Afanasjew.

Dwa miesiące przed usunięciem strony Społeczna Inicjatywa Narkopolityki została zweryfikowana przez Facebooka jako „organizacja charytatywna”.

– Później dostaliśmy tylko ostrzeżenie, że post, który wrzuciliśmy o tabletce z logo Nespresso „narusza standardy społeczności”. Zamknęli nam grupę, a później całą stronę.

Co znajdziemy w standardach społeczności Facebooka na temat narkotyków? Rozdział pierwszy, punkt piąty poświęcony towarom podlegającym regulacji: „W celu zapewnienia bezpieczeństwa i zgodności z obowiązującymi powszechnie ograniczeniami prawnymi zabraniamy osobom fizycznym, producentom i sprzedawcom podejmowania prób zakupu, sprzedaży i wymiany substancji odurzających, leków i marihuany”.

Tylko, że ani na grupie, ani na stronie SIN-u nikt nie handlował narkotykami. Użytkownicy substancji zgłaszali administratorom, że taka i taka substancja pojawiła sią na rynku, a ci przeszukiwali bazy tabletek MDMA i zamieszczali informacje o możliwych skutkach przyjęcia takiej substancji. Nikt nie utrzymywał na grupie fantazji, że żyjemy w świecie „wolnym od narkotyków”. Aktywni użytkownicy substancji wymieniali się wiedzą na temat ryzyka i zagrożeń związanych z braniem MDMA.

Standardy społeczności Facebooka nie ograniczają jedynie prób dilowania w sieci. Z dokumentu będącego podstawą dla moderowania treści na platformie społecznościowej: „Nie wolno publikować treści na temat substancji odurzających (poza alkoholem i tytoniem), które zawierają pisemne lub słowne przyznanie się do zażywania substancji odurzających, o ile nie zostały opublikowane w kontekście wyjścia z nałogu”.

Z prowadzonych od lat badań firmowanych przez Organizację Narodów Zjednoczonych wynika, że na Facebooku można pisać o swoich doświadczeniach z narkotykami tylko wówczas, jeśli należy się do połowy procenta ziemian. Dlaczego? Według ustaleń wspomnianych badaczy zaledwie pięć procent globalnej populacji co najmniej raz w roku używa jakiegoś narkotyku, a problemy wynikające z brania narkotyków ma mniej więcej, co dziesiąta osoba z tych pięciu procent (i problemem nie zawsze musi być „nałóg”). Teraz pomnóżcie jedno z drugim.

List

– I co teraz zrobicie? – pytam Jurka o plany na działalność w internecie po tym, jak Facebook wyrzucił ich za drzwi.

– Wszyscy mnie o to pytają, jakby wydarzyła się jakaś tragedia – zżyma się Afanasjew. – Jesteśmy poważną organizacją i na pewno szkoda mi czasu, żeby zakładać kolejną grupę, która zaraz zostanie zamknięta. Możliwe, że za pięć lat nikt nie będzie z tego portalu korzystał. Rozwijamy naszą stronę, sklep i dalej edukujemy ludzi na imprezach. Psy szczekają, karawana jedzie dalej.

W ostatnim czasie z platformy Zuckerberga usunięto profile kilku grup zajmujących się redukcją szkód w świecie narkotyków. Społeczna Inicjatywa Narkopolityki nie umrze z powodu bana na Facebooku. Problem jednak nie dotyczy wyłącznie standardów tej akurat społeczności. Z YouTube’a zniknął niedawno kanał o wdzięcznej nazwie „WiemCoĆpiem”, na którym youtuber Mestosław opowiadał w krótkich filmach o skutkach przyjmowania substancji psychoaktywnych.

Choć SIN deklaruje, że poradzi sobie bez dostępu do największego portalu społecznościowego, to i tak zdecydował się wraz z innymi organizacjami wystosować list do Joela D. Kaplana, wiceprezesa Global Public Policy w Facebooku.

„Nadużywanie substancji wciąż pozostaje jednym z największych wyzwań współczesnego świata” – zaczynają inicjatorzy listu. „Czynnikiem, który znacząco zwiększa ten problem, jest, poza samymi substancjami, brak informacji o zagrożeniach i praktycznych sposobach ich ograniczania”.

Dalej tłumaczą, czym jest redukcja szkód. Powołują się na Światową Organizację Zdrowia, która przychyla się do tezy, że nie tylko abstynencja, ale również ograniczenie ryzykownych zachowań wpływa pozytywnie na stan zdrowia publicznego.

„Filmy, grupy i inne treści produkowane przez społeczności internetowe i organizacje pozarządowe, które dostarczają rzetelnych informacji o usługach redukcji szkód, są usuwane z Facebooka, Instagrama czy YouTube’a, ponieważ nie spełniają «standardów społeczności». A to poważnie zagraża bezpieczeństwu użytkowników substancji i niweczy trud wartościowej pracy społeczności redukcji szkód” – czytamy dalej w liście.

Sygnatariusze, wśród których znalazły się organizacje działające na rzecz zmiany prawa narkotykowego (m.in. Fundacja Prekursor, YODA, Youth-Rise, Fundacja Edukacji Społecznej, DanceSafe), domagają się przywrócenia treści i zmiany standardów społeczności. „Najwyższy czas, żeby Facebook wprowadził rozróżnienie na informacje dotyczące bezpieczeństwa i promocji narkotyków. Nie ma żadnych wątpliwości co do tego, że edukacja odnośnie skutków przyjmowania substancji nie promuje szkodliwych zachowań” – puentują inicjatorzy listu.

Jurek

– Jeszcze coś ci powiem – dorzuca Jurek na koniec rozmowy. – Oddawałem im swoje dane. Wiedzą o mnie pewnie więcej niż moja dziewczyna. Oddawaliśmy im hajs. Inwestowaliśmy czas, żeby się kręcił ten fanpage. Siedziałem nad tym wiele godzin. I co? Nawet nam nie odpiszą.

Jurek Afanasjew usunął swoje konto na Facebooku.

Mark

– Możecie myśleć, że tworzycie przestrzeń dla młodych mam albo ornitologów, albo ślusarzy. Ale kiedy umożliwiacie ludziom łączenie się i dostarczacie im wsparcia, to tak naprawdę umożliwiacie im dokonywanie ważnych zmian – mówił Zuckerberg, kończąc swój godzinny występ w Chicago. – Wszyscy mamy siłę, żeby być liderami. I jeśli wystarczająco wielu ludzi będzie pracować nad budowaniem społeczności i zbliżaniem ludzi do siebie, możemy zmienić świat. Dziękuję bardzo za wszystko, co robicie dla waszych społeczności i świata.

Oceń treść:

Average: 10 (2 votes)

Komentarze

Szept (niezweryfikowany)

Przecież od dawna wiadomo, że cukierberg to frajer uwielbiający ciapatych oraz cofnięty w rozwoju, niczym nasi rządzący... Można się było tego spodziewać po tym pajacu :(

randomness