Marihuana a stwardnienie rozsiane - opinie pacjentów

Czterech pacjentów, pragnących zachować anonimowość, opowiada o tym, jak marihuana łagodzi objawy stwardnienia rozsianego.

Ten list, datowany na 27 września 1993r. został wysłany do Clare Hodges z ACT (Alliance for Cannabis Therapeutics) przez chorego na MS Brytyjczyka, który pragnie pozostać anonimowy.

Stwardnienie rozsiane zdiagnozowano u mnie w 1991r., w dzień moich 35 urodzin, kilka tygodni po pełnej złości i nienawiści sprawie rozwodowej. Moja żona rzuciła mnie, twierdząc że ma mnie dość i powiedziała swojemu adwokatowi, że jestem uzależniony od heroiny, co było oczywiście bzdurą. Moja niewyraźna i pełna zająknięć mowa nie dawała większych szans obrony.

Zdałem sobie sprawę, że nienawiść i frustracja, w którą wpadłem, zaostrza tylko moje symptomy. Zdecydowałem więc zapalić zioło, po trzyletniej abstynencji, bo, jak powiedział Ken Kesey, "Sprawia że do większości rzeczy podchodzisz bardziej filozoficznie".

Byłem całkowicie nieprzygotowany i nie spodziewałem się, że dziwne odczucia w nogach oraz ból twarzy znikną jak ręką odjął, po raz pierwszy od miesięcy. Choć zawroty głowy nie zniknęły, nudności i "choroba morska" przeszły całkowicie. Po raz pierwszy od miesięcy spałem jak dziecko, nie czując potrzeby wstawania co dwie godziny by oddać mocz.

Nie posunę się tak daleko, żeby uznać to za początek powrotu do zdrowia, ale na pewno mogę powiedzieć, że był to koniec mojego wyniszczenia!


Ten list, datowany na 21 września 1993r. został wysłany do Clare Hodges z ACT (Alliance for Cannabis Therapeutics) przez chorego na MS Brytyjczyka, który pragnie pozostać anonimowy.

Czytając artykuł "Medicine, Man" (Guardian Weekend, 18 września) doszedłem do wniosku, że najwiekszą przeszkodą w uznaniu kanabisu za lekarstwo, jest własny interes biznesmenów, a dokładniej - zachodnich producentów syntetycznych lekarstw. To nieprawdopodobne, żeby brytyjski rząd rozważał radykalne zmiany prawne na przekór presji ze strony pacjentów, opiekunów, opinii publicznej i lekarzy, nie widząc w tym interesu. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie pojawi się ktoś, kto jednak posłucha bardziej zasadnych argumentów.

Stwardnienie rozsiane wykryto u mnie pięć lat temu, gdy byłem w wieku 45 lat. Powiedziano mi, że mój stan prawdopodobnie będzie się tylko pogarszał. Prognoza się sprawdziła - dwa lata temu musiałem porzucić pracę, a teraz poruszam się na wózku. Cierpię na wyjątkowo silne spazmy od pasa w dół, które unieruchamiają mi nogi i wywołują coraz większy ból; czuję poza tym, jakbym ciągle miał grypę. Rok temu przyjaciel pokazał mi artykuł z Daily Mail o chorym na MS, który używając kanabisu, poczuł wyraźną ulgę w najbardziej dokuczliwych objawach. Pomimo wpojonej niechęci do zakazanych substancji, uległem presji rodziny i zacząłem palić. Efekty nie były euforyczne, ale mogłem już wyprostować nogi, zarówno siedząc na podłodze, jak i leżąc w łóżku. Mogłem oglądać telewizję przez kilka godzin, nie zwijając się w kłębek z bólu. Mogę też wybrać się na przejażdżkę samochodem, nie bojąc się o stan pęcherza. Zarówno ja, jak i moja żona, możemy już spać bez przerwy przez 3-4 godziny. Palenie kanabisu nie jest dla mnie problemem. Najważniejsze, że działa - jako rozluźniacz mięśni, uspokajacz, itp.

Stres i depresja zawsze towarzyszą rozwojowi MS i podobnych schorzeń i wszystko, co może im zapobiec, jest bezcenne zarówno dla chorych, jak i ich rodzin. Jeśli w Anglii jest rzeczywiście 80.000 chorych na MS, to muszą być też setki tysięcy ludzi, których życie mogłoby się znacznie polepszyć gdyby tylko zalegalizowano i udostępniono im lekarstwo. Są też inne choroby, których symptomy możnaby załagodzić. Dosłownie jak u Orwella - mała grupa ludzi dbająca o własny interes i przestarzałe uprzedzenia sprawiają, że miliony muszą cierpieć. W samej Wielkiej Brytanii musi być wiele tysięcy ludzi regularnie używających nielegalnego kanabisu by ułatwić życie sobie i otoczeniu. Przydałoby się, żeby wszyscy w jednym momencie wyszli z ukrycia, ale wydaje mi się, że nie zrobiłoby to wrażenia na obecnym rządzie.

