REKLAMA




Dobra koka i zła kokaina. O liściach, które zmieniły świat

Z liści koki można zrobić kokainę, ale same w sobie nią nie są. W Peru można je zatem kupić legalnie i stosować tak, jak robili to, robią i będą robić mieszkańcy Andów. Związane z koką i kokainą paradoksy wyjaśnia Piotr M. Małachowski.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

kochamyperu.pl
Piotr M. Małachowski
Komentarz [H]yperreala: 
Tekst merytorycznie może i mało odkrywczy, ale każde pojawienie się czegoś rzetelnego w tej materii na portalu "pozabranżowym" warto chyba odnotować.

Odsłony

1012

Z liści koki można zrobić kokainę, ale same w sobie nią nie są. W Peru można je zatem kupić legalnie i stosować tak, jak robili to, robią i będą robić mieszkańcy Andów. Związane z koką i kokainą paradoksy wyjaśnia Piotr M. Małachowski.

Peru osiągnęło największy potencjał produkcji kokainy na świecie, a jej jakość jest niemal idealna. Oczywiście są osoby, które będą Peru kochać za to jeszcze bardziej. Ale – na poważnie – jak to pogodzić z prawdziwą miłością do tego kraju? Da się. Najpierw trzeba jednak poznać fakty, które mogą wydawać się paradoksami.

Pierwszy polega na tym, że uprawy krzewu koki były, są i będą w Peru legalne, bo ich liści nie używa się tylko do produkcji kokainy. Przypomina to trochę uprawę maku w Polsce. Nie można jej zakazać, bo co będzie ze świątecznym makowcem? Trzeba jednak wprowadzić limity oraz wiedzieć gdzie i ile się go uprawia, żeby uniemożliwić pędzenie makowego kompotu. Problem Peru bierze się stąd, że wielu obszarów amazońskiej dżungli i wschodnich stoków Andów państwo nie jest w stanie kontrolować. To stamtąd pochodzą uprawy, które czynią ten kraj światowym liderem w produkcji kokainy.

Drugi paradoks to walka z handlem narkotykami. Władze robią wszystko, by ukrócić ten proceder. W Peru systematycznie wyłapuje się przemytników oraz niszczy zarekwirowaną przez wojsko i policję kokainę. Wykrywa się też fabryki produkujące PBC – pasta básica de cocaína, czyli łatwą w transporcie podstawową pastę kokainy. Ale nie są też wielką tajemnicą powiązania państwowych struktur z kartelami narkotykowymi. Z boku wygląda to na wzorcową walkę z wiatrakami.

Największy paradoks polega jednak na tym, że – najogólniej ujmując – Peruwiańczycy mogą w liściach koki przebierać jak w ulęgałkach, ale nie mają nic wspólnego z kokainą. Choć nie jest trudno ją wyprodukować. Oprócz liści koki potrzeba do tego nafty, wapna, kwasu siarkowego, kwasu solnego, nadmanganianu potasu, amoniaku, wody i trochę słońca lub innego źródła ciepła. Z takiej mieszanki otrzymuje się jeden z najtwardszych znanych ludzkości narkotyków.

Zmierzam do tego, co jest kwintesencją tematu i co często trudno pojąć. Z liści koki można zrobić kokainę, ale same w sobie nią nie są. Nie trzeba więc szukać ich u karteli narkotykowych. Wystarczy kupić je na zwykłym targowisku. Jak marchewkę, czy seler.

I to się nie zmieni. Bo liście koki to życie. Korzystają z nich zwłaszcza mieszkańcy Andów i podróżujący po nich turyści. Napar pomaga zwalczyć objawy soroche, czyli choroby polegającej na braku adaptacji organizmu do funkcjonowania na dużych wysokościach. Powyżej trzech tysięcy metrów nad poziomem morza wszystko jest niemal tak, jak za czasów Inków. Miejscowi odmawiają modlitwy zanim włożą liście koki do ust. Żują je codziennie i ciężko pracują tryskając przy tym zdrowiem. Nie mają astmy, bólów brzucha, obrzęków płuc. Szybciej goją im się rany, a gdy zmierzyć im ciśnienie, można nie uwierzyć we wskazania ciśnieniomierza.

Nie można im tego zabrać. Nawet pod pozorem walki z narkotykami. To jakby odebrać ludziom ziemniaki, bo ktoś produkuje z nich bimber.

A co z innymi właściwościami liści koki? Mówiąc krótko: jaka jest po nich „jazda”? Żadna. Nie ma się po nich halucynacji i wizji. Liście koki w żaden sposób także nie uzależniają. Ale warto pamiętać, żeby nie mieć ich przy sobie na lotnisku. Choć uprawa, handel i spożywanie liści koki jest w Peru legalne, to próba ich wywozu z tego kraju może zakończyć się tak jak w przypadku narkotyków – problemami z wymiarem sprawiedliwości.

Oceń treść:

Average: 10 (4 votes)
Zajawki z NeuroGroove
  • Kodeina

  • Dimenhydrynat

Aviomarin to niezle gowno ale po zarzuceniu wystepuja niezle halucki. Ja pierwszy raz wzialem 22 tab. gdy mialem 14 lat. Byla godzina 22 wlasnie polozylem sie spac, gdzies okolo 2-3 w nocy nie pamietam dokladnie (mialem juz niezle haloony) wychodze ze swojego pokoju na przedpokuj patrze a tam pelno butow (tak zaczely sie moje haloony) Do pasa bylem zasypany w butach wiec otworzylem szafke i zaczalem je ukladac (nie wiem jak dlugo je ukladalem) nagle sie ocknalem patrze a nademna stoi matka i sie pyta co ja robie a ja ze ukladam buty (ciekaw jestem teraz jaka zrobila wtedy mine.

  • AM-2201
  • Bad trip
  • Odrzucone TR

Jechałam z X , on to pali nałogowo i spytał się czy palę z nim, ja na to że czemu nie i że tak chcę , a on że maks 2 buchy a ja pomyślałam że co to 2 buchy , tak więc ... miejsce: miasto, przystanek, dużo ludzi

Zaczynamy ...

Jako, że X skręcił jointa i rozpalił, byłam już mega podjarana i chciałam zobaczyć jak to będzie ... biorę 1 bucha słabego i zaraz drugiego. Czuję, że coś dzieje się w środku mnie patrzę na X i widzę jak pali a zaraz podaje mi ..  pomyślałam skoro daje czemu nie... wzięłam kolejne 2 i tutaj już poczułam coś nie tak ... próbowałam odwrócić uwagę od mojego stanu i skapiałam uwage na wszystkim dookoła.. X dopalił i ruszyliśmy (wszystko działo się na przystanku). 

  • Marihuana
  • Mefedron
  • Pierwszy raz

Warszawa. Sobota. Klub. Impreza. Gwiazda z zagrani... chuj z nią. Mefedron. 

21:45 - zamawiam Ubera pod hotel, czekamy, lekka pizgawa, ale humory dopisują, czekaliśmy dość długo na ten wieczór

22:05 - zbliżamy się w okolice klubu, wysiadamy jakieś 200m od niego. W trakcie drogi wyciągam blanta. Żwawym krokiem kierujemy sie w strone miejsca docelowego. Kurwa. Za szybko. Kolonia stop. "Możemy na chwile usiąść?". Dokończyłem co miałem, przepaliłem mentolowym papierosem, lecimy. Dosłownie. Przynajmniej ja.

randomness