REKLAMA




Psychedeliczne terapie

Wystarczy kilka godzin, aby substancje psychoaktywne wywołały takie zmiany w psychichice, jakie w konwencjonalnej psychologii osiąga się po latach.

Tagi

Źródło

Świat Nauki (Scientific American), styczeń 2010

Komentarz [H]yperreala

Podziękowania dla Kapelusznika i Zen Vantalye z listy [u]zywli za udostępnienie tekstu.

Odsłony

10740

Wystarczy kilka godzin, aby substancje psychoaktywne wywołały takie zmiany w psychichice, jakie w konwencjonalnej psychologii osiąga się po latach.

Roland R. Griffiths i Charles S. Grob


 

W  SKRÓCIE


Setki doświadczeń dotyczących halucyno­genów przeprowadzono w latach pięćdzie­siątych i sześćdziesiątych. Nadużywanie tych substancji doprowadziło jednak do ich delegalizacji, a wprowadzone restrykcje całkowicie zahamowały dalsze prace.

Początkowe próby stosowania tych środ­ków wskazywały, że mogą one pomóc w leczeniu pacjentów z rozmaitymi scho­rzeniami psychiatrycznymi. Wstrzymanie finansowania badań nie pozwoliło tego dokładnie sprawdzić. Nowy etap prac nad halucynogena­mi, głównie psylocybiną, rozpoczął się od sprawdzenia, czy mogą one skutecznie zwalczać egzystencjalny lęk u pacjentów cierpiących na nowotwory lub pomóc uzależnionym wyzwolić się z nałogu. Pierwsze rezultaty nowych badań tera­peutycznych są obiecujące, niektórzy ich uczestnicy doświadczali bowiem głę­bokich przeżyć duchowych, co sprzyja dążeniu do przeprowadzenia ważnych zmian w życiu.

Pewnego wiosennego poranka 2004 roku do centrum badawczego biologii behawioral­nej w Johns Hopkins University School of Me­dicine zgłosiła się Sandy Lundahl, 50-letnia specjalistka ds. edukacji zdrowotnej, by ochot­niczo wziąć udział w badaniu substancji halu­cynogennych, jednym z pierwszych od ponad 30 lat w Stanach Zjednoczonych. Wypełniła kwestionariusze, pogawędziła z dwoma nadzorcami badania klinicznego, którzy mieli spędzić przy niej najbliższe osiem godzin, i zasiadła w wy­godnym pomieszczeniu przypominającym salon, przeznaczo­nym na sesję. Połknęła dwie niebieskie kapsułki i położyła się na kozetce. W relaksacji i skupieniu się na swoim wnętrzu mia­ło jej pomóc zasłonięcie oczu oraz specjalnie dobrany zestaw utworów muzyki klasycznej, płynącej przez słuchawki.

Kapsułki zawierały wysoka, dawkę psylocybiny, głównego składnika "magicznych" grzybków, która, podobnie jak LSD i me­skalina, powoduje zmiany nastroju i percepcji, ale bardzo rzadko wywołuje halucynacje. Pod koniec sesji, kiedy działanie psylocy­biny osłabło, Lundahl, która nigdy wcześniej nie zażywała halucynogenów, wypełniła kolejne kwestionariusze. Jej odpowiedzi wskazywały, że w czasie spędzonym w pokoju sesyjnym przeżyła głęboko mistyczne doświadczenie podobne do tych, o których opowiadali duchowi przewodnicy w wielu kulturach na prze­strzeni wieków - charakteryzowane jako poczucie zjednoczenia z ludźmi i rzeczami, któremu towarzyszyło wrażenie przebywa­nia poza czasem i przestrzenią, uczucie świętości i radości.
Podczas wizyty kontrolnej ponad rok później powiedziała, że do tego mistycznego doświadczenia powraca każdego dnia, i - co najciekawsze - uważa je za swoje najbardziej osobiste i najważniejsze pod względem duchowym wydarzenie. Odczu­ła, że korzystnie zmieniło ono jej nastrój, postawę, zachowa­nie i zwiększyło poziom zadowolenia z życia. „Wygląda na to, że to doświadczenie przyśpieszyło mój wewnętrzny rozwój - na­pisała. - Wciąż pojawiają się jego reperkusje ... [stałam się] bar­dziej kochająca - staram się wynagrodzić krzywdy, które wyrzą­dziłam... Coraz bardziej jestem skłonna dostrzegać w ludziach bijące od nich boskie światło".

