REKLAMA




Dobra koka i zła kokaina. O liściach, które zmieniły świat

Z liści koki można zrobić kokainę, ale same w sobie nią nie są. W Peru można je zatem kupić legalnie i stosować tak, jak robili to, robią i będą robić mieszkańcy Andów. Związane z koką i kokainą paradoksy wyjaśnia Piotr M. Małachowski.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

kochamyperu.pl
Piotr M. Małachowski
Komentarz [H]yperreala: 
Tekst merytorycznie może i mało odkrywczy, ale każde pojawienie się czegoś rzetelnego w tej materii na portalu "pozabranżowym" warto chyba odnotować.

Odsłony

1038

Z liści koki można zrobić kokainę, ale same w sobie nią nie są. W Peru można je zatem kupić legalnie i stosować tak, jak robili to, robią i będą robić mieszkańcy Andów. Związane z koką i kokainą paradoksy wyjaśnia Piotr M. Małachowski.

Peru osiągnęło największy potencjał produkcji kokainy na świecie, a jej jakość jest niemal idealna. Oczywiście są osoby, które będą Peru kochać za to jeszcze bardziej. Ale – na poważnie – jak to pogodzić z prawdziwą miłością do tego kraju? Da się. Najpierw trzeba jednak poznać fakty, które mogą wydawać się paradoksami.

Pierwszy polega na tym, że uprawy krzewu koki były, są i będą w Peru legalne, bo ich liści nie używa się tylko do produkcji kokainy. Przypomina to trochę uprawę maku w Polsce. Nie można jej zakazać, bo co będzie ze świątecznym makowcem? Trzeba jednak wprowadzić limity oraz wiedzieć gdzie i ile się go uprawia, żeby uniemożliwić pędzenie makowego kompotu. Problem Peru bierze się stąd, że wielu obszarów amazońskiej dżungli i wschodnich stoków Andów państwo nie jest w stanie kontrolować. To stamtąd pochodzą uprawy, które czynią ten kraj światowym liderem w produkcji kokainy.

Drugi paradoks to walka z handlem narkotykami. Władze robią wszystko, by ukrócić ten proceder. W Peru systematycznie wyłapuje się przemytników oraz niszczy zarekwirowaną przez wojsko i policję kokainę. Wykrywa się też fabryki produkujące PBC – pasta básica de cocaína, czyli łatwą w transporcie podstawową pastę kokainy. Ale nie są też wielką tajemnicą powiązania państwowych struktur z kartelami narkotykowymi. Z boku wygląda to na wzorcową walkę z wiatrakami.

Największy paradoks polega jednak na tym, że – najogólniej ujmując – Peruwiańczycy mogą w liściach koki przebierać jak w ulęgałkach, ale nie mają nic wspólnego z kokainą. Choć nie jest trudno ją wyprodukować. Oprócz liści koki potrzeba do tego nafty, wapna, kwasu siarkowego, kwasu solnego, nadmanganianu potasu, amoniaku, wody i trochę słońca lub innego źródła ciepła. Z takiej mieszanki otrzymuje się jeden z najtwardszych znanych ludzkości narkotyków.

Zmierzam do tego, co jest kwintesencją tematu i co często trudno pojąć. Z liści koki można zrobić kokainę, ale same w sobie nią nie są. Nie trzeba więc szukać ich u karteli narkotykowych. Wystarczy kupić je na zwykłym targowisku. Jak marchewkę, czy seler.

I to się nie zmieni. Bo liście koki to życie. Korzystają z nich zwłaszcza mieszkańcy Andów i podróżujący po nich turyści. Napar pomaga zwalczyć objawy soroche, czyli choroby polegającej na braku adaptacji organizmu do funkcjonowania na dużych wysokościach. Powyżej trzech tysięcy metrów nad poziomem morza wszystko jest niemal tak, jak za czasów Inków. Miejscowi odmawiają modlitwy zanim włożą liście koki do ust. Żują je codziennie i ciężko pracują tryskając przy tym zdrowiem. Nie mają astmy, bólów brzucha, obrzęków płuc. Szybciej goją im się rany, a gdy zmierzyć im ciśnienie, można nie uwierzyć we wskazania ciśnieniomierza.

Nie można im tego zabrać. Nawet pod pozorem walki z narkotykami. To jakby odebrać ludziom ziemniaki, bo ktoś produkuje z nich bimber.

A co z innymi właściwościami liści koki? Mówiąc krótko: jaka jest po nich „jazda”? Żadna. Nie ma się po nich halucynacji i wizji. Liście koki w żaden sposób także nie uzależniają. Ale warto pamiętać, żeby nie mieć ich przy sobie na lotnisku. Choć uprawa, handel i spożywanie liści koki jest w Peru legalne, to próba ich wywozu z tego kraju może zakończyć się tak jak w przypadku narkotyków – problemami z wymiarem sprawiedliwości.

Oceń treść:

Average: 10 (4 votes)
Zajawki z NeuroGroove
  • Benzydamina
  • Dekstrometorfan

Autor: elmo

Substancja: 1,5 g Benzydaminy + 150 mg DXM

Wiek: 16

Waga: 67 kg

Doświadczenie: MJ, Kodeina, Benzodiazepiny, Benzydamina, DXM

S&S: Z koleżanką (dajmy na to K.) i jej mamą za ścianą w jej domu.

Było to dosyć dawno, wiec zdarzenia bynajmniej nie są ułożone chronologicznie. Opisuje tylko to, co najbardziej zapadło mi w pamięć.

  • Marihuana
  • Marihuana
  • Pozytywne przeżycie

Nastrój bardzo dobry, nastawienie pozytywne. Marihuana spalona po raz pierwszy w domu w samotności.

Zamierzam opisać tutaj moje któreś z rzędu spotkanie z marihuaną. Postanowiłem tym razem zapalić porcję samemu w domu, bez udziału osób trzecich. Byłem ciekaw różnicy w przeżyciach, chociaż słyszałem wiele negatywnych opinii o paleniu w samotności.

  • 25B-NBOMe
  • Przeżycie mistyczne

Siedzę samemu w pokoju, średnio intensywne światło podwieszone do sufitu. Chęć spróbowania substancji psychoaktywnej cięższego kalibru. Ciekawość. Pozytywne nastawienie do tego co ma się wydarzyć, ale bez świadomości, że będzie powiązane z mistycyzmem.

Objaśnienie:

Tripper – wiek < 30. Umysł analityczny. Programista. Aktywny sportowo tryb życia.

Wzrost 173cm, ok. 65kg.

JA – świadomość, byt, niematerialny, mistyczny, duchowy ja.

X – kolega, który przekazał mi blister oraz poinformował o występujących doznaniach.
Jak się później okazało, nie do końca poinformował mnie o silnych przeżyciach mistycznych/duchowych, ale wszystko jak najbardziej działo się pozytywnie.

  • Marihuana
  • Tripraport

Siedzę z dziewczyną w pokoju i stwierdzam, że to chyba najciekawsze rozwiązanie niedzieli.

To nie miało sensu co ja powiedziałem.
T0= 20:46

Do T + 30 min przestrzeń u skraju mojego pola widzenia uległa znacznemu rozciągnięciu, nic więcej szczególnego prócz głupawki się nie wydarzyło. Aż do teraz.

randomness