Nie mam pieniędzy, tylko czas i złość, ale jeśli mógłbym pomóc w jakikolwiek sposób, proszę mi dać znać. Przepraszam za jakość listu, ale komputer jest piętro niżej, a ja nie.


Ten list, został wysłany do Clare Hodges z ACT (Alliance for Cannabis Therapeutics) przez chorego na MS Brytyjczyka, który pragnie pozostać anonimowy.

Zaczęte 27 września 1993, zakończone 2 października. Pisane palcem wskazującym lewej ręki.

Jestem 49-letnim mężczyzną, byłym kierownikiem administracyjnym w oddziale IBM zatrudniającym 53 ludzi. MS wykryto u mnie w 1990r. Teraz nie mogę chodzić i jestem całkowicie uzależniony od mojej opiekunki - wspaniałej żony.

Paliłem kanabis do momentu gdy udało mi się namówić lekarza, by przepisał mi Cesamet (nabilon). Cztery tabletki dziennie sprawiły, że:

  • Mogłem kontrolować swój pęcherz. Dotarcie do toalety zajmuje mi 5 minut, więc często kończyło się to dość krępującymi wypadkami.
  • Zmniejszyły się spazmy; moja lewa noga czasami trzęsie się niekontrolowanie.
  • Łatwiej jest mi zachować równowagę

Mam ramę na kółkach, przy pomocy której spaceruję po przedpokoju, by uratować mięśnie przed zanikiem.

Nabilon został wycofany z apteki i nie jest już dostępny, więc ostatniej nocy zapaliłem zioło - efekt był piorunujący. Przeszedłem przez pokój, wspiąłem się dość łatwo po schodach (normalnie ktoś musi mi przestawiać nogi ze stopnia na stopień), nie trząsłem się. Dobrze wypadłem w "testach sprawnościowych", które opracowałem sobie przez ostatni rok. Minęło też uczucie, które porównałbym do włożenia dłoni w szybkowiążący beton. Stałem się o wiele zręczniejszy.

Więc dlaczego mogę nabyć marihuanę tylko nielegalnie? Nie przejmuję się efektami ubocznymi i palę kanabis z przyjemnością. Wierzę że kilka lat w takim stanie, w jakim byłem zeszłej nocy, byłoby czymś wspaniałym dla podobnych mi ludzi. Gdyby kanabis był legalny, mógłbym zażywać dokładnie odmierzone i czyste porcje. Obecna metoda jest ryzykowna i zmusza mnie do palenia marihuany niewiadomego pochodzenia. Jest to też bardzo kosztowne.


Ten list, datowany na 22 października 1993r. został wysłany do Clare Hodges z ACT (Alliance for Cannabis Therapeutics) przez chorego na MS Australijczyka, który pragnie pozostać anonimowy.

Pański list został wysłany do Multiple Sclerosis Society przy ACT, ale jak można było się spodziewać, nie przyjęli go do wiadomości. Przypuszczam, że mogłoby to zaszkodzić ich dotacjom, gdyby dowiedziano się, że mają do czynienia z narkotykami.

Zacząłem palić kanabis około czterech lat temu, zaraz po tym, jak stwierdzono u mnie stwardnienie rozsiane. Muszę przyznać, że pierwsza korzyść jaką odniosłem wynikała po prostu z odurzenia - tzn. zapominałem o nękającym mnie problemie. Później zdałem sobie sprawę, że kanabis pomaga mi także zredukować spazmy i to przy dużo mniejszej dawce (chmurka lub dwie). Na szczęście dość łatwo jest go uprawiać w Australii, a na terenie ACT jego używanie zostało ostatnio zdekryminalizowane (posiadanie małych ilości grozi tylko drobnym mandatem).

Próbowałem także jeść kanabis, ale zdałem sobie sprawę że trudno go w ten sposób dawkować. Efekt w dużej mierze zależał od tego, co jadłem przed i po kanabisie.


Na podstawie materiałów z www.ukcia.org.

Oceń treść:

0
Brak głosów

Komentarze

Bogdan. (niezweryfikowany)

k

mirkosa (niezweryfikowany)

LEGALIZUJEMY KONOPIE
WYSLIJ Z NAMI PETYCJĘ
ZALEGALIZUJMY JĄ RAZEM
= doiop.com/ty0tt7

Nika (niezweryfikowany)