Lundahl znalazła się w grupie 36 osób uczestniczących w ba­daniu rozpoczętym w 2001 roku przez jednego z nas (Griffithsa) w Johns Hopkins University. Pierwsze wyniki tego doświadcze­nia opublikowano w 2006 roku, a raport z następnych obserwacji ochotników - dwa lata później. Kiedy pierwszy z artykułów pojawił się w Psychopharmacology, wielu naukowców entuzja­stycznie powitało powrót do badań wstrzymanych na tak długo. Testy psylocybiny w Johns Hopkins University są kontynuowa­ne. Eksploruje się duchowe konsekwencje podania leku zdro­wym ochotnikom, a także sprawdza, czy stany psychoaktywne wywoływane przez halucynogeny i w szczególności przeżycia typu mistycznego mogą złagodzić schorzenia psychiatryczne i behawioralne, łącznie z takimi, których leczenie nie jest obec­nie zbyt efektywne. Związkiem stosowanym w większości tych badań jest psylocybina, tzw. klasyczny halucynogen. Podobnie jak w przypadku innych leków tej klasy - psylocyny, meskaliny, DMT i LSD - działa ona za pośrednictwem receptorów seroto­niny w komórkach mózgu. Mylące jest to, że w mediach i ra­portach epidemiologicznych mianem „halucynogenów" są okre­ślane również pewne związki z innych klas leków, wywołujące odmienne efekty farmakologiczne: ketamina, MDMA (którego popularna nazwa to „ecstasy"), salvinorin A, ibogaina i inne. Niektóre z nich mają także potencjał terapeutyczny.
 


UCIĄŻLIWA PRZESZŁOŚĆ

Terapeutyczne testy halucynogenów nawiązują do niezwy­kłych efektów prób badawczych rozpoczętych jeszcze w latach pięćdziesiątych, które objęły tysiące uczestników. Wyniki nie­których z tych doświadczeń wskazywały, że halucynogeny mogą pomóc w leczeniu uzależnień i złagodzić psychiczne cierpienia towarzyszące schyłkowej fazie śmiertelnej choroby. Na począt­ku lat siedemdziesiątych wstrzymano jednak dalsze badania ze względu na narastający problem rekreacyjnego stosowania halucynogenów, głównie LSD, czemu towarzyszyło niesłychane zainteresowanie mediów. Przyczyniło się do tego także szeroko nagłośnione usunięcie Timothy'ego Leary'ego i Richarda Alperta z Harvard University w 1963 roku na skutek kontrowersji wokół stosowanych przez nich niekonwencjonalnych metod badaw­czych z wykorzystaniem halucynogenów, a w przypadku Alperta - także podanie studentowi psylocybiny poza kampusem.

Rozpowszechniające się nienadzorowane stosowanie słabo poznanych substancji, po części wynikające z popierania tej praktyki przez charyzmatycznego Leary'ego, wywołało w koń­cu ostrą reakcję. Ustawa Controlled Substances Act z 1970 ro­ku umieściła popularne halucynogeny w Wykazie I - najbar­dziej restrykcyjnej kategorii. Wprowadzono nowe ograniczenia w próbach badawczych na ludziach, wstrzymano ich finansowa­nie ze środków federalnych, a badaczy w nie zaangażowanych zepchnięto na margines profesji.

Upłynęło wiele lat, zanim wrzawa wokół halucynogenów przycichła na tyle, by można było rozpocząć ściśle kontrolowane próby podawania ich ludziom.

Naukowcy szczególnie interesu­ją się wywoływanymi przez nie przeżyciami typu mistycznego, ponieważ wygląda na to, że mogą one szybko powodować ko­rzystne i trwałe zmiany nastroju i zachowania, których osią­gnięcie za pomocą metod konwencjonalnej terapii psycholo­gicznej zajęłoby wiele lat. Badania tego zjawiska prowadzone w Johns Hopkins University dowodzą, że tego typu przeżycia mogą być w warunkach laboratoryjnych wywołane u większo­ści ludzi. A to pozwala po raz pierwszy przeprowadzić rygory­stycznie kontrolowane testy naukowe tego fenomenu, poddając monitoringowi stan ochotników przed zażyciem leku i potem, by zbadać przyczyny oraz psychologiczne i behawioralne efekty „mistycznych" doznań.

