REKLAMA




Refleksje przy herbatce z koki

W szafce w kuchni zawsze trzymam zapas liści koki. Ale nie siedzę w więzieniu, tylko przy stole w domu w Limie, pijąc zaparzony z nich napar. I piszę ten tekst.

Tagi

Źródło

Piotr Maciej Małachowski
wiadomosci24.pl

Odsłony

2376
W szafce w kuchni zawsze trzymam zapas liści koki. Ale nie siedzę w więzieniu, tylko przy stole w domu w Limie, pijąc zaparzony z nich napar. I piszę ten tekst.

Artykuł nie będzie z kosmosu, bo liście koki nie wywołują halucynacji, ani weny twórczej. I nie uzależniają. O wiele trudniej odstawić mi kawę przywiezioną z Polski. Ta miejscowa jakoś mi nie smakuje. Herbata z suszonych liści koki też nie smakuje, bo... nie ma żadnego smaku. Mógłbym je żuć, ale są dla mnie za gorzkie. Dlaczego więc je spożywam? Bo jestem przeziębiony i osłabiony, a nic tak nie wzmacnia organizmu, jak napar z liści koki.

Nie zaopatruję się w nie w kartelu narkotykowym, tylko u kobieciny na targowisku. Kilogram kosztuje 25 soli (około 25 zł), ale nie kupuję naraz aż tyle. Za kilka dekagramów, które widać na zdjęciach, zapłaciłem jednego sola, czyli złotówkę. Liście handlarka przywozi do Limy z Cusco, stolicy dawnego państwa Inków i właśnie od tego miejsca trzeba zacząć, gdy się chce powiedzieć coś o koce.

U Inków koka uosabiała obecność bogów na Ziemi, dlatego pola uprawne traktowano jak sanktuaria. Ten, kto spożywał kokę, miał wszystko – szczęście, miłość, szacunek, a nawet "chody" u zmarłych przodków. Miał też końskie zdrowie. Kiedy Hiszpanie podbili inkaskie imperium, nie mogli nadziwić się górskim pasterzom niezwykle odpornym na zimno, tragarzom nie odczuwającym głodu i zmęczenia, ani górnikom ciężko pracującym praktycznie bez wytchnienia. Tajemnica tkwiła w koce. Bez jej zażywania Inkowie szybko tracili siły i zaczynali chorować.

Nie muszę wierzyć w te przekazy, bo o działaniu koki mogę się sam przekonać. Jej liście służą mi za dobre lekarstwo. Bo tak jest w istocie. Doświadczalnie stwierdzono, że roślina ta wzmacnia organizm, pomaga astmatykom, uśmierza bóle brzucha, łagodzi skutki oparzeń, stabilizuje ciśnienie, przyspiesza gojenie ran. Znane są też przypadki leczniczego działania koki w chorobach wenerycznych, żółtaczce oraz przy zapaleniach i obrzękach płuc. Ale od kiedy w 1859 roku niemiecki chemik A. Niemann wyizolował kokainę z liści koki, jej wizerunek zmienił się diametralnie. Stała się rośliną zakazaną niemal we wszystkich krajach i utożsamianą z narkomanią, korupcją i przemocą. Zupełnie niezasłużenie, bo to tak, jakby oskarżać ziemniaka o to, że na świecie pędzi się bimber i ludzie wpadają w alkoholizm.

Siedzę więc przy filiżance czaju z koki i zastanawiam się, ile bym za to siedział w Polsce? W Peru i Boliwii, czyli w w dawnym imperium Inków, liście są legalne. Można ich używać bez żadnych ograniczeń, tak jak używa się rumianku czy marchewki. I ludzie dokładnie tak je traktują. Trzymają liście koki w domach, ale nie wytwarzają z nich kokainy. Nie dlatego, że na wyprodukowanie jednego kilograma kokainy potrzeba niemal ciężarówki liści koki. Ale dlatego, że są one dla nich jednym z dóbr podarowanych przez naturę.

Nie zmienia to oczywiście faktu, że światowy przemysł kokainowy ma się dobrze. Ba, ma się coraz lepiej, mimo obowiązujących zakazów i milionów wydanych na walkę z tym procederem. Ciekawe, prawda? Dlaczego nie widzę narkomanów w Peru, a słyszę o nich w krajach, gdzie liście koki są zakazane? Filiżanka pusta. Czuję się lepiej, ale nie mogę zrozumieć, jak to się stało, że koka – choć może i powinna - nie służy już ludziom na świecie, tak jak na przykład mi. Mam wrażenie, że od kiedy podbito Inków, ktoś to wszystko po prostu spie....

Piotr Maciej Małachowski

Oceń treść:

Average: 7.5 (2 votes)
Zajawki z NeuroGroove
  • Etanol (alkohol)
  • Kodeina
  • Pierwszy raz
  • Tytoń

Wolny wieczór, chęć przeżycia czegoś nowego, nastawienie nadzwyczaj pozytywne, niecierpliwe czekanie na obiecane efekty

To mój pierwszy raport, także przepraszam za wszelkie błędy, no ale jak to ktoś kiedyś powiedział 'człowiek uczy się na błędach', więc cóż... próbuję!

  • Ayahuasca

W rolach głównych:


Kuba, Piotr, Ja (imiona zmienione). Wszyscy trzej mieliśmy doświadczenia z

grzybami (Kuba maks. 40, Piotr maks. 50, Ja maks. 80), a Ja dodatkowo z kwasem

(maks. ok 300 mikrogramów).


Ayahuasca (proporcje na 3 osoby):



  • 30g kory korzenia Mimosa hostilis

  • 15g nasion Peganum harmala


  • Amfetamina
  • Etanol (alkohol)
  • Marihuana
  • Marihuana
  • MDMA (Ecstasy)
  • Pozytywne przeżycie

Wyjazd do kina, galeria handlowa oraz samochód - Jestem wtedy z M B i P, przebywamy ze sobą do około północy. Następnie jestem w domu i znów w samochodzie z Ł. Jesteśmy szczęśliwi z M Bi P, nie możemy doczekać się filmu jak i wejścia dropsów na psychikę.

T- 18:30

Koledzy przyjeżdżają pod mój dom wychodzę do nich i myślimy co możemy zrobić. Uzgadniamy, że jedziemy do kina. Robimy zapasy - 2g marihuany oraz 6 żółwi - po dwa na głowę, bo kierowca(B) nie bierze. Chcieliśmy 9 żółwi, ale diler tyle nie miał. Bierzemy od razu całą porcje dropsów. W rurę nabijamy zielsko i łapiemy po buchu. Jedziemy do kina, to przecież tylko godzina drogi. Cała drogę gadamy o wszystkim i o niczym. Czuje chillout po buchu. Nakręcamy się powoli, nie mogę doczekać się kiedy wejdą mi dropsy.

  • Kannabinoidy
  • Katastrofa

Wizyta u znajomych, przyjemna atmosfera

Napisałam ten artykuł, żeby przestrzec zwłaszcza osoby zaczynające doświadczenia z substancjami psychoaktywnymi i tych, którzy zażycie ich planują.
20.12.15