     Zalegalizowanie marihuany leczniczej w Polsce byłoby dla mnie spełnieniem moich marzeń. Od 16 roku życia choruję na stwardnienie rozsiane, w tej chwili mam 39 lat, moje całe zycie przez tą chorobę było jednym wielkim koszmarem,zostawił mnie mąż, bo nie miał juz siły opiekować się mną, ZUS ciągle obstaje przy tym że moja choroba nie jest az tak ciężka i do wyleczenia, widocznie nic nie wiedza o stwardnieniu rozsianym, bardzo chciałabym iść do pracy, często próbowałam zacząć jakąkolwiek pracę, ale zwykle kończyła się ona upadkiem, nie przyznawałam się do choroby, bo kto by mnie przyjął z sm-em?Teraz mogę liczyć zaledwie na dobroduszność Pomocy Społecznej, gdzie dostaję zaledwie 390 zł. Marzę o wyleczeniu się, kazdego dnia czekam na cud , że w Polsce zostanie zalegalizowana lecznicza marihuana i że będzie Ona refundowana. Tak bardzo chcę wrócić do pracy, do ludzi i do życia!!!

alex (niezweryfikowany)

mam 27 lat o s.m w moim organiżmie wiem od 0,5 roku .trawkę palę od 16 roku życia a więc nie wiem jak bym się czuł nie paląc .
lubię palić i będe. nie wiem jak palić żeby pomogło mi to na s.m jak wiesz to mi powiedz humitoo@wp.pl

mksoho (niezweryfikowany)

tez choruje od 4 lat i chyba zaczne palic

czoło (niezweryfikowany)

wysadzić w powietrze cały rząd w czasie obrad, wprowadzic nowy, młody który przez np. legalizacje małych ilości marihuany ulży w cierpieniu chorym i odbarczy więzienia z małolatów siedzących z śmieszne ilości trawki

magdadido (niezweryfikowany)

hej, Ja mam diagnozę od 4 lat- od 3 na betaferonie. A pale od..... za rok bedzie lat 20. Pale dobra trawkę, w małych ilościach- wtedy czuje się wysmienicie- cierpie w sumie "tylko" na spastyke, meczliwości , gdy spalę za dużo nogi sie podemną uginają- kiedyś przed choroba tak nie miałam. Ha, teraz moge palić bez wyrzutów sumienia- w końcu sie leczę:) Palcie- sami zbadajcie na sobie dawkę, która działa na was najlepiej.

 

Zajawki z NeuroGroove
  • Gałka muszkatołowa

Nie mogłem sie powstrzymać aby udzielic krotkiego opisu przezyc wywolanych zazyciem gałki.Po wnikliwym przeczytaniu wszystkich artykułow na ten temat na NG i Hypperalu postanowilem sie udac w poszukiwaniu galki calej.Schodzilem podeszwy do polowy zanim udalo mi sie takowa znalesc-byc moze mialem pecha byc moze nie-ale nie o to tu chodzi.o godzinie 16,30 starlem 6 calych slicznych galeczek i o 17 z kumpel wypislismy je pomieszane z 0,33 wody.smak nie byl wcale takie straszny jak opisuja,tylko te chepniecia....wychodzimy na miasto o 17,15 siadamy na ryneczku nie czujemy kompletnie nic.

  • Dekstrometorfan
  • Pierwszy raz

Spokojne popołudnie, dobry nastrój, sam w mieszkaniu(chociaż po kilku godzinach wraca brat), chęć przeżycia czegoś nowego i ciekawego.

Witam, poniżej mój pierwszy trip-raport, proszę więc o łagodną ocenę.

Kilka ostatnich tygodni spędziłem wdrażając się spowrotem w mój ćpuńsko-politechniczny rytm życia. W tym czasie, jak i w wakacje czytałem dużo o psychodelikach i postanowiłem spróbować kolejnego 'legalnego' drugu jakim jest DXM.

Tak więc po wykładach z jakichś pierdół udaję się do apteki, kupuję paczuszkę acodinu, która okazuje się mieć 20 tabletek po 15 mg dexa. Siadam przed PlayStation i zjadam najpierw 3 tabsy żeby wykluczyć uczulenie. Popijam piwko - ulubiony Staropramen i gram w fifkę.

  • Inne

niejako i ponikad spogladajac wierzac


odejsc przezyc zaniknac pokochac


przejsc skomlec dokad po nic


wirowac spac i nieistniec leciec


strzelac korekcja czestotliwosci


archaizm tolerancja spokoj cisza


delikatnosc podkorowo krotkie niskie


wiercic wzory kojarzyc i zazyc


dyrekcja budynek skojarzenie


trawa laka las marzenie


rym sciezka mysli


konsolidacja bez celu

  • Kodeina
  • Pierwszy raz

Brak pomysłów na nudę, mój dom, popołudnie, podekscytowanie moim pierwszym spotkaniem z substancją psychoaktywną

Po raz pierwszy zajrzałam na tą stronę przypadkowo, gdy moja siostra spytała się mnie co to kodeina. Zaczęłam czytać tutejsze raporty i strasznie się nakręciłam. Jeszcze nigdy niczego nie brałam i bardzo chciałam to zmienić, pomimo mojego młodego wieku (nie, nie mam jeszcze 18 lat xD).

Wiele czytałam o kodeinie i postanowiłam iść do apteki po Antidol. Od godziny 13 byłam sama w domu i uznałam to za idealne warunki na swój pierwszy raz. 

13.30