W swoich ostatnich pracach na ten temat naukowcy z Johns Hopkins zastosowali kwestionariusze przeznaczone pierwotnie do oceny doświadczeń mistycznych pojawiających się samorzut­nie, niemających związku z zażyciem leków. Przyjrzeli się też stanom psychicznym ochotników po upływie dwóch i czterna­stu miesięcy od sesji z psylocybiną. Ankiety wykazały, że uczest­nicy nabrali pewności siebie, wzrosło ich poczucie wewnętrz­nego zadowolenia, lepiej tolerowali frustrację, zmniejszyła się ich nerwowość, poprawiła jakość życia. Potwierdzały to także opinie przyjaciół, członków rodziny czy kolegów z pracy, niewie­dzących o eksperymencie. Jeden z uczestników samą sesję opi­sywał tak: „Poczucie, że wszystko jest Jednością, zetknięcie się z esencją Wszechświata, wiedza, że Bóg nie żąda od nas niczego poza miłością. Nie jestem sam. Nie boję się śmierci. Jestem bar­dziej cierpliwy wobec siebie samego".

ULGA W CIERPIENIU

Gdy 40 lat temu wstrzymano doświadczenia z halucy­nogenami, ad acta trzeba było odłożyć długą listę planów ich zastosowania terapeutycznego, obejmującą próby leczenia al­koholizmu i innych uzależnień, lęku towarzyszącego chorobie nowotworowej, zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych, zespołu stresu pourazowego, zaburzeń psychosomatycznych, autyzmu oraz poważnych charakteropatii. Nieliczne wykonane już bada­nia na ten temat obejmowały na ogól jednostki lub małe grupy, a to mało wiarygodne źródło wiedzy. Nawet najlepsze z nich nie spełniały nowoczesnych kryteriów metodologicznych, jak istnie­nie i dobór grupy kontrolnej, randomizacja itp., które są obecnie standardem psychofarmakologicznych badań klinicznych. Pracę trzeba zacząć niemal od zera.

Na początek naukowcy zajęli się lękiem i depresją towarzy­szącym chorobie nowotworowej. Tradycyjne psychofarmaceuty­ki są w tych przypadkach nie dość skuteczne. Dlatego jeszcze w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych w sumie ponad 200 chorych na raka otrzymało w ramach serii prób klinicz­nych klasyczne halucynogeny. W 1964 roku Eric Kast z Chica­go Medical School, podając LSD pacjentom cierpiącym na silny ból występujący w końcowym stadium choroby nowotworowej, zauważył, że zaczęli oni „w szczególny sposób lekceważyć powa­gę swojej sytuacji, swobodnie mówili o zbliżającej się śmierci, podchodząc do tego w sposób, który w naszej zachodniej kultu­rze uznano by za nieodpowiedni, lecz w ich stanie psychicznym było to nadzwyczaj korzystne". W kolejnych badaniach Stanislav Grof, William Richards i ich współpracownicy ze Spring Grove State Hospital niedaleko Baltimore (a później w Maryland Psychiatrie Research Center) wykorzystali LSD i inny klasycz­ny halucynogen DPT (dipropylotryptaminę), co przyczyniło się do złagodzenia depresji, zmniejszenia niepokoju i strachu przed śmiercią. Największa poprawa samopoczucia nastąpiła u cho­rych, którzy doświadczyli przeżycia typu mistycznego.

Jeden z nas (Grob) zaktualizował tę serię. W latach 2004-2008 przeprowadził w Harbor-UCLA Medical Center pilotażowe badanie, w którym podawał psylocybinę 12 pacjentom w termi­nalnej fazie choroby nowotworowej. Wyniki opisał we wrześniu ubiegłego roku w Archives of General Psychiatry. Tak mała gru­pa nie pozwala co prawda wyciągać definitywnych wniosków, ale rezultaty były zachęcające: mniejszy niepokój i poprawa nastroju utrzymywały się nawet przez kilka miesięcy po sesji, uzyskano też osłabienie lęku przed śmiercią, jak w badaniach sprzed 40 lat. Johns Hopkins i New York University rozpoczę­ły więc próbę podawania wyższych dawek psylocybiny, częściej wywołujących przeżycia typu mistycznego, które w poprzednich badaniach były związane z dłuższym utrzymywaniem się efek­tów terapeutycznych. A w Szwajcarii rozpoczęto podobną pilo­tażową próbę z zastosowanem LSD.

Od dawna wiadomo że głębokie, samoistne doznanie mi­styczne pomaga czasem alkoholikom, palaczom i innym uza­leżnionym uwolnić się od nałogu. Od początku prac nad ha­lucynogenami próbowano więc ten efekt osiągnąć za pomocą środków farmakologicznych. W takich doświadczeniach, opi­sanych w ponad 20 publikacjach, wzięło udział łącznie ponad 1300 osób. W części prób ochotnikom podawano wysokie dawki tych substancji, nie zapewniając odpowiedniego przygotowania i wsparcia psychologicznego. Niekiedy wręcz wiązano ich do łó­żek („dla bezpieczeństwa") . Nie dziwi więc, że badacze docenia­jący wagę „set & setting" (Pojęcie wprowadzone przez Leary'ego obejmujące nastawienie psychiczne, oko­liczności i otoczenie podczas doświadczenia psychodelicznego - przyp. tłum.) i zapewniający pacjentom większe wsparcie uzyskiwali lepsze wyniki. Ogólnie były one obiecujące, lecz nie rozstrzygające.

Zastosowanie współczesnej, lepszej metodologii powinno ostatecznie przesądzić o przydatności halucynogenów w lecze­niu uzależnień. W Johns Hopkins zespół kierowany przez Grif­fithsa i Matthew Johnsona rozpoczął pilotażowe badanie nad rzuceniem palenia, w którym sesje psylocybiny mają uzupełnić terapię poznawczo — behawioralną, czyli uczenie pacjenta, jak zmienić myśli i zachowanie, aby wyzwolić się od nałogu i wy­trwać w abstynencji.
Poza leczeniem uzależnień, rozpoczęto w ostatnim cza­sie badania nad tym, czy psylocybina może złagodzić objawy zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych. Także inne substancje z Wykazu I, działające w odmienny sposób, wykazują potencjał terapeutyczny. Ostatnio zaobserwowano, że niskie dawki keta­miny (środka znieczulającego) mogą szybciej łagodzić depresję niż fluoksetyna i podobne leki, zaś w South Carolina wykaza­no, że MDMA pomaga w leczeniu zespołu stresu pourazowego u pacjentów niepoddających się standardowej terapii. Podobne próby z MDMA prowadzone są w Szwajcarii i Izraelu.

UWAGA! NIEBEZPIECZNE ZAKRĘTY

Uzyskanie akceptacji dla terapii wykorzystujących klasycz­ne halucynogeny wymaga przezwyciężenia obaw, które naro­sły w czasie „psychodelicznych lat sześćdziesiątych" w związku z nadużywaniem tych substancji. Rzeczywiście mogą one czasem wywołać niepokój, paranoję lub panikę, co w przypadkach nie­nadzorowanego ich podania grozi nieumyślnymi zranieniami czy nawet samobójstwem. W Johns Hopkins zaobserwowano, że na­wet mimo starannego doboru uczestników i co najmniej ośmiu godzin wstępnego przygotowania psychologicznego co trzeci badany doświadczył w trakcie sesji silnego strachu, a co piąty - nawet paranoi. Niemniej u żadnego nie pojawiły się trwałe zaburzenia, zapewne także dzięki stworzeniu sprzyjających wa­runków zbliżonych do domowych oraz zapewnieniu stałej asysty wykwalifikowanych doradców w czasie sesji.

Inne zagrożenia związane ze stosowaniem halucynogenów to przedłużona psychoza, stres psychiczny, zaburzenia widzenia lub dysfunkcje innych zmysłów utrzymujące się przez kilka dni lub nawet dłużej. Pojawiają się one rzadko, zwłaszcza u dokład­nie monitorowanych i psychologicznie przygotowanych ochot­ników. Chociaż klasyczne halucynogeny są czasem nadużywane stosowane w sposób narażający na niebezpieczeństwo samego zainteresowanego lub osoby postronne, nie zalicza się ich do typowych środków uzależniających, ponieważ nie wywołują przymu­su sięgania po kolejną dawkę, ani zespołu odstawienia. Aby ograni­czyć występowanie działań nie­pożądanych, grupa naukowców z Johns Hopkins opublikowała ostatnio zestaw wytycznych bez­piecznego stosowania wysokich dawek halucynogenów w do­świadczeniach naukowych. Bio­rąc pod uwagę możliwość pano­wania nad ryzykiem aplikowania tych leków, sądzimy, że ich bada­nia powinny być kontynuowa­ne, choćby ze względu na szansę odmienienia życia cierpiących na nowotwory czy osób uzależ­nionych. Jeśli okażą się skuteczne w tych przypadkach, można było­by przejść do sprawdzenia, czy wywołane przez nie przeżycia pomogą w terapii ważnych problemów zdrowia publicznego, ta­kich jak zaburzenia łaknienia, ryzykowne zachowania seksual­ne bądź rozmaite przypadki niedostosowania społecznego.

W badaniach halucynogenów spore korzyści powinno przy­nieść zastosowanie metod neuroobrazowania i technik farma­kologicznych niedostępnych w latach sześćdziesiątych, które pozwolą wejrzeć w mechanizm działania tych substancji. Ska­nowanie obszarów mózgu zaangażowanych w odczuwanie in­tensywnych emocji i myśli, których ludzie doświadczają pod wpływem leku, przybliży nas do zrozumienia fizjologii przeżyć typu mistycznego. Być może dzięki temu opracujemy niefarma­kologiczne sposoby ich wywoływania, które pozwolą szybciej i skuteczniej niż przez medytację lub post osiągnąć taki stan, ja­ki w latach trzydziestych w nowojorskim Towns Hospital prze­konał Billa Wilsona, by przestać pić i założyć stowarzyszenie Anonimowych Alkoholików.

Wyjaśnienie, w jaki sposób doświadczenia mistyczne mogą zmieniać postawę na życzliwszą wobec siebie i innych, pomo­że z kolei wytłumaczyć dobrze udokumentowaną ochronną ro­lę uduchowienia w utrzymywaniu dobrej kondycji psychicznej i fizycznej. Doświadczenia mistyczne mogą wywołać dogłębne, trwałe poczucie zjednoczenia z ludźmi i rzeczami - podstawę etyki w wielu religiach i kulturach. Zaś zrozumienie biologicz­nych mechanizmów działania klasycznych halucynogenów przybliżyłoby nas do wyjaśnienia podłoża kooperatywnych i etycznych zachowań ludzkich. Uważamy, że taka wiedza może się okazać kluczowa dla przetrwania rodzaju ludzkiego.

JEŚLI CHCESZ WIEDZIEĆ WIĘCEJ

Pilot Study of Psilocybin Treatment for Anxiety in Patients with Advanced-Stage Cancer. Charles S. Grob i in.; Archives of General Psychiatry. Publikacja w Internecie 6 IX 2010.

Human Hallucinogen Research: Guidelines for Safety. M.W. Johnson, W.A. Richards i R.R. Griffiths; Journal of Psychopharmacology, tom 22, nr 6; s. 603-620; VIII/2008.

Psilocybin Can Occasion Mystical-Type Experiences Having Substantial and Sustained Personal Meaning and Spiritual Significance. R.R. Griffiths i in.; Psychopharmacology, tom 187, nr 3; s. 268-283; VIII/2006. Dostępne na stronie: csp.org/psilocybincsp.org/psilocybin 

Hallucinogens: A Reader. Pod red. Charlesa S. Groba; Tarcher, 2002.

Johns Hophins Psilocybin Cancer Project: www.cancer-insight.org

 

red hyperreal: Książka: "Oczyścić Drzwi Percepcji" H.Smitha (wyd. pol. 2010) wiążąca doświadczenie psychedeliczne z mistycznym. Bardzo dobra pozycja

Oceń treść:

Average: 10 (1 vote)

Komentarze

Anonim (niezweryfikowany)

Coś nikt nie komentuje.

Te rewelacje nie są niczym nowym dla kogoś, kto jest zainteresowany tematem i zna angielski, ale po polsku do tej pory niewiele o tym pisano. A do tego pismo tak prestiżowe jak "Świat Nauki" - rewelacja.

Anonim (niezweryfikowany)

I tak nie ma nawet liczyć, że cokolwiek się zmieni w społecznym odbiorze tych substnacji przez 30-40 lat.

Anonim (niezweryfikowany)

te rewelacje nie sa niczym nowym dla kazdego, kto logicznie mysli. tak samo jak to, ze niewlasciwie przeprowadzenie takiej "akcji" grozi negatywnymi konsekwencjami przewyzszajacymi dobre, a w skrajnym przypadku rozjebanie cywilizacji (skrot myslowy - zasadniczo chodzi o cos ala falaut). dopiero od 2001 sie poluzowalo z dragami w zwiazku ze skupieniem uwagi na powazniejszych zagrozeniach (choc przedstawianie zagrozenia jako osama ibn laden z pustynii jest smieszne, ale coz) planety dzisiaj i za 20-30 lat. polska ze wzgledow geopolitycznych bedzie dlugo sie opierala liberalizacji obrotu (!) dragami. zarowno wschod jak i ludzie przy realnej wladzy panstowej wola stare metody biznesu.zreszta patrzac na wypaczenia "końcówki" dopalaczy to widać,że polaczki (do nikogo konkretnego,chodzi o ogolne wypaczenia zwiazane glownie z tym,ze pod koniec kazdy mial swoje dopalacze a nazywaly sie tak samo itp) woli get money money i wyjazd-zamiast konkretnie jebnac w strone glaskania systemu i ludu pracujacego jak swego czasu kartele w pld ameryce.na pewno jesli politycy i INNI dostali by wiecej pieniedzy i wplywow od ludzi "dopalaczowych" to by na to przystali bo to stara prawda,ze oni sa jak k.... ;) przy czym ja uwazam dlugotrwale kur..... w okreslonym wczesniej celu, zaskonczone sukcesem, za wielka sztuke.niestety oceny strategicznych skutkow politycznych decyzji czasami (zwykle?;) trzeba rozciaganac na wiele,wiele lat.

Anonim (niezweryfikowany)

Nie wiadomo jak to bedzie

grunt ze zaczeli patrzec na to z innych perspektyw

 na zachodzie szybko ta mentalnosc moze sie zmienic na jeszcze lepsze podejscie.

Ale tutaj w Polsce nie ma nawet co liczyc ;/

u nas taki artykuł co jest powyzej pojawi sie w jakims pismie za 10 lat.

Chyba ze stanie sie cos co zmieni glupia mentalnosc polakow ;]

Anonim (niezweryfikowany)

 

"Leczniczy potencjał terapii psychodelicznej.


  (...) terapia psychodeliczna posiada niesamowitą właściwość łagodzenia emocjonalnego i fizycznego cierpienia towarzyszącego przypuszczalnie najbardziej bolesnemu doświadczeniu w całym ludzkim życiu, zarówno w przypadku umierającej osoby, jak i jej bliskich. Projekt 'Spring Grove' i badania kliniczne przeprowadzone w wielu krajach na całym świecie wykazały, że substancje psychodeliczne mogą być używane w bezpieczny sposób i w żadnej mierze nie powodują one uzależnienia fizycznego. Istniejące obecnie przeszkody polityczne i administracyjne, które uniemożliwiają setkom tysięcy nieuleczalnie chorych osób czerpanie pożytku z niezwykłych możliwości oferowanych przez te substancje, są zupełnie niepotrzebne, nieuzasadnione i nieludzkie. Przesadnie ostrożni pracownicy administracji publicznej i ustawodawcy wysuwali wiele argumentów przeciwko stosowaniu psychodelików u pacjentów z problemami emocjonalnymi i psychosomatycznymi, psychologów pragnących lepiej poznać zakamarki swojej psychiki, artystów szukających nowych doznań estetycznych i duchownych szukających nowych przestrzeni doświadczenia religijnego. Jednak argumenty rysowane przeciwko stosowaniu psychodelików wydają się wyjątkowo niedorzeczne, gdy odmawia się ich pacjentom znajdującym się w sytuacjach zagrożenia życia. Szczególnie, gdy równocześnie w celu uśmierzenia bólu aplikuje się im naprawdę niebezpieczne i silnie uzależniające narkotyki."

 

Stanislav Grof "Najdalsza Podróż"

 

Anonim (niezweryfikowany)

na lewą stronę. A może i nie. U mnie wywrócił...

